Nikt ze współczesnych socjologów nie dostrzega, że zjawisko mobbingu to nic innego, jak neo-marksistowska manifestacja ukrytej walki klasowej, której początki sięgają XIX-wiecznych traktatów Karola Marksa. W dobie postfordowskiej rzeczywistości linia produkcyjna została zastąpiona przez open space, a dekurion, karbowy, kapo lub jakaś inna najemna świnia, oddzielająca błękitnokrwistych od roboczej hołoty, nazwana „liderem zespołu”. Konflikt klasowy jednak nie zniknął. Przeciwnie – przybrał nowoczesną, korporacyjną formę mobbingu strukturalnego.
Marks pisał o wyzysku robotnika przez kapitalistę. Dziś ta sama relacja odtwarza się w biurach i fabrykach, lecz nieco subtelniej – pod płaszczykiem codziennych interakcji, „feedbacku” i „kultury organizacyjnej”. Współczesny mobbing to nowa odsłona alienacji pracownika, który już nie walczy o środki produkcji, lecz o godność, wolne weekendy i prawo do nieotrzymywania maili służbowych o 23:45.
Jeszcze trzydzieści lat temu takie słowa byłyby uznane za czystą herezję i bolszewizm, aż w pewnym momencie okazało się, że jest problem. Ludziska jebią ludzi. Na potrzeby współczesnego, eleganckiego świata nazwano to „mobbingiem”.
Oczywiście prawodawca, jak to prawodawca, w ojcowskiej swojej mądrości, aby rozwiązać odwieczny klasowy konflikt, zabronił mobbingu, mniemając, że jest to wystarczający krok do likwidacji zjawiska. Do Kodeksu pracy „mobbing” wprowadzono, zdaje się, wraz z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, czyli niedługo po 2004 roku. Mobbing nie zniknął?! No, kto by pomyślał! Cha, cha, cha! Aż wierzyć się nie chce, że zakaz mobbingu nie sprawił, że ludzie przestali się nawzajem gnębić.
Raport UCE RESEARCH1 z 2023 roku wskazuje, że ponad 41 proc. Polaków doświadczyło w miejscu pracy zachowań o charakterze mobbingowym. Według Agencji Rekrutacyjnej Antal, aż 93 proc. pracowników choć raz zaznało “mobbingowych uciech”.
Ponieważ tych pracujących Polaków jest 17 milionów, a tych wyzyskujących ich pracę — dwa z kawałkiem (przyjąłem to za miarodajną ilość, ponieważ tylu jest płatników ZUS, czyli tych, co odprowadzają składki za zatrudnionych) – wydawać by się mogło, że sądy zalewane są pozwami świata pracy przeciwko spasionym kapitalistycznym mordom. A tam konflikt klasowy rozstrzygany jest sprawiedliwie, przeciw uciskanym.
Mimo, że media niemal co tydzień wspominają o jakimś mobbingu (w zeszłym tygodniu był to dziekan z jakiegoś uniwersytetu w Warszawie przy Krakowskim Przedmieściu, wcześniej jakiś dowódca OHP), wbrew tym pozorom, od momentu ukonstytuowania się tego przestępstwa2 liczba spraw, jaka wpłynęła do sądów, oscylowała w okolicach tysiąca rocznie. Co więcej, mobbingowani przegrywali w 95 proc. przypadków.
Rzeczywiście, gdy przegląda się akta tych spraw, zarzuty bywają niekiedy kuriozalne. „W firmowej kuchni zawsze zostawała tylko gorzka herbata” – pracownica uważała, że to celowe działanie mające ją psychicznie zniszczyć, bo lubiła owocową. „Zmusili mnie do podpisania listy obecności” – pracownik uznał to za „ingerencję w jego wolność i prywatność, a także łamanie prawa do ochrony danych osobowych”. „Nie przyznano mu miejsca w firmowym turnieju ping-ponga” – mimo, że zapisał się na listę uczestników. No to prawie jakby zrobili z niego popielniczkę.
Prawda niestety jest brutalna. Mobbing to nie patologia jednostkowa ani efekt nieprawidłowej kultury organizacyjnej. Miliony ludzi w tym kraju ulega mobbingowi, który stanowi kontynuację historycznej opozycji pomiędzy klasą wyzyskiwaczy a klasą wyzyskiwaną, w warunkach postindustrialnej rzeczywistości. Dzisiejsze techniki mobbingu są funkcjonalnym odpowiednikiem XIX-wiecznych narzędzi opresji pracowniczej, a sam mobbing stanowi barbarzyński mechanizm reprodukcji relacji władzy w środowisku pracy.
Jego metodyka jest już na tyle ugruntowana, że poszczególne praktyki mają swoje obiegowe nazwy:
Np. „Terror targetowy” – cele niemożliwe do osiągnięcia: sprzedawca ma sprzedać 80 polis dziennie, mimo że w mieście mieszka 70 osób; pracownik produkcji ma skręcać 60 krzeseł na godzinę (średnia wydajność: 12). Gdy nie wyrabia – ląduje na liście wstydu na tablicy ogłoszeń i trafia na „rozmowy rozwojowe”, czyli codzienne upokarzanie.
Albo „Rozmyte obowiązki” – opis stanowiska pracy sprowadza się do: „Będziesz robić wszystko, co ci powiemy, w każdym czasie, za każdą cenę”. Efekt: pracownik zatrudniony jako informatyk na pół etatu maluje ściany, a po godzinach robi za kierowcę prezesa.
„Polityka rzekomo otwartych drzwi”. Szef deklaruje: „Moje drzwi są zawsze otwarte”, ale jednocześnie ignoruje wszystkie maile od pracownika, nie odbiera telefonu, a na spotkaniach mówi: „To nie jest miejsce na takie pytania”.
Współczesny rynek pracy wykształcił praktyki lobbingowe, które formalnie są „zgodne z prawem”, ale w rzeczywistości stanowią formę neofeudalizmu. Zmieniliśmy bat na „umowę partnerską”, a rozkazy zarządcy na procedury HR-owe, lecz cel pozostał ten sam: wycisnąć wszystko, co się da, nie ponosząc za to żadnej odpowiedzialności.
Janusz biznesu potrafi zaskakiwać kreatywnością w wymyślaniu form wyzysku. Oto kilka szczególnie dotkliwych przykładów.
Umowa śmieciowa „Premium Plus” to forma zatrudnienia, w której pracownik podpisuje umowę zlecenie na 3 godziny tygodniowo, ale z klauzulą „do dyspozycji pracodawcy 24/7”. Do tego obowiązkowa firmowa koszulka i telefon służbowy, który trzeba odbierać zawsze – nawet podczas własnego pogrzebu. Żadnego urlopu, chorobowego ani gwarancji wypłaty. Wynagrodzenie? „Procent od sukcesu firmy”, który zwykle okazuje się zerowy.
Niektóre firmy oferują „umowę o pracę na 20 lat”. Brzmi jak stabilizacja? W rzeczywistości w drobnym druku kryje się zapis: „W przypadku zmiany sytuacji rynkowej, pogody, nastroju kierownika lub woli zarządu umowa może zostać rozwiązana w dowolnym momencie bez okresu wypowiedzenia”. Rezultat? Pracownik po trzech miesiącach dostaje wypowiedzenie z lakonicznym uzasadnieniem: „nie pasował do kultury organizacyjnej”.
W części firm obowiązuje zasada, że „wynagrodzenie wypłacane jest dopiero po pozwie”. Pensja za wykonaną pracę traktowana jest jako „premia uznaniowa”, którą można otrzymać dopiero po złożeniu pozwu do sądu pracy, trzech rozprawach, prawomocnym wyroku i ewentualnej egzekucji komorniczej. Wewnętrzny regulamin nazywa to „Programem lojalnościowym, czyli zaufanie budujemy w postępowaniu sądowym”.
Innym absurdalnym pomysłem jest system „Premia za przeżycie”. Pracownik dostaje podstawowe wynagrodzenie w wysokości 2500 zł brutto, ale obiecuje mu się premię 4000 – pod warunkiem, że przez rok nie opuści ani jednego dnia pracy. Żadnych zwolnień – nawet z powodu choroby, wypadku, śmierci bliskiej osoby, a nawet własnej.
Na koniec pakiet socjalny „Podpisz klauzulę lojalnościową”. Pracownik na umowie o dzieło może skorzystać z benefitów, takich jak bilety na basen czy karta multisport, ale tylko jeśli podpisze klauzulę lojalnościową na 10 lat, z zakazem konkurencji w całym województwie i zobowiązaniem do pokrycia kosztów benefitów z własnej pensji.
W tym systemie urosła już nowa klasa społeczna – najemnych łobuzów. Swoista „menedżeria korporacyjna”. Ci samozwańczy właściciele „wartości dodanej”, władający Excelem i komunikatorem służbowym, stosują mechanizmy opresji wyuczone na szkoleniach w hotelu w kapciach:
Teatralne, „Publiczne upokorzenia” na spotkaniach zespołowych. Opracowane do perfekcji metody podważania pewności siebie poprzez wmawianie podwładnemu, że jego postrzeganie rzeczywistości, uczucia, wspomnienia lub zdrowy rozsądek są błędne, przesadzone albo nieprawdziwe (to się nawet jakoś nazywa). Wszystko pod przykrywką „konstruktywnej krytyki”.
„Milczący sabotaż” – pracownika nęka się nie przez krytykę, ale przez brak informacji o ważnych spotkaniach, pomijanie w komunikacji mailowej, ignorowanie w czasie rozmów zespołowych. Wszystko w atmosferze: „Nie mamy nic przeciwko, to ty jesteś przewrażliwiony”. Pracownik jest publicznie ośmieszany, a potem słyszy: „To był żart. Nie masz dystansu”.
Technika „Samobiczowania publicznego” – pracownik, który popełnił drobny błąd (np. literówkę w mailu), zostaje poproszony o przesłanie publicznych przeprosin do całego zespołu i uczestnictwo w specjalnym spotkaniu, na którym „zreferuje, czego nauczył się na swoim błędzie”.
Powiedzmy sobie szczerze – z tym do żadnego sądu iść się nie da, ale też to jeszcze nie powód do strzelania z Aurory. Biadolenie też nic nie pomoże. Nasi czytelnicy, sponiewierani przez dorobkiewicza w SUV-ie, muszą wypracować sobie metody samoobrony, a jak wiadomo, najlepszą obroną jest atak.
Nie jesteście sami! Choć nie mogę powiedzieć, że mam w rękawie talię wszystkich pomysłów we wszystkich kolorach. Ale spróbujmy.
Jednym z nich jest operacja „Mag – WagnerMail”. Chodzi o stworzenie iluzji. Zmanipulowanie rzeczywistości. Polega na założeniu szefowi skrzynki mailowej na podejrzanym serwerze, na przykład jan.kowalski@wagnergrup.ru (domena wolna, rejestracja przez https://www.nic.ru/, koszt 590 rubli, ok. 30 zł) albo kowalski.investments@kgbmail.eu (dostępna w Polsce u każdego hostingodawcy za jakieś 15 zł). Z tego adresu można rozesłać zaproszenia do współpracowników i klientów na „warsztaty z etyki pracy i przeciwdziałania mobbingowi”, co samo w sobie ma potencjał wywołania niemałego zamieszania.
Kolejną sprawdzoną (przeze mnie) metodą jest akcja „Kochankowie – Kokardka z delegacji”. Wystarczy podczas służbowego wyjazdu „przypadkowo” zostawić w jego walizce damskie stringi, ulotkę z klubu go-go i paragon z motelu „Pod Różyczką”. Potem wystarczy zadbać, by zdjęcie tego znaleziska „przypadkiem” trafiło na firmowy czat. Dodatkowym smaczkiem tej operacji jest fakt, że żona szefa ma 59 lat. Jest bardzo konserwatywna i regularnie sprawdza mu telefon.
Na froncie informacyjnym można uruchomić „Wieżę – Wojnę memowo-propagandową”. Ta metoda polega na burzeniu wizerunku i demolowaniu reputacji. Tworzysz anonimowe konto na Instagramie, Facebooku lub LinkedInie, gdzie codziennie pojawiają się sarkastyczne memy o mobbingujących menedżerach. Zamazane screeny jego maili lub cytaty z jego rozmów w rodzaju: „Ciebie to nie stać nawet na godność.”
Nie należy zapominać o sprawdzonych metodach biurokratycznego uprzykrzania życia. „Sprawiedliwość – Operacja BHP-ekstremalne” Polega na systematycznym składaniu do PIP-u lub służb BHP zgłoszeń o rażących naruszeniach przepisów w firmie. Braku gaśnicy w zasięgu ręki, braku procedury ewakuacji, pracy na krześle bez atestu. Zgłoszenia można składać regularnie, co tydzień, wymyślając nowe „śmiertelne zagrożenie”.
W arsenale znajduje się także akcja „Diabeł – Wirusowa sympatia”. Zakłada się szefowi profil na portalu randkowym dla swingersów lub fetyszystów, posługując się jego służbowym zdjęciem. W opisie można umieścić hasło: „Kierownik szuka partnerki do zarządzania zespołem w trybie dominacji.”
Na koniec zostaje klasyczna technika „Księżyc – Cichy donos”. Do jego sąsiadów lub wspólnoty mieszkaniowej trafia anonimowy list o treści: „W związku z powtarzającymi się hałasami i krzykami w Państwa klatce schodowej prosimy o zgłoszenie mobbingowych zachowań pana Jana K. na policję lub do Inspekcji Pracy.”
Obudźcie się, barany, zanim was zarżną przy biurku! Idźcie i siejcie ferment! To nie jest zabawa w korporacyjne gierki, to walka o przetrwanie. A wy, skurwysyny w garniturach, pamiętajcie: rewolucja nadchodzi i nie będzie litości.
1 . UCE GROUP LTD. to międzynarodowa spółka analityczno-doradcza z siedzibą w Londynie.
2 . Mobbing, choć sam w sobie nie jest przestępstwem w polskim prawie (we Francji, Włoszech, Hiszpanii i Belgii już jest), tylko naruszeniem praw pracowniczych , może wypełniać znamiona czynów karalnych, takich jak stalking, znęcanie się psychiczne i fizyczne (to wtedy, kiedy pracodawca bije pracownika) czy groźby karalne. Ofiary mobbingu mogą dochodzić swoich praw na drodze sądowej, powołując się na te konkretne przestępstwa.
Oznaczono jako :
Alienacja pracy Korposzczury
O Autorze : call_made
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
4,44 zł
Prawda tańsza niż piwo.
6,66 zł
Grosz do grosza i diabeł zadowolony.
19,89 zł
Twoja transformacja w dobrodzieja.
Wpłaty na Fundację Czwarta Władza (F4W) realizuje Tpay – Krajowy Integrator Płatności S.A. (KRS: 0000412357, NIP: 7773061579, REGON: 300878437, Rejestr Usług Płatniczych: IP27/2014).
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!