Dodatkowym paliwem narracji była fotogeniczność Krakowiana. Przystojny, uśmiechnięty, dobrze prezentujący się w kombinezonie. Wyglądał lepiej niż Tom Cruise. Trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby Hollywood miał obsadzać nową część „Top Gun”, to dziś pilot z Płocka trafiłby na plakat – tyle że już pośmiertnie.
Kolejna żelazna fraza: „Air Show miało być świętem, a stało się tragedią”. No i oczywiście wjeżdża też kolejny standard – prokuratura. Z art. 173 kodeksu karnego, śledztwo „w sprawie katastrofy w ruchu powietrznym”. Miesiącami będą badać czarną skrzynkę, przesłuchiwać techników i analizować raporty pogodowe. Słońce grzało za mocno, powietrze było zbyt rzadkie, a może nawet będą macierewiczować: „dywersja personelu naziemnego”.
To wszystko są jednak półprawdy wyjęte z szerszego kontekstu. Taki wypadek po prostu musiał się zdarzyć. To jest ryzyko biznesowe tego typu przedsięwzięć i wszyscy, którzy je organizują, doskonale o tym wiedzą. Statystyka jest nieubłagana.
Żeby nie być gołosłownym, w Polsce odnotowano już garnitur tragedii: 2011 – Płock, Piknik Lotniczy, śmierć Marka Szufy na Christen Eagle II; 2019 – Płock, Piknik Lotniczy, katastrofa Jak-52, zginął Ralf Buresch; 2007 – Radom Air Show, zderzenie dwóch Zlinów Z-526, dwie ofiary; 2009 – Radom Air Show, katastrofa białoruskiego Su-27, śmierć dwóch pilotów; 2024 – Gdynia, trening przed pokazem, rozbił się M-346 Bielik, pilot nie przeżył.
Podobnie dzieje się na całym świecie: Ukraina, Lwów 2002 – Su-27 roztrzaskał się w tłumie, 83 zabitych i ponad 500 rannych; baza Ramstein – trzy MB-339 zderzyły się w powietrzu podczas Air Show NATO, 70 zabitych i około 400 rannych; USA, Reno – P-51 Mustang wypadł z trasy i runął w trybuny, 11 zabitych i ponad 60 rannych; Wielka Brytania, Shoreham 2015 – Hawker Hunter spadł na drogę, zabijając 11 przypadkowych kierowców na autostradzie A27.
Możliwość utraty życia – zarówno przez uczestników, jak i przez widownię – jest w pokazach lotniczych niemal równie pewna, jak to, że kiedyś złapiesz gumę w samochodzie albo wykipi ci mleko na kuchence.
Ale czemu to wszystko właściwie służy? Każdy Air Show to widowisko tanie, choć nie w wymiarze finansowym, lecz symbolicznym. Większość widzów nie ma żadnych realnych korzyści z tego, że żona pana Hołowni pilotuje F-16, tak samo jak nie miała z tego, że kiedyś biznesmen Niemczycki posiadał własnego Kukuruźnika. Dla przeciętnego obywatela to jedynie egzotyka. Obrazek z innego świata. A jednak te gigantyczne wydatki na sprzęt i wyszkolenie pilotów muszą być jakoś uzasadnione. Właśnie dlatego pojawia się potrzeba spektaklu: igrzysk, które mają nadać sens rozrzutności i zamienić ją w emocje dla tłumu.
Pokazy lotnicze to nie trening bojowy, który podnosi zdolności obronne państwa. To nie lot sanitarny z nerką do przeszczepu. To nawet nie sport rekreacyjny.
To brutalny spektakl gladiatorów: piloci muszą wykonywać najbardziej ekstremalne manewry, które w normalnej eksploatacji samolotu prawie nigdy się nie zdarzają. W realnym lotnictwie bojowym nikt nie robi beczki tuż nad pasem startowym tylko po to, żeby sąsiad z Radomia miał co wrzucić na Facebooka.
No i publiczność domaga się igrzysk. Trzeba pokazać coś efektownego, żeby widz zapłacił swoje 60, 70 czy nawet 80 zł za bilet. To jest biznes: Agencja Mienia Wojskowego (główny organizator z ramienia Ministerstwa Obrony) ma co dwa lata przychody z biletów i wynajmu stoisk handlowych rzędu 8 -10 mln zł. Oczywiście, bilans wychodzi na plus tylko pod warunkiem, że trupem padnie co najwyżej jakieś tańsze urządzenie latające niż bojowy odrzutowiec.
Zatem praktycznie rzecz biorąc, mamy do czynienia z festiwalem głupoty. Straty materialne po katastrofie są tak duże, że nawet gdyby przez kolejne 114 lat wszystkie zyski z radomskiego Air Show odkładać na zakup nowego F-16, i tak nie udałoby się go sfinansować. Rachunek ekonomiczny nie ma tu najmniejszego sensu.
Piloci, popisując się albo wręcz prowokowani do wykonywania ekstremalnie niebezpiecznych manewrów, tracą życie. Ryzyko dla widzów bywa jeszcze większe niż dla samych uczestników. A potem „śmierć na służbie Ojczyzny” ląduje na czołówkach portali.
Są już zapewne pomysły w politycznych głowach aby tą powietrzną rosyjską ruletkę zlikwidować tak samo, jak w końcu zabroniono pożerania chrześcijan przez lwy u Sienkiewicza .
Ja jednak jestem przeciw likwidacji air showów, ale nie z powodów ekonomicznych czy propagandowych. W szerszym, ontologicznym sensie.
Życie, jakkolwiek byśmy je mierzyli, zawsze ma swoje granice: trzydzieści, dziewięćdziesiąt lat – to nie zmienia faktu, że kończy się nieuchronnym powrotem w nicość. A skoro tak, to trzeba zadać pytanie o jakość śmierci.
Czy można sobie wyobrazić lepszą dla super pilota, w pełni sił, w apogeum kariery, niż widowiskowe roztrzaskanie się w najnowocześniejszym myśliwcu świata o beton pasa startowego – przy tysiącach widzów z otwartymi ustami, gdy nagrania natychmiast trafiają do sieci i biją rekordy oglądalności, a o sprawie pisze nawet Indian Times z Delhi!?
To jest przecież śmierć totalna: spektakularna, nagła, symboliczna. W ułamku sekundy anonimowy oficer stał się bohaterem zbiorowej wyobraźni, a jego nazwisko odmieniane jest przez wszystkie przypadki w mediach.
Można dyskutować, czy to sensowne, można ironizować nad mechanizmami gloryfikacji, ale w świecie, w którym i tak wszystko kończy się pustką – to naprawdę nie była zła opcja.
Robert Jaruga
Pamięci mojego brata, Andrzeja P., pilota, który zginął dlatego, że pewien protetyk stomatologiczny zapragnął mocnych wrażeń i nowych form rozrywki, więc zapisał się na kurs pilotażu. Samolot Cessna 150 rozbił się. Drugi pilot, sprawca katastrofy , przeżył. Pochowano Andrzeja w białej trumnie, a nad grobem w chwili pogrzebu przeleciały dwa Zliny, kreśląc na niebie znak krzyża. Krew zamarzła mi w żyłach. Chcę wierzyć, że krótkie życie mojego brata i ta absurdalna śmierć miały jednak swój głębszy sens. Jego córka, półsierotka od drugiego roku życia, także została pilotem. A gdy pytam: „dlaczego?”, odpowiada, że latanie jest jak życie na haju – i że dla tych doznań warto zaryzykować nawet życie.
Oznaczono jako :
f-16
O Autorze : call_made
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
4,44 zł
Prawda tańsza niż piwo.
6,66 zł
Grosz do grosza i diabeł zadowolony.
19,89 zł
Twoja transformacja w dobrodzieja.
Wpłaty na Fundację Czwarta Władza (F4W) realizuje Tpay – Krajowy Integrator Płatności S.A. (KRS: 0000412357, NIP: 7773061579, REGON: 300878437, Rejestr Usług Płatniczych: IP27/2014).
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!