Przyszedł ksiądz po kolędzie. Po wymianie zwyczajowych uprzejmości i modlitwie ze wszystkimi domownikami, zasiada za stołem.
– A co u was słychać ? – zapytuje kapłan.
– Wszystko w najlepszym porządku. Dorośli pracują. Dziadkowie, dzięki Bogu, zdrowi. Syn dostał się na studia – wyjaśnia głowa rodziny.
– Taaaak – rzecze kapłan. Ale chodziło mi o twoją siostrę. Czy już doszła do siebie, po tych straszliwych przejściach ?
– Jakich przejściach !? Co konkretnie ksiądz ma na myśli ? – pyta zdezorientowany mężczyzna.
– No a ty ? Jak się z tym czułeś ? Czy już wybaczyłeś ?
– Ale z czym, proszę księdza, miałem sobie radzić ? Komu i z jakiego powodu wybaczać ?
– Ooooj tak ! Widzę, że się zmagasz. Lepiej byłoby o tym nie mówić. No ale to jest ważne. Bóg jest przy każdym naszym cierpieniu. Twoja siostra już wybaczyła?
– Nie bardzo wiem, o czym ksiądz mówi ?
– No jak to nie wiesz ?! Nie udawaj. Przecież została zgwałcona.
– Moja siostra zgwałcona !? Przez kogo ? Kiedy !?
– Jak to! Przez Kowalskiego. 40 lat temu. Wiem, że trudno ci z tym żyć ale musisz wybaczyć. Będziemy przy tobie. Jest to proces długi i trudny. Jednak zawsze możesz liczyć na Kościół i boską pomoc. Módl się o wstawiennictwo do serca pana Jezusa.
– Ale ja nic nie wiem o żadnym gwałcie.
Powyższy dialog księdza kretyna, z naiwnym wyznawcą wiary, jest niecałkowicie zmyślony. Został zainspirowany orędziem, jakie wygłosił abp. Stanisław Gądecki, przewodniczący Episkopatu Polski, w miniony piątek, podczas Nabożeństwa „Przebaczenia i Pojednania” na chwałę zbrodni wołyńskiej. Sygnatariuszem dokumentu był także metropolita kijowsko-halicki Światosław Szewczuk.
Gądecki plótł pobożne życzenia: „Należy budować relacje na zasadach, które czynią wszystkich nas lepszymi i budują państwo, które ma naprawdę twarde fundamenty.” Ambiwalentne banały: „Sprawy to bardzo bolesne z jednej strony a z drugiej strony, które nie jest wcale tak łatwo rozstrzygnąć”. W końcu mylnie sugerował, że niby potrzebna jest jakaś „prawda, na fundamencie której, zbuduje się pojednanie”. To oczywiście nieprawda – bo tak się nie da.
Jedynym psychoterapeutycznym zaleceniem Gądeckiego dla społeczeństwa polskiego było: jechać na Ukrainę aby wspólnie z potomkami morderców pomodlić się nad trupami Polaków. Braw dla księdza biskupa nie było. Takoż mniej więcej wygląda polityka Kościoła idioty, wobec społeczności obskurantów.
Przez pierwsze 30 lat mojego życia, podobnie zresztą, jak większości mojego pokolenia, sprawa rzezi wołyńskiej nie istniała. Prawie nic o tym nie wiedziałem. Prawie oznacza, że na corocznych imieninach u cioci, podpity wujek, smęcił zawsze to samo:
Ukraińcy obrzynali polskim kobietom piersi, odrąbywali głowy, szlachtowali siekierami, nabijali na widły i kosy, defragmentowali piłami na żywca, rzezali nożami. Młotkami rozbijali dzieciom czaszki. Traktowałem to, jako mrożącą krew w żyłach krotochwilną opowiastkę. Nie łączyłem z rzeczywistością bardziej niż bajek Andersena o dziewczynkach z zapałkami. Nie mogę powiedzieć, że jakoś ta moja ignorancja mi ciążyła. W zasadzie w ogóle. Zwłaszcza, że Ukrainiec w Polsce był taką samą egzotyką, jak Indianin. I tak by mogło pozostać.
Ale przecież w wolnym kraju, każdemu można mówić wszystko i na każdy temat. Zwłaszcza Kościołowi, dla którego brak prawdy o tragedii byłby największą tragedią. Gdybyśmy oczyścili wszystkie hagiografie, biografistykę i żywotopisarstwo z męczeństwa, krwawego potu pomordowanych męczenników – niewiele ciekawego do opowiadania księżom by pozostało.
Zasadnicza ułomność doktryny chrześcijańskiej, w kwestii wybaczania i nienawiści wynika, nie bezpośrednio, z nauczania Chrystusa przedstawionego, na przykład, w Ewangelii św. Mateusza, cytuję: „Piotr podszedł do Jezusa i zapytał: Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat zawini względem mnie ? Czy aż siedem razy ? Jezus mu odrzekł: Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy”.
Wyrozumowany z tego fragmentu Pisma modus operandi zasadza się na błędnym mniemaniu co do skutku i kierunku, stanów emocjonalnych jakimi są: wybaczenie i nienawiść (aby wybaczać, najpierw trzeba nienawidzić). Z przedstawionego przez św. Mateusza stanu rzeczy teologowie wywiedli, że wybaczanie jest szlachetne – bowiem nienawiść przestaje szkodzić nienawidzonemu.
Problemem zasadniczym jest, czy umysł człowieka w sposób wolicjonalny może pozbyć się nienawiści i zdobyć na wybaczenie ? Czasem natręctwo tych uczuć i wzburzenie są tak silne, że oczywiście nie może („ Nigdy im tego nie przepuszczę ! ”). Jednak przyjmijmy, że jest to możliwe, wszak każdemu się przytrafia („ Aaa! Pierdolę to ! ” ).
I teraz powstaje pytanie: Czy moja nienawiść i chęć odwetu szkodzą nienawidzonemu ? Odpowiadam: nie. Z całą pewnością nie. Obiekt nienawiści może w ogóle nie wiedzieć o konotowanym z nim obrzydzeniu. W gruncie rzeczy moja chęć aby zabić znienawidzonego, w ogóle go nie tyczy. Jeżeli nie dojdzie do rękoczynów, absolutnie mu to nie szkodzi.
Naprawdę nienawiść i mściwość szkodzą tylko temu, który znajduje się w stanie tych negatywnych emocji. To jest nieszczęście. Ludzie nienawidzący innych, przede wszystkim szkodzą samemu sobie. Wciskanie im, że przebaczenie i pojednanie jest aktem ich wielkoduszności wobec złoczyńcy – to jest absurd.
Pozbywając się nienawiści, człowiek pomaga samemu sobie. Atoli, bycie nienawistnikiem jest nie do zniesienia dla samego nienawistnika. Bycie nienawidzonym jest w gruncie rzeczy dość znośne a nawet niektórzy zrobili na tym kariery.
Dlatego, gdyby biskup Gądecki chciał rzeczywiście załatwienia sprawy i stanu umysłów na Ukrainie i w Polsce prowadzących do pojednania, rzekłby jakoś tak:
„ Pomóżcie samym sobie. Poczucie krzywdy powoduje nienawiść. Nie mieszka ona pod jednym dachem z pojednaniem i przebaczeniem. Zarzućcie nienawiść. Najłatwiej tego dokonać przez zapomnienie krzywd. Historia jest nauczycielką życia, ale bywa nauczycielką złą. Zapomnijcie zatem o historii ! Nie szukajcie sprawiedliwości ! Szukajcie pokoju ! Pogrzebcie stare. Twórzcie nowe.”
Czy biskup Gądecki nie wie, że tak byłoby najlepiej ? Zapewne wie, ale nie byłoby to korzystne dla jego interesów. Ciągłe przypominania wiernym o tragediach, mordach, torturach, w przypadku Wołynia trwa to już 36 lat, wywołują w ludziach poczucia gniewów i mściwości. Zbiorowego i solidarnego cierpienia. Czynią Polaków nieszczęśliwymi. A nieszczęście to jest właśnie paliwo instytucji, którą pan Gądecki kieruje.
Załóżmy, że nagle negatywne uczucia zanikają. Ludzie stają się szczęśliwi. Do czego potrzebny byłby im ksiądz ? Kościół nie może się obejść bez ludzi cierpiących na masową skalę. Szczęście osiągnąć mają dopiero po śmierci, w niebie. Księża żyją z przeprowadzania wyznawców przez piekło na ziemi, które oni sami ludziom zafundowali. Nieprawdaż ?
Nie trzeba nadmiernej wyobraźni. Jak się czuje człowiek, który raz w tygodniu, przez 2 tysiące tygodni życia, staje przed krzyżem. Widzi na nim zmasakrowane zwłoki młodego mężczyzny, który umarł za jego grzechy. Nawet te, których jeszcze nie popełnił. Ja czułbym się niekomfortowo. Nie chcę aby ktoś za mnie, dla mnie lub w moim imieniu tracił życie, będąc uprzednio torturowanym. Gdyby mi przypominano o takich okolicznościach, co siedem dni, byłbym nieprzerwanie nieszczęśliwy z poczucia winy.
Dalej. Czy mogą czuć się szczęśliwi ludzie, którzy dwa razy do roku, przez pół roku i jeszcze w środę i piątek każdego tygodnia, umartwiają się przez post ? No raczej nie. Czy mogą być zadowoleni ludzie, którym każe się rozpamiętywać raz w miesiącu, w konfesjonale, wszystkie pozorne lub rzeczywiste niecności jakich się dopuścili ? Oni żyją w permanentnym żalu za grzechy, braku szacunku do samych siebie. Przeświadczeniu o nieustającej własnej bylejakości.
W takich warunkach kształtowana jest umysłowość 40-milionowego narodu. Jak nie Katyń, to miesięcznica, no i nie można przecież udawać, że nie było sprawy holokaustu. Zbiorowa pamięć i świadomość Polaków maltretowana jest przez Kościół przy każdej nadarzającej się sposobności. Dlatego właśnie nasze polskie mordy są takie smutne. Jesteśmy jednymi z bardziej nieszczęśliwych zwierząt na planecie. Ciągłymi cierpiętnikami. Permanentnymi nieudacznikami. Zawsze poszukującymi odwetu, zadośćuczynienia lub reparacji.
Trzeba jednak Kościołowi pogratulować pomysłowości i skuteczności w implementowaniu obłędnego fatum. Interes prosperuje. Zobaczcie, jak to się im ładnie udaje. Od 1000 lat ! Rozsądnym jest trzymać się od tego wszystkiego z daleka.
O Autorze :
Michał Rala – głos tych, których nie słychać Michał Rala to dziennikarz, który nie boi się trudnych tematów. Od lat zanurza się w mroczny świat wykluczenia społecznego, bezdomności, nierówności. Jego teksty to krzyk rozpaczy osób marginalizowanych, zapomnianych przez system. Pisze o tym, o czym inni wolą milczeć. Demaskuje hipokryzję polityki społecznej. Walczy o prawa człowieka, nawet tych najbardziej pokrzywdzonych. Jego reportaż o kryzysie bezdomności wstrząsnały opinią publiczną. Rala to nie tylko dziennikarz, ale też aktywista społeczny, zaangażowany w walkę o sens i sprawiedliwość. Głos sumienia w świecie pełnym obojętności.
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
4,44 zł
Prawda tańsza niż piwo.
6,66 zł
Grosz do grosza i diabeł zadowolony.
19,89 zł
Twoja transformacja w dobrodzieja.
Wpłaty na Fundację Czwarta Władza (F4W) realizuje Tpay – Krajowy Integrator Płatności S.A. (KRS: 0000412357, NIP: 7773061579, REGON: 300878437, Rejestr Usług Płatniczych: IP27/2014).
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!