Background

Architekt cieni. Rządzić, nie będąc u władzy

Artykuły arrow_drop_down

Nie będę o tym, bo już inni byli to zrobili, dlaczego Trzaskowski przegrał. W większości byli słuszni, choć zasadniczo mylni. Bo owszem, przegrał. Ale zdobył 10 milionów, a to wynik więcej niż przyzwoity. Różnica jednego procenta to nie nokaut, tylko rysa na wyniku. Nie jest wcale oczywiste, że gdyby wypadł lepiej na debacie albo gdyby jego kampanią nie zarządzała osoba o kwalifikacjach z „Dzień Dobry TVN”, to rezultat byłby inny. To zbyt prosta interpretacja. Świat i polityka – tak nie działają.

Przyjrzyjmy się fenomenowi rzeczywistego przeciwnika Trzaskowskiego. Pochylmy się nad tym unikatem na skalę światową – człowiekiem, który nie startuje, nie kandyduje, nie zabiega… a i tak rządzi wszystkim i wygrywa. Tym który rozegrał Trzaskowskiego.

  • Fenomen trwania

Ów nie goni za pieniędzmi, nie celebruje luksusu, nie potrzebuje aprobaty mediów. Nie ma dzieci. Nie ma żony. Nie jeździ do Toskanii. Nie biega, nie pływa, nie gra w golfa. Jego potrawą nie są ośmiorniczki. Przeciwnik ten jest jak polityczna wieczność od Wałęsy do Nawrockiego – nieprzerwana obecność. Nie kandydował, nie wygrywał, nie miał teki – ale trwa. Rządy się zmieniają, on zostaje. Partie się dzielą, on scala.

Każdy inny lider zużywa się z biegiem lat. On zyskuje: jak czerwone wino, tylko bez uśmiechu. Im dłużej trwa, tym bardziej staje się „oczywistością polityczną”. Jak krzyż na ścianie szkoły – nikt nie wie, kto go powiesił, ale lepiej nie zdejmować. Nie ma Facebooka. Nie prowadzi kampanii jak inni. Nie udziela wywiadów, które coś wyjaśniają. Jego czystość intencji pozostaje zawsze nietknięta. Sprawiedliwym zatem jest, że osiąga polityczne wpływy i sukcesy (w swoim własnym rozumieniu ale przecież nie tylko).

Marzenia bywają różne, ale pragnienie zostania “emerytowanym zbawcą narodu” to już ekstraklasa. Wymaga psychiki ze stali, ego wielkości Śniardw, poczucia absolutnej wyjątkowości i nieposkromionej żądzy zapisania się w historii – i to jeszcze za życia.

On nie jest cynikiem w stylu Orbána czy Berlusconiego. On naprawdę może wierzyć, że robi dobrze. Nawet jeśli używa złych metod, to cel jest wyższy: naród — silny, katolicki, z godnością. On kocha Polskę, ale nienawidzi Polaków w ich faktycznej postaci — rozedrganych, liberalnych, pijących sojowe latte i głosujących na Hołownię. On wie, że Demokracja to chaos – więc trzeba ją „obudować” strukturą moralną. Stąd już krok do faktycznego despotyzmu, który ów reprezentuje i tu pojawia się problem: Czy bardziej przeraża nas despota cyniczny, czy despota ideowy? Bo cynik da się przekupić. A ideowiec – nie cofnie się przed niczym, jeśli uwierzy, że „tak trzeba”.

  • Hodowca prezydentów

Ten „szeregowy poseł” ma takie doświadczenie kadrowe, że mógłby prowadzić własną szkołę tresury elit. Przyjrzyjmy się jego osiągnięciom — bo lista nazwisk, które zawdzięczają mu wszystko, jest dłuższa niż kolejka po posady w spółkach Skarbu Państwa.

Lech Kaczyński – brat pomnikowy. Największy i najbardziej osobisty projekt kadrowy wypromowany z zaplecza opozycji do: ministra sprawiedliwości (2000), – prezydenta Warszawy (2002), – prezydenta RP (2005). Po śmierci zrobił z niego figury sakralne: bohatera, ofiary, wzorca polskości.

Andrzej Duda – prezydent znikąd, wbrew logice partyjnej i zdrowemu rozsądkowi. Pozbawiony własnego zaplecza.

Beata Szydło – premier przejściowy. Wypromowana jako „ludowa matka narodu”. Słuchała, milczała, awansowała do Parlamentu Europejskiego.

Mateusz Morawiecki – bankier koronny. Mówi po angielsku, wygląda na Europejczyka. Świetny do zdjęć, średni w zarządzaniu.

Kolejni namiestnicy to: Zbyszek – mściwy pomazaniec, chciał zostać następcą. Wciąż w grze, ale bez klucza do szafki. Błaszczak – człowiek karton. Trwa, oddycha, nie mówi nic sam z siebie. Mebel rządowy. Julia – odkrycie towarzyskie. Z Trybunału zrobiła kiosk z decyzjami na życzenie. Bez paragonu. Antoni – minister UFO. Obecnie senator senior. Zna prawdę o Smoleńsku, Putinie i masonerii. Czarnek – ksiądz cywilny. Obajtek – wójt koncernu. Joachim – sierżant dyscypliny. No i nie zapomnijmy powoli zapominanego, tego tam, „Jacka z PC”. Minister prawdy w TVP. Kiedy przestał być potrzebny – wysłany do Banku Światowego. W nagrodę? Sam nie wie. Dodajmy jeszcze Elżbietę Witek, Ryszarda Terleckiego, Marka Kuchcińskiego – figury porządku sejmowego. Pełnią funkcje zaufania i porządku, nie mając samodzielnej politycznej osobowości. A w końcu Prezes zrobił sobie Karola – Prezydenta 3.0.

  • Korona z plastiku, która trzyma Polskę w żelaznym chwycie

Od czasu, gdy Polska przestała być monarchią, nie było w tym kraju człowieka, którego nieformalna, a jednak absolutnie rzeczywista władza, sięgałaby tak głęboko i szeroko jak władza Prezesa. Dla porównania: Władimir Putin musi zamykać przeciwników w łagrach, Viktor Orbán musi majstrować przy konstytucji i podporządkowywać sobie sądy, ale Prezes? On po prostu dzwoni. Telefon od Prezesa to nie jest komunikat. To wydarzenie ontologiczne. Świat się dzieli na to, co było przed telefonem i to, co po nim.

Nie musi krzyczeć. Nie musi grozić. Nie musi nawet się przedstawiać. Samo „Prezes prosi o rozmowę” działa jak wyrok sądu ostatecznego, który nie podlega apelacji. To jest władza feudalna w systemie parlamentarnym, egzekucja nie przez instytucje, tylko przez gest, spojrzenie, telefoniczny befehl.

Dla porządku: nie, Prezes nie jest Hitlerem. Ale mechanizm działania jego władzy – ten bezpośredni, pozakonstytucyjny, oparty na lojalności i strachu – nosi wyraźne cechy rozkazu wodzowskiego. Prezes nie pisze ustaw. Ustawy piszą się same, bo ktoś przeczuwa, że „może tak by chciał”. Prezes nie ustala kadencji. One się dzieją, bo „był sygnał”. Prezes nie zarządza budżetem, ale kto nie dostanie dotacji – ten wie, dlaczego.

Tak wyglądał ustrój jednego człowieka, który nigdy nie musiał ubrać korony, bo cały kraj nauczył się klękać, zanim jeszcze wszedł do pokoju. Skutki tej „władzy przez telefon” są opłakane.

  • Sukces jednostki, klęska państwa

Bo o ile personalne sukcesy Prezesa są niepodważalne (prezydentów, premierów, prezesów i figurantów ustawia z taką łatwością, z jaką przeciętny Polak przestawia krzesła na działce), o tyle efekty dla kraju — realne, mierzalne, długofalowe — pozostały katastrofalne.

Trzeba to przypomnieć: Pseudo-reformy Ziobry doprowadziły do paraliżu systemu sprawiedliwości. Polska została wykluczona z europejskiego systemu wzajemnego uznawania wyroków. Sędziowie ścigani dyscyplinarnie za niezależność — jak w Białorusi, tylko z kotylionem. Polska z pozycji lidera Europy Środkowo-Wschodniej spadła do roli chorego człowieka UE. Zamrożone miliardy z KPO przez brak praworządności. Retoryka oblężonej twierdzy: Bruksela jako nowa Moskwa, tylko bez czołgów.

Szkoły zamieniły się w ideologiczne szklarnie dla konserwatywnych pomidorów. Podsycanie nienawiści: przeciw LGBT, przeciw kobietom, przeciw „elitom”. Język wojny kulturowej jako język narodowy. Paranoja smoleńska jako dogmat państwowy. Rozdawnictwo bez reform: 500+, 13. i 14. emerytura, dodatki, dopłaty, bony — bez żadnego planu inwestycyjnego czy modernizacyjnego.

Zadłużenie państwa poza kontrolą: kreatywna księgowość, fundusze pozabudżetowe, równoległe budżety.

Upadek przedsiębiorczości: presja fiskalna, skomplikowany system podatkowy, nieprzewidywalność przepisów, upolitycznienie gospodarki. Centralne planowanie a la PRL 2.0: państwo jako największy pracodawca, największy właściciel, największy beneficjent — i największy bałaganiarz.

  • Kołowrót władzy

To nie nastąpi ponownie? Mówicie, że przyszło nowe, bo od dwóch lat rządzi Koalicja Obywatelska? Rzeczywiście? PiS właśnie wygrał kolejne wybory prezydenckie – i to nie przypadkiem. Przypomnijmy: w wyborach parlamentarnych w 2023 roku to PiS zdobył najwięcej głosów. I gdyby nie brak zdolności koalicyjnej, nadal by rządził. To nie wyborcy odsunęli PiS od władzy – zrobiła to arytmetyka sejmowa. A Morawiecki przecież złożył projekt rządu. Nie zapominajmy, kto tu czuje się właścicielem państwa.

Minęły dwa lata. I co pokazują wybory prezydenckie? Że rządząca koalicja nie ma większościowej legitymacji społecznej. Prezes nie ma władzy, ale ma większe poparcie niż ci, którzy tę władzę sprawują. To właśnie dlatego znów mówi o rekonstrukcji rządu, nowych koalicjantach, a może nawet przedterminowych wyborach. On czuje krew. Czuje moment. Powrót PiS-u do władzy jest realny. I nie będzie inny – będzie dokładnie taki sam jak ten, który znamy z owych ośmiu lat.

Ba, może być nawet brutalniejszy. Tym razem z poczuciem triumfu: „Oddaliśmy władzę, opozycja nie sprostała. Teraz możemy pozwolić sobie na więcej.” I pozwolą.

  • Scenariusz fantastyczno-kaczyzmologiczny

PiS wraca do władzy, na czele nowy-stary premier – Morawiecki, może Brudziński, może Błaszczak, może kot w garniturze – wszystko jedno. Prezes znowu dzwoni, kraj znowu zastyga.

A potem się zaczyna. „Dziś o 4:37 polskiego czasu, rosyjski dron naruszył naszą przestrzeń powietrzną nad Wawrem. Nie możemy tego tolerować.” Rząd ogłasza stan nadzwyczajny. Mobilizacja. Polska sama rusza na wschód. Macron dzwoni, Trump apeluje, NATO podnosi brwi.

 „To nie my wychodzimy z Unii. To Unia wychodzi z Polski.” Nowy premier ogłasza „tymczasowe zawieszenie traktatów unijnych na terytorium RP”.

Delegalizacja nieprzychylnych nastrojów. „Nie możemy tolerować negatywnych emocji wobec państwa polskiego.”- projekt nowelizacji kodeksu karnego.

Następnie zniesiemy trójpodział władzy. Jest „zbyt francuski”. Nowy ustrój: Seniorokracja Narodowo-Katolicka z elementami preromantyzmu. Marsze równości organizowane tylko w lesie i za zgodą biskupa.

  • Absurdistan: Nowy porządek świata

To nie jest już parodia. To nie jest nawet pastisz. To, co widzimy — to realna, pełzająca przyszłość, która wcale nie nadchodzi, tylko już tu jest. Od jedenastu lat nonsens jest w natarciu, a głupota tryumfuje – na całego, bezwstydnie, z uśmiechem i fanfarami. I co najgorsze: absurd ma większość. Nie dlatego, że większość jest zła. Tylko dlatego, że większość nauczyła się żyć w absurdzie, jak w przeciągającym się śnie, gdzie wszystko jest trochę głupie, trochę straszne, ale jakoś działa. Bo przecież działa, prawda? Węgiel jest? 800+ jest? Emerytury są? No to o co wam chodzi?

I tak się właśnie buduje nowy porządek świata – na gruzach sensu, logiki i odpowiedzialności. Nie ma mechanizmów, żeby to zatrzymać. Jesteśmy bezradni. Każdy mechanizm już został wyśmiany, zlekceważony albo wymieniony na swój odpowiednik.
Tu już nie chodzi o politykę. Tu chodzi o klimat cywilizacyjny. To moment, w którym głupota nie jest wypadkiem, tylko systemem. W którym nonsens nie jest błędem, tylko strategią.

W którym rozsądek nie przegrywa, bo się spóźnił – ale dlatego, że nie jest zabawny. Absurd nie musi się już tłumaczyć. On ma większość. I wygląda na to, że na razie nie zamierza jej oddać.

O Autorze :

O Autorze :

Ruben Jary

Byłem redaktorem naczelnym w kraju za Odrą. Szydziłem z każdej władzy, piętnowałem obłudę kleru i możnych tego świata. Nie brakło mi przez to wrogów, ale i czytelników. Moje felietony, cierpkie jak stary ocet, były kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. I dalej będę pisał, bo prawda nie zna emerytury – choćby do śmierci, a może i dzień dłużej.

Więcej artykułów Dorobok

trending_flat
Dobry człowiek, ale zły papież

FELIETON / KOŚCIÓŁ / MEDIA Dobry człowiek, ale zły papież Nie wiem, czy zauważyliście – a właściwie jestem pewien, że nie zauważyliście – że pontyfikat Leona XIV trwa już siedem miesięcy. Można by pomyśleć, że papież się zawiesił. O Leonie jest raczej cicho w przeciwieństwie do jego rodaka – Trumpa, obecnie najważniejszego człowieka na Ziemi, Wszechziemi i Metaziemi. Ten przynajmniej jest widoczny na trzech wysokościach każdego ekranu: w nagłówku, w reklamie i w komentarzu z Ukrainy. Codziennie bombarduje nasze receptory medialne kolejnym „Make America Whatever Again”. Nie miejmy złudzeń – nasze umysły mają ograniczoną pojemność na amerykańskie figury władzy, i w tym rozdaniu jeden Jankes wystarczy. Wybór padł na tego, który wrzeszczy. Technokrata, komunista i czołg No i jest jeszcze jeden powód, dla którego Episkopat Polski milczy, gdy w Watykanie zmienia się lokator: głęboka, narodowo-mistyczna, niewyleczona trauma po śmierci Jana […]

trending_flat
PROFIL ZADUFANY

PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]

artykulator123
trending_flat
Świński raj, ludzkie piekło

Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem?  Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]

trending_flat
Krzywy banan, prosty krętacz

Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi. Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to […]

trending_flat
Przegrana od nominacji

Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]

trending_flat
Architekt cieni. Rządzić, nie będąc u władzy

Nie będę o tym, bo już inni byli to zrobili, dlaczego Trzaskowski przegrał. W większości byli słuszni, choć zasadniczo mylni. Bo owszem, przegrał. Ale zdobył 10 milionów, a to wynik więcej niż przyzwoity. Różnica jednego procenta to nie nokaut, tylko rysa na wyniku. Nie jest wcale oczywiste, że gdyby wypadł lepiej na debacie albo gdyby jego kampanią nie zarządzała osoba o kwalifikacjach z „Dzień Dobry TVN”, to rezultat byłby inny. To zbyt prosta interpretacja. Świat i polityka – tak nie działają.Przyjrzyjmy się fenomenowi rzeczywistego przeciwnika Trzaskowskiego. Pochylmy się nad tym unikatem na skalę światową – człowiekiem, który nie startuje, nie kandyduje, nie zabiega... a i tak rządzi wszystkim i wygrywa. Tym który rozegrał Trzaskowskiego.Fenomen trwaniaÓw nie goni za pieniędzmi, nie celebruje luksusu, nie potrzebuje aprobaty mediów. Nie ma dzieci. Nie ma żony. Nie jeździ do Toskanii. Nie biega, nie pływa, […]

Powiązane

trending_flat
1000 filmów o Mateuszu

Wałęsa nie czytał, Lenin pisał tomy W dobrym tonie każdego polityka jest wydać choć jedną książkę pod własnym nazwiskiem - z obowiązkowym tytułem w stylu Słowo, honor i cośtam. Nawet Lech Wałęsa jedną wydał, choć, jak sam zeznał, żadnej nie przeczytał.Niewielu polityków wniosło jednak tak potężny wkład w kulturę jak Włodzimierz Lenin, którego Wielka edycja jubileuszowa Dzieł wszystkich liczyła 60 tomów. To absolutny rekord wszech czasów. Nikt wcześniej ani później nie napisał tyle o sobie i o własnej nieomylności w tak krótkim czasie.Wódz rewolucji zmarł mając zaledwie 53 lata, a zdążył już nie tylko obalić carat, ale też zostawić po sobie biblioteczny odpowiednik mauzoleum – z liter zamiast marmuru. Przyznam, że próbowałem to czytać. Próbowałem. Do dziś czuję w oczach ukłucia cyrylicy i zapach szczerej ideologii.Drugim literackim herosem polityki był Winston Churchill. Jego Pamiętniki o drugiej wojnie światowej to 12 […]

trending_flat
Język jako źródło cierpień

Freud wciąż boli Pomazaniec narodu Karol Nawrocki - z legitymacji ponad dziesięciu milionów obywateli i może dwóch wątpiących - zadał cios w kroczę zwyrodnialstwu językowemu, wetując ustawę o uznaniu języka wilamowskiego za język regionalny. Nie wiecie, co to jest ten język wilamowski? I bardzo dobrze, dlatego nigdy nie zostaniecie prezydentami. Prezydent wiedział. Wiedział i rozumiał, jakie zagrożenie dla zdrowego kręgosłupa narodowej polszczyzny niesie grupa staruszków z Wilamowic, którzy mamroczą słowa niezrozumiałe nawet dla Google Translate. Językiem wilamowskim posługuje się w Polsce aż trzydzieści osób w miasteczku Wilamowice, liczącym 3165 mieszkańców, koło Bielska-Białej. Gdyby zatem uznać wilamowski za język regionalny, to za chwilę cała Polska zaczęłaby mówić po wilamowsku. Katowice by poszły, Warszawa by padła, a telewizja publiczna musiałaby zatrudnić tłumacza z wilamowskiego na polski i odwrotnie. Zapanowałby chaos semantyczny, rozpad znaczeń i niebezpieczeństwo, że ktoś pomyli „ojczyznę” z „ojcizną”. Dlatego […]

trending_flat
WIELKI HETMAN MORAWIECKI

Mateusz Morawiecki najwyraźniej nie ma co robić. Majątek przepisał na żonę - i dzięki temu nikt nie wie, jakie akcje spółek skarbu państwa posiada, a jakie lepiej omijać szerokim łukiem. Wszystkie niecności okresu premierowania - w tym zaprzepaszczenie 700 miliardów złotych z KPO, które rzekomo „załatwił” Polsce i do których szczerzył się na plakatach - uszły mu płazem. Podobnie jak koszmary legislacyjne w rodzaju ustawy podatkowej zwanej Polskim Ładem czy budowanie na spółę z Glapińskim równoległych budżetów państwa poza kontrolą Sejmu. Dzięki pobłażliwości Tuska i własnej aktywności w mediach, zapewne wspieranej przez Kaczyńskiego, Morawiecki nie tylko wrócił do gry, ale wręcz jest rychtowany na premiera 2027 roku. Krąg wzajemnego zaufania i przelewów Tutaj wypada przypomnieć, że 6,54 mln zł (ze środków Skarbu Państwa) plus 3 529 945 zł – ta druga suma już bezpośrednio z Kancelarii Premiera - trafiły do […]

trending_flat
Jak student historii został prezydentem lub alfonsem

Otóż ostatni tydzień przyniósł wieść, która zaparła dech w piersiach i spowodowała zamęt w głowach. Karol Nawrocki, obecny prezydent, będzie walczył z Axel Springerem – a konkretniej z jego polskimi podkomendnymi z Onetu.pl – o to, czy w czasach młodości zajmował się stręczycielstwem, czy też jednak nie zajmował. Istota sporu tkwi w pytaniu: czy Karol Nawrocki oprócz tytułu prezydenta nosi w życiorysie także epizod alfonsa z sopockiego Grand Hotelu.  Sugestie o alfonsowaniu znalazły się w publikacji Onetu, która - przypadkowo wyszła akurat w kampanii wyborczej. Skutek? Dla Karola poniżający, bo w opinii dużej mniejszości został alfonsem z Grandu.No i teraz mam dylemat natury egzystencjalno-obywatelskiej. Jako niechętny Nawrockiemu -przyznaję bez bicia - wolałbym, żeby był alfonsem. To by wiele tłumaczyło i ubarwiło nasze życie polityczne. Ale jako obywatel, który jeszcze płaci podatki, muszę jednak woleć, aby prezydent alfonsem nie był.No i […]

trending_flat
Mięśnie zamiast mózgu

Jeżeli chodzi o mój zawód dziennikarza i publicysty - największym problemem jest autocenzura. Dziennikarz jest bowiem jak termometr wsadzony w tyłek niemowlęcia: jego zadaniem jest rzetelnie i obiektywnie wyjaśnić, jaka jest temperatura owego tyłka. Niestety nie wolno zapominać, że termometr ma też swoją własną temperaturę - zazwyczaj niższą niż ludzka - i ta jego chłodna natura nieuchronnie wpływa na wynik pomiaru. Innymi słowy, sam akt mierzenia zmienia mierzony obiekt. Zatem mam dylemat zawodowy: wiem, że każde słowo, każda obserwacja, każdy opis - choćby obiektywny - wpływa na rzeczywistość, którą próbuję przedstawić. Moja obecność w temacie jest jak wejście z termometrem do tyłka: zafałszowuje to, co chciałem uchwycić. Dlatego często mówię: może lepiej przemilczeć, lepiej nie mierzyć, lepiej nie wyjaśniać. Słowa mają moc. Mogą zmienić temperaturę całego układu, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć, jaka ona była naprawdę. Dzisiaj więc zaryzykuję i zrobię […]

trending_flat
Przegrana od nominacji

Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation