Do napisania tego felietonu, zainspirowała mnie „Gazeta Wyborcza”, donosząc o makabrycznym znalezisku w Szumsku. Napisano tam, że „znaleziono młodą kobietę (45 lat), która miała uciętą głowę”. Już sam wiek „młodej” czterdziestopięciolatki budzi wątpliwości, ale istotniejsze jest pytanie, czy kobieta mogła „mieć” uciętą głowę. Skoro była „ucięta”, to jej „nie miała”. Czy można „mieć” coś, czego się „nie ma”? To fundamentalne pytanie. Być może to tylko niezręczność językowa. Trafniejsze wydaje się stwierdzenie, że znaleziono ciało kobiety, w średnim wieku, „bez głowy”.
Czy jednak ciało kobiety bez głowy, a zatem nieżywej, nadal jest „kobietą”? Słownik definiuje kobietę jako „dorosłą przedstawicielkę gatunku Homo sapiens o płci żeńskiej”, nie precyzując, czy musi być żywa.
Te niedomówienia i przeinaczenia, choć być może omyłkowe, nie są bezprzyczynowe. Zwykłe potoczne, a więc niedbałe, traktowanie języka polskiego przez współczesnych dziennikarzy nie wyjaśnia wszystkiego. Coś kryje się pod powierzchnią słów. Coś cuchnie w Szumsku, i to nie tylko rozkładające się ciało.
Mieć czy być? Oto jest pytanie. Rozwińmy to pospolite rozróżnienie. Zastanówmy się, kim człowiek „jest”, a co „ma”.
Zwróćmy uwagę na oczywistości językowe, tak ważne, a przez swą oczywistość niedoceniane. Mówimy: „mam” ręce, „mam” nogi, „mam” palce, żołądek, płuca, genitalia. I słusznie, bo nikt, sądząc po mnie samym, nie utożsamia się z tymi organami.
Ale idąc dalej, mówimy, że „mamy” głowy, w których „mamy” mózgi. I tu zaczynają się schody. Bo gdzie, według powszechnego mniemania, mieści się „ja”? W głowie. Też mam takie wrażenie. Ale czy „jestem” głową? Oczywiście, że nie. „Mam” głowę. Podobnie z mózgiem. „Mam” mózg, ale nie „jestem” mózgiem. Mój mózg w słoiku z formaliną to tylko mózg, a nie ja.
Nasze mózgi, twój i mój, same w sobie nie są nami. Stają się „nami” dopiero jako umysły, kiedy w ich białkowej substancji zachodzą procesy biologiczne, chemiczne, elektryczne – z materialistycznego punktu widzenia, po prostu energetyczne.
W swoim dziennikarskim żywocie nagadałem się z przedstawicielami różnych nauk. Niby mimochodem, zawsze zadawałem pytanie: “Panie profesorze, która nauka jest najważniejsza?”. “Biologia!” – odpowiadał biolog. “Wszystko, co żyje, to biologia. Mars? Nieważny, bo martwy. Istotne jest tylko to, co żyje”. “Ale biologia to taka chemia trochę, prawda? Czy rozważa pan zjawiska biologiczne w powiązaniu z reakcjami chemicznymi?”. “W ograniczonym stopniu” – wyjaśniał profesor.
Chemik, pytany o to samo, odpowiadał jak z biologiem umówiony: “Chemia! Wszechświat to chmury atomów. Wszystko jest z nich zbudowane!”. “Ale panie profesorze, te wirujące elektrony to fizyka! Czy rozważa pan zjawiska chemiczne w kontekście fizyki?”. “W jakimś stopniu, tak”.
Fizyk, również jakby z nimi w jednej piaskownicy się wychował, twierdził: “Fizyka to królowa nauk! Wszelkie oddziaływania między materią i energią to fizyka!”. “Zapewne ma pan na myśli interpretację matematyczną?” – dopytywałem. “Czy zatem nie matematyka jest najważniejsza?”.
Matematyk, habilitowany doktor od rachunków, miał tę samą śpiewkę: to, co on robi, pod sobą ma wszystkie inne nauki.
Wszyscy uczeni, czy to od polityki, socjologii, językoznawstwa, medycyny, czy nawet prawa podatkowego, żywią to samo święte przekonanie o wyższości swojej dyscypliny. I to jest właśnie powód, dla którego lubię im dowalać.
Fundamentalne zagadnienie człowieczeństwa dotyczy zakresu naszej wolnej woli. Antoni Macierewicz, wariat w zakresie manifestowania myśli, jest jednocześnie teatrem wspaniałych, mądrych i roztropnych zjawisk międzykomórkowych i międzyatomowych, o których ani on, ani my nie mamy pojęcia. Jakże skomplikowana chemia i fizyka towarzyszy mu, gdy oddaje mocz, stojąc lub siedząc! Jakaż harmonia zjawisk!
Skąd więc przeświadczenie, że nasze świadome działania umysłowe, angażujące zaledwie 0,5 proc. szarych komórek i stanowiące podobny odsetek całej aktywności intelektualnej, poddają się naszej woli, skoro pozostałe 99,5 proc. z nią nie ma związku? Nie mogę pojąć, że zostałem publicznie zganiony za włożenie koledze głowy do klozetu i spuszczenie wody, gdy byłem nastolatkiem. Czy ktokolwiek może być za to odpowiedzialny, wobec miażdżącej przewagi bezwiednych procesów? Czy naprawdę czymkolwiek kierujemy, skoro nie mieliśmy wpływu na wybór rodziców, domu, szkoły – czynników determinujących nasze możliwości i ograniczenia?
Wróćmy do kobiety „z odciętą głową”. Załóżmy, że dziennikarka napisała prawdę, kierując się intuicją. Z intelektualnej uczciwości, choć z polityczną niepoprawnością wobec materialistycznych przekonań lewicy (dziś nieco passé), byłoby to możliwe, gdyby kobieta istniała w oderwaniu od fizycznego ciała. Wniosek semantycznie poprawny, ale czy technicznie możliwy?
Poważną przeszkodą w rozstrzygnięciu tego problemu jest europejska, niespotykana gdzie indziej, wrogość między religią a nauką. Nienawiść tak wielka, że kompromis niemożliwy. Teologowie, z którymi rozmawiałem, też uważają swoją dziedzinę za najważniejszą. “Któż jak Bóg!” – wołają, niczym się nie różniąc od innych profesorów.
Spróbujmy jednak dokonać niemożliwego. Czym mogłaby być owa kobieta poza ciałem? Przychodzi mi do głowy słowo „dusza”. Czym ona jest, jeśli nie wytworem 100 miliardów neuronów? Musiałaby nie być ani materialna, ani energetyczna. Jest tylko jedno takie zjawisko: informacja. Informacja nie jest ani materią, ani energią.
Widzimy barwy, słyszymy dźwięki, choć to tylko drgania. Drgania te, przenoszone przez różne środowiska, w pewnym momencie przestają nimi być, niosąc informację bez formy. Istnienie bez formy? Łatwo to sobie wyobrazić. Liczby i matematyka istnieją niezależnie od nas i od czegokolwiek.
Niedawno spotkałem Sławomira N., co do którego mamy wiedzę, że nie żyje. Siedział w czymś w rodzaju świetlicy, odpowiadając na pytania ludzi. Zapytałem, czym się zajmuje. “Uczę angielskiego” – odparł. Zdziwiło mnie to, bo za życia nie dogadałby się po angielsku nawet z kelnerem. Nie drążyłem tematu, żeby nie być niegrzecznym. Potem się obudziłem.
Jakkolwiek by na to nie patrzeć, był to fakt psychiczny, którego nie da się zweryfikować inaczej niż przez zeznanie jedynego świadka – czyli moje. Z tego powodu staje się on wielce nienaukowy z punktu widzenia współczesnej metodologii badawczej, chyba że mówimy o teologii (tam osobiste objawienia są akceptowane). Nie mogę go jednak zignorować, bo jako dziennikarz wiem, że ignorowanie faktów to największe z możliwych przestępstw.
Konkludując, nie mam żadnej pewności, czy ta kobieta była bez głowy, czy może miała głowę, ale brakowało jej reszty ciała (można wszak powiedzieć, że znaleziono kobietę z odciętym korpusem), czy może jednak w ogóle jej nie było.
Nie twierdzę również, że wszystko, co napisałem powyżej, jest moim wymysłem – dziennikarze nie zajmują się fikcją. W istocie to swoista kwerenda najnowszych osiągnięć nauki, choć bez przywoływania źródeł i przypisów – byłoby ich zbyt wiele. Jej celem jest pokazanie, jak diametralnie zmienił się nasz sposób postrzegania wielu zjawisk w ciągu ostatnich 50 lat.
„Duch nie spadł z nieba” – napisał w 1976 roku Hoimar von Ditfurth w kultowej książce popularnonaukowej mojego pokolenia, gdy byliśmy młodymi kobietami. Oczywiście, że nie spadł – to już wiemy. Ale to wcale nie oznacza, że nie istnieje, co przyznają już nawet uczciwi, rasowi ateiści, świadomi ogromu naszej niewiedzy.
A co do wolnej woli – jestem pewien, że istnieje w jednej kwestii. Możemy być uprzejmi dla siebie nawzajem wyłącznie siłą chcenia. Co do innych naszych zdolności decyzyjnych – tego już nie wiem.
Oznaczono jako :
wola
O Autorze : call_made
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
4,44 zł
Prawda tańsza niż piwo.
6,66 zł
Grosz do grosza i diabeł zadowolony.
19,89 zł
Twoja transformacja w dobrodzieja.
Wpłaty na Fundację Czwarta Władza (F4W) realizuje Tpay – Krajowy Integrator Płatności S.A. (KRS: 0000412357, NIP: 7773061579, REGON: 300878437, Rejestr Usług Płatniczych: IP27/2014).
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!