Od zawsze miałem na pieńku z polskim prawem. A mówiąc ściślej, to ono ma problem ze mną. Nie dorasta do pięt moim wyobrażeniom o sprawiedliwości, racjonalności i humanizmie. To prawodawcza parodia, nonsens podniesiony do potęgi absurdu, farsa na fundamencie niedorzeczności (sam byłem uwikłany w proces, który trwał 17 lat. Wiem co piszę).
Nic dziwnego, skoro twórcami tych przepisów byli kolejni Lepperowie, Macierewicze i inni prawnicy – partacze. Administracyjne, cywilne, podatkowe – wszystkie te dziedziny prawa wołają o pomstę do nieba. O karnym na razie się nie wypowiadam, bo jeszcze nie miałem (nie)przyjemności się z nim zetknąć.
Na szczęście prawo to nie tylko jego litera, ale także sądy – miejsca, w których na ogół zasiadają ludzie mądrzejsi niż w parlamencie. To oni, żeglując po tym morzu prawnej farsy, starają się ustanowić na ziemi choć odrobinę sprawiedliwości. Dlatego właśnie nie samo prawo – jako zbiór przepisów – jest najważniejsze, ale orzeczenia sądowe.
Nie mają one w Polsce takiej mocy jak np. w Anglii, gdzie wyroki są bezpośrednim źródłem prawa, ani takiej wagi jak w Stanach Zjednoczonych, gdzie tworzą tzw. precedensy i kształtują całe systemy prawne.
Orzeczenia polskich sądów stanowią jednak ważną wykładnię. Istnieje tu choćby pojęcie „powagi rzeczy osądzonej”, z którego wynika, że obywatel ma prawo zakładać, iż jeśli w danej sprawie zapadł już wyrok, to w podobnej sprawie może spodziewać się podobnego rozstrzygnięcia.
Adwokaci, prokuratorzy i sędziowie, uzasadniając swoje stanowiska, często powołują się na “powagę rzeczy osądzonej”, kopiując i wklejając sentencje z innych orzeczeń (Ctrl+C, Ctrl+V).
Aby jednak móc się na coś powoływać, trzeba mieć dostęp do tych wyroków. Właśnie w tym celu powstał tzw. SAOS – System Analizy Orzeczeń Sądowych. W instrukcji tego internetowego systemu czytamy, że „ … gromadzi i udostępnia dane orzeczeń polskich sądów. Ułatwia ich przeszukiwanie, przeglądanie oraz zbiorczą analizę.”
Z SAOS-a chętnie korzysta świat prawniczy. A że i ja ostatnio nie byłem pewien, czy jedzenie rosołu widelcem kwalifikuje się jako czyn nieobyczajny, postanowiłem zajrzeć do jego zasobów.
Skorzystałem, a potem kliknąłem w zakładkę „Analizy”, gdzie moim oczom ukazał się wykres, który i Wy możecie zobaczyć poniżej. Przedstawia on liczbę spraw załatwianych przez sądy powszechne w kolejnych latach.*
Osobliwy kształt wykresu ukazuje dramatyczny spadek liczby orzeczeń polskich sądów. Z 61 428 w 2016 roku do zaledwie 12 249 w 2024. Osiemdziesiąt procent w dół! Co to oznacza?
Może Polacy wreszcie osiągnęli nirwanę? Przestali się sądzić? Stosunki międzyludzkie rozkwitają harmonią, a pretensje wyparowały niczym kamfora? A może wręcz przeciwnie: społeczeństwo straciło wiarę w sądy i wróciło do tradycyjnych metod rozwiązywania sporów – sierp i kłonica zastąpiły paragraf?
Inna możliwość: sądy zapchane po brzegi, sędziowie leniwi jak osy w listopadzie. Wydajność aparatury sądowniczej legła w gruzach. Zawał, zadyszka, cholera wie co.
No i zawsze pozostaje opcja, że dane są błędne, a system liczyć nie umie. Tak czy siak, sprawa wydaje się ważna i domaga wyjaśnienia.
Postanowiłem dotrzeć do źródła, a więc do Ministerstwa Sprawiedliwości, gdzie rezyduje zacny minister, ongiś Rzecznik Praw Obywatelskich, Adam Bodnar. Wysłałem do rzeczniczki prasowej maila z prośbą o komentarz w sprawie dramatycznego spadku liczby orzeczeń. Chciałem wiedzieć, jak ministerstwo ją interpretuje.
Odpowiedź z Wydziału Prasowego, Biura Komunikacji i Promocji, nadeszła stosunkowo szybko: “Ministerstwo Sprawiedliwości nie współpracuje z konsorcjum realizującym projekt SAOS, czyli z Interdyscyplinarnym Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego”.
“W załączeniu przesyłamy dane statystyczne dotyczące ewidencji spraw w sądach powszechnych w latach 2015-2024 zgromadzone i opracowane przez Ministerstwo Sprawiedliwości” – głosił dopis.
Eureka! Właśnie o to mi chodziło. Dostałem excelowską tabelkę, która dowodzi, że ci modelowacze z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego chyba modelują własną niewiedzę.
| Rok | Sprawy wpływające | Sprawy załatwione | Pozostałość z poprzedniego roku |
|---|---|---|---|
| 2015 | 15 156 076 | 15 101 484 | 2 299 495 |
| 2016 | 14 910 925 | 14 192 092 | 3 018 336 |
| 2017 | 15 782 479 | 15 835 956 | 2 964 885 |
| 2018 | 15 049 054 | 14 915 001 | 3 098 942 |
| 2019 | 17 728 999 | 16 400 377 | 442 768 |
| 2020 | 13 984 528 | 14 381 454 | 4 030 048 |
| 2021 | 14 262 435 | 14 458 411 | 3 830 048 |
| 2022 | 14 636 438 | 14 910 352 | 3 559 163 |
| 2023 | 14 667 358 | 14 855 026 | 3 371 495 |
| 2024 | 14 638 103 | 14 375 112 | 3 634 486 |
Różnice są dramatyczne, oczywiste dla każdego, kto skończył podstawówkę. Sami zobaczcie!
Mianowicie, w 2016 roku do sądów wpłynęło ponad 14 milionów spraw, a załatwiono też nieco ponad 14 milionów. W zeszłym roku wpłynęło nie 12 tysięcy, ale również ponad 14 milionów. Widać więc, że ilość spraw wpływających i załatwianych utrzymuje się na podobnym poziomie.
Następny krok: Uniwersytet Warszawski, który za kilka baniek z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju zmajstrował ten system. Chciałem wiedzieć, dlaczego kłamie. Wyjaśnili. System powstał 10 lat temu i jakoś działa, mimo braku budżetu, na głodowych racjach. Skoro brakuje pieniędzy, to nic dziwnego, że system bredzi i podaje fałszywe liczby. Nie zasysa wszystkich danych z sądów. Wprost o “myleniu się” nie wspomnieli, ale taki właśnie sens wyłania się z odpowiedzi na mojego maila, wysłanego do wszystkich uczestników konsorcjum, które spłodziło ten SAOS.
Szkoda, że system się myli, ale przyjrzałem się teraz danym z ministerstwa. Wychodzi na to, że jesteśmy narodem pieniaczy.
No bo, w Polsce jest około 30 milionów dorosłych, czyli zdolnych do czynności prawnych. Skoro wpływa 14 -15 milionów spraw rocznie, to wychodzi, że co drugi dorosły ciąga się po sądach. A przecież przed sądem zazwyczaj stają dwie strony, więc uwikłane jest prawie 30 milionów ludzi, czyli 96 proc. dorosłych!
Przez ostatnie 9 lat Polacy wnieśli 135 milionów spraw, czyli minimum trzy na głowę. Przeczy to moim doświadczeniom, ale może żyję w jakiejś prawnej oazie spokoju? Skoro ministerstwo tak twierdzi, to trudno polemizować, zwłaszcza że to chyba nie żaden błąd w Excelu ani żart pani rzecznik.
Na witrynie ministerstwa też widnieją te nieprawdopodobne dane, rzekomo poparte rzetelnymi wyliczeniami.
Podają 14,9 miliona spraw rocznie, 376 sądów powszechnych i około 2500 sędziów orzekających w sądach rejonowych i okręgowych. Prosta matematyka: 14 900 000 spraw dzielone przez 2500 sędziów daje 5960 spraw na jednego sędziego rocznie. Przy 251 dniach roboczych wychodzi 24 sprawy dziennie, czyli trzy na godzinę. Powątpiewam.
Mój sceptycyzm kazał mi spojrzeć na naszych zachodnich sąsiadów, Niemców, których jest prawie 90 milionów. Ich system wymiaru sprawiedliwości, podzielony na sądy powszechne i specjalne (te drugie niepodlegające Ministerstwu Sprawiedliwości), w gruncie rzeczy działa podobnie do polskiego, rozpatrując sprawy karne, cywilne, rodzinne, gospodarcze, spadkowe, opiekuńcze, wpisy do ksiąg wieczystych, rejestry handlowe itd itp. Sądy specjalne to sądy administracyjne, pracy, socjalne i finansowe. Niemiecka skrupulatność podaje, że łącznie wszystkie sądy w Niemczech rozpatrują ok. 9,5–10 mln spraw rocznie.
Być może o tym, że w Polsce mamy najbardziej konfliktowy, pieniący się, procesujący naród Europy, który z każdej pierdoły robi pozew. A może przeciwnie – że mamy system, który przestał rozróżniać między realną sprawiedliwością a biurokratyczną buchalterią, gdzie każda pieczątka, każdy świstek to już „sprawa sądowa”. Może to też znak, że statystyka dawno przestała odzwierciedlać rzeczywistość, a służy głównie do wycierania sobie nią ust przy okazji prezentacji budżetu lub reform.
Może rzeczywiście społeczeństwo się sądzi, aż się kurzy, a sądy wyrabiają normy jak w kołchozie, albo ktoś – gdzieś – przestał odróżniać dane od danych.
Jeśli niemiecki wymiar sprawiedliwości przy niemal trzykrotnie większym społeczeństwie obsługuje 30 proc. mniej spraw niż polski, to trzeba sobie w końcu zadać pytanie nie „kto tu się pomylił?”, ale czy jeszcze ktoś w ogóle wie, co liczy.
I może najwyższy czas, żebyśmy – zanim uwierzymy w kolejną tabelkę – sprawdzili, czy jej twórca zna różnicę między rzeczywistością a Excelem.
O Autorze : call_made
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Wesprzyj niezależne dziennikarstwo.
Bo inaczej prawda zdechnie.
Jak mucha w smole.
A kłamstwo będzie się miało dobrze.
Jak pluskwa w materacu.
Za cenę połowy – ba, jednej dziesiątej – paczki fajek możesz wesprzeć tworzenie treści, które nie robią z czytelnika idioty. Bo przecież wszyscy wiemy, że Internet sam z siebie nie przestanie być wysypiskiem informacyjnego chłamu. Prawda?
Dorzuć się i dołącz do elitarnego grona ludzi, którzy jeszcze rozumieją, że wolne słowo nie żywi się lajkami.
Twoje wsparcie to nie tylko gest – to szansa, by autor nie musiał dorabiać w call center albo pisać clickbaity o "szokujących sekretach celebrytów".
Nie bądź dusigroszem.
Skąpstwo to grzech, a hojność daje karmę. Albo chociaż dobry content.
Czasem nawet jedno kliknięcie może zdziałać więcej niż cały wykład o empatii.
4,44 zł
Prawda tańsza niż piwo.
6,66 zł
Grosz do grosza i diabeł zadowolony.
19,89 zł
Twoja transformacja w dobrodzieja.
Wpłaty na Fundację Czwarta Władza (F4W) realizuje Tpay – Krajowy Integrator Płatności S.A. (KRS: 0000412357, NIP: 7773061579, REGON: 300878437, Rejestr Usług Płatniczych: IP27/2014).
Objaw ją dzięki dziennikarskiemu śledztwu na zamówienie.
Anonimowość i ochrona źródeł gwarantowane.
Kliknij po więcej
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!