Cukier na promocjach nadal można kupić w okolicach półtora złotego za kilogram. Cieszy to, rzecz jasna, nasz naród, który – jak wiadomo – najchętniej chciałby wszystko za darmo. Tak go wychował Kaczyński: można mieć przecież „800+” za nic. Ale to, co cieszy jednych, zapewne martwi 26 tysięcy polskich plantatorów buraka cukrowego.
Bo jak to jest, że kilogram cukru kosztuje mniej niż butelka wody? Że zgrzewka 10 kg jest tańsza niż paczka papierosów? To ekonomiczny nonsens. Nietrudno sobie wyobrazić, że wyprodukowanie kilograma sacharozy wymaga więcej pracy, potu, krwi i benzyny niż wlanie kranówki do plastikowej butelki.
Kapitalizm działa. My, wychowani na marksistowsko-chicagowskiej papce, tkwimy jednak w prostych schematach jak mucha w smole. Tymczasem rzeczywistość figluje sobie z nami, modyfikowana przez czynniki niewidzialne. Te niewidzialne ręce mają większy wpływ niż “oczywiste” przyczyny.
Najlepszy przykład? Weźmy tlen. Nie myślimy o nim, nie zauważamy, nie doceniamy. Ale zabraknie go i koniec. Koniec oddychania, koniec cywilizacji. Koniec wszystkiego.
Ta obrazowość była mi potrzebna, żeby uświadomić, jak doniosłą rolę w historii ludzkości odegrał cukier – choć powszechnie nie jest ona ani rozumiana, ani doceniana. Do tych refleksji skłoniły mnie nie tylko dziwnie niskie ceny w Biedronce, ale też artykuł prof. UJ Rafała Hryszko opublikowany w Zeszytach Naukowych Uniwersytetu Jagiellońskiego, zatytułowany „Cukiernictwo w Polsce w czasach Jadwigi i Władysława Jagiełły między wschodem a zachodem Europy.”
Otóż – w przeciwieństwie do tlenu – cukier w swojej znanej dziś, krystalicznej postaci wcale nie jest człowiekowi do życia potrzebny. Przez poprzednie 200 tys. lat obywaliśmy się bez cukru. Człowiekowi wystarczają bowiem owoce, warzywa, naturalne źródła glukozy. Syntetyczne przyjmowanie sacharozy jest nienaturalne. Prowadzi do zaburzeń organicznych, metabolicznych i psychicznych. Choć – przyznajmy – w czasach, gdy nie potrafiono konserwować świeżych owoców jak dziś, cukier był pewnym ratunkiem. Zwłaszcza zimą, kiedy o truskawki i brzoskwinie było trudniej niż o węgiel.
Cukier – ten zbędny składnik naszej diety – wymyślili Hindusi, jakieś 500 lat przed naszą erą. Co w sumie nie dziwi – wymyślili też zero. Czy zero jest ci do czegoś potrzebne? Chcesz – mogę ci dać zero milionów złotych. Ot, indyjska natura: tworzyć rzeczy z gruntu niepotrzebne.
W każdym razie jogini – ludzie, którzy całe życie spędzali siedząc pod drzewem z przymkniętymi oczami w pozycji kwiatu lotosu, nie zajmując się niczym „pożytecznym” – zauważyli, że pszczoły wcale nie są niezbędne. Miód można uzyskać z rośliny zwanej dziś trzciną cukrową. Od tego spostrzeżenia do praktycznego wykorzystania brązowego (częściej szarawego) proszku minęło z grubsza tysiąc lat.
Do Europy cukier dotarł późno. Na ziemiach polskich pierwsze wzmianki o nim pojawiają się dopiero za panowania Jagiellonów. Zanim nastąpił cukier, wszystko – od potraw po alkohol – dosładzano miodem. Ten był też stosunkowo drogi, ale pierwszy cukier był jeszcze droższy.
Wytwarzaniem pierwszych „cukierków” w Polsce zajmował się nie byle kto – królewski aptekarz z Krakowa, Andrzej mu było na imię.

Jego produkty trafiały wyłącznie na królewski stół, a cenowo wyglądało to mniej więcej tak:
Warto też napomknąć o soli. W ówczesnym świecie była podstawowym środkiem konserwującym żywność (zamrażarki i lodówki jeszcze się nie przyjęły). Ale nawet sól – mimo że kosztowna – przy cukrze wypadała blado. W różnych epokach cukier był od 100 do 300 razy droższy niż sól. I jak mawiano w średniowieczu, i długo po nim: „Bez soli nie da się żyć, bez cukru – można, ale szkoda.”
W średniowieczu cukier powoli stawał się instrumentem politycznym i symbolem społecznego rozwarstwienia. Początkowo to tylko luksus dla elit, ale jego znaczenie – choć niewidzialne – rosło.
Epoka wielkich odkryć geograficznych i narodzin kolonializmu jeszcze bardziej podniosła jego rangę. W podręcznikach czytamy, że Europejczycy ruszyli na podbój świata po złoto Inków i Azteków. I owszem – w pierwszej fazie tak było. Ale gdy już wszystko zrabowano, a ceny złota w Europie stały się wręcz uwłaczająco niskie, dalszą ekspansję napędzało coś innego: białe złoto, czyli cukier. Towar, którego wartość nie spadała i który miał jeszcze jedną kluczową zaletę: był zużywalny. A więc stale go brakowało.
W gruncie rzeczy kolonizacja Karaibów i tropików miała jeden cel: uprawę trzciny cukrowej i eksport jej przetworów do metropolii. To z kolei dało początek jednemu z najbardziej ponurych rozdziałów historii ludzkości – niewolnictwu. Popularny mit głosi, że niewolników sprowadzano głównie na plantacje bawełny. W rzeczywistości pierwszym celem był cukier. Potrzebowano taniej, posłusznej siły roboczej do pracy na plantacjach trzciny i w cukrowych rafineriach.
Cukier zakręcił kołem historii również na początku XIX wieku, przyczyniając się do klęski samego Napoleona. Pamiętamy blokadę kontynentalną Anglii z 1806 roku. Cesarz chciał odciąć Brytyjczyków od europejskich rynków. Plan ambitny, ale równie lekkomyślny, jak atak Putina na Ukrainę. Skutek? Tragiczny – dla Napoleona.
Odcinając Europę od Anglii, Napoleon odciął także swoją armię od kolonialnego cukru. A cukier po raz pierwszy, ale nie ostatni, stał się towarem strategicznym.
Na szczęście 61 lat wcześniej wynaleziono buraka cukrowego. Napoleon wspierał rozwój jego uprawy – jako krajowego źródła cukru. Wydawał dekrety, fundował cukrownie, tworzył agrarne szkoły specjalistyczne. Burak miał „uratować naród od angielskiego monopolu”. Stał się więc rośliną narodowej niezależności, symbolem ekonomicznego patriotyzmu Francuzów.
Niestety – czasu zabrakło. Technologia była jeszcze prymitywna. Postęp w rolnictwie szedł zbyt wolno. Dlatego mówi się, że Napoleona nie pokonał Wellington, ani nie zawiodły go własne armaty, ale brak cukru. Zdemotywowani, niedocukrzeni żołnierze, zmagali się z klasycznymi objawami hipoglikemii: zmęczenie, mgła mózgowa, bóle głowy, kłopoty z koncentracją, zaparcia. A z takimi wiarusami – cóż – po zwycięstwo się nie idzie.
Przyczyny pierwszej wojny światowej nadal nie zostały jednoznacznie wyjaśnione przez historyków, ale że skoro za wszystkim stał imperializm, a ten imperializm wyrósł z cukru – no, nie przesadzajmy. Oczywiście kpię. Trochę powagi.
Natomiast z wielką rewolucją październikową sprawa wygląda już trochę inaczej. Nie jest wcale wykluczone, że gdyby nie cukier – a dokładnie dysproporcje cukrowe i rażące pod tym względem nierówności – car Mikołaj II dożyłby spokojnie starości w Jałcie, a Lenin zostałby w Zurychu degustatorem fondue.
Lenin nie pił wódki ani innych mocnych trunków. I to nie z powodu zdrowia, tylko ideologii. Uważał alkohol za narzędzie degeneracji klasy robotniczej. Był też zagorzałym przeciwnikiem nikotyny. Za to znany był z zamiłowania do miodu, konfitur i herbaty z cukrem.
W Szwajcarii zajadał się czekoladkami – to był jego jedyny „luksus”. Podczas długich sesji ideologicznego młócenia popijał herbatę z cytryną i miodem.
Ten abstynent klasy premium był w gruncie rzeczy cukrocholikiem, co – według niektórych – przyczyniło się do jego przedwczesnej śmierci. Przyczynę licznych leninowskich udarów mózgu medycyna upatruje w przedawkowaniu sacharozy.
Z drugiej strony mieliśmy Mikołaja – który ze słodyczy korzystał umiarkowanie. Ale nie zapominajmy (o czym car zapomniał), że Rosjanie herbatę piją hektolitrami – i herbatę trzeba czymś posłodzić.
Rok 1917 to reglamentacja cukru w Rosji. Dostawy nie dochodzą, kolej nie działa, cukrownie nie produkują. Lud nie miał cukru. Car – miał dość… lukru. Oderwany od realiów, lekceważył kryzys słodyczowy narodu. Nic dziwnego, że doszło do eksplozji.
Sprawca? Taki, którego dotąd nikt nie widział. Hiper- i hipoglikemia. Nadmiar i niedobór sacharozy. Oba są mocarzami ludzkich instynktów, motywacji i determinacji.
Potem było międzywojnie (o którym jeszcze nie wiedziano, że było międzywojniem) i wielki kryzys, na plecach którego wyrósł wielki reformator Adolf H., który miał do cukru stosunek… ideologiczny.
W latach 30. XX w., w ramach programu Autarkii (samowystarczalności gospodarczej), burak cukrowy był promowany jako własny, niemiecki surowiec – przeciwwaga dla kolonialnego zażydzonego cukru trzcinowego (z Azji, Afryki i Karaibów).

Rolników zachęcano (i zmuszano) do sadzenia buraków cukrowych. W materiałach propagandowych przedstawiano buraka jako produkt niemieckiej ziemi, w duchu „Blut und Boden” („Krew i ziemia”).
W prasie i radiu wychwalano cukrownictwo jako przykład niemieckiej innowacyjności i siły wewnętrznej gospodarki. Uczniowie uczyli się o „zwycięstwie buraka nad trzciną”. Plakaty i broszury pokazywały buraka jako bohaterskiego konkurenta kolonialnego cukru. Burak występował jako: „Rübe der Nation” oraz „Vaterländische Pflanze”.
Cukier nabierał strategicznego znaczenia już od pierwszych dni wojny. Stawał się towarem reglamentowanym. Pojawiały się nawet głosy, że jeden burak cukrowy wart jest tyle, co żołnierz na froncie. Ale wojny Niemcy nie przegrali przez brak buraków, tylko przez brak żołnierzy.
I teraz sięgnijmy po mniej znaną historię: cukier to była druga (może trzecia) wunderwaffe, zaraz po odrzutowcu Me 262! Karmił Wehrmacht kaloriami, kiedy na schabowego nie starczało. Odcukrowy etanol palił rakiety V-2, które spopielały Londyn. A jak Rumuni zakręcili kurek z ropą, to i do czołgów Niemcy lali przefermentowaną cukrową melasę. Niemiecki cud techniki, choć trochę lepki.
Cukier, to biała śmierć PRL-u. Rok 1976, premier Jaroszewicz z miną pokerzysty ogłasza: „Cukier – plus sto procent!”. Ludzie dostają cukrzycy, ale nie od słodyczy. W Ursusie ruszają na tory, jak na barykady. Rozkręcają szyny. Lokomotywa w rowie – szach-mat!
ZOMO wkracza do akcji, pały w ruch, gaz w oczy. Władza grzmi o „warchołach”, a tymczasem rodzi się KOR, jak grzyb po deszczu. Potem kartki na cukier, a PRL – kaput. Słodko-gorzka historia.

Po transformacji ustrojowej wolny rynek przejął polskie cukrownie – wybudowane za kredyty zaciągnięte na Zachodzie za czasów Gierka – przekazując je zachodnim kapitalistom, którzy w dużej mierze je zamknęli.
Rok 2025. Realnie człowiek może spożywać dziennie około 25 gramów tzw. „wolnych cukrów” bez szkody dla zdrowia. To sugeruje, że globalna produkcja cukru powinna wynosić około 70 milionów ton rocznie. Tymczasem w sezonie 2023/2024 osiągnęła 177 milionów ton.
Wolny rynek „wyrównuje” nadwyżkę w jedyny znany sobie sposób: zwiększając spożycie. Przeciętny Polak spożywa 45,7 kg cukru rocznie, czyli około 125 gramów dziennie – pięciokrotnie więcej niż zalecenia WHO.
Cukier jest wszędzie – nawet tam, gdzie być go nie powinno: w chlebie, batonikach „fitness”, pasztecie.
Dlaczego tak się dzieje? Bo cukier to substancja uzależniająca, a w przeciwieństwie do opiatów – legalna. Działa na te same ośrodki dopaminowe co kokaina. Im więcej jesz – tym bardziej chcesz.
Cukier obniża zdolność do myślenia. Człowiek po trzech drożdżówkach jest mniej odporny na reklamę, propagandę i głupotę. Cukier to najtańsza forma kontroli populacji: dostępny, uzależniający, społecznie akceptowalny.
Człowiek zasłodzony to człowiek mniej buntowniczy, mniej skoncentrowany, bardziej podatny na natychmiastową gratyfikację niż planowanie przyszłości. Cukier to narzędzie duszenia oporu. W lukrze!
Diabeł ma cukiernię – a Ty jesteś w niej stałym klientem. Kto jest diabłem? Zapewne ten, kto do tych absurdalnie niskich cen cukru dopłaca.
Yhm!? Richard Sugar!? Sugar Ray Leonard!? A może Mark Zuckerberg? Po tym ostatnim to wszystkiego można się spodziewać.
Robert Jaruga
Oznaczono jako :
cukier
O Autorze : call_made
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
4,44 zł
Prawda tańsza niż piwo.
6,66 zł
Grosz do grosza i diabeł zadowolony.
19,89 zł
Twoja transformacja w dobrodzieja.
Wpłaty na Fundację Czwarta Władza (F4W) realizuje Tpay – Krajowy Integrator Płatności S.A. (KRS: 0000412357, NIP: 7773061579, REGON: 300878437, Rejestr Usług Płatniczych: IP27/2014).
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!