Background

Między sercem a portfelem

Dlaczego Polska dała Ukrainie najwięcej (względem PKB) i co z tego ma

Niewątpliwie mamy do czynienia ze zjawiskiem w historii Polski niebywałym na taką skalę – odruchem społecznym bez precedensu, kiedy to Polska i Polacy pomagają swoim sąsiadom, zamiast tradycyjnie ruszać na nich z szablą albo przynajmniej z pretensją. To nam się jeszcze nie przytrafiło, przynajmniej w takim wymiarze, bo zwykle z sąsiadami utrzymywaliśmy stosunki, powiedzmy, „dynamiczne”.

Owszem, mieliśmy już w historii epizody filantropii państwowej: w 1951 roku przyjęliśmy około piętnastu tysięcy Greków – ofiar wojny domowej, którzy po przegranej z królewską armią i Amerykanami trafili do Polski Ludowej. W kraju, gdzie ludzie nie mieli na buty, znaleźli się tacy, co potrafili obcym dać dach, chleb i węgiel.

Potem, gdy generał Pinochet rozstrzeliwał w Chile lewicę, my także otworzyliśmy ramiona. Co prawda niezbyt szeroko, ale jednak – dla tych, których nie zdążył rozstrzelać. Przez chwilę staliśmy się azylem dla prześladowanych z drugiego końca świata.

Widać więc, że mamy w narodowym DNA pewną skłonność do pomocy bliźnim, pod warunkiem że są odpowiednio daleko. Ale żeby pomagać sąsiadowi zza płotu, i to tak hojnie, że aż na światowym podium po Amerykanach i Niemcach – tego jeszcze nie było.

Akt miłosierdzia czy dywersja?

Musimy więc sobie wreszcie wyjaśnić, komu pomagamy i dlaczego. Bo te motywy, choć szlachetne w opakowaniu, wcale nie są takie jednoznaczne  ani tym bardziej racjonalne. Oczywiście, przyjęliśmy 1,73 miliona ludzi, nakarmiliśmy 157 tysięcy dzieci i ich matki, daliśmy im szkoły, dachy, PESELe i święty spokój. Tylko czy to naprawdę było w interesie Ukrainy, czy może – wbrew intencjom – w interesie rosyjskiego sztabu generalnego?

No bo jak ma się czuć żołnierz na froncie, który wie, że jego żona, dziecko i teściowa wyjechały „za granicę”, a granicą tą jest polski Biedronko-byt? Jakie jest morale wojownika o wolność, kiedy ma świadomość, że żona walczy o przetrwanie w zupełnie innym sensie – i że środki na życie zdobywa niekoniecznie z programu „Rodzina 500+”? To pytanie, które pewnie zadaje sobie nie jeden Ukrainiec pod Bachmutem, patrząc w ekran smartfona i myśląc, że wolność to piękna rzecz, ale jeszcze piękniejsza jest pewność, gdzie podziała się rodzina.

A wśród tych matek, co to z dziećmi, byli też ojcowie. Całkiem zdrowi, dorodni, zdolni do noszenia broni, którzy zamiast chwycić za karabin, chwycili w Polsce za kielnię, szlifierkę i klucz francuski. I niekoniecznie w poczuciu zdrady narodowej, tylko z czystej kalkulacji: tu płacą, tam strzelają. Polska więc, chcąc nie chcąc, uratowała nie tylko uchodźców, ale i zadała cios ukraińskiej gospodarce i zdolności obronnej, podbierając jej siłę roboczą w sile wieku. Wyszło na to, że pomagając Ukrainie w obronie niepodległości (jak nam się wydawało), pomogliśmy też Rosji w pozbyciu się paru tysięcy potencjalnych przeciwników z linii frontu.

Instynkt zamiast instrukcji

Oczywiście, to spostrzeżenie jest trafne, ale już z perspektywy post-przeżyciowej mądrości po szkodzie. Bo wtedy, w pierwszych tygodniach wojny, nikt niczego nie analizował. Ludzie nie mieli czasu na akademickie dywagacje. To nie władza, tylko społeczeństwo zadziałało szybciej niż logistyka państwa. Zanim ktokolwiek z rządu zdążył zwołać sztab kryzysowy, sołtysi, proboszczowie i dyrektorki szkół otwierali sale gimnastyczne i rozkładali materace jak w czasach powodzi tysiąclecia.

Zanim premier Morawiecki ogłosił, że „rząd panuje nad sytuacją”, sytuacja już dawno panowała nad rządem. W terenie działał czysty instynkt: nakarmić, przygarnąć, załatwić zasiłek. A w Warszawie tymczasem toczyły się zażarte dyskusje, czy uchodźcy to bardziej sprawcy Wołynia, czy raczej potencjalni sabotażyści z rosyjskiego lądolodu. Czy pomagając Ukrainie bronimy Zachodu, czy tylko rozdrażniamy putinowskiego lwa, i czy interes narodowy przypadkiem nie wymaga, by najpierw zapytać NATO, czy możemy być tacy dobrzy. Krótko mówiąc: społeczeństwo działało ze zwykłej przyzwoitości, gdy państwo deliberowało.

 

Płonąca pięść prawdy
HECHO.pl
Płonąca pięść prawdy
Płonąca pięść prawdy
HECHO.pl
Płonąca pięść prawdy

Rząd rozdaje, społeczeństwo płaci

Kiedy fala spontanicznej dobroci nieco już opadła, rząd postanowił nadążyć za nastrojami społecznymi. Uruchamiał, inspirował, a przede wszystkim bezrefleksyjnie rozdawał kasę. W ciągu zaledwie dwóch lat poszło 106 miliardów zł na zakwaterowanie, wyżywienie i edukację dzieci ukraińskich. A premier Morawiecki, stojąc na tle flag i mikrofonów, z dumą przyjmował podziękowania od samego Zełenskiego, który preorował z Kijowa nad naszą świętością.

Ale czy było nas na to stać? Co myśleli ludzie, których są tysiące, patrząc na beneficjentów pomocy, którzy nigdy nie zapłacili w Polsce ani złotówki podatku? Co myśleli płatnicy ZUS-u, którym władza zagląda w duszę i w dupę, by udowodnić, że ich chorobowe to fikcja literacka podpisana przez lekarza rodzinnego? Co myśleli samozatrudnieni, którym składka wzrosła o kolejne 400 zł miesięcznie bo ukraińska matka musi mieć na 500 + ?

Na to zgody społecznej nie było. Powstał fenomen miłości z hierarchią odwrotną do naturalnej: najpierw kochamy obcych, potem – jeśli coś zostanie – swoich.

Wyraźnie widać, że w całej tej akcji nie było ani mądrości, ani strategii, ani nawet porządnej ściemy geopolitycznej. Ten tak zwany rząd PiS nie tyle kierował sytuacją, co nadzorował rzeczywistość, która i tak toczyła się sama, jak lokomotywa bez maszynisty.

Europa dzwoni, Putin nie odbiera

Co było dalej? Otóż dalej czekano, na stanowisko Wielkiego Brata, czyli na to, co powie Waszyngton, oraz na telefon od Marcóna du Putina, bo to był wówczas jedyny Europejczyk Zachodni, którego telefony car jeszcze odbierał. Macron, człowiek dialogu, dzwonił do Moskwy z uporem godnym kogoś, kto myśli, że dyktatora można zagadać na śmierć.

W tym czasie kolumny rosyjskich czołgów dotarły już na przedmieścia Kijowa, a Niemcy, w geście heroicznego oporu wobec przemocy, wysłali hełmy i kamizelki kuloodporne.

Litości! Ta cała nasza solidarność z ukraińską siostrą przyrodnią Rosji ociekała hipokryzją, egzaltacją i geopolitycznym wyrachowaniem. Bo w tej wojnie łez, gestów i braku paliwa wszyscy chcieli być po właściwej stronie historii, tylko nikt nie był pewien, po której stronie ta historia w końcu stanie. I nadal nie jest.

Sprawy poszły w tym kierunku, że nagle okazało się, iż Rosji już się nie boimy. Przez lata Putin nabroił gdzie się dało: w Czeczenii, w Gruzji, w Syrii, w Libii i Sudanie dokąd wysyłał najemników, a w Kazachstanie – „braterską pomoc”. Świat na to wszystko patrzył z rosnącym znużeniem, Zachód testował własną cierpliwość, a Putin – cudzą.

 

Pomoc, która pachnie prochem

Płonąca pięść prawdy
HECHO.pl
Płonąca pięść prawdy

Tym razem miało być inaczej. Polska w ciągu trzech lat przekazała Ukrainie pomoc czysto wojskową wartą jakieś 20 miliardów zł. Tyle, ile kosztowałby nowy lotniskowiec.

Zatem trzeba wreszcie to sobie na spokojnie rozłożyć: dlaczego pomagamy i jakie tego są skutki bo nawet zacny Donald Tusk przełyka to jak łyżkę zimnej wody, a Leszek Miller w Radiu Zet wskazuje palcem na szereg spraw, które ludowi nie zawsze pasują do reklamy „Polska pomaga”.

Wjechać na Ukrainę z lotniskowcem przeciw Rosji – to nie jest już sprawa „chleb i proszek do prania dla ukraińskiej dzieciarni”.  W imię wątpliwej, a miejscami bardzo labilnej (jak pokazał czas) przyjaźni z Ukrainą, konstruujemy sobie pewną wrogość potężnego przeciwnika. To jest przesunięcie akcentów. Nie jesteśmy już neutralnym hospicjum, tylko partnerem do broni.

Do wojny bocznymi drzwiami

Nasze armatohaubice, systemy i amunicja wymierzone w rosyjskich nauczycieli i ułaskawionych przestępców w mundurach – to już nie jest dekoracja do zdjęć. To sygnał: Polska przestała być tylko humanitarnym wspomożycielem; stała się sojusznikiem Ukrainy, który płaci, szkoli i czasem naprawia to, co się zepsuje na froncie.

W praktyce oznacza to też przewartościowanie naszej roli: stajemy się krajem przyfrontowym – a może już frontowym w znaczeniu politycznym i symbolicznym. Przychodzą też pytania – o koszty, o reakcje międzynarodowe, o to, co zrobimy, gdy ta przyjaźń przestanie być „tymczasową gościnnością”, a stanie się długofalowym obciążeniem.

Nasza dobroć ma twarz i rachunek: piękna w mediach, skomplikowana w realu. I jak zwykle w polskiej historii: najpierw serce, potem myślenie, a na końcu ktoś liczy trupy.

Ps.

Tekst oparto na raporcie „Polska Pomoc Ukrainie 2022–2023”, opracowanym przez Radę do spraw Współpracy z Ukrainą w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i opublikowanym we wrześniu 2025 roku.

Skala polskiego wsparcia dla Ukrainy (od 2022)

Kategoria Zakres i liczby
Sprzęt wojskowy przekazany Ukrainie (darowizny) 14 czołgów Leopard 2, 18 armatohaubic Krab, co najmniej 18 modułów RAK oraz zestawy przeciwlotnicze Osa i Wega wraz z rakietami.

318 czołgów (T-72, PT-91)
586 pojazdów opancerzonych (m.in. BWP-1)
137 systemów artyleryjskich (armatohaubice 2S1 Goździk)
10 myśliwców MiG-29 i 10 śmigłowców Mi-24
405 przenośnych przeciwlotniczych zestawów rakietowych
ponad 101 mln sztuk amunicji wielko- i średniokalibrowej
bezzałogowce, amunicja krążąca, broń indywidualna, sprzęt medyczny
ponad 19 500 terminali Starlink zapewniających łączność internetową
Zakupy i eksport (na kredyt) Ukraina zakupiła w Polsce sprzęt wojskowy o wartości 2,216 mld euro, w tym:
  • 54 armatohaubice Krab (dostarczono 36)
  • 60 transporterów MT-LB
  • 92 haubice 2S1 Goździk
  • tysiące sztuk broni strzeleckiej
Dodatkowo Polska dostarcza części zamienne, paliwa i smary.
Szkolenia i misja EUMAM Ukraine Polska pełni rolę gospodarza Misji Wsparcia Wojskowego UE na rzecz Ukrainy (EUMAM Ukraine).
Dowództwo misji mieści się w Polsce.
Do połowy 2024 roku wyszkolono ok. 60 000 ukraińskich żołnierzy, z czego 1/3 przez polskich instruktorów.
Łączna wartość wsparcia wojskowego Szacowana na ok. 4–4,5 mld euro (18–20 mld zł), wliczając sprzęt, szkolenia i logistykę.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation