Background

Kennedy z dziurą w głowie, Trump z dziurą w mózgu

Jeżeli chodzi o symbole Ameryki to mamy flagę w gwiazdki i paski. Wygląda, jak bielizna po praniu z kolorowymi skarpetkami albo jakby ją szyła pijana krawcowa. Jest wszędzie. Na domach, samochodach i majtkach. Kolejnym charakterystycznym elementem krajobrazu jest Statua Wolności – zielona od starości, z pochodnią w ręku. Wygląda jak emerytowana nauczycielka, która zgubiła okulary i próbuje znaleźć drogę do domu. No i oczywiście jest też demokracja, w której dwóch kandydatów przekonuje, że są idealni, a potem okazuje się, że obaj kłamią.

  • 60 razy śmierć pukała do Białego Domu

Jest jeszcze jeden, zbyt rzadko uwypuklany element tego systemu. Zamachy na prezydentów USA – skuteczne lub nie skuteczne. Było ich razem, udokumentowanych, 60. Samych zamiarów prezydentobójstwa było zapewne więcej. Spójrzmy prawdzie w oczy. Ile razy fantazjowaliśmy o unicestwieniu teściowej, szefa, sąsiada z kosiarką? Hamuje nas jedynie cienka warstwa kulturowego lakieru, pod którym bulgocze pierwotna zupa instynktów. Zabijanie jest w nas. Tylko udajemy cywilizowanych. Amerykanie nie są inni.

Zamach na prezydenta – to element amerykańskiego folkloru niczym kowboj z marlboro.  Motyw ten, wielokrotnie eksploatowany przez popkulturę,  zaowocował zalewem filmów, komiksów i innych fantazji o prezydenckich zamachach. Był nawet musical. Samo Google, po wpisaniu frazy „zamach na prezydenta Stanów Zjednoczonych” (po angielsku),  wypluwa ponad 10 milionów wyników –  od brukowców po naukowe analizy.  Ameryka żyje mitem zabijanych prezydentów własnego kraju.

Statystycznie rzecz biorąc, na każdą z 45 osób sprawujących urząd prezydenta USA1, przypada więcej niż jeden zamach udany lub nieudany. W ostatnich dziesięcioleciach liczba tych incydentów wzrosła. Abraham Lincoln był celem 5 zamachów, z czego jeden okazał się skuteczny. Donalda Trumpa próbowano uśmiercić 8 razy a Barack Obama przetrwał 11 ataków.

Niewiele z tych incydentów miało znaczenie historyczne. Większość zamachowców spotkała surowa kara lub śmierć. Choć nie można też zapomnieć, że wielu zamachowców, sprawców nieudanych zamachów, żyje i to już na wolności. Ostatnio uwolniono Johna Hinckley, który strzelał do Ronalda Reagana.

Skutecznie uśmiercono zaledwie 4 prezydentów, zatem stosunkowo niewielki ich odsetek. Przymierzając tę czwórkę do wszystkich prób zabójczych i nieprawdopodobnych perypetii towarzyszących niektórym zamachom (np. do prezydenta Andrew Jacksona  strzelano z dwóch pistoletów na raz.  Żaden nie wypalił. Potem się okazało, że oba były sprawne) wychodzi mi, że większość prezydentów ma szczęście większe niż wygrana w totolotka. Albo dobrych ochroniarzy.

  • Zamach: śmierć i życie.

Jednak najważniejsze, co już można powiedzieć, były zamachy dwa. Ten pierwszy na Kennedy’ego, o którym z powodu kolejnej rocznicy (22 listopada) za chwilę będzie głośno i nie przypadkiem czytacie ten tekst właśnie dzisiaj – udany. I ten drugi całkiem świeży, na już nieprezydenta a jeszcze nie prezydenta, zatem w momencie zamachu nie wiadomo, czy prezydenta, który był nieudany, z punktu widzenia zamachowca, ale udany z punktu widzenia niedoszłej ofiary Donalda Trumpa (rzec można uśmiech losu).

Zamachy te zburzyły logikę demokracji i podsyconego nią rozumowania, wymuszając ponowną ocenę dotychczasowych wyobrażeń o życiu i świecie, zmuszając do poszukiwania prawdziwego mechanizmu nie tylko wielkiej historii. Zatem szukajmy.

  • Kennedy i Trump – podobieństwa i różnice.

Uderzające są podobieństwa osobowościowe między Kennedym a Trumpem, że wymienię:

Obaj używali lakieru do włosów a ich charakterystyczne fryzury stały się znakiem rozpoznawczym. Kennedy miał elegancką, starannie ułożoną, Trump – powiedzmy tak, niepowtarzalną. Obaj mieli piękne i stylowe żony. Jackie Kennedy była ikoną mody, Melania Trump – byłą modelką. Plotki niosą, że żadna z nich nie gotowała obiadów. Obaj mieli potężnych wrogów. Kennedy – mafię i komunistów. Trump – demokratów i prawdę. Obaj prezydenci byli uwikłani w liczne skandale. Kennedy – seksualne i polityczne. W przypadku Trumpa skandal to chleb powszedni. Obaj mieli ogromne ambicje. Kennedy chciał wysłać człowieka na Księżyc (co się udało dopiero potem), Trump – zbudować mur na granicy z Meksykiem (co jeszcze do końca się nie udało).

Ale nie można też pominąć drastycznych różnic między obu panami: Kennedy był intelektualistą, Trump – cóż, powiedzmy, że nie. Kennedy cytował poetów, Trump – samego siebie. Kennedy posługiwał się wytwornym językiem, Trump – językiem ulicznych gangów. Kennedy przemawiał, Trump – tweetyzował. Kennedy był uosobieniem elegancji, Trump kiczu. Kennedy nosił skrojone na miarę garnitury, Trump – cokolwiek, byleby było drogie i złote. Kennedy uwodził kobiety swoim wdziękiem, Trump – swoim portfelem. Kennedy miał romanse, Trump – żony na zmianę. Skoro o tym, to też nie pozbawione jest sensu stwierdzenie, iż Kennedy miał kochanki natomiast Trump ma żonę, która wygląda jak jego kochanka.

  • Oswald i Crooks – podobieństwa i różnice.

Nigdy nie dowiedziano się, jakie były prawdziwe motywy prezydenckich zamachowców, żyli oni zbyt krótko po zamachach, aby udzielić wyczerpujących wyjaśnień.  Lee Harveya Oswalda zabito po 2 dniach. Thomasa Crooksa, co celował do Trumpa po 3 sekundach. Zatem wyobrażenie motywów każdego z nich wymaga podniesienia się ( lub opuszczenia) do poziomu absurdu.

Harvey Oswald, strzelając do prezydenta musiał wiedzieć, że zabójstwo nie zmieni linii politycznej Ameryki, ponieważ po śmierci Kennedy’ego urząd musiał objąć wiceprezydent, również demokrata, którym był Lyndon Johnson. Co więcej Johnson wygrał kolejne wybory, zatem utrzymał się na stanowisku przez 6 lat. Logicznie rzecz biorąc zamysł Harveya Oswalda, nie mógł się powieść z mocy prawa.

Crooks strzelając do Trumpa zapewne nie chciał aby ten  został prezydentem po raz wtóry, jednakowoż, jak teraz się uważa, to właśnie ten zamach zapewnił Trumpowi kolejne zwycięstwo. Trump udowodnił, że bóg go chroni i prowadzi, gdyż życie od śmierci miało tu wymiar jakichś trzech centymetrów.

  • Kennedy: co by było gdyby?

Gdyby Kennedy przeżył zamach w Dallas, świat wyglądałby zupełnie inaczej. Wojna w Wietnamie mogłaby potoczyć się innym torem. Zapewne uniknięto by eskalacji i tysięcy ofiar. Zimna wojna z ZSRR pewnie trwałaby nadal, chociaż kto wie, może Kennedy, znany ze swojej charyzmy i otwartości na dialog, znalazłby sposób na jej deeskalację? Wewnętrznie, Ameryka kontynuowałaby liberalne reformy zapoczątkowane przez prezydenta, co mogłoby wpłynąć na kwestie rasowe, ubóstwa i edukacji.

Gdyby Kennedy przeżył Jackie Kennedy nigdy nie wyszłaby za mąż za Aristotelisa Onasisa. Za to Onasis ożeniłby się z Marilyn Monroe. A potem z Liz Taylor. Na Księżycu stanęłaby nie tylko amerykańska flaga, ale i radziecka. A może nawet chińska!? Mur berliński runąłby 10 lat wcześniej. Nixon nigdy nie zostałby prezydentem. A Watergate byłoby tylko nazwą hotelu. Sam Kennedy dożyłby sędziwego wieku i napisał pamiętniki. Pełne plotek, skandali i rewelacji, które przeczytałby cały świat z zapartym tchem. I z przymkniętym okiem na fakty. Tak się jednak nie stało.

Sukcesor Kennedy’ego Lyndon Johnson  był, w stosunku do poprzednika, jak  stary  pickup przy  błyszczącym cadillacu.  Johnson wbrew filozofii własnej partii  utknął  w  wietnamskim  błocie.  Flirtował  z  bombą  atomową.  Wojna w  Wietnamie pochłonęła gigantyczne środki, które nie mogły być przeznaczone na likwidację ubóstwa i doniosłe cele socjalne, których wizję miał Kennedy. Wprawdzie Ameryka zawdzięcza Johnsonowi przełomowe ustawy o prawach obywatelskich, zakazujące dyskryminacji rasowej w głosowaniu, zatrudnieniu i miejscach publicznych. Tyle, że były to tylko papiery w warunkach, kiedy sytuacja ekonomiczna kolorowej biedoty nie mogła się poprawić. Trafnym jest spostrzeżenie, że Lyndon Johnson demokrata, był bardziej republikański niż nie jeden republikanin.

Z punktu widzenia zatem  Harveya Oswalda, wbrew logice, jednak jego zamierzenia raczej się powiodły.

  • Harris prezydentką: koniec świata czy początek nowego?

Spójrzmy teraz na intencję Crooksa mierzącego do Trumpa. Gdyby w ogóle do niego nie strzelał, Trump nie zostałby ponownie prezydentem. To mogłoby oznaczać, że prezydentem zostałaby Kamala Harris. Ale …. gdyby Crooks zabił Trumpa to prezydentem zostałaby na pewno Kamala Harris.  Zatem lepiej by było, żeby Crooks strzelił sobie w stopę, zamiast chcieć zostać światowym gierojem.

Gdyby prezydentem została Harris to zapewne okazałaby się  mądrą  i  sprawiedliwą  prezydentką, jednoczącą  naród. Uzdrowicielką  gospodarki,  która  przywróciłaby Ameryce  dawny blask. Promowałaby feminizm, gender i  inne  fanaberie … choć też nie można wykluczyć, że rozdałaby  wszystkie  pieniądze  biednym  a  bogatych  oślepiła  podatkami. Naturalnie, jako  czarnoskóra  kobieta istniało ryzyko, że  będzie  dyskryminować  białych,  wprowadzać  parytety,  kwoty  i  inne  formy  pozytywnej  dyskryminacji. Mogłoby dojść nawet to tego, że amerykańscy mężczyźni musieliby siedzieć  w  domach,  zajmować  się  dziećmi  i  gotować  obiady.  W każdym razie postęp lub pokojowy przewrót. Jak kto woli.

Niestety, Donek przetrwał i – wbrew nadziei na jego polityczny zgon – odrodzi się ze zdwojoną mocą.

  • A co to oznacza?

Globalne ocieplenie przyspieszy, bo Trump stwierdzi, że to spisek chińskich producentów lodówek. Rozwiązaniem  będzie  wybudowanie  gigantycznej  klimatyzacji  dla  całej  planety,  zasilanej  oczywiście  węglem.  Meksyk  wybuduje  mur, żeby  uchronić  się  przed  uciekającymi  Amerykanami. Rosja  zaanektuje  Alaskę,  a  Trump  sprzeda  ją  z  powrotem  za  połowę  ceny,  chwaląc  się,  jaki  to  on  jest  świetny  negocjator. Biały  Dom  zostanie  przemianowany  na  Trump  Tower  White  House  Casino  &  Golf  Resort.  Gabinet  owalny  na  pole  do  mini-golfa. USA  wystąpią  z  NATO,  bo  Trump  stwierdzi,  że  składka  członkowska  jest  za  wysoka. Na  Księżycu  powstanie  kolejny  Trump  Tower,  bo  “kosmos  to  przyszłość,  a  przyszłość  należy  do  mnie!”. Twitter (obecnie X) zostanie  uznany  za  oficjalny  kanał  komunikacji  rządu  USA ,  a  wszystkie  decyzje  prezydenta  będą  ogłaszane  w  140  znakach  (lub  mniej,  bo  Trump  lubi  skróty  myślowe).

Jakie praktyczne wnioski możemy sobie z tego wyciągnąć, co do zasad tego świata, gdzie tłuczemy się między chceniem a możliwościami, jak mucha w szklance gazowanej wody, lub jak człowiek z karabinem co by chciał, choć nie może? Nie napawają optymizmem. Życie jest jak zamówienie w restauracji homara, a dostanie zgniłej szprotki.  Z sałatą z robakami. I kieliszkiem wody z kranu, za którą trzeba zapłacić, jak za szampana. A na deser – rachunek za cały lokal. I do tego jeszcze kelner pluje ci w twarz i mówi: Smacznego! I niestety w ten brutalny sposób traktowani są nie tylko amerykańscy prezydenci oraz ich zabójcy. Nieprawdaż?

warlecki

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation