Background

Jak student historii został prezydentem lub alfonsem

Otóż ostatni tydzień przyniósł wieść, która zaparła dech w piersiach i spowodowała zamęt w głowach. Karol Nawrocki, obecny prezydent, będzie walczył z Axel Springerem – a konkretniej z jego polskimi podkomendnymi z Onetu.pl – o to, czy w czasach młodości zajmował się stręczycielstwem, czy też jednak nie zajmował. Istota sporu tkwi w pytaniu: czy Karol Nawrocki oprócz tytułu prezydenta nosi w życiorysie także epizod alfonsa z sopockiego Grand Hotelu.

 

Sugestie o alfonsowaniu znalazły się w publikacji Onetu, która – przypadkowo wyszła akurat w kampanii wyborczej. Skutek? Dla Karola poniżający, bo w opinii dużej mniejszości został alfonsem z Grandu.

No i teraz mam dylemat natury egzystencjalno-obywatelskiej. Jako niechętny Nawrockiemu -przyznaję bez bicia – wolałbym, żeby był alfonsem. To by wiele tłumaczyło i ubarwiło nasze życie polityczne. Ale jako obywatel, który jeszcze płaci podatki, muszę jednak woleć, aby prezydent alfonsem nie był.

No i tak sobie myślę – co zrobi sąd? Boję się o mój stan psychiczny, gdyby się okazało, że sąd orzeknie, iż Nawrocki jednak nie stręczył. To będzie poważny cios w psychikę nie-zwolenników prezydenta. Nagle okaże się, że cała narracja o Grand Hotelu to zwykła legenda miejska, a my zostaliśmy jak dzieci, którym ktoś nagle zabrał wiaderko i łopatkę.

A jeśli sąd nie da wiary Nawrockiemu? Czy orzeknie, że prezydent,  posiadacz Orderu Orła Białego i Orderu Odrodzenia Polski I klasy – miał w życiorysie epizod alfonsa? To byłby strzał w stopę dla całego wymiaru sprawiedliwości. Jak bowiem sędzia miałby zakomunikować narodowi, że głową państwa jest stręczyciel? Nawet gdyby materiały dowodowe prowadziły w tym kierunku, czy Polska jest gotowa na taki komunikat? Czy społeczeństwo potrafiłoby przyjąć taką prawdę? I wreszcie – któremu niezawisłemu sędziemu przeszłoby coś takiego przez gardło? W Polsce zapewne łatwiej jest ogłosić upadek banku niż przyznać, że prezydent mógł być sutenerem.

Anatomia medialnego linczu

Ale przyjrzyjmy się tak zwanym faktom, jakie podał Onet 26 maja i które będą teraz przedmiotem sądowej debaty. Patrzę na to okiem dziennikarza śledczego, czym się czas jakiś trudniłem – nie w Grand Hotelu, lecz w archiwach, aktach i rozmowach z ludźmi, którzy lubią opowiadać historie przy kawie.

Pod fotomontażem w Onecie, gdzie głowa Karola Nawrockiego (już prezydenckiego kandydata, poważna, patrząca w dal) została wklejona na tle Sopockiego Grand Hotelu, czytaliśmy dramatyczny lead:

„Karol Nawrocki uczestniczył w procederze sprowadzania prostytutek dla gości Grand Hotelu w Sopocie, gdy pracował tam jako ochroniarz – tak twierdzą jego ówcześni koledzy z ochrony, z którymi rozmawiał Onet. Ze względu na obawy o własne bezpieczeństwo nasi rozmówcy chcą pozostać anonimowi. Ale biorą odpowiedzialność za swe słowa – deklarują, że są gotowi złożyć zeznania przed sądem.”        [Tu zobacz tekst ONETU]

I tu zaczyna się piękna partia szachów:

  • mamy tezę kategoryczną – nie „podejrzewa się”, nie „istnieją plotki”, tylko uczestniczył. To już nie jest język publicystyki, lecz akt oskarżenia w formule dziennikarskiej.
  • mamy świadków widmo – twierdzą, że się ujawnią, ale póki co chowają się w cieniu anonimowości. Wygląda to trochę jak w kabarecie: „Nie pokażemy państwu świadka, ale on naprawdę istnieje i mówi rzeczy straszne”.
  • mamy odpowiedzialność bez odpowiedzialności – „biorą odpowiedzialność za swe słowa”, ale na razie przed dziennikarzem, nie przed prokuratorem czy sądem. A to jednak różnica między kawą na mieście a protokołem w sądzie.
  • i mamy poczucie zagrożenia – świadkowie obawiają się o bezpieczeństwo, co dodaje sprawie klimatu thrillera, ale jednocześnie osłabia ich użyteczność dowodową. Bo jeśli się nie ujawnią, procesowo nie istnieją.

Z  sądowego  punktu  widzenia  to  mina  zakamuflowana  pod  cienką  warstwą  wiarygodności.  Kategoryczne  oskarżenia  oparte  na  mglistych  wspomnieniach  sprzed  prawie dwóch  dekad,  kiedy  Nawrocki  był  jeszcze  studentem  historii  na  Uniwersytecie  Gdańskim.  A  świadkami?  Koledzy  z  roku,  zwerbowani  przez  niego  do  pracy,  dziś  z  niewiadomych  przyczyn  pałający  do  niego  żądzą  zemsty (lub zazdrości). A i również przyznający się do czerpania korzyści z nierządu.  Czysta  poezja  absurdu.

Ten zestaw – kategoryczność, anonimowość, i fotomontaż z Grand Hotelem – stanie się teraz nie tylko przedmiotem rozprawy, ale i spektaklu. W Polsce rzadko rozstrzygamy, czy polityk jest alfons, czy nie alfons, na sali sądowej. Ale skoro już mamy taki przypadek, to lepiej się dobrze przyjrzeć, bo ten proces to podręcznikowa lekcja tego, jak prasa może jedną publikacją wstrząsnąć wyborami.

Na czym polega problem z faktami po 18 latach

Z procesowego punktu widzenia, nie chodzi nawet o to, czy Karol Nawrocki stał w Grand Hotelu z kluczem do pokoju, czy z telefonem do „koordynatora”. Chodzi o coś znacznie prostszego: czas i pamięć.

Od rzekomych wydarzeń minęły prawie dwie dekady. Dwudziestu lat nie da się przykryć fotomontażem ani podmienić retoryką „mamy świadków”. Zaczynają się schody:

  1. Pamięć nie jest twardym dyskiem
    Świadkowie Onetu relacjonują, co rzekomo widzieli w 2003, 2005 czy 2007 roku. Ale czy ktokolwiek pamięta ze szczegółami, co robił 18 listopada 2006, na nocnej zmianie w hotelu? Po 20 latach pamięć przypomina raczej puzzle – część elementów się zgubiła, część doklejamy sami.
  2. Prostytutka czy nieprostytutka?
    Świadek twierdzi: „Karol wszedł z prostytutką i jej opiekunem”. Tylko jak to rozpoznał? Po stroju? Po uśmiechu? Prostytutkę od nieprostytutki odróżnia to, czy świadek ma fantazję i pamięć selektywną. W Grand Hotelu każda kobieta mogła uchodzić za prostytutkę – wystarczyło, że była ubrana lepiej niż studenci historii na bramce.
  3. Anachronizm portalu „Odloty.pl”
    Mechanizm opisany w tekście Onetu zakłada korzystanie z portalu towarzyskiego Odloty.pl. Problem w tym, że serwis ruszył dopiero w 2008 roku, a Nawrocki – według świadków – odszedł z Grand Hotelu jesienią 2007. To jak twierdzić, że ktoś zamawiał pizzę przez Glovo w czasach, gdy jedyną aplikacją w telefonie była Snake.
  4. Brak twardych dowodów
    Nie ma: rachunków, nagrań, list obecności, raportów ochrony, notatek hotelowych. Jest tylko słowo świadka. Owszem, świadek może być szczery. Ale sąd nie orzeka na podstawie szczerości, tylko na podstawie dowodów.
  5. Presja i anonimowość
    Świadkowie chcą pozostać anonimowi z obawy o bezpieczeństwo. Zrozumiałe. W końcu to sprawa z udziałem prezydenta (obecnie) i ludzi półświatka. Ale jeśli w sądzie nie staną z nazwiska i nie złożą zeznań pod rygorem odpowiedzialności karnej, to w procesie ich po prostu nie ma.

Podsumowując: Onet twierdzi, że ma „fakty”, a tak naprawdę ma pamięć ludzi po dwóch dekadach. Tylko że pamięć to nie fakt, a wspomnienie sprzed 20 lat to raczej legenda. I tu właśnie tkwi problem: proces może zamienić się w sądową lekcję historii, gdzie źródłem są już nie kroniki średniowieczne, tylko wspomnienia studentów historii dorabiających na bramce.

Pikantne zeznania, gorzki finał

Problem jest jeszcze taki. To sytuacja wcale nie nowa. Jak wiemy z naszych doświadczeń , panie z agencji towarzyskich i ich opiekunowie (działający na żywo w warunkach przestępstwa ciągłego) to nie są świadkowie najwyższej jakości. Czasem to świadkowie wręcz defektywni, jakby produkowani w fabryce zeznań z recyklingu.

Przywołam pewną historię. Otóż pani, zadeklarowana i bezapelacyjnie prostytutka, spisała własnoręczne oświadczenie, że obsługiwała znanego działacza pewnej partii, i że gotowa jest powtórzyć to samo przed sądem. Brzmiało to jak gwóźdź do trumny, opieczętowany czerwonym lakierem od szminki. Ale potem w sądzie zaczęło zgrzytać:

  • najpierw do sądu nie mogła trafić, bo „coś jej wypadło”;
  • potem się okazało, że „w sumie mogła się pomylić, bo faceci w ciemnościach i stroju adamowym wyglądają bardzo podobnie”;
  • a już kompletny dramat, gdy na pytanie, ilu ich było, odpowiedziała z rozbrajającą szczerością: „Pyzatym tylu ich było, że się miesza”.

I wtedy nadjechał prawdziwy walec: adwokaci strony przeciwnej, którzy znaleźli w dokumentacji, że kobieta leczyła się na schizofrenię. W jednej chwili świadek-koronny zamienił się w świadka-balast. Proces zamienił się w farsę. Było gorąco.

Lekcja z tej opowieści jest prosta: im bardziej pikantne zeznania, tym większe prawdopodobieństwo, że pod wpływem sądowych pytań zamienią się w sałatkę z domysłów, pomyłek i terapii psychiatrycznej. I niestety wieszczę, że w tym przypadku będzie to wyglądało tak:

Sala sądowa – świadek Onetu versus pełnomocnik powoda

Pełnomocnik powoda: Proszę świadka, w jakim konkretnie dniu miało miejsce zdarzenie, o którym Pan zeznaje?
Świadek: To było… chyba… w 2005? Może 2006…

Pełnomocnik: O której godzinie?
Świadek: Wieczorem, na pewno wieczorem.

Pełnomocnik: Ilu gości znajdowało się wówczas przy recepcji?
Świadek: Nie pamiętam, tylu się przewijało.

Pełnomocnik: Skąd Pan wywnioskował, że kobieta, którą widział Pan z Panem Nawrockim, była osobą trudniącą się nierządem?
Świadek: No… tak wyglądała.

Pełnomocnik: Czy zna Pan jej imię i nazwisko?
Świadek: Nie.

Pełnomocnik: Czy posiada Pan wiedzę, że ta kobieta faktycznie świadczyła usługi seksualne?
Świadek: Nie, ale… wszyscy mówili, że tak.

Pełnomocnik: Czy zgłaszał Pan rzekomy proceder swojemu przełożonemu, firmie ochroniarskiej lub organom ścigania?
Świadek: Nie.

Pełnomocnik: Czy dysponuje Pan jakimikolwiek dokumentami, notatkami służbowymi, rachunkami lub potwierdzeniami, że pobierał Pan od Karola Nawrockiego wynagrodzenie z tego tytułu?
Świadek: Nie, to były pieniądze do ręki.

Pełnomocnik: Czy ma Pan absolutną pewność, że w tym czasie korzystano z portalu Odloty.pl?
Świadek: Tak, pamiętam, że były Odloty.

Pełnomocnik: Pragnę przypomnieć, iż portal Odloty.pl rozpoczął działalność w 2008 roku, natomiast Pan twierdzi, że Karol Nawrocki zakończył pracę w Grand Hotelu jesienią 2007 roku. Proszę wyjaśnić tę sprzeczność.
Świadek: …(milczenie)…

Nie daję dużych szans moim kolegom z Onetu. Może jedynie nadzieję, że proces potrwa dłużej niż kadencja Nawrockiego i kiedy zapadnie wyrok, to prezydentem już nie będzie. Bo jeśli będzie, to przecież nikt do więzienia nie pójdzie. Byłoby to zbyt niebezpieczne, biorąc pod uwagę, że jak sam Onet donosi, w zakładach karnych są już i tak dawni koledzy pana Karola.

Ale skutki finansowe dla Axela Springera mogą być naprawdę srogie, patrząc na obecną linię orzeczniczą sądów. Zasądzane kwoty za naruszenie dóbr osobistych potrafią iść dziś w miliony, proporcjonalne do kondycji finansowej wydawcy.

Spójrzmy na twarde dane: w 2023 roku Ringier Axel Springer Polska osiągnął przychody rzędu 637,7 mln zł, ale zysk netto wyniósł jedynie 27,3 mln zł. To zaledwie 4,3 proc. rentowności. Gdyby też teraz odwiedzili spółkę chłopcy z Izby Skarbowej trudno będzie im wytłumaczyć, dlaczego przy przychodach ponad sześciuset trzydziestu baniek, na koniec zostaje ledwie dwadzieścia siedem z hakiem.

Mógłbym zakończyć morałem w stylu „uważaj, kogo nazywasz alfonsem, bo możesz sam wylądować z pustą kieszenią”. Ale skończę inaczej. Polska polityka przez ostatnie trzy dekady żywi się hakami jak telenowela trupami: „wakacje z agentem”,  „dziadek w Wehrmachcie”, „zamach smoleński”, „trup z szafy” – narracja PiS-u w najczystszej formie. I właśnie ta metoda nie jest i nigdy nie będzie sposobem na jego zwyciężenie.

Zło pokonuje się siłą instytucji, sprawnym państwem i skuteczną polityką, a nie licytacją na plugastwa. Gdyby Churchill próbował walczyć z Hitlerem, budując własne obozy koncentracyjne, nigdy by wojny nie wygrał – bo nie da się zwyciężyć bestii, stając się jej lustrzanym odbiciem.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation