Dobry człowiek, ale zły papież
Nie wiem, czy zauważyliście – a właściwie jestem pewien, że nie zauważyliście – że pontyfikat Leona XIV trwa już siedem miesięcy. Można by pomyśleć, że papież się zawiesił. O Leonie jest raczej cicho w przeciwieństwie do jego rodaka – Trumpa, obecnie najważniejszego człowieka na Ziemi, Wszechziemi i Metaziemi. Ten przynajmniej jest widoczny na trzech wysokościach każdego ekranu: w nagłówku, w reklamie i w komentarzu z Ukrainy. Codziennie bombarduje nasze receptory medialne kolejnym „Make America Whatever Again”. Nie miejmy złudzeń – nasze umysły mają ograniczoną pojemność na amerykańskie figury władzy, i w tym rozdaniu jeden Jankes wystarczy. Wybór padł na tego, który wrzeszczy.
Technokrata, komunista i czołg
No i jest jeszcze jeden powód, dla którego Episkopat Polski milczy, gdy w Watykanie zmienia się lokator: głęboka, narodowo-mistyczna, niewyleczona trauma po śmierci Jana Pawła II. Choć od tego wydarzenia minęło już 21 lat, po papieżu Wojtyle nie było żadnego następcy – tylko wakat duchowy:
– Benedykt XVI? Technokrata z Hitlerjugend (dewiza: Gott mit uns).
– Franciszek? Komunista z Buenos Aires.
– Leon XIV? Brzmi jak nazwa nowego modelu czołgu. Nieprawdaż?
Episkopat Polski do dziś złożony jest z biskupów formowanych w epoce VHS i kremówek. Oni pamiętają tylko jednego papieża. Papież musi być Polakiem. Musi mieć głos jak z Radia Maryja, umiejętność obsługi ołtarza polowego na stadionie oraz całowania lotniska.
Keczua zamiast łaciny
A tu Leon XIV! Hamburger w piusce. Kowboj w liturgicznym sombrero! Chodząca reklama Coca-Coli Zero! Bekbolita z Chicago. I co najgorsze, augustianin! Toż to niemal protestant, z zakonu Lutra! I jeszcze ten jego peruwiański epizod życiowy. Spędził pół życia wśród ubogich, w slumsach Limy, czyli może Ink? Mówi po keczua, czyli może jakiś aztecki szaman? Nie wiadomo, czego się spodziewać! Amerykanie, wiadomo, to wariaci – a niech wprowadzi do obrządku kukurydzianą hostię, a wino mszalne zastąpi yerba mate!?
W takiej sytuacji to całkowicie zrozumiałe, że purpuraci dystansują się od jegomościa. Jesteśmy już dawno narodem po rozwodzie z Watykanem. Dlatego, z poczucia duszpasterskiego obowiązku, przybliżę Wam, czym się Leon XIV tak właściwie zajmuje. Bo w „Gościu Niedzielnym” o tym nie przeczytacie, a „Nasz Dziennik” w ogóle udaje, że nie było konklawe.
Papieski start pod prąd oczekiwaniom
W życiu każdego, kto wstępuje na tron – czy to Piotrowy, czy polityczny – znacząca jest tak zwana pierwsza wizyta. Symbol, ustawienie wektora. Mały gest z wielkim komunikatem: „patrzcie, do kogo najpierw pojechałem, to znaczy, kogo naprawdę kocham”.
No i wiecie, gdzie Leon XIV, a właściwie Robert Francis Prevost, udał się w swoją pierwszą, papieską podróż zagraniczną? Uwaga, trzymajcie stuły – do Turcji i Libanu. Boże, widziałeś – i nie zagrzmiałeś!
Turcja? – kraj, w którym katolicy stanowią 0,04 proc. populacji na 85 milionów mieszkańców. A Liban? Tam przynajmniej katolicy są, owszem, ale następujących rytów: maronici, melchici, syriacy i łacinnicy. Mhm !?
Pielgrzymka po omacku
A po co Leon XIV pojechał do Turcji? Żeby uczcić 1700. rocznicę Soboru Nicejskiego, który odbył się w roku 325 n.e.!? Od tego czasu odbyło się jeszcze innych 21 soborów powszechnych, w tym Watykański II, dzięki któremu ksiądz nie mamrocze już wyłącznie po łacinie i nie odprawia mszy plecami do wiernych.
Podejrzenie jest zatem takie, że jego sztab się pomylił, a potem dorobiono do tej pomyłki „legendę”. Zarezerwowano bilety do Nicei w Turcji, myśląc, że chodzi o Niceę we Francji. Gdy samolot wylądował w Nicei – tej od Soboru Nicejskiego – czyli w azjatyckiej części Turcji, było już za późno. Błąd! Francja pomylona z Azją Mniejszą. Klasyczna, geograficzna ignorancja rodem z seminarium duchownego w Chicago. Ale Watykan nie przyznał się do pomyłki, więc ogłoszono rocznicę.
W Turcji Prevost spotkał się z prezydentem Erdoganem, islamskim fundamentalistą, który przekształcił Hagia Sophia – jedną z najważniejszych świątyń chrześcijaństwa, dawną bazylikę Konstantynopola – w meczet. Nie w harem, co warto odnotować.
Erdogan nie ukrywa, że najchętniej przeniósłby niedzielę na piątek, bo tak mu się „złożyło w porządku islamskim”. Leon odwiedził także mauzoleum Turka Mustafy Atatürka. Dobrze zatem, że nie pojechał do Moskwy, bo pewnie prosto z peronu trafiłby do Mauzoleum Lenina. Przecież wszyscy turyści tak robią, prawda? Mogłoby mu nawet przyjść do głowy, żeby zapalić świeczkę. Papież w Turcji nie odwiedził żadnej działającej katolickiej parafii – co w kraju, gdzie katolicy stanowią cztery promile populacji, nie było zresztą trudne.
Mowa trawa
Papież Leon również przemawia… w sposób właściwy dla małego dziecka: szczerze, prosto z serca, choć nie prostacko – trzeba mu to oddać. Ten styl rodzi u mnie niepokój poznawczy, a wręcz egzystencjalny zgrzyt: jak pogodzić dostojeństwo papieża z dziecinadą jego wypowiedzi? No bo zobaczmy.
Cytatologia elementarna
Cytat pierwszy: „Traktowanie migrantów jest skrajnie niegodne.” Zgadnijcie – to papież czy nauczycielka propedeutyki o społeczeństwie w pierwszej klasie gimnazjum?
Lecimy dalej: „Niech pokój będzie z wami wszystkimi.” No wieeeelkie dzięki. Tak jakby ktokolwiek chciał, żeby pokój był tylko z połową z nas.
Kolejny klasyk: „Chrystus jest naszym Zbawicielem i w Nim jesteśmy jedno, rodziną Bożą.” No cóż – ktoś to w końcu musiał powiedzieć. Tylko że z taką samą głębią spotkać się można w pierwszym rozdziale każdego elementarza do religii: „Ala ma kota, Jezus zbawia”. Albo na kubku w sklepiku z dewocjonaliami.
Moment kulminacyjny refleksji geopolitycznej Leona XIV: zasada, która po II wojnie światowej zabraniała państwom używania siły do łamania granic innych państw… została całkowicie podważona. Cóż za objawiona przenikliwość! Gdyby jeszcze dodał: „A wojna jest zła, a bomby robią bum”, można by wydać jego przemówienia w formie papieskiej encykliki dla początkujących dyktatorów.
Papież myli rozum z układem scalonym
Leon XIV nie mówi jednak tylko do ONZ-u. Mówi także do nas – zwykłych ludzi. Sprawdzoną receptą na szczęśliwe życie jest życzliwość. Tłumacząc to na język ulicy: „Uśmiechnij się – jutro będzie lepiej”. A pojutrze już w ogóle raj na ziemi. Katolicka wersja hasła „Bądź miły i pij wodę”.
I wreszcie armata miłości nowego duchowego marketingu: „Bądźcie siewcami dobrych słów.” Coaching dla ubogich w duchu i w dochodach. Jakby połączyć Kazanie na górze z kursem rozwoju osobistego u Jacka Santorskiego.
No niestety, papież przemawiał również do dziennikarzy – co zauważył nawet Onet.pl, bo najwidoczniej pracują tam jeszcze jacyś dziennikarze. Co powiedział? Ano to: „Sposób, w jaki się komunikujemy, ma fundamentalne znaczenie. Musimy mówić „nie” wojnie słów – i pamiętać o odpowiedzialności wobec sztucznej inteligencji.” Oho! „Odpowiedzialność wobec sztucznej inteligencji”! Nowe, teologiczne terytorium. Człowiek może odczuwać odpowiedzialność wobec Boga, natury, historii, dzieci, bliźnich, republiki, Konstytucji… ale wobec procesora na krzemie, czyli tego samego materiału, z którego składa się plaża w Ustce?
Może papieżowi chodziło jednak o naturalną, przyrodzoną inteligencję wykonaną z białka, daną każdemu człowiekowi w różnym stopniu i jakości. Tyle że gdyby miał na myśli tę inteligencję, to powiedziałby zapewne „używajcie jej”, a nie „bądźcie wobec niej odpowiedzialni”.
Papieska licencja na oczywistości
Ale dobrze. Leon XIV postanowił też kopnąć w kostkę Onetu, dając do zrozumienia, co uważa o stanie współczesnego dziennikarstwa. Zaapelował, by nigdy nie ulegać pokusie banału. No, no. Pokusa banału jest zarezerwowana dla papieża. On może. On może mówić, że pokój jest dobry, wojna jest zła, migranci to ludzie, a prawda powinna być prawdziwa. A dziennikarz ma zakaz – bo byłoby to powielanie papieskich kompetencji. Papież ostrzega przed banałem. Robiąc to… przy pomocy banału.
Papież bez wideł
Ale naprawdę najgorsze z punktu widzenia polskiego Episkopatu jest to, czego Leon XIV nie mówi. I to jest doprawdy obrzydliwe. Leon XIV to papież, który chce być miły. W Polsce nie jesteśmy gotowi na miłego papieża. My chcemy papieża, który bije w stół, wzywa do pokuty narodowej, wskazuje palcem wrogów, ostrzega przed szatanem w tęczowych trampkach i domaga się podatku od grzechu oraz ulgi na różaniec.
A tu wyskakuje jakiś eufemista, który mówi półgębkiem, że: doktryna Kościoła „w tych” sprawach „prawdopodobnie” nie ulegnie zmianie, ale jednocześnie istnieje konieczność otwartości i szacunku wobec każdej osoby. Znaczy Kościół będzie dalej uważał, co uważa, ale nie wypada już na nikogo wrzeszczeć. Skandal!
Eminencje słuchają niesłyszalnego z przerażeniem. Papież milczy w sprawach, które w Polsce uznaje się za najważniejsze: aborcja, osoby LGBT, gender, satanizm w Biedronce. On nawet nie powiedział, że „aborcja to morderstwo”, ani że „Europa to dziś neopogańska Sodoma”, ani że „duszpasterstwo nie polega na tolerowaniu grzechu”. Jak on mógł – a w zasadzie: jak on mógł nie móc?
Twierdza prawdy w fabryce cudów
A w finale Leon XIV strzela sobie w stopę. Ogłasza uroczyście, że fake newsy to problem współczesnej komunikacji, po czym z pełną powagą imputuje, że jedynym pewnym źródłem prawdy o nim samym i o świecie są źródła watykańskie.
Taaaaak – Watykan, imperium cudów i sekretów, jako ostatnia twierdza prawdy? Przecież to stamtąd płyną od dwóch tysięcy lat historie sprzeczne z doświadczeniem, nauką i zdrowym rozsądkiem: chodzenie po wodzie, wskrzeszanie trupów, dziewicze poczęcia, wniebowzięcia, rozmnażanie ryb i nieomylność ludzi w kapeluszu. Fake newsy z Watykanu były, zanim jeszcze wynaleziono atrament. Problemem nie jest więc „nieprawda” sama w sobie, tylko to, kto ją produkuje i kto ma wyłączność na jej rozsyłanie.
Ale Leon najwyraźniej naprawdę wierzy, że Łazarz zmartwychwstał, trędowaty ozdrowiał od dotyku, a papież to nie tylko namiestnik Boga, ale i jego rzecznik prasowy.
Wódka bez procentów: polski Kościół tego nie wypije
Nie wróżę temu pontyfikatowi owacji na stojąco po każdej homilii ani pomników w każdej polskiej wiosce. Z punktu widzenia Kościoła – trudno zgadnąć, co z tego wyniknie. Bo problem Kościoła polega na tym, że tak bardzo zabiega o swoje (głównie materialne) interesy, że wchodzi w układy z władzą nałogowo. Traci tym samym autentyczność, niezależność i autorytet.
Pewnie liberalizm Leona mógłby odwrócić tę tendencję, ale jest ryzyko, że to się nie przyjmie. Koncepcja równowagi, porozumienia centrum, kongresu liberalno-demokratycznego – to w Polsce nie przeszło. Liberalizm w Kościele? To jak wódka bez alkoholu. Polacy wolą skrajności. Umiarkowanie? To dla mięczaków. U nas trzeba krzyczeć, straszyć i dzielić. Kościół to lubi. Dlatego zamiast być duchowym drogowskazem, wolą być sędziami i katami. Wolą papieża na czele krucjaty niż przy stole negocjacyjnym. Amen.
Jeśli Leon XIV rzeczywiście chce „być miły”, polski Kościół zinterpretuje to jak brak stanowiska. U nas papież bez grzmotu brzmi jak papież bez ważności.
Ruben Jary
1. Cytaty papieża Leona XIV przytaczam tak, jak przechwyciły je media światowe – czyli być może nieco skrócone, przefiltrowane przez tłumaczy, redaktorów i algorytmy Google Translate. Sens jest jednak zachowany. A jeśli ktoś mimo wszystko domaga się dosłowności, interpunkcji papieskiej oraz przecinka w duchu Soboru Trydenckiego – to Watykan niezmiennie służy pomocą: proszę kierować się na oficjalną witrynę Stato della Città del Vaticano. Z góry ostrzegam: zero memów, sam PDF i Duch Święty między wierszami.
Oznaczono jako :
Kościół katolicki Leon XIV publicystyka Satyra
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze :
Ruben Jary
Byłem redaktorem naczelnym w kraju za Odrą. Szydziłem z każdej władzy, piętnowałem obłudę kleru i możnych tego świata. Nie brakło mi przez to wrogów, ale i czytelników. Moje felietony, cierpkie jak stary ocet, były kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. I dalej będę pisał, bo prawda nie zna emerytury – choćby do śmierci, a może i dzień dłużej.
Dobry człowiek, ale zły papież
FELIETON / KOŚCIÓŁ / MEDIA Dobry człowiek, ale zły papież Nie wiem, czy zauważyliście – a właściwie jestem pewien, że nie zauważyliście – że pontyfikat Leona XIV trwa już siedem miesięcy. Można by pomyśleć, że papież się zawiesił. O Leonie jest raczej cicho w przeciwieństwie do jego rodaka – Trumpa, obecnie najważniejszego człowieka na Ziemi, Wszechziemi i Metaziemi. Ten przynajmniej jest widoczny na trzech wysokościach każdego ekranu: w nagłówku, w reklamie i w komentarzu z Ukrainy. Codziennie bombarduje nasze receptory medialne kolejnym „Make America Whatever Again”. Nie miejmy złudzeń – nasze umysły mają ograniczoną pojemność na amerykańskie figury władzy, i w tym rozdaniu jeden Jankes wystarczy. Wybór padł na tego, który wrzeszczy. Technokrata, komunista i czołg No i jest jeszcze jeden powód, dla którego Episkopat Polski milczy, gdy w Watykanie zmienia się lokator: głęboka, narodowo-mistyczna, niewyleczona trauma po śmierci Jana […]
Ruben Jary 2026-02-10
PROFIL ZADUFANY
PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]
Ruben Jary 2026-02-03
Świński raj, ludzkie piekło
Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem? Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]
Ruben Jary 2025-11-03
Krzywy banan, prosty krętacz
Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi. Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to […]
Ruben Jary 2025-09-16
Przegrana od nominacji
Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]
Ruben Jary 2025-08-27
Architekt cieni. Rządzić, nie będąc u władzy
Nie będę o tym, bo już inni byli to zrobili, dlaczego Trzaskowski przegrał. W większości byli słuszni, choć zasadniczo mylni. Bo owszem, przegrał. Ale zdobył 10 milionów, a to wynik więcej niż przyzwoity. Różnica jednego procenta to nie nokaut, tylko rysa na wyniku. Nie jest wcale oczywiste, że gdyby wypadł lepiej na debacie albo gdyby jego kampanią nie zarządzała osoba o kwalifikacjach z „Dzień Dobry TVN”, to rezultat byłby inny. To zbyt prosta interpretacja. Świat i polityka – tak nie działają.Przyjrzyjmy się fenomenowi rzeczywistego przeciwnika Trzaskowskiego. Pochylmy się nad tym unikatem na skalę światową – człowiekiem, który nie startuje, nie kandyduje, nie zabiega... a i tak rządzi wszystkim i wygrywa. Tym który rozegrał Trzaskowskiego.Fenomen trwaniaÓw nie goni za pieniędzmi, nie celebruje luksusu, nie potrzebuje aprobaty mediów. Nie ma dzieci. Nie ma żony. Nie jeździ do Toskanii. Nie biega, nie pływa, […]
Ruben Jary 2025-06-30
Powiązane
Katecheza bez mózgu
Całkiem niedawno, w budynku, gdzie pulsuje serce i pracuje umysł naszego Kościoła – czyli w betonowej twierdzy Episkopatu przy skwerze Wyszyńskiego – odbyła się konferencja dla mediów pod przewodnictwem biskupa Osiała Wojciecha. Zapowiadano ją jako przełom na miarę Lutra. Osiał zaprezentował coś, co dotyczy wszystkich katechizowanych dzieci mianowicie „Podstawę programową nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce” – nową, a więc z definicji ulepszoną. Episkopat edukuje: jak zrobić bezmyślnego katolika Okładka wygląda ładnie, nawet profesjonalnie, grafika taka, że gdyby to była publikacja GUS, nikt by nie zauważył różnicy. Zaraz po opuszczeniu duchownej cytadeli przeczytaliśmy dokument od deski do deski – bo, jak mało komu w tym kraju, za czytanie nam płacą. Osiał na konferencji grzmiał: „Nowa epoka w katechezie, nowe otwarcie, nowa strategia!” Miało to być rzekomo „odpowiedzią na wyzwania współczesności”. Oczekiwaliśmy więc czegoś na miarę duchowej konstytucji XXI wieku. Po zamknięciu […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-07
Boże narodzenia
Przyśnił mi się Bóg i powiedział, że to nie sen Boskie porody. Od torsji Zeusa do kwiatu Henbe Mitologiczne początki bogów to istny festiwal dziwactw. Wenus wyłania się z morskiej piany, zapłodnionej, o ironio, odciętymi genitaliami Urana. Atena, poczęta w bardziej tradycyjny sposób, przeżywała traumatyczne narodziny – jej ciężarna matka zostaje pożarta przez Zeusa, a córka wydostaje się na świat przez jego usta. Dionizos rozwija się w udzie Zeusa, Adonis wychodzi z pnia mirry, a Śiwa pojawia się jako ośmiolatek w kwiecie lotosu. Dalej jest już nieco bardziej konwencjonalnie, choć nadal z nutą boskiego absurdu – Herkules, Mitra, Tammuz i Hermes rodzą się z dziewic. Choć i tu zdarzają się wyjątki, jak w przypadku bogini Henbe, poczętej przez matkę wąchającą magiczny kwiat. Krótko mówiąc, boskie porody to temat rzeka, pełen makabrycznych i groteskowych szczegółów. 25 grudnia. Ulubiony dzień narodzin bogów […]
Michał Rala 2025-12-24
Lew z kalkulatorem. Papież z działu kadr
Jeśli chodzi o nowego papieża, to – jak to zwykle bywa – wiadomo o nim tyle co nic. A tajemnica jego błyskawicznego wyboru? Żadna tajemnica, wystarczy kartka i kalkulator. W konklawe brało udział 133 kardynałów, z czego 80 nominował poprzedni papież – czyli większość miała już gotowy scenariusz, wystarczyło tylko go odegrać. Robert Francis Prevost, zanim stał się Ojcem Świętym, był prefektem Dykasterii ds. Biskupów, czyli kimś w rodzaju szefa personalnego Watykanu. Dzięki jego podpisowi biskupami zostało co najmniej 250 księży na całym świecie, a 42 z nich – przypadkiem lub nie – zostało potem kardynałami, którzy rozgrywali konklawe. Taki człowiek, wśród reszty, która znała się głównie z mszy, był to po prostu „nasz człowiek w Rzymie”. W międzynarodowym towarzystwie Prevost był nie tylko rozpoznawalny, ale i idealnie neutralny. Nie za liberalny, nie za konserwatywny, nie-Włoch, ale nie za egzotyczny. […]
Robert Jaruga 2025-06-19
Myśl wyłączona. Teologia bezmyślności w praktyce państwowej
...o kapelanie znikąd Jednym z nielicznych, niemal całkowicie pomijanych aspektów kończącej się prezydentury Andrzeja Dudy były jego relacje z Bogiem. Wzmianki na ten temat ograniczały się zazwyczaj do lakonicznych komunikatów: Prezydent modlił się na Jasnej Górze. Andrzej Duda modlił się na Wawelu. Modlił się w soborze w Hajnówce. Przy grobie św. Stanisława. Przy grobie pary prezydenckiej. Przed obrazem Matki Boskiej Pocieszenia w Starej Błotnicy. Modlił się w niedzielę wieczorem. W 75. rocznicę krwawej Niedzieli. Pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi. W 2017 roku na Jasnej Górze nie tylko się modlił, ale też śpiewał — a przecież, jak głosi powiedzenie, „kto śpiewa, ten dwa razy się modli”. Zatem być może modlił się podwójnie, za jednym razem. Z oficjalnych komunikatów wynika, że prezydent Duda — w miarę możliwości — codziennie o ósmej rano oddaje się modlitwie w kaplicy: czy to w Pałacu […]
Michał Rala 2025-05-10
Kościół żywi się nieszczęściem
... oto wielka tajemnica wiary Przyszedł ksiądz po kolędzie. Po wymianie zwyczajowych uprzejmości i modlitwie ze wszystkimi domownikami, zasiada za stołem. - A co u was słychać ? – zapytuje kapłan. - Wszystko w najlepszym porządku. Dorośli pracują. Dziadkowie, dzięki Bogu, zdrowi. Syn dostał się na studia – wyjaśnia głowa rodziny. - Taaaak - rzecze kapłan. Ale chodziło mi o twoją siostrę. Czy już doszła do siebie, po tych straszliwych przejściach ? - Jakich przejściach !? Co konkretnie ksiądz ma na myśli ? - pyta zdezorientowany mężczyzna. - No a ty ? Jak się z tym czułeś ? Czy już wybaczyłeś ? - Ale z czym, proszę księdza, miałem sobie radzić ? Komu i z jakiego powodu wybaczać ? - Ooooj tak ! Widzę, że się zmagasz. Lepiej byłoby o tym nie mówić. No ale to jest ważne. Bóg jest […]
Michał Rala 2025-05-08
Żubr z probówki wyparował
Wielkie odkrycie czy medialna sensacja? W 2017 roku, z inspiracji Konrada Tomaszewskiego, ówczesnego dyrektora Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe, dziennikarze Gazety Wyborczej piali z zachwytu nad sukcesem polskich naukowców. Twierdzili, że dokonano sensacyjnego odkrycia – po raz pierwszy na świecie udało się „narodowy skarb wyhodować metodą in vitro”. „Pierwszy na świecie żubr in vitro narodzi się w Polsce!” – oświadczyła z pełnym przekonaniem Gazeta. Dodano, że na badania in vitro naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego otrzymali z Lasów Państwowych 40 mln zł. Być może była to próba złagodzenia opinii publicznej, która nieco wcześniej dowiedziała się o wystawnych remontach w dyrekcjach regionalnych Lasów Państwowych – złotych poręczach, alabastrowych toaletach i marmurowych wychodkach. Prawda o żubrze z probówki Kierownikiem projektu była prof. Wanda Olech-Piasecka z Katedry Genetyki i Ochrony Zwierząt. W wywiadzie dla zakładowej Telewizji LP z naukową ostrożnością opowiadała […]
drwarlecki 2025-03-18
Bądź pierwszym, który skomentuje!