Boskie Sprawy Michał Rala 2025-12-24
Mitologiczne początki bogów to istny festiwal dziwactw. Wenus wyłania się z morskiej piany, zapłodnionej, o ironio, odciętymi genitaliami Urana. Atena, poczęta w bardziej tradycyjny sposób, przeżywała traumatyczne narodziny – jej ciężarna matka zostaje pożarta przez Zeusa, a córka wydostaje się na świat przez jego usta. Dionizos rozwija się w udzie Zeusa, Adonis wychodzi z pnia mirry, a Śiwa pojawia się jako ośmiolatek w kwiecie lotosu.
Dalej jest już nieco bardziej konwencjonalnie, choć nadal z nutą boskiego absurdu – Herkules, Mitra, Tammuz i Hermes rodzą się z dziewic. Choć i tu zdarzają się wyjątki, jak w przypadku bogini Henbe, poczętej przez matkę wąchającą magiczny kwiat. Krótko mówiąc, boskie porody to temat rzeka, pełen makabrycznych i groteskowych szczegółów.
Ulubionym dniem narodzin bogów jest 25 grudnia. Tego dnia w kalendarzu Juliańskim wypadało przesilenie zimowe (najdłuższa noc w roku). Data wiązała się z licznymi przedchrześcijańskimi obrzędami oraz, jest to dzień, w którym według współczesnej statystyki rodzi się najmniej dzieci – czego już i na razie nie udało się wytłumaczyć.
Dlaczego najwięcej ludzi rodzi się we wrześniu jest akurat jasne. To pomioty szaleństwa sylwestrowej nocy lub pierwszych dni karnawału. Robieni po pijaku w okolicznościach ograniczonej poczytalności.
Bogowie, choć dziś ich istnienie budzi uzasadnione wątpliwości, odegrali niebagatelną rolę w historii ludzkości. Skąd się wzięli? Odpowiedź ginie w mrokach prehistorii, choć ślady kultu bóstw odnajdujemy już 40 tysięcy lat temu, na długo przed wynalezieniem pisma. Zanim człowiek zaczął uprawiać rolę, zanim stworzył pierwsze zaawansowane narzędzia, już czcił siły nadprzyrodzone. Nawet prymitywne plemiona, jak choćby Indianie, żyją w symbiozie z bogami.
Potrzeba wiary wydaje się oczywista. Rodzimy się, patrzymy na świat i zastanawiamy się, skąd to wszystko się wzięło. Skoro nie stworzyli tego ani rodzice, ani my sami, to kto?
Odpowiedź nasuwa się sama: jakaś potężna, wszechmocna istota, najczęściej wyobrażana jako mężczyzna z nadludzkimi zdolnościami. Ciekawe, że w żadnej religii Bóg nie jest kobietą, choć przecież natura, zwłaszcza ta dająca życie, ma charakter żeński. Może Adam powstał z żebra Ewy, a nie odwrotnie, jak głosi Biblia?
Osobliwe jest też to, że pośród miliardów ludzi, zamieszkujących tę niewielką planetę, ktoś nagle wpada na pomysł: “Jestem bogiem!”. Wbrew pozorom, w zdrowych umysłach takie myśli pojawiają się rzadko.
Do pierwszej grupy bogów zaliczyłbym tych greckich i rzymskich ( zresztą są to ci sami bogowie – grecki Zeus = rzymski Jupiter). Ich historie to życiorysy dawnych królów, których czyny z pokolenia na pokolenie obrastały w coraz bardziej fantastyczne opowieści.
Następna grupa bogów, to bogowie duchy żyjące w naszym świecie, głównie w religiach prekolumbijskich Ameryki Północnej i hinduizmie.
Lub bogowie przedmioty, jak na przykład słońce w religiach egipskich i azteckich. Rzec można pseudo bogowie lub bogowie urojeni.
Kolejno są bogowie, mylnie uważani za bogów, głównie z ignorancji np. europejskiej. Budda, Zaratustra czy Mahomet nie byli bogami. Byli ludźmi, którzy nigdy o sobie samych, jak o bóstwach nie mniemali i czegoś podobnego nie twierdzili. Zwani byli niekiedy prorokami ale dlatego, że pośmiertnie uznano ich za proroków.
Teraz mamy ludzi, którzy w opinii potomnych byli inkarnacją boga, czyli bóg zstąpił w ich ludzkie postaci. Nie ma pewności czy Kryszna, urodzony 25 grudnia 1000 lat przed Chrystusem przedstawiał się jako bóg, czy może wskutek narosłej wokół niego beletrystyki urósł do takich rozmiarów.
Poza pensjonariuszami zakładów dla obłąkanych, tylko jeden człowiek otwarcie twierdził, że jest synem bożym – Jezus Chrystus*. Intrygujące, że po nim na Ziemi nie pojawił się już żaden inny “prawdziwy” bóg ani prorok. Chrystus zamknął erę boskich narodzin. (No, może pomijając japońskich cesarzy, z których jeden w końcu przyznał, że z tą boskością to lekka przesada).
Ostatnie dwa tysiące lat to czas świętych, nawiedzonych, reformatorów religijnych, schizmatyków, a nawet mesjaszy. Ale żaden z nich nie ośmielił się ogłosić się bogiem. Nikt nie stworzył zupełnie nowej religii. A jeśli władzy nie odpowiadała obowiązująca doktryna, to sięgała po stare, pogańskie mity, jak choćby hitlerowskie Niemcy
Kiedyś królowie byli jak bogowie. Ot, taki Karol Wielki – niby twardziel, a dał sobie wmówić przez jakiegoś mnicha-cwaniaka, że Vox populi, vox Dei (czyli że lud ma głos, a nie tylko smród). I to był początek końca boskiej władzy.
Późniejsi królowie, niby “z bożej łaski”, ale tak naprawdę trzęśli portkami przed ludem. Bo wiedzieli, że jak podskoczą, to poleci głowa. “Boskość” stała się pustym frazesem, a prawdziwa władza przeszła w ręce poddanych.
I tak jest do dziś. Nawet prezydent Duda, choć namaszczony przez suwerena, wie, że lud zawsze może pokazać mu gdzie jego miejsce. Demokratyczna ironia.
Ani Stalin, ani Hitler, ani Mao… Żaden nie był (oficjalnie) bogiem.
Dziwna sprawa. Ci tyrani, despoci, półdiabły z kompleksem boga. Mieli władzę, mieli kult jednostki (niekoniecznie zamówiony przez nich samych), a jednak żaden nie posunął się do tego, żeby oficjalnie ogłosić się bogiem. A przecież propagandowo byłoby to jak znalazł. Zagadka dyktatorskiej psychologii.
Boskość chyli się ku upadkowi, a jej miejsce zajmuje nowa religia – ateizm. Religia negacji, wyjątkowa w dziejach ludzkości, ale za to z całą armią kapłanów. I tu, podobnie jak w innych religiach, trzeba najpierw uwierzyć, żeby zrozumieć.
Czy widziałem kiedyś atom? Nie. Ale wierzę, że istnieje. Bo przecież ci, którzy o nim piszą, nie są idiotami (przynajmniej nie wszyscy). Ilu z nich widziało atom na własne oczy? Tego nie wiem. Może żaden. Ale wierzymy, że materia składa się z atomów, choć większość z nas nie ma na to osobistych dowodów.
Wierzymy też, że wszechświat powstał 13,5 miliarda lat temu w wyniku Wielkiego Wybuchu. Bo to logiczne. Choć czasem mówi się o 15, a czasem o 18 miliardach lat. Kilka miliardów w te czy we wte – dla astrofizyków to drobiazg. My i tak się na tym nie znamy. Wierzymy na słowo.
Wierzymy nauce, bo ułatwia nam życie. Choć nie zawsze wiadomo, po co nam te wszystkie kwarki i czarne dziury. Podobnie z religią – trudno zaprzeczyć pożytkowi z przykazania “Nie kradnij”. Uniwersalne i praktyczne.
Nauka ma jednak tę przewagę, że co jakiś czas może się mylić. Einstein z tą swoją “stałą kosmologiczną” dał ciała, zimna fuzja okazała się niewypałem, a cząstki szybsze od światła to był pomyłka pomiarowa. Szwajcarzy chcieli Nobla i się przeliczyli.
Czy coś się zmieniło w naszym postrzeganiu prawdy? Niewiele. Wciąż wolimy fałszywą pewność od racjonalnych wątpliwości. Dezorientacja ludzkości raczej rośnie, niż maleje. Żyjemy lepiej, ale umierać chyba trudniej.
Dlatego świętujmy Boże Narodzenie. To tylko niewinna fikcja, a choinki są naprawdę ładne.
* „Poczucie boskiej wszechmocy nie jest rzadkim zjawiskiem w psychopatologii ostrych psychoz, zwłaszcza typu schizofrenicznego. Chorych z podobnym zespołem objawów można spotkać w każdym szpitalu psychiatrycznym, opisywani są oni w każdym klasycznym podręczniku psychiatrii”. „Rytm życia” rozdział „Kompleks Pana Boga”; autor Antoni Kępiński.
Oznaczono jako :
Ateizm – nowa religia
O Autorze :
Michał Rala – głos tych, których nie słychać Michał Rala to dziennikarz, który nie boi się trudnych tematów. Od lat zanurza się w mroczny świat wykluczenia społecznego, bezdomności, nierówności. Jego teksty to krzyk rozpaczy osób marginalizowanych, zapomnianych przez system. Pisze o tym, o czym inni wolą milczeć. Demaskuje hipokryzję polityki społecznej. Walczy o prawa człowieka, nawet tych najbardziej pokrzywdzonych. Jego reportaż o kryzysie bezdomności wstrząsnały opinią publiczną. Rala to nie tylko dziennikarz, ale też aktywista społeczny, zaangażowany w walkę o sens i sprawiedliwość. Głos sumienia w świecie pełnym obojętności.
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!