Background

Lew z kalkulatorem. Papież z działu kadr

Jeśli chodzi o nowego papieża, to – jak to zwykle bywa – wiadomo o nim tyle co nic. A tajemnica jego błyskawicznego wyboru? Żadna tajemnica, wystarczy kartka i kalkulator.

W konklawe brało udział 133 kardynałów, z czego 80 nominował poprzedni papież – czyli większość miała już gotowy scenariusz, wystarczyło tylko go odegrać.

Robert Francis Prevost, zanim stał się Ojcem Świętym, był prefektem Dykasterii ds. Biskupów, czyli kimś w rodzaju szefa personalnego Watykanu. Dzięki jego podpisowi biskupami zostało co najmniej 250 księży na całym świecie, a 42 z nich – przypadkiem lub nie – zostało potem kardynałami, którzy rozgrywali konklawe. Taki człowiek, wśród reszty, która znała się głównie z mszy, był to po prostu „nasz człowiek w Rzymie”.

W międzynarodowym towarzystwie Prevost był nie tylko rozpoznawalny, ale i idealnie neutralny. Nie za liberalny, nie za konserwatywny, nie-Włoch, ale nie za egzotyczny. Tymczasem jego główni konkurenci byli z Włoch, co w obecnych realiach wystarczy, by przegrać już na starcie. Wybór kogoś spoza Italii był więc czymś pomiędzy rozsądkiem a przyzwyczajeniem.

Mówią, że papieża wybiera Duch Święty. Tym razem wygląda na to, że Duch musiał się dogadać z kalkulatorem. Przyszłość papiestwa? Trudna do przewidzenia – chyba że ktoś potrafi wieszczyć z przecinków w watykańskich komunikatach. Na razie mamy papieża z układu.

Do wnętrza czyjegoś umysłu najłatwiej dostać się przez to, co z niego wypada – na papier albo przez usta. Niestety, w przypadku Roberta Prevosta, sytuacja jest trudna: dorobek pisarski nie imponuje, a jego kazania zaginęły niczym e-maile Watykanu z epoki Benedykta – nie ma nagrań, nie ma stenogramów, nie ma nawet memów.

A mimo to – wystarczyło jedno słowo: „papież” – i Prevost z anonimowego augustianina z Peru stał się najbardziej znanym człowiekiem na Ziemi. Ot, potęga słowa, które ciałem się staje.

Historia papieży, którzy chcieli być królami dżungli Kościoła

Z własnej inicjatywy Prevost postanowił zostać papieżem Leonem czyli Lwem. Bo przecież kiedy przychodzisz znikąd i obejmujesz ster nad duchowym Titanikiem, to najlepiej nadać sobie imię króla dżungli. Symboliczne? Owszem. Subtelne jak marmurowy relikwiarz z napisem „Skromność”.

Ostatni papież-Lew – Leon XIII – panował ponad sto lat temu. Był autorem encykliki Rerum novarum („O rzeczach nowych”), o której wszyscy słyszeli, ale nikt nie czytał (trochę jak „Kapitał” Marksa w wersji kościelnej). Nowy Leon – wedle Kurii Rzymskiej – pije do niego, choć czy pije z zachwytu, czy tylko z obowiązku, to już inna sprawa.

Wcześniej było jeszcze dwunastu innych Lwów – znaczy papieży Leonów, ale ich pontyfikaty są dziś znane głównie tym, którzy studiują historię Kościoła na poziomie eksperckim albo piszą quizy do miesięcznika „Rycerz Niepokalanej”.

Tak oto mamy papieża, który przybrał imię groźne, ale bezpieczne. Wszedł na tron świętego Piotra z charyzmą urzędnika do spraw kadrowych i zapleczem, które wygląda jak kościelna wersja maszynki do głosowania. O jego planach wiemy tyle, co o następnym filmie Davida Lyncha – może będzie arcydziełem, a może kompletnie nic nie zrozumiemy.

Zatem przypomnieć a w zasadzie napisać by wypadało poczet papieskich Lwów  na przestrzeni ponad tysiąclecia:

Lew I (440–461) – papież, który do przydomka „Wielki” nie musiał dopisywać gwiazdki z przypisem „wg własnej opinii”. Władczy, groźny, wygadany. Bardziej cesarz w sutannie niż pasterz dusz. Pisał dużo – głównie do królów, biskupów i wszystkich, którzy nie pytali o zdanie, ale i tak je dostawali. Szczególnie lubił pisać o swojej władzy: że jest namiestnikiem Piotra, że ma jurysdykcję wszędzie, że biskupi to właściwie jego asystenci z terenu.

Lew II (682–683) Papież na chwilę. Przeżył więcej dni jako „papież-elekt” niż jako rzeczywisty biskup Rzymu. Największe osiągnięcie? Zmarł po 11 miesiącach.

Lew III (795–816) Znany głównie z tego, że koronował Karola Wielkiego, robiąc z Watykanu fabrykę cesarzy. Dostał wpierdol od ludu włoskiego spacerując po Lateranie. Musiał salwować się ucieczką za granicę aby zachować życie. Zarzucano mu, że był dziwkarzem ale przysięgał na własną niewinność, że to nieprawda, bo tak najlepiej rozwiązuje się zarzuty o cudzołóstwo.

Lew IV (847–855), znany też jako Lew Murowany – bo należał do tej szczególnej kategorii ludzi wielkich duchem, którzy wierzą, że jak się człowiek czegoś boi, to najlepiej postawić mur. Tacy jak Nikita Chruszczow, Donald Trump czy Jarosław Kaczyński – każdy z nich, gdy tylko poczuł przeciąg historii, brał się za cegły. Lew IV, postanowił otoczyć Rzym murami. I tak powstała Civitas Leonina, czyli – jak kto woli – Dzielnica Lwa albo Miasto Leona (zależy, czy wolicie łacinę, propagandę, czy lokalny patriotyzm).

Pomysł był prosty: z Watykanu zrobić fortecę duchową i polityczną. I trzeba przyznać, że się udało. Mur był solidny, groźny, a przede wszystkim skutecznie oddzielał papieża od reszty świata. Tak skutecznie, że nikt już nie mógł się tam dostać. Papiestwo na kilka dekad zniknęło z politycznej mapy Europy. Krótko mówiąc: mur Leona IV zadziałał. Przeciwnik nie wszedł, ale też nikt inny. I tak oto papież został u siebie, w swojej duchowej twierdzy, w której miał wszystko – oprócz wpływu.

Lew V (903) – papież z kategorii „migawka”: pojawił się i zniknął szybciej, niż zdążył rozpakować się w Lateranie. Jego pontyfikat trwał mniej więcej tyle, co solidna infekcja sezonowa – dwa miesiące i po sprawie. Co się z nim stało? Najprawdopodobniej został zamordowany – choć to akurat wersja optymistyczna. Po prostu zniknął, przepadł, nie wrócił. Gdyby żył dziś, policja pokazywałaby jego zdjęcie w telewizji z hasłem „ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Żadnych encyklik, żadnych soborów, żadnych kontrowersji. Dziś możemy z całą pewnością powiedzieć: Lew V już nie żyje. Choć patrząc na jego widoczność w historii Kościoła, można się zastanawiać, czy kiedykolwiek naprawdę „żył”.

Lew VI (928–929) – papież z epoki, w której pontyfikat przypominał casting do roli „ofiary losu”. Były zakonnik z imponującym CV, co w tamtych czasach znaczyło, że umiał czytać, pisać i nie pomylił kadzidła z atramentem. A skąd to CV? Z klasztoru św. Pawła za Murami w Rzymie – miejsca, gdzie duchowni zdobywali wykształcenie, reputację i przepustkę do szybkiego zgonu w Pałacu Laterańskim. Miał opinię uczonego, co zapewne oznaczało, że przeczytał coś więcej niż regułę św. Benedykta.

Panował krótko (ok. roku), niczego nie zepsuł, bo nie zdążył, i niczego nie osiągnął, bo nikt mu nie pozwolił. Rzym w tym czasie był bardziej zarządzany przez lokalne mafie arystokratyczne niż przez Ducha Świętego, więc Lew VI był papieżem tylko z nazwy, nie z władzy.

Lew VII (936–939) – papież z kategorii „złapany z łapanki”, czyli wybrany nie dlatego, że ktoś go chciał, tylko dlatego, że akurat był wolny etat i nikomu nie wadził. Najbardziej zapamiętali go ci, którzy musieli po nim odkręcać jego niezbyt szczęśliwe decyzje – czyli kolejni papieże, legaci, kanonicy i cała rzesza notariuszy, którzy robili poprawki czerwonym atramentem w księgach dekretów. Zdaniem historyków papiestwa Lew VII był niczym środek przeciwbólowy, który nie rozwiązywał problemów, ale przynajmniej na chwilę uciszał wrzawę.

Lew VIII (963–965) – papież, a może antypapież? To zależy, kogo pytasz: cesarza Ottona I czy resztę świata. Bo to właśnie Otton, znudzony farsą z Janem XII (to ten, o którym kronikarze pisali, że urządzał bankiety z prostytutkami, uprawiał seks publicznie na ołtarzu, a nawet wprowadzał do pałacu kochanki i ich rodziny), wskazał Lwa VIII palcem i powiedział: “ten będzie papieżem”. I tak się stało.

Nikt go nie wybrał. Wstawiono go niczym nową drukarkę w biurze: bez konsultacji z personelem. Oficjalnie był głową Kościoła. Nieoficjalnie – przedłużeniem cesarskiej ręki z Akwizgranu. Nosił tiarę z klauzulą warunkową – bo niektórzy uważali, że wybory papieża to jednak powinna robić… hmm… kapituła, a nie wojsko.

Lew IX (1049–1054) – wreszcie papież, który naprawdę chciał coś zrobić, a nie tylko siedzieć, błogosławić i liczyć relikwie. Przystąpił do dzieła z zapałem reformatora: zabronił sprzedaży urzędów (symonia), kazał księżom trzymać się z daleka od kobiet (celibat) i ogólnie próbował z Kościoła zrobić coś bardziej przypominającego zakon niż agencję nieruchomości z sakramentami. Jak na ironię: największe osiągnięcie jego pontyfikatu to… rozłam Kościoła. W 1054 roku jego legat Humbert (papieska wersja notariusza z kompleksami) wszedł do Hagii Sophii (taka  prawosławna Bazylika św. Piotra w Stambule) i rzucił ekskomunikę patriarsze Konstantynopola. Patriarcha oczywiście odpowiedział tą samą zniewagą ekskomunikując Lwa IX.

Rozpadła się chrześcijańska jedność, trwająca – bagatela – od czasów Chrystusa. Efekt uboczny: prawosławie. Lew IX – papież, który chciał uzdrowić Kościół, przez przypadek rozciął go na pół. Reformator, na zawsze zmienił mapę chrześcijaństwa.

Lew X (1513–1521), czyli Giovanni de’ Medici (Medyceusz) – papież z rodu, który z finansów uczynił religię, a z religii – operę na sezon jesień–zima. Pochodził z Florencji, więc Kościół traktował jak renesansowy bank z ołtarzem i chórem. Wierzył, że Bóg przebacza, ale za drobną opłatą, najlepiej w złocie lub w formie luksusowego fresku. Odpusty sprzedawał, jak polisy na życie. Kiedy pojawił się niejaki Marcin Luter i powiedział „Ej, to chyba nie tak”, Lew X zareagował jak rasowy szef korporacji: zbanował go bullą, ignorując, że właśnie podpala cały kontynent. Efekt? Reformacja. Duchowe tsunami, które przebiło się przez katedry, konfesjonały i skarbce, zostawiając Kościół z jednym pytaniem: „Co poszło nie tak?”. Prawie wszystko.

Lew XI (1605) Papież błyskawica: 27 dni i po pontyfikacie. Zmarł, bo przemókł podczas ingresu – wniosek? Nie ignoruj matki, gdy mówi: „Ubierz płaszcz, bo cię przewieje!”. Historię Kościoła zmienił tylko tym, że zrobił miejsce dla kolejnego papieża.

Lew XII (1823–1829) Ultrakonserwatywny szeryf Boży. Nienawidził liberalizmu, masonów, wolności słowa i wszystkiego, co pachniało Oświeceniem. Prowadził Kościół tak, jakby Napoleon nigdy nie istniał, a rewolucja francuska była tylko plotką. Idealny papież, gdyby rok 1829 był rokiem 1629.

Leon XIII (1878–1903) – papież, który wpadł w XX wiek jak babcia na TikToka: nie do końca rozumiał, co się dzieje, ale postanowił zostawić po sobie nagranie. Przeżył tyle, że mógłby zasiąść przy kawie z Bismarckiem, Nietzschem i Teslą – i jeszcze ich przeżyć. Zmarł w wieku 93 lat, co jak na papieża było czymś pomiędzy cudem a sabotażem Watykańskiego personelu medycznego. Zasłynął głównie z tego, że napisał encyklikę „Rerum novarum”, Chciał pogodzić robotników z fabrykantami i Kościół z rzeczywistością – efektem był dokument, który każdy cytuje, ale nikt nie czyta.

Leon XIII był też pierwszym papieżem, którego sfilmowano – w epoce, kiedy filmy trwały 20 sekund, nie miały dźwięku a ludzie szybko przebierali na nich nogami. Widać na nim, jak Leon błogosławi kamerze – prawdopodobnie myśląc, że to dziwna latarnia z diabłem w środku.

Leon XIV – Przepowiednia na podstawie przeszłości

Na podstawie dziejów watykańskich monarchów o imieniu Leon, peruwiańskich przepisów zakazujących duchownym molestowania dzieci1 – których autorem był nie kto inny jak Robert Prevost– oraz encykliki Rerum novarum („O rzeczach nowych”) Leona XIII, do której nowy Leon XIV ewidentnie nawiązuje, spróbujmy zatem przewidzieć, jak potoczy się jego pontyfikat.

Zatem zapewne będzie pełen encyklik, których nikt nie przeczyta, ale wszyscy będą je cytować, byle niezrozumiale. Wprowadzi obowiązkowe kursy dla biskupów: „Jak nie ukrywać pedofilii i nie brzmieć przy tym jak robot” – inspirowane własnymi doświadczeniami. Wzbudzi tym aplauz liberalnych mediów i panikę w kurii.

Następnie opublikuje dokument „Rerum ridiculorum”( „O sprawach śmiesznych”), w którym apelować będzie o godność pracy duchownych, zakaz homilii powyżej siedmiu minut oraz obowiązek traktowania ludzi jak ludzi. Tym wywoła szok egzegetów i nerwowe chrząknięcia purpuratów.

Ogłosi, że mury Watykanu zostaną rozebrane, a cegły posłużą do budowy schronisk dla bezdomnych i kawiarni dialogu. Otrzyma nieoficjalny tytuł „Lew Obalony”, choć część biskupów będzie go też przezywać „Ten z przyczepy”.

Jego obecność w sieci stanie się legendarna, zwłaszcza gdy na Twitterze wyjaśni publicznie „Nie jesteście owcami. Macie mózgi. Używajcie ich.”  Przeniesie się z pałacu do skromnego kampera aby być „bliżej ludzi i mniej kosztować”, czym przyprawi kurię o stany przedzawałowe.

Zaprosi Dalajlamę, patriarchę Moskwy i greckiego anarchistę do wspólnej debaty „Czy religia jeszcze ma sens?”, którą obejrzy pół świata, a drugie pół zgłosi się do Kongregacji Nauki Wiary z żądaniami wyjaśnienia takiego skandalu teologicznego.

Ustanowi Światowy Dzień Duszpasterza Pracującego Fizycznie, każąc biskupom łapać za łopatę, co skończy się hospitalizacją kilku metropolitów.

W każdym razie papież Lew z kadrowego działu Watykanu napisze nowy rozdział — ku konsternacji hierarchii i zaskoczeniu tych, którzy myśleli, że pontyfikat to tylko biała sutanna i rytuały.

W końcu na chrzcie dano mu imię Robert — a świętych i papieży o tym imieniu było mniej niż kot napłakał (jeden papież, trzech świętych). Zresztą, podobno idiotów o tym imieniu też jest statystycznie wyjątkowo mało.

 

  1. „Líneas guía” (pełna nazwa: Nowe wytyczne dotyczące interwencji w procedurze postępowania biskupów w przypadku możliwych przypadków wykorzystywania seksualnego małoletnich i osób wrażliwych przez duchownych) to oficjalny dokument opracowany przez Konferencję Episkopatu Peru, który określa standardy postępowania w przypadkach nadużyć seksualnych w Kościele katolickim. Kluczową rolę w jego przygotowaniu odegrał kardynał Robert Francis Prevost.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation