Postęp Nas Wykończy 1 33 drwarlecki 2025-03-03
750 milionów lat temu Ziemia była rajem. Flory i fauny, w dzisiejszym rozumieniu, właściwie nie było. Gąbki i koralowce (zwierzęta, nasi pra-praprzodkowie, obojnaki) nie różniły się zbytnio od glonów i porostów (roślin, również rozmnażających się obupłciowo). Wszystko to egzystowało w harmonii, w błękitnych wodach, nie wchodząc sobie w drogę, nie rywalizując o terytoria, bez pretensji, pobierając ze środowiska tylko tyle, ile niezbędne. Ani mniej, ani więcej. Komuś jednak musiało to przeszkadzać. Pytanie, komu? Czasem myślę, że i ja wolałbym być ukwiałem.
Ewolucja, znudzona bezkształtnymi gąbkami, postanowiła wprowadzić symetrię. I proszę – większość zwierząt, łącznie z nami, dumnymi posiadaczami dwóch nóg, dwóch rąk i tak dalej, paraduje symetrycznie. Po co? Ano po to, żeby się sprawniej poruszać. Nawet żółw, ten powolny symbol długowieczności, przy jamochłonie wygląda jak bolid Formuły 1. Bo jamochłon, przyssany do dna, rusza się mniej więcej tyle, co kamień. A żółw, zważywszy na długość swojego żywota, nachodzi się w sumie bardziej niż zając nabiega.
Od osiadłego lenistwa do bieganiny – ewolucja zafundowała nam grzech pierworodny w wersji biologicznej. Rajską harmonię diabli wzięli, pojawiły się problemy, a wszystko przez ten cholerny ruch. Bo owszem, mobilność to i zaleta, i przekleństwo. Spójrzmy na mrówki – dokąd one tak pędzą? Albo stonoga – po co jej te setki nóg, skoro i tak nigdzie nie dojdzie? Błogostan zastąpiła nerwica, a my, zamiast wylegiwać się na dnie oceanu, gonimy za uciekającym szczęściem.
Człowiek – to mistrz patologicznej mobilności. Od tysiącleci szwendamy się po świecie: krucjaty, migracje, pielgrzymki, przeprowadzki – wszyscy czegoś szukają, gdzieś biegną, jakby zapomnieli, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma. Wciąż łudzimy się, że gdzieś indziej będzie lepiej, a potem okazuje się, że z deszczu pod rynnę.
Nóg nam było mało, to wskoczyliśmy na konie i wielbłądy. Później wymyśliliśmy koła, a nawet sztuczne skrzydła! Dziś pędzimy dookoła świata z szybkością pocisku, choć pierwszy, który tego dokonał, Juan Elcano, robił to cztery lata (Jego kumpel Magellan, któremu się błędnie przypisuje pierwsze opłynięcie Ziemi, po prostu wyzionął ducha po drodze).
Homo sapiens mobilis – oto człowiek XXI wieku, wieczny biegacz, który sam nie wie, dokąd zmierza i gdzie jest meta. Podróże dodają życiu smaku. Soli, pieprzu i… biegunki. Widok z okna domu na przystanek tramwajowy to nie to samo, co pędzące za oknem ekspresu pejzaże. Ale czy turystyka to sens istnienia? Czy znajdziemy szczęście w Krakowie, skoro nie ma go w domu? Śmiem wątpić.
Życie niewątpliwie staje się wygodniejsze dzięki postępowi, kreowanemu przez nielicznych dla dobra ogółu. Wierzymy w postęp i ewolucję, a ostatnie półwiecze to dobrze ilustruje. Budki telefoniczne wymarły, zastąpione przez wszechobecne smartfony, symbol naszej mobilności. Lot samolotem, kiedyś w Polsce luksus na miarę używanego auta, dziś kosztuje tyle, co nic. Dzieciaki śmigają na hulajnogach, rowery pedałują same, a auta uczą się jeździć bez kierowców. Po co studentowi geografia, skoro GPS doprowadzi go wszędzie, od Poznania po Skorosze?
Wobec tego pędu do rozpędu i długiego dystansu, trzeba zauważyć inny, poważny i też postępowy kierunek. Pęd o zupełnie innym wektorze, który jest ubocznym efektem pandemii, po którym bardzo wiele trzeba sobie obiecywać. Renesans stacjonarności!
Pandemia brutalnie uświadomiła nam, że mobilność bywa zabójcza. Wirus, niczym niechciany pasażer na gapę, podróżował z nami, rozprzestrzeniając się w tempie godnym współczesnych środków transportu. Nagle ujrzeliśmy ciemną stronę naszej obsesji na punkcie przemieszczania się. Globtroterstwo okazało się mieć swoje wady, i to jakie!
W wypadkach komunikacyjnych ginie więcej ludzi niż w morderstwach. Przemieszczanie się to ryzyko. Nie można złamać nogi leżąc na plaży, natomiast adekwatna narciarska rekreacja to już wyzwanie dla ortopedy i chirurga. Przemieszczanie się kosztuje. Szacuje się, że w Polsce ok. 18 proc. aktywnych zawodowo zarabia na produkcji, naprawie i pielęgnacji środków transportu. Następne 10-12 proc. pracuje przy tak zwanej infrastrukturze: drogi, chodniki, schody ruchome, tory kolejowe, lotniska. To razem 30 proc. a przecież nie jesteśmy komunikacyjną potęgą. No i nie doliczyłem zawodowych kierowców, taksówkarzy i maszynistów. Ba okazuje się, że przy produkcji niezbędnej dla naszego życia żywności pracuje mniej populacji niż przy zapewnieniu nam zbędnej i niekoniecznej ruchliwości. Rolnicy to tylko 9,8 proc. zatrudnionych. Zaledwie 1,75 mln ludzi.
Mobilność to główny winowajca wyczerpywania się zasobów planety. 80 proc. paliw kopalnych zasila nasze maszyny, a przemysł motoryzacyjny i kolejowy pochłania ogromne ilości stali, tworzyw sztucznych i materiałów organicznych. Efekt? Efekt cieplarniany i katastrofa ekologiczna.
Ten przeklęty kowid, choć narobił bałaganu, to przy okazji wywołał małą cywilizacyjną rewolucję. Okazało się nagle, że miliony ludzi mogą pracować z domu, bez zbędnego latania, tłoczenia się i narzekania na korki. Koniec z porannym stresem, gonitwą za autobusem i wąchaniem potu współpasażerów. Początek nowej ery w kulturze pracy, gdzie liczy się efekt, a nie obecność w biurze.
Pandemia wywróciła nasz świat do góry nogami, ale nie tylko w sferze zdrowia. Rynek pracy też dostał porządnego kopa. Po 2019 roku ponad 10 proc. Polaków odkryło uroki pracy zdalnej, a ponad połowa zatrudnionych przyznaje, że przynajmniej część swoich obowiązków wykonuje w domowych pieleszach.
I bardzo dobrze! Praca z domu to same korzyści – oszczędność czasu, pieniędzy i nerwów. Nie trzeba oświetlać, grzać, wentylować, klimatyzować, sprzątać i pilnować tych wszystkich ofisów. Pracownicy zamiast tłoczyć się w ciasnych pomieszczeniach i udawać, że się lubią, mogą w końcu rozgościć się we własnych mieszkaniach. Koniec z ergonomicznymi krzesłami, nudnymi stołówkami i walką o dostęp do kabiny dla palaczy. A ile zaoszczędzimy na kawie i cukrze!
Praca z domu to wolność i elastyczność. Człowiek sam dysponuje czasem, jest zawsze pod ręką. Więzi rodzinne się umacniają, obiady jedzone są regularnie, a dzieci pod kontrolą. Koniec z alienacją klasy robotniczej – Lenin przewraca się w grobie.
Nadchodzi era stacjonarności! Po co 100 samochodów ma jechać do sklepu, skoro jeden kurier może dowieźć zakupy dla wszystkich? Buty i ubrania też kupimy online, bo po co wychodzić z domu, skoro można chodzić boso i w szlafmycy?
Szkoły i uniwersytety? Przestarzały przeżytek! Kursy online to przyszłość edukacji. A puste budynki przerobimy na pieczarkarnie, hodowle jedwabników albo kociszonki.
Banki też idą do lamusa. Po co nam te świątynie pieniądza, skoro można zarządzać finansami z własnej toalety, najlepiej siedząc na złotym sedesie, w piżamie i bez krawata? Tak jak robi to litewski REVOLUT, największy bank w Europie, który obsługuje 70 milionów klientów bez jednego okienka kasowego.
Stacjonarność Rządzi: od Przychodni po Prostytutki
Przychodnie zdrowia i konsultacje lekarskie? W obecnych warunkach to jest farsa, kiedy na leczenie kataru przez NFZ – musiałbyś czekać trzy miesiące. Konsultacja on-line między naturalnymi środowiskami lekarza i pacjenta, którzy obaj pozostają w domach, to rozwiązanie równie złe a o ileż tańsze i bardziej niczego sobie.
No i w końcu po co te spotkania rodzinne, okupywanie pubów z kolegami, kiedy mamy Facebooka, Snapchata i wideokonferencje!? Już nawet prostytutki pracują on-line dając podobną satysfakcję jak na żywo, no a te co mniej się starają, także urzędują w domach przy komórce.
Turystyka – czy to jest w ogóle do czegoś komu potrzebne!? Dam przykład z ostatnich tygodni. Pojechał na Maderę. Udziobał go w brzuch pająk. Rana, jak pomarańcza zaczęła gnić. Groziło zapalenie otrzewnej. Rozpędzili to antybiotykami ale kraina wiecznych łowów była już tuż, tuż! Inny turysta w Meksyku bo tam ciepło. Wodę pił tylko butelkową a herbatę przegotowaną. Napił się coli ale nie wziął pod uwagę, że lód do kostkarki robiony był z kranówy. Omal nie wysrał całego przewodu pokarmowego. W dodatku w szpitalu go okradli.
A każdy z tych wyznawców kultu pieczątki w paszporcie miał przecież w domu 70-calowy full high definition quadro sound oraz dostęp do czterech kanałów National Geographic. W wygodnym fotelu, z piwem w ręce, doznałby więcej niż w betonowej dżungli all inclusive z napisem Hilton na dachu.
Virtual Reality VR – rzeczywistość wirtualna – to kolejny ważny aspekt do uwzględnienia. Nakładasz gogle i chodzisz siedząc, po Luwrze lub innym ermitażu nie ryzykując utraty portfela. Oszczędzając na bilecie i przewodniku.
Stacjonarność i zasiedziałość to przyszłość cywilizacji. Może się nawet okazać, że za 200 lat, stwierdzą, iż ta mobilność, to była ślepa odnoga życia na Ziemi. Nie można też ignorować faktów ekonomicznych, z dwóch ludzi, z których jeden chodzi a drugi siedzi ten drugi zarabia na pewno lepiej.
Stacjonarność – raj dla leniwych? Owszem, grożą żylaki, bóle pleców, słabe mięśnie, otyłość i cholesterol. Jednak system, w którym żyjemy, ma gotowe rozwiązanie dla naszej obsesji na punkcie ruchu: stacjonarne rowery, bieżnie, wioślarze, wirtualne narty, a nawet symulatory pływania w wannie. Po co się męczyć w realnym świecie, skoro można pobiegać po wirtualnym lesie, nie ruszając się z domu?
Mało tego? Są i tacy, co twierdzą, że siedzenie bez ruchu to klucz do oświecenia. Hinduscy derwisze, ci mistrzowie lotosu, podobno osiągają w ten sposób jedność z uniwersum, transcendencję i inne cuda. Zanika im “ja”, pojawia się głębokie zrozumienie rzeczywistości i absolutny spokój wykraczający poza emocje, myśli i fizyczne ograniczenia. Śmierdzi mi tu bujdą, ale chętnie się nabiorę.
Stacjonarność to przyszłość, usiądź zatem wygodnie! Nadchodzi era oświecenia i cyber-mezozoiku.
Oznaczono jako :
ewolucja człowieka
O Autorze : call_made
drwarlecki – tajna broń portalu „HECHO.pl”. Człowiek o wielu twarzach i jeszcze większej liczbie umysłów. Widzi to, czego inni nie dostrzegają, pojmuje to, co zdaje się niepojęte. Jest jednocześnie tu i wszędzie – w przeszłości, przyszłości i w nieuchwytnym teraz. Jego teksty to więcej niż słowa – to podróże przez ukryte warstwy rzeczywistości. Jak łatwo się domyśleć jest to dopuszczalny prawem pseudonim artystyczny.
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!