Background

JAK NIE ZOSTAĆ BOHATEREM I ZACHOWAĆ WOLNOŚĆ

Polacy zaczęli śnić o czołgach w garażu i schronach przeciwatomowych w ogródku. Jeszcze niedawno marzeniem była sauna i grill na tarasie. Statystyki tylko potwierdzają ten senny koszmar: ilość wydanych zezwoleń na broń rośnie rok do roku o 12-13 procent. Armia puchnie. W 2023 mieliśmy 134 tysiące żołnierzy zawodowych, w 2024 już 144 tysiące, a pod bronią znajduje się obecnie około 205 tysięcy szabel.

Równolegle eksplodował rynek cywilny. Polacy „rzucili się” na produkty obronne, sprzęt survivalowy i akcesoria do samoobrony. Sklepy outdoorowe odnotowały wzrosty sprzedaży 600-800 procent. Takie liczby mogłyby zawstydzić nawet twórców piramid finansowych. Najchętniej kupujemy śpiwory, latarki, noże, kamuflaże, mundury, gazy łzawiące i multitoole. Krótko mówiąc: naród, który jeszcze przed chwilą chodził w sandałach ze skarpetką, teraz szykuje się do wojny totalnej, uzbrojony w scyzoryk i gaz pieprzowy.

Kursy survivalowe i bushcraftowe wyprzedają się szybciej niż wejściówki na koncert Dawida Podsiadły. Kobiety i mężczyźni zamiast jogi i crossfitu ćwiczą rzucanie granatem. Dzieci zamiast jechać na zieloną szkołę, dostają „zestaw ewakuacyjny” – bo przecież wróg może nadejść szybciej niż sprawdzian z matematyki. Niebawem zapewne Lidl i Biedronka utworzą specjalne działy: „Na wypadek III wojny”, gdzie obok Świeżaków w moro i maskach Pegaz znajdziemy karimaty, konserwy i miniaturowe zestawy do odkażania wody. A wszystko to pod hasłem: „Koniec świata? Nie z naszymi cenami!”.

Polska gotowa na wojnę (z Rosją i rozumem)

Od kilku miesięcy polska debata publiczna brzmi jak zapowiedź wojennego filmu. Minister obrony Władysław Kosiniak-Kamysz ostrzegał w TVN24, że „wojna nigdy nie była tak blisko naszych granic”. Tusk, wylicza nawet daty: Rosja może być gotowa do konfrontacji z Europą już w 2027 roku, a w Sejmie mówił o „ryzyku konfliktu” po naruszeniach polskiego nieba przez chyba rosyjskie drony. Generał Wiesław Kukuła, szef Sztabu Generalnego, dorzuca do tego nutę fatalizmu i zapewne zawodowej nadziei: „Jesteśmy pokoleniem, które stanie z bronią w ręku w obronie naszego państwa”. W innym wystąpieniu przestrzegł, że około 2030 roku scenariusz wojny staje się realny. Innymi słowy – od Tuska po Kukułę – wszyscy zgodnym chórem twierdzą, że wojna to nie hipotetyczne „kiedyś”, tylko całkiem prawdopodobne „zaraz”.

Między atomową mrzonką a historyczną megalomanią

Przestrzeń umysłowa sporej części społeczeństwa i establishmentu zajęta jest dziś pytaniami i deklaracjami, które brzmią jak wyjęte z podręcznika „Jak kochać wojnę i nie zwariować”. Z jednej strony mamy poważne dyskusje ekspertów: „Co należy zrobić, aby Rosja zaczęła w końcu odczuwać koszty swojej agresywnej polityki?” – czyli poszukiwanie strategii karania mocarstwa atomowego przez państwo średniej wielkości. Do tego dochodzą propozycje: „Należy poważnie rozważyć obecność broni jądrowej w Polsce, jeśli byłby to element poważnego odstraszania” – czyli oczywiście skrajny idiotyzm. Każdy silos atomowy to wszak cel i pretekst dla nuklearnej głowicy.

Z drugiej strony jest zdumienie: „Jestem trochę zaskoczony, że wiara w militarną zdolność Polski do powstrzymania Rosji nie jest większa. Jesteśmy przecież w NATO…” – jakby artykuł 5 traktatu był amuletem, który wystarczy powiesić nad drzwiami. A jeszcze gdzieś obok w narodowej wyobraźni odżywają duchy przeszłości: „Stanisław Żółkiewski… z garstką ludzi rozgromił kilkakrotnie większe siły i zdobył Moskwę”, przypomnienie, że „Polacy w Moskwie byli dwa razy” oraz: „Onuca – zabić mało! Spalić do cna. Zakuć w kajdany i sprzedać w Afryce.”

 

Płonąca pięść prawdy
HECHO.pl
Płonąca pięść prawdy
Płonąca pięść prawdy
HECHO.pl
Płonąca pięść prawdy

Błysk i nędza wojny

Tak oto miesza się oficjalna debata o odstraszaniu nuklearnym z anonimowym internetowym chojractwem. I trudno odróżnić, co jest poważnym planem strategicznym, a co internetowym memem, bo język obu stron bywa równie egzaltowany.

Służy to tylko jednemu: przyzwyczajaniu społeczeństwa do wojny. Cała ta narracja, od telewizyjnych ekspertów po internetowych wojowników klawiatury, ma jeden cel. Żeby ludzie zaakceptowali wojnę jako coś „normalnego”, element codzienności, nie wiedząc tak naprawdę, na co się godzą.

Bo przecież widzą tylko piękne koreańskie armatohaubice, błyszczące w słońcu podczas sierpniowej parady z okazji Święta Wojska Polskiego. Kamera łapie naoliwione działa, generał salutuje, orkiestra gra – i w tym obrazku wojna jawi się jako widowisko na placu, coś między defiladą a koncertem plenerowym.

Tyle że wojna to nie defilada i nie gra komputerowa. W realu nie ma przycisku „restart misji”, a odgłos salwy nie kończy się oklaskami. Wojna to amputacje, traumy, zgliszcza i długie kolejki do szpitali polowych. Kiedy więc pokazuje się społeczeństwu błyskotki i wypolerowane lufy, to w istocie chodzi o odrętwienie wyobraźni: żeby patrząc na defiladę, człowiek zapomniał, że prawdziwe pole bitwy pachnie nie nową farbą z lakierni, lecz śmierdzi ludzkim ścierwem i dymem.

Cywile na froncie codzienności

Przejście państwa w stan wojny to nie tylko czołgi na ulicach. Także dramatyczna przemiana życia ludzi, którzy nigdy nie mieli zamiaru chwycić za broń. To śmierć demokracji. W logice wojny nie ma miejsca na wolne wybory, pluralizm czy krytykę władzy. Jest tylko jeden głos: głos armii. Wraz z tym przychodzi wszechwładza generałów i komisarzy, a decyzje podejmowane są nie w parlamencie, lecz w sztabie.

Znikają podstawowe prawa obywatelskie: prawo do życia prywatnego, do wolności słowa, do swobodnego przemieszczania się. Granice zostają zamknięte, paszporty stają się bezużytecznymi broszurkami, a każdy, kto chciałby „uciec”, zostaje uznany za dezertera albo zdrajcę. Przemysł, nawet cywilny, zostaje zmilitaryzowany. Fabryka pralek nagle produkuje hełmy, a zakład meblarski skrzynie na amunicję lub trumny.

Konfiskata majątków staje się normą: „tymczasowe przejęcie na cele wojenne” oznacza, że Twój dom może zamienić się w koszary, a Twoja ciężarówka – w wojskowy transportowiec. Kodeks cywilny, który reguluje codzienne spory między ludźmi, przestaje działać, bo w warunkach wojennych to nie sędzia rozstrzyga, kto ma rację, tylko dowódca decyduje, kto ma rozkaz. Cywilne kontrakty, prawo pracy, ochrona konsumenta – wszystko to trafia do kosza, bo liczy się tylko „interes wojenny”.

Pociąg tej narracji wojennej jest rozpędzany. Może nie tak szybko, jak wieszczyliśmy dwa lata temu, ale jednak konsekwentnie.

Spokój święty, a nie święta wojna

Ksiądz frontowy – wersja krajowa
Płonąca pięść prawdy
HECHO.pl
Płonąca pięść prawdy

A trzeba jasno powiedzieć: Polacy wojny nie chcą. W raporcie Uniwersytetu Warszawskiego aż 70 proc. respondentów stwierdziło, że wojna w Ukrainie wpływa negatywnie na ich poczucie przyszłości i wywołuje niepokój. W badaniu CBOS z marca 2025 większość (58 proc.) uznała, że priorytetem powinno być zakończenie konfliktu, nawet kosztem ustępstw terytorialnych ze strony Ukrainy. Z kolei 65 proc. badanych nie popiera udziału polskiego wojska w stabilizacji przy granicy ukraińsko-rosyjskiej. Krótko mówiąc: lud nie chce wojny, nie marzy o frontach ani o defiladach zwycięstwa, tylko o świętym spokoju.

Obawiamy się, że elity polityczne, jak zwykle, zawiodą. Wizja polityków ratujących się ucieczką za ocean z rezerwami NBP, by tam z bezpiecznej odległości rządzić “podziemnym państwem”, jest dla nas nie do zaakceptowania. Bo my wtedy będziemy palić świeczki w zimnych mieszkaniach, malować znaki Polski Walczącej na murach i organizować zamachy na ruskich notabli. To już przecież było. A jeśli ktoś próbuje nam zafundować powtórkę z historii, to mamy dla niego prostą odpowiedź: wypierdalać!

 

Kiła, krówki i Nobel dla Putina?

Skoro już wiemy, że wojna to nie defilada ani gra komputerowa, czas zastanowić się, jak jej realnie zapobiec i przywrócić pokój w Europie. Bo poprawność i sztampowe myślenie europejskich przywódców nie nakarmi ani nie przestraszy Putina.

Yhm – jeżeli trzeba, zarazimy go kiłą – oczywiście w najlepszym gatunku, w ciuchach od Versace, żeby miał pewność, że Zachód naprawdę stawia na jakość. Jeżeli można go przekupić krówkami z Milanówka – niech pociągi towarowe pędzą dzień i noc, aż Kreml utonie w karmelowej mazi polskiego cukru.

Czerwony dywan rozwinięty przez Trumpa na nic się zdał, ale może Literacka Nagroda Nobla (- Pokojowa!? Przesadziłem?) zrobi wrażenie? Powinien się cieszyć z tego złotego krążka z napisem “Nobel Prize in Literature”, skoro tak lubi kolekcjonować symbole.

Ale nie ma co udawać. Sprawie mógłby też pomóc atak na drugą stronę. Bo gdyby nagle okazało się, że Zełenski, zamiast kuloodpornej kamizelki, nosi piżamę w misie, to chęć pomocy finansowej i rzeczowej u największych jastrzębi nieco by przybladła. „Jak można pomagać komuś, kto śpi w misiach?” – myśleliby senatorowie i bankierzy. Niewątpliwie brak ukraińskiej elastyczności nie wynika wyłącznie z dumy czy chwały narodu, ale także z przeświadczenia, że za plecami stoi wielki brat z Zachodu i poklepuje po ramieniu. I właśnie ten układ warto by trochę zachwiać – bo tak wszyscy stoimy w miejscu z bronią coraz bardziej gotową do strzału.

 

Agent z wykałaczką rozwali Kreml

No ale zejdźmy na ziemię i zbliżmy się do powagi oraz możliwości takiego niezbyt dużego kraju jak Polska. Nie wielkie plany nowego ładu świata, tylko realne sposoby uderzenia w jednego człowieka – z poszanowaniem jednak wielkiego narodu rosyjskiego, który sam w sobie nie jest wrogiem.

Władimir siedzi w bunkrze i ma te same słabości co każdy z nas: choruje, miewa lęki, boi się kompromitacji. I właśnie w te słabości można uderzyć. Bo jeden szpieg, jedna dobrze przeprowadzona akcja, potrafi czasem więcej niż dziesięć amerykańskich lotniskowców na Morzu Czarnym.

Putin, mimo całego pancerza propagandy, jest człowiekiem z krwi i kości – a człowiekowi wystarczy czasem, że zaboli ząb, żeby świat runął. Zainfekowany implant dentystyczny czy przewlekły ból pleców zrobią z „geniusza strategii” faceta, który klnie w poduszkę i odwołuje ofensywę, bo nie może usiąść prosto na krześle.

A co, jeśli nagle zawiedzie bunkrowa winda albo konwój stanie w szczerym polu, bo komputer „zgubił trasę”? Car, który całe życie bał się utraty kontroli, dostaje ataku paniki. Jeśli zawiodła winda, to może zawiedzie ochrona!? A jeśli ochrona, to może i generałowie. To działa szybciej niż sankcje.

Jeszcze skuteczniejsze jest ośmieszenie. Nie memy w Internecie, ale taki sabotaż, że własna świta zaczyna chichotać. Wpadka na transmisji, kompromitujący dokument podsunięty pod nos – i nagle bojarzy patrzą na wodza jak na dziadka, któremu trzeba podtrzymywać spodnie. Aura znika.

Do tego wystarczy lekko rozbić rutynę: zmienić godziny spotkań, popsuć harmonogram, wprowadzić chaos do idealnie poukładanych procedur. Paranoik pozbawiony rutyny to paranoik niezdolny do decyzji. A jeśli jeszcze dorzucić fałszywy raport o spisku w armii – zaczyna się festiwal irracjonalnych rozkazów.

Wreszcie najprostsze i wypróbowane: wzbudzić podejrzenie wobec własnego talerza. Jeden szept, że kucharz mógł być „podkupiony”, i cała misternie budowana pewność siebie rozpada się jak domek z kart. Bo człowiek żyjący w strachu, że każdy kęs może być ostatnim, nie planuje globalnej ofensywy.

Tak więc nie potrzeba ani broni atomowej, ani wielkich sojuszy. Czasem wystarczy zepsuty ząb, kapryśna winda, podejrzany talerz barszczu i parę dobrze podsuniętych podszeptów. I nagle cała wielka wojna robi się dla cara zbyt ciężka do uniesienia. A w Europie może być znowu tak, jak lubimy najbardziej: nudno, przewidywalnie i – co najważniejsze – spokojnie.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation