Jedną ze spraw, która wprowadza mnie w zakłopotanie, jest poczucie drugorzędności naszej nacji, przecież niemałej w skali Europy. Nasz wkład w rozwój cywilizacji jest w zasadzie skromny.
Żaden polski ruch malarski, literacki lub muzyczny nie odegrał znaczącej roli na światowej scenie w ostatnim stuleciu. Nasi artyści inspirowani są trendami z Zachodu. Dopiero tam osiągają sukcesy. Podobnie jest z inżynierią. Gdyby postęp zależał od polskich głów, zapewne nadal podziwialibyśmy kunszt powozowy.
Trylinka Kontratakuje! Czy Podbije Świat jak Klocki Lego?
W tym okresie brytyjski geniusz dał światu samoloty, czołgi i pionierskie odrzutowce pionowego startu. Niemcy, z kolei, obdarowali ludzkość tak praktycznymi wynalazkami jak herbata w torebkach, kosze plażowe, kołki rozporowe, aspirynę czy gumowy smoczek. Nie zapominajmy o motoryzacyjnych legendach – kilku markach samochodów światowej klasy, złożonych z tysięcy precyzyjnie zaprojektowanych części. Francuski wkład w postęp to m.in. balon na gorące powietrze, spadochron, stetoskop, gilotyna i – dla wygody – suszarka do włosów.
Mimo niewielkiej populacji, Szwecja wnieść znaczący wkład w rozwój technologii i medycyny. To tam powstał rozrusznik serca, trzypunktowy pas bezpieczeństwa i nóż chirurgiczny gamma, umożliwiający bezinwazyjne operacje mózgu. Szwedzi podbili świat także meblami IKEA – tysiącami przedmiotów codziennego użytku, od stołów po krzesła. Duński geniusz zaś objawił się w wynalazkach takich jak telegraf, magnetofon i uwielbiane przez dzieci klocki Lego. Nie zapominajmy o głośniku elektrycznym, fundamencie radiofonii, telefonii, telewizji i… koncertów Taylor Swift w Warszawie.
Węgierska pomysłowość obdarzyła świat lodówką, wodą sodową, witaminą C i zapałkami. Czesi z kolei dali nam cukier w kostkach, prysznic, soczewki kontaktowe, Semtex oraz – w sporze z Benjaminem Franklinem – piorunochron. Stany Zjednoczone i Japonia to niekwestionowani liderzy wynalazczości, choć źródła ich innowacyjności pozostają intrygujące. Monoetniczność Japończyków pozornie przeczy stereotypowi o korzyściach płynących z różnorodności, podczas gdy amerykański tygiel kulturowy wydaje się potwierdzać teorię o wzbogacającym wpływie wielokulturowości.
Na tym tle nasze osiągnięcia wydają się skromniejsze. Trudno przekonywać, że cywilizacja nie mogłaby obejść się bez trylinki – sześciokątnej płyty betonowej wynalezionej przez inżyniera Władysława Trelińskiego – czy kamizelki kuloodpornej.
Jeżeli podniesiesz wzrok znad matrycy komputera, nie zobaczysz niczego, co zostało ustalone polskim pomyślunkiem. Żyjemy w całkowicie obcym środowisku nacechowanym importowanymi ideami, kształtami i formami, w których nie możemy czuć się dobrze. Stan owej dysharmonii przechodzi z pokolenia na pokolenie.
Jeśli życie ma jakiś sens w kategoriach ludzkości, to jest nim ewolucja, czyli postęp. Nasz udział w tym procesie wydaje się jednak niewspółmierny do naszej liczebności.
Modlitwa o Grant – Tajemnice Polskiej Nauki
Marazm polskiej nauki wynika z jej quasi-religijnego charakteru. To struktura skupiająca „wyznawców” przekonanych, że nauka jest celem sama w sobie, nie musi służyć praktycznym celom. Zresztą liczebność polskich naukowców dorównuje liczebności księży, którzy – jak wiadomo – zajmują się sprawami bardziej umownie niż rzeczywiście potrzebnymi.
Polską nauką kierowało zawsze ministerstwo na wzór obecnego Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, na czele z urzędnikiem lub prawnikiem. Z natury osoby takie generują pomysły wtórne, czerpane z kodeksów i rozporządzeń, pozbawione oryginalności, polotu i przebojowości.
Obecny minister, Dariusz Wieczorek, były wiceprezydent Szczecina i elektryk z wykształcenia, podkreśla w swojej biografii ukończenie studiów podyplomowych z organizacji i zarządzania gospodarką turystyczną oraz prawa administracyjnego i samorządowego, co ma legitymizować jego nominację. Poprzedni minister, Czarnek, choć równie wadliwy, odznaczał się dodatkowo chamstwem. Wcześniej resort nauki kierował prezydent Świdnicy, a jeszcze wcześniej osoba z diagnozą psychiatryczną. Nawet Jarosław Kaczyński pełnił tę funkcję. Ostatni nie-prawnik na tym stanowisku stracił je 20 lat temu.
Ministerstwo chwali się np. przyznaniem dr hab. Katarzynie Malinowskiej, dyrektorce Centrum Studiów Kosmicznych Akademii Leona Koźmińskiego, prestiżowej nagrody za osiągnięcia w dziedzinie prawa kosmicznego. Prawdę mówiąc, trudno wyobrazić sobie dziedzinę bardziej istotną dla poznania prawdy i osiągnięcia sprawiedliwości niż prawo kosmiczne.
Kolejny sukces ministerstwa to sfinansowanie toru dla łazików marsjańskich w Akademii Górniczo-Hutniczej. Widać jasno odpowiedź na palące potrzeby społeczeństwa. Któż z nas nie marzy o podróży po Marsie za kierownicą pojazdu kołowego, po bezdrożach Czerwonej Planety? Minister-prawnik popisał się także doniesieniem na poprzedniego dyrektora Centrum Badawczego „Łukasiewicz” do prokuratury za wypłacanie pensji za nicnierobienie. Zupełnie jakby w innych państwowych instytutach badawczych panowały odmienne obyczaje.
Studia – Droga Donikąd? 73 proc. Absolwentów Mówi: TAK!
Pod egidą ministerstwa, którego główną funkcją jest rozdawnictwo pieniędzy, funkcjonuje w Polsce 370 uczelni wyższych – sieć świątyń nauki. Podobnie jak na lekcjach religii, wpajają one młodzieży światopogląd naukowy, nie zważając na praktyczne zastosowanie zdobytej wiedzy. Dyplom magistra czy inżyniera pełni rolę quasi-szlacheckiego tytułu, rodzaju świadectwa pierwszej komunii świeckiej. Aż 73% absolwentów nie pracuje w wyuczonych zawodach, co oznacza, że ukończyli studia zbędne zarówno im, jak i społeczeństwu.
Ambitniejsi zdobywają doktoraty, otwierając drogę do kariery naukowej, uwieńczonej tytułem profesora zwyczajnego. 11 tysięcy nowych doktorantów rocznie produkuje prace o energii cieplnej, piecach hutniczych, maszynach budowlanych, antracycie, prawie podatkowym czy rozmnażaniu owadów, które czytają co najwyżej recenzenci, po czym trafiają na półki bibliotek. Jedynym uzasadnieniem tego procederu wydaje się fakt, że współczesny tytuł „dr” zastąpił przedwojenny „hr.”.
Te człekokształtne traktory, doktory i profesory, wypełnione cudzymi myślami, trafiają do 200 instytutów naukowych, gdzie odczuwają dotkliwy brak uznania, prestiżu i mocy. A przecież najprostszą drogą do zdobycia tych atrybutów jest, jak wiadomo, wzbudzanie strachu.
Od Paczkomatów Po Tsunami – Wszystko Nas Zabije!
Znaczną część energii polscy uczeni poświęcają badaniu zagrożeń, definiowaniu niebezpieczeństw i przestrzeganiu przed konsekwencjami. Wystarczy przyjrzeć się doniesieniom Polskiej Agencji Prasowej z ostatniego półrocza:
– Z badań Zakładu Środowiskowych i Zawodowych Zagrożeń Zdrowia Instytutu Medycyny Pracy wynika, że praca zdalna może pogarszać sen i nasilać bóle głowy.
– Naukowcy z Instytutu Oceanologii PAN oceniają, że otwarty system chłodzenia planowanej elektrowni jądrowej w gminie Choczewo może negatywnie wpłynąć na ekosystem Bałtyku.
– Naukowcy z Uniwersytetu Medycznego w Lublinie stwierdzili obecność potencjalnie patogennych mikroorganizmów w paczkomatach. Krótko mówiąc: paczkomaty to siedlisko zarazy niosącej śmierć w męczarniach.
– Naukowcy z Uniwersytetu Wrocławskiego ostrzegają przed tsunami zagrażającymi Grenlandii.
– Kierownik Katedry Hodowli Lasu SGGW alarmuje o nieskutecznej ochronie lasów.
– Prof. Wojciechowski z Politechniki Wrocławskiej wskazuje na “syndrom turbiny” (prawdopodobnie jego własnego autorstwa) – skurcze w klatce piersiowej, drżenie, nerwowość, lęki i bezsenność – wywoływany przez turbiny wiatrowe.
– Neurobiolodzy z Instytutu Biologii Doświadczalnej dowodzą, że cukier jest groźniejszy dla mózgu niż kokaina.
Bezpieczniej Nic Nie Robić
Owe przestrogi pochodzą od wrogów postępu, co jest szczególnie tragiczne w przypadku uczonych, którzy z definicji powinni być jego zwolennikami. Polska nauka ma charakter antypostępowy, konserwatywny i destruktywny.
Każdy wynalazek niesie ryzyko, ale łatwiej dostrzec zagrożenia niż korzyści. Dyskusje akademickie nad nowymi projektami sprowadzają się do kwestii kosztów, braku sprawdzonych rozwiązań, czekania na inicjatywę innych.
Polscy uczeni to z natury tchórzliwi, wyrachowani ludzie, dbający o własne interesy. Cenią stabilne posady państwowe. To chorobliwie racjonalni rygoryści, zajmujący się głównie, jak się okazuje, fantastyką naukową. Trudno nie zauważyć podobieństwa do naszego duchowieństwa.
Docenci S.A.
To oczywisty skutek zaszłości ustrojowych. W zapamiętaniu prywatyzacyjnym pominięto naukę. Istnieją prywatne uczelnie, finansowane z czesnego, a brak sprywatyzowanych instytutów naukowych. To wyzwanie! Proponuję przekształcenie PAN w spółkę akcyjną. Dysponuje majątkiem i potencjałem intelektualnym. Wtedy można by oceniać jej wyniki w realnych wartościach, a nie w doktoratach, prelekcjach i popijawach.
To ważny, choć trudny krok, który pomógłby nauce, naukowcom i wszystkim nam. Moglibyśmy wreszcie poczuć się nacją twórczą, kreującą i kształtującą losy świata, a nie tylko konsumentami pomysłów Szwedów i Niemców.
Oznaczono jako :
Nauka w Polsce PAN
O Autorze : call_made
drwarlecki – tajna broń portalu „HECHO.pl”. Człowiek o wielu twarzach i jeszcze większej liczbie umysłów. Widzi to, czego inni nie dostrzegają, pojmuje to, co zdaje się niepojęte. Jest jednocześnie tu i wszędzie – w przeszłości, przyszłości i w nieuchwytnym teraz. Jego teksty to więcej niż słowa – to podróże przez ukryte warstwy rzeczywistości. Jak łatwo się domyśleć jest to dopuszczalny prawem pseudonim artystyczny.
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
4,44 zł
Prawda tańsza niż piwo.
6,66 zł
Grosz do grosza i diabeł zadowolony.
19,89 zł
Twoja transformacja w dobrodzieja.
Wpłaty na Fundację Czwarta Władza (F4W) realizuje Tpay – Krajowy Integrator Płatności S.A. (KRS: 0000412357, NIP: 7773061579, REGON: 300878437, Rejestr Usług Płatniczych: IP27/2014).
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!