Richard Gatling, filantropiczny geniusz z epoki wojny secesyjnej, skonstruował karabin maszynowy, plujący ołowiem z szybkością 600 pocisków na minutę. Kierowała nim wzniosła idea – zastąpić hordy żołnierzy z jednostrzałowymi muszkietami jednym sprawnym jegomościem z bronią wielowystrzałową. Miało być humanitarnie, miały być mniejsze armie, miały być mniejsze straty. No i co z tego wyszło? Ano, wyszło jak zwykle. Zamiast redukcji armii, mamy ich rozrost, a straty, zamiast maleć, rosną. Ot, chrześcijańska logika w praktyce.
- POTEM BYŁO JESZCZE ŚMIESZNIEJ
Alfred Nobel, ten sam od nagrody, miał niezły ubaw z nitrogliceryny. Zabijała amerykańskich górników na potęgę, więc postanowił ją ujarzmić. Wymyślił dynamit, święcie przekonany, że to klucz do światowego pokoju. Bo jak armie zobaczą, że można je w sekundę roznieść na strzępy, to zaraz się opamiętają i zaczną piać o złotego pokoju. Tysiąc konwencji pokojowych to pikuś przy jednej kostce dynamitu – myślał sobie Alfred. No i co? Śmiechu warte. Dynamit pokoju nie przyniósł, za to górnikom dał nowy, efektywny sposób na szybkie zejście z tego padołu.
Thomas Midgley, dobroczyńca ludzkości, w 1930 roku uraczył świat freonem. Miał być bezpieczny, miał zastąpić toksyczny amoniak, miał dać nam dezodoranty, zimną colę i ochłodę w upały. I dał. Świat oszalał na punkcie freonu. Nikt nie pomyślał, co się stanie, gdy te wszystkie aplikatory i lodówki wylądują na śmietniku. A freon, niczym ptak, wzbił się w niebo, dziurawiąc ozon i fundując nam raka skóry. Gratulacje, panie Midgley! Żaden inny organizm, nawet dinozaury, nie dał tak popalić naszej planecie. Brawo!
- STRATEGIE GENIUSZY
Z niejakim przerażeniem czytam o planach rozwoju centrów, nazwijmy to, “myślących maszyn” w Polsce. Jakaś minister, na jakiejś debacie o rozwoju tychże “myślących maszyn”, ogłosiła, że dzięki nim Inspekcja Handlowa będzie tropić “kopciuchy” w internecie. Rozumiem, że tropienie handlarzy nielegalnym węglem jest ważne, ale czy do tego naprawdę potrzebne są nam te całe “myślące maszyny”? Czy nie prościej byłoby wysłać inspektorów, żeby po prostu, no wiecie, sprawdzili, co się dzieje w sklepach? A może boją się, że inspektorzy sami zaczną handlować “kopciuchami”?
Nie mniejszym zaniepokojeniem napawają mnie zapowiedzi ministra, tego od finansów, który zapowiada, że Krajowa Administracja Skarbowa do analizy Jednolitych Plików Kontrolnych używać będzie Sztucznej Inteligencji. Minister zdrowia zapowiada, że Sztuczna Inteligencja wyleczy nas z raka, zwłaszcza mózgu, a rolnictwa, że Sztuczna Inteligencja zapobiegnie suszy.
Minister cyfryzacji mówił z kolei, że już niedługo w administracji decyzje, które dziś podejmują ludzie — będą podejmować algorytmy. Naszym wyzwaniem będzie zatwierdzenie algorytmów, które wydają decyzje. To nas na pewno czeka — zaznaczył pan minister.
To wszystko gówno prawda, ale co gorsza, nie jest to kłamstwo. To po prostu, mówią ludzie, którzy nie wiedzą, czym jest Sztuczna Inteligencja, podobnie jak autorzy tysięcy artykułów na jej temat. A ja wiem.
- UMYSŁ MUCHY
W tym, co nazywa się, dajmy na to, Myślącą Maszyną, w gruncie rzeczy nie ma żadnego myślenia. Nazwa jest myląca, pokrętnie sugerująca, że maszyna może naśladować procesy myślowe i świadomość człowieka. Nic z tych rzeczy.
W najlepszym razie mamy do czynienia z bardzo, bardzo uproszczonym odtworzeniem działań podobnych do tych, które wykonuje ludzki mózg. Żadna, tak zwana sieć połączeń, nie dorównuje obecnie nawet mózgowi owada. Możliwości obliczeniowe i zakres funkcji mózgu muchy, są tysiące razy bardziej zaawansowane, niż to co naukowcy ośmielili się nazwać Myślącą Maszyną. Maszyn o sprawności intelektualnej szczura, ludzkość może się spodziewać za 150 lat, o ile wcześniej nie zniszczy siebie i planety. A znając ludzkość, stawiam raczej na to drugie.
Podstawowym zadaniem każdego systemu Sztucznej Inteligencji używanego w robotyce, finansach, jak i medycynie, jest odpowiedź na pytanie “co to jest?”. Biometryczny system rozpoznawania twarzy, ma odpowiedzieć na pytanie, czy twarz w tłumie należy do osoby ze zdjęcia. W banku, system sprawdza, czy przepływy na koncie wnioskującego o kredyt wskazują na zdolność kredytową na poziomie 100 tys. zł. Google wyświetlając mi reklamy czołgów, imadeł, seksownej damskiej bielizny oraz karmy dla kanarków, doszedł do wniosku, za pomocą analizy danych, że jestem klientem na te artykuły – choć tak naprawdę nie jestem. I tu się Google myli, bo czołgów nie potrzebuję (jeszcze), imadła mam, damską bieliznę kupuję tylko żonie, a kanarków nie cierpię. Ot, cała tajemnica tych “inteligentnych” systemów. Często mylą się, jak każdy.
To ostatnie, jest obecnie jedyną z dwóch realistycznych zastosowań SI ( skrót od Sztucznej Inteligencji), które się dobrze sprzedaje frajerom od marketingu, przez innych frajerów od marketingu utrzymujących, że reklama internetowa dzięki samouczącym się algorytmom sztucznych sieci neuronowych, pozwala na tworzenie diabelnie skutecznych spersonalizowanych kampanii, pozwalających bezpośrednio dotrzeć do klientów butów, sztucznych fiutów i pokrowców na owce.
- NIE PORZUCAĆ NADZIEI
Drugim obiecującym obszarem implementacji SI jest diagnostyka inżynieryjna. Systemy Sztucznej Inteligencji potrafią z przyzwoitym prawdopodobieństwem wykazać stopień zużycia maszyny, choć twórcy tych skomplikowanych i drogich urządzeń, uczciwie przyznają, że istnieją na ogół inne, alternatywne, tańsze i skuteczniejsze metody osiągania w inżynierii maszyn tych samych celów.
W każdym razie, w każdej ze wspomnianych czynności, człowiek uzbrojony w tradycyjne narzędzia poradziłby sobie lepiej, choć być może komputery nieco by go prześcignęły. Chodzi o to, czy ma być szybko i kiepsko, czy wolniej a lepiej i ile będzie kosztowała ta kiepścizna, aby zabawa się opłacała.
Na razie kosztuje to o wiele za dużo. Twórcy systemów inteligentnych opowiadają uparcie, że to są dopiero początki, choroby wieku dziecięcego. Chodzi o zadawalający wynik trafności, powiedzmy 70 proc. Pytani, kiedy wszystko to będzie działać, jak rekomendowali na początku, wyjawiają, że jak w każdym ludzkim poczynaniu, wynik nie jest do końca jasny i wymaga przynajmniej trzyletniego finansowania.
Trafne spostrzeżenia nabitych w butelkę klientów sztucznointeligentnego marketingu, że skuteczność inteligentnych kampanii reklamowych jest mniejsza, niż tych opartych o od dawna znane wzorce statystyczne, choć sama operacja dwu – trzykrotnie droższa, zbywane są wzruszeniem ramion.
Warto więc przyjrzeć się efektom potężnych przedsięwzięć informatycznych, na które dzięki popularności medialnej Sztucznej Inteligencji, co tu nie kryć, inteligentni ludzie wyłudzają miliardy dolarów.
- CYBERNETYCZY IMBECYLIZM
Stworzony przez Googla oparty o Sztuczną Inteligencję mechanizm Cloud Vision API miał w bezbłędny sposób rozróżniać kobietę od mężczyzny na podstawie zdjęcia twarzy. Stopień trafności wynosił ok. 40 proc. co oznacza iż maszyna byłaby skuteczniejsza, gdyby po prostu rzucała monetą. Wtedy miałaby 50 proc. szans. W niedziałające oprogramowanie włożono pół miliarda dolarów. Google tłumaczyło, że błędy sztucznej inteligencji wynikały ze zmian kulturowych kobiet i mężczyzn, którzy zaczęli wyglądać podobnie. Aby naprawić fatalne pomyłki, początkowo system Sztucznej Inteligencji otrzymał obok „Kobiety” i „Mężczyzny” możliwość identyfikacji człowieka, jako „Osoby”. Obecnie Google wycofało aplikację z rynku.
Niepowodzenie zaliczył także wymyślony przez Googla antyterrorystyczny system, na zamówienie CIA, oparty o SI, mający inwigilować Internet ( witryny , blogi, wpisy w mediach społecznościowych, a także prywatne wiadomości mailowe i esemesowe) oraz telefonię komórkową pod względem słów krytycznych. W Polsce też chyba coś takiego mamy. Nazywa się Pegasus, za którego CBA zapłaciło 25 mln zł z naszych podatków.
Sztuczna Inteligencja z niezwykłą starannością ujawniała tajniakom z CIA wiadomości typu: „zabiję się, jeśli mnie rzucisz”; „mama zabije mnie, jeśli się spóźnię na obiad”, „robimy bombową imprezę”, to „bardzo wybuchowy człowiek”, „eksplozja radości ogarnęła wszystkich”. Agenci otrzymywali miliony takich rewelacji każdego dnia, że przestali na nie w ogóle reagować. Aby ratować projekt Google dodało kolejny inteligentny filtr. Na niewiele się to zdało.
Skompromitował się system rozpoznawania twarzy w chińskim mieście Ningbo, dedykowany wykrywaniu sprawców wykroczeń drogowych i poszukiwaniu ukrywających się przestępców, o czym dowiedziano się tylko dlatego, że twarz chińskiego miliardera Mingzhu Donga wyłapana została, jako jednostki stwarzającej poważne zagrożenie dla ruchu drogowego. Miliarder rzekomo z nieludzką prędkością przesuwał się pasem drogowym. Sztuczna Inteligencja w celu rozbrojenia pirata wysłała patrole interwencyjne. Jakież było rozczarowanie policji, kiedy się okazało, że twarz miliardera została umieszczona, jako element reklamy na burcie miejskiego autobusu. Policja z Ningbo przeprosiła Donga za fałszywą informację, która przedostała się do mediów.
„Ten produkt to gówno” napisał lekarz ze szpitala Jupiter na Florydzie o sztandarowym programie IBM Watson, konkretniej pierwszej komercyjnej aplikacji Watson Health służącej do analizy danych chorobowych oraz rekomendacji terapii przeciwnowotworowej. IBM przez 7 lat pracował nad projektem, na którego fundusze pozyskał z większości szpitali w Stanach Zjednoczonych. Lekarze stwierdzili, że Watson dawał złe zalecenia dotyczące leczenia raka, mogące powodować poważne negatywne, a nawet śmiertelne konsekwencje. W rezultacie braku znaczących postępów projekt zawieszono a personel IBM zwolniono.
Równie humorystycznych, ale w gruncie rzeczy tragicznych nieporozumień, do których prowadzi technologia, na którą wydatkowano już więcej, niż na program lądowania człowieka na Księżycu starczyłoby na wypełnienie Internetu do końca.
Zastanawiające jest jednak, że w pospolitej świadomości ludzie nie drżą przed głupotą Sztucznej Inteligencji, ale przed wizjami pisarzy science fiction, poczytywanymi za prawdę, niejakiego katastrofizmu komputerowego, jakoby Sztuczna Inteligencja miała przejąć władzę nad światem i zapędzić ludzi do gett. Jest to lęk niczym realnym nieuzasadniony.
- OCZYWISTE ZAGROŻENIE
Natomiast prawdziwie powinniśmy się obawiać, że ta byle jaka technologia, w obecnym jej wydaniu, zaszkodzi większości a pomoże nielicznym. Zyskają na niej bogaci a stracą biedni. Niewątpliwie zwalniając ludzi na poślednich stanowiskach z myślenia, spowoduje rozległą utratę zdolności intelektualnych w ogóle. Ograniczy międzyludzkie interakcje. Przytępi krytycyzm. Pozwoli przerzucić odpowiedzialność za błąd człowieka na niekaralną maszynę, która nie wiadomo powszechnie, jak tak naprawdę działa.
Wywoła to kolejną psychozę i utratę społecznego zaufania do instytucji finansów, wymiaru sprawiedliwości, edukacji. Rzec można ogólnie państwa, gdzie PIS chce ją implementować nie wiedząc tak naprawdę do czego ma służyć i nie mogąc nawet sobie wyobrazić wszystkich ujemnych perturbacji.
Warto też przypomnieć historię badań nad Sztuczną Inteligencją, która rozpoczyna się w 1956 roku podczas konferencji w Dartmouth, kiedy po raz pierwszy użyto tego fatalnego terminu. Wówczas przewidywano, że do końca tego samego roku, stworzony zostanie system komputerowy z inteligencją na poziomie ludzkim. To w ogóle nie zadziałało. Następnie badacze SI przewidywali stworzenie sztucznych, inteligentnych robotów na poziomie ludzkim pod koniec lat 50., 60., 70., 80., 90., 2000, 2010 i 2020. Zawsze przesuwali ostateczny termin zmajstrowania prawdziwej Sztucznej Inteligencji na koniec bieżącego okresu finansowania lub dzień przejścia na emeryturę naukowca kierującego projektem.
Nad Sztuczną Inteligencją pochylały się już dwa pokolenia uczonych przez ponad 60 lat. Efektem jest konkluzja, że nie ma pewności, czy stworzenie Sztucznej Inteligencji na poziomie ludzkim jest w ogóle możliwe w ścisłym tego słowa znaczeniu.
Powód jest zasadniczo jeden. Mianowicie taki, że ludzkie myślenie obciąża głupota, której zalgorytmizować się na obecnym etapie nie da. Poważniej. Wynika to z niedoskonałości dyscypliny będącej fundamentem Sztucznej Inteligencji, obecnie znanej matematyki. Jasnym jest, że świat nasz jest skalowalny w kosmicznej większości i nieskalowalny w mikroskopijnym zakresie, jednak tego co nas najbardziej interesuje: procesów życiowych.
W oparciu o obecnie dostępną teorię, skalowanie procesów biologicznych na razie nam się nie udaje. Przeświadczenie, że przy obecnym stanie wiedzy, matematyzacja procesów umysłowych zbudowanego z białka mózgu człowieka jest możliwa, to zwykła pyszałkowatość panów inżynierów, rodzaj wspomnianej wcześniej głupoty.
Dlatego z ogromnym strachem czyta się wymyślony przez PIS, bo to Kaczyńskiemu zawdzięczamy obecną medialną modę na Sztuczną Inteligencję, opracowany przez międzyresortowy zespół analityczno-redakcyjny ministrów Cyfryzacji, Przedsiębiorczości i Technologii, Nauki i Szkolnictwa Wyższego oraz Inwestycji i Rozwoju dokument pod tytułem: „Polityka Rozwoju Sztucznej Inteligencji w Polsce na lata 2019 – 2027”.
Ach, czego tam nie ma !? Zgodnym z potencjałem gospodarczym celem Polski jest wejście do wąskiej grupy 25 proc. krajów budujących AI (AI — angielski skrót nazwy Sztucznej Inteligencji pochodzący od słów: Artificial Intelligence). Przedsiębiorstwa budujące AI zwiększą swoją wielkość 25 razy, aby stać się produktywne. Do roku 2025 powstanie ponad 700 firm AI. Nastąpi fundamentalna zmiana podejścia do rozwoju innowacji AI w szczególności przez zapewnienie sprawnie działającego ekosystemu. Powstanie nowa gospodarka oparta na niewidzialnych aktywach. Stworzony zostanie katalog zachęt i narzędzi wsparcia współpracy przedsiębiorstw realizujących programy kształcenia specjalistów AI z uczelniami. Wdrożone zostaną programy rozwoju kompetencji menedżerskich z zakresu AI, w szczególności w ramach kursów dla rad nadzorczych spółek skarbu państwa. Rząd rozpocznie kampanie zachęcające naukowców i inżynierów spoza Polski do osiedlania się w naszym kraju. Docelowo nad Sztuczną Inteligencją pracować będzie w Polsce 200 tys. ludzi.
- SUKCES MUROWANY
I to się wbrew mojemu sceptycyzmowi uda, jeżeli przyjrzymy się bilansowi owych osiągnięć jaki proponuje PIS. Otóż zgodnie z ową „polityką rozwoju”, co stoi literalnie we wspomnianym dokumencie, do roku 2023 trzeba włożyć w sektor Sztucznej Inteligencji w Polsce 9,5 mld zł aby jego przychody wyniosły w tym samym roku 2023 — 3 mld zł !
Sukces jest więc murowany, chociaż większość problemów zderzenia maszyn wyposażonych w sztuczne sieci neuronowe z realnym światem, nadal pozostanie nierozwiązana.
Oznaczono jako :
sztuczne sieci neuronowe
Poprzedni artykuł
Następny
O Autorze :
O Autorze : call_made
drwarlecki
drwarlecki – tajna broń portalu „HECHO.pl”. Człowiek o wielu twarzach i jeszcze większej liczbie umysłów. Widzi to, czego inni nie dostrzegają, pojmuje to, co zdaje się niepojęte. Jest jednocześnie tu i wszędzie – w przeszłości, przyszłości i w nieuchwytnym teraz. Jego teksty to więcej niż słowa – to podróże przez ukryte warstwy rzeczywistości. Jak łatwo się domyśleć jest to dopuszczalny prawem pseudonim artystyczny.
Między sercem a portfelem
Dlaczego Polska dała Ukrainie najwięcej (względem PKB) i co z tego ma Niewątpliwie mamy do czynienia ze zjawiskiem w historii Polski niebywałym na taką skalę - odruchem społecznym bez precedensu, kiedy to Polska i Polacy pomagają swoim sąsiadom, zamiast tradycyjnie ruszać na nich z szablą albo przynajmniej z pretensją. To nam się jeszcze nie przytrafiło, przynajmniej w takim wymiarze, bo zwykle z sąsiadami utrzymywaliśmy stosunki, powiedzmy, „dynamiczne”. Owszem, mieliśmy już w historii epizody filantropii państwowej: w 1951 roku przyjęliśmy około piętnastu tysięcy Greków - ofiar wojny domowej, którzy po przegranej z królewską armią i Amerykanami trafili do Polski Ludowej. W kraju, gdzie ludzie nie mieli na buty, znaleźli się tacy, co potrafili obcym dać dach, chleb i węgiel. Potem, gdy generał Pinochet rozstrzeliwał w Chile lewicę, my także otworzyliśmy ramiona. Co prawda niezbyt szeroko, ale jednak - dla tych, których […]
drwarlecki 2025-11-01
JAK NIE ZOSTAĆ BOHATEREM I ZACHOWAĆ WOLNOŚĆ
Polacy zaczęli śnić o czołgach w garażu i schronach przeciwatomowych w ogródku. Jeszcze niedawno marzeniem była sauna i grill na tarasie. Statystyki tylko potwierdzają ten senny koszmar: ilość wydanych zezwoleń na broń rośnie rok do roku o 12-13 procent. Armia puchnie. W 2023 mieliśmy 134 tysiące żołnierzy zawodowych, w 2024 już 144 tysiące, a pod bronią znajduje się obecnie około 205 tysięcy szabel. Równolegle eksplodował rynek cywilny. Polacy „rzucili się” na produkty obronne, sprzęt survivalowy i akcesoria do samoobrony. Sklepy outdoorowe odnotowały wzrosty sprzedaży 600-800 procent. Takie liczby mogłyby zawstydzić nawet twórców piramid finansowych. Najchętniej kupujemy śpiwory, latarki, noże, kamuflaże, mundury, gazy łzawiące i multitoole. Krótko mówiąc: naród, który jeszcze przed chwilą chodził w sandałach ze skarpetką, teraz szykuje się do wojny totalnej, uzbrojony w scyzoryk i gaz pieprzowy. Kursy survivalowe i bushcraftowe wyprzedają się szybciej niż wejściówki na koncert […]
drwarlecki 2025-10-27
Kiedy fakty przeszkadzają w dobrej historii
Minęły trzy lata od sierpnia 2022 roku, gdy świat debatował nad śmiercią Darii Duginy. Młoda kobieta (29 lat), córka rosyjskiego filozofa i wykładowcy Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. M.W. Łomonosowa, Aleksandra Dugina, spłonęła żywcem. Samochód, którym podróżowała – Toyota Land Cruiser Prado – eksplodował, a następnie stanął w płomieniach. Aleksandr Dugin jest uznawany za „putinowskiego Rasputina”, a jego córka, dziennikarka, również aktywnie uczestniczyła w rosyjskiej propagandzie. W tamtym czasie „New York Times” wskazywał palcem na przeciwników wojny, podczas gdy „Forsal” widział w tym sprawkę jej zwolenników. TASS oskarżał Ukraińców, „The Guardian” Rosjan sprzeciwiających się wojnie. Wirtualna Polska, powołując się na „ekspertów” (jakich?), sugerowała atak pod fałszywą flagą, mający utwierdzić Rosjan w poczuciu zagrożenia. „The Washington Post” widział w tym zemstę na Kremlu, a „Wprost”, cytując „The Sun”, spekulował o GRU i cichym przyzwoleniu Putina. Tyle teorii, że dziw brał, iż Dugina […]
drwarlecki 2025-10-25
ZUS = Zakład Utajonych Strat
Całe życie dumałem nad tym, jak ten kram działa. Miałem to szczęście (?), że otaczały mnie osoby rzekomo mądre – pułkownicy, profesorowie, redaktorzy. Liczyłem, że w końcu mi to wytłumaczą. „Spokojna głowa, mam czas” – powtarzałem. Ale ci cwaniacy wywinęli mi numer i poumierali, zostawiając mnie z moją ignorancją. Co za bezczelność! Teraz sam muszę się z nią mocować. Na szczęście mam dość oleju w głowie, by przyznać się do niewiedzy. Skoro w moim życiu pogrzebów jest więcej niż ślubów, zaczynam się zastanawiać, ile mi jeszcze zostało. Dziennikarze żyją średnio 65 lat, reszta mężczyzn – 72. Zatem na zgłębienie tajemnicy funkcjonowania państwa mam niewiele czasu. Niby dobrze, ale jest pewien szkopuł: nie spełnię swojego przedszkolnego marzenia o byciu emerytem. Na razie porzuciłem ambitny cel zrozumienia państwa i skupiłem się na czymś prostszym: pojęciu działania systemu emerytalnego, zwanego ZUS-em. Otóż o […]
drwarlecki 2025-10-10
Od żałoby do miłości? Prezydent z polecenia
Na portalu Onet, ukazał się artykuł Dominiki Długosz. Mógł ów umknąć uwadze mniej spostrzegawczych czytelników (lub może to ja cierpię na przewlekłą megalomanię i przeceniam własną bystrość). Redaktor Dominika Długosz pisze o książce napisanej przez literatkę Dominikę Długosz (nieprawdopodobna zbieżność nazwisk – nieprawdaż, bo musowo chodzi o innych Długoszów) pod tytułem: „Tajemnice pałacu prezydenckiego”.Książka miała premierę w lutym. Niestety nie mogłem jeszcze zapoznać się z nią osobiście. Pozostaje mi zadowolić się fragmentami opublikowanymi w artykule.A fragmenty te, oparte na anonimowych źródłach z kręgów PiS, ujawniają pikantne "tajemnice" pałacu prezydenckiego. Redaktorka Długosz, powołując się na pisarkę Długosz, powołującą się na tajemniczych informatorów, prezentuje następujące rewelacje: • Marta Kaczyńska i jej piruety przez życie Marta Maria Kaczyńska-Zielińska (w międzyczasie też Smuniewska i Dubieniecka) od najmłodszych lat kształciła się w trudnej sztuce baletu, co przygotowało ją do późniejszego „tańca przez życie”. Pełnego zwrotów […]
drwarlecki 2025-05-25
Od Central Parku do Konstancina: Żebractwo w XXI Wieku
Onegdaj największą przegraną – byłego już Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara (obecnie ministra sprawiedliwości) – była jego walka ze Zbigniewem Ziobrą (ówczesnym i równie niezatapialnym ministrem sprawiedliwości) o jedną z fundamentalnych gwarancji Europejskiej Konwencji Praw Człowieka: prawo do praktykowania najstarszego zawodu świata. Nie, wbrew obiegowej opinii nie chodzi o prostytucję. Prostytutka to zawód wyuczony – i to całkiem dobry. Wiele moich koleżanek go uprawiało, więc naprawdę mam sporo do powiedzenia. Kurwienie się to już co innego – to wynik ewolucji cywilizacyjnej i kulturowej. Profesja wymagająca, oprócz predyspozycji fizycznych, także treningu, wiedzy i pewnej ulotnej teorii przekazywanej ustnie z pokolenia na pokolenie. Najstarszy zawód świata pojawił się raczej wcześniej – bo wynika z biologii. Jak to się mówi: instynktownie. Uprawiają go również organizmy stojące niżej od człowieka na drabinie ewolucji: mrówki, pingwiny i małpy. U zwierząt nazywa się to „zachowaniami błagalnymi”, […]
drwarlecki 2025-04-27
Powiązane
Prawda kontra prawda
Gdzież podziali się ci wszyscy zwiastuni globalnego ocieplenia, ci strażnicy ozonowej dziury, przez którą – jak wieść gminna niesie – sączy się zabójcze promieniowanie? O tej porze roku, w latach ubiegłych, wieszczyli już kataklizm: topniejące lodowce, zanikające łąki i pastwiska, widmo głodu i raka skóry. Zapowiadali, że usmażymy się jak jajka sadzone na rozgrzanej patelni. Dziś milczą, co – biorąc pod uwagę czerwcowe, nocne temperatury oscylujące wokół 6 stopni – wydaje się poniekąd uzasadnione. Straszyć ociepleniem w takich warunkach to jak straszyć Etiopczyków miażdżycą, nadciśnieniem i cukrzycą od przejedzenia. Trochę nie wypada, a poza tym – kto by w to uwierzył? W Europie panuje ziąb. Podzielam troskę zwolenników teorii ocieplenia, ale żeby nie pozbawiać ich źródła utrzymania, proponuję drobną korektę – niech wieszczą zlodowacenie. Argumenty za? Proszę bardzo: Ziemia stygnie. To oczywiste. Kiedyś kipiała lawą, dziś – jak widać – […]
Robert Jaruga 2025-09-09
Homo domesticus modernus – ewolucja stawia na krzesło
750 milionów lat temu Ziemia była rajem. Flory i fauny, w dzisiejszym rozumieniu, właściwie nie było. Gąbki i koralowce (zwierzęta, nasi pra-praprzodkowie, obojnaki) nie różniły się zbytnio od glonów i porostów (roślin, również rozmnażających się obupłciowo). Wszystko to egzystowało w harmonii, w błękitnych wodach, nie wchodząc sobie w drogę, nie rywalizując o terytoria, bez pretensji, pobierając ze środowiska tylko tyle, ile niezbędne. Ani mniej, ani więcej. Komuś jednak musiało to przeszkadzać. Pytanie, komu? Czasem myślę, że i ja wolałbym być ukwiałem. Jak Ewolucja Wpuściła Nas w Maliny Ewolucja, znudzona bezkształtnymi gąbkami, postanowiła wprowadzić symetrię. I proszę – większość zwierząt, łącznie z nami, dumnymi posiadaczami dwóch nóg, dwóch rąk i tak dalej, paraduje symetrycznie. Po co? Ano po to, żeby się sprawniej poruszać. Nawet żółw, ten powolny symbol długowieczności, przy jamochłonie wygląda jak bolid Formuły 1. Bo jamochłon, przyssany do dna, […]
drwarlecki 2025-03-03
Od latających świń do mózgu w słoiku
Niepokoi mnie zanik literatury science fiction, choć sama nazwa "naukowa fikcja" jest absurdalna i nietrafiona. Gatunek ten narodził się na przełomie XIX i XX wieku. Ówcześni pisarze, nie mając ku temu żadnych podstaw naukowych, snuli fantastyczne wizje o latających maszynach, łodziach podwodnych, radiu i telewizji, a nawet o maszynach liczących. Dziś te "absurdy" to nasza codzienność. Science fiction w kryzysie – gdzie moje latające samochody? Trudno wytłumaczyć, jak to możliwe, że literackie fikcje stały się faktami. Czy to proroctwa, czy predykcje? Bill Gates "przewidział" smartfony, choć to Steve Jobs stworzył pierwsze działające urządzenie. Obecnie jednak w dziedzinie science fiction stagnacja. Młodzież karmi się fantastyką, gdzie świnie latają, a Hitler w rozpinanym swetrze medytuje na Czomolungmie. Prawicowi publicyści z "Gazety Polskiej" i "Uważam Rze" dorabiają do wierszówek, tworząc dzieła pełne ciemnoty i zabobonu. Należy jednak próbować przełamać ten zastój, choć przesłanki […]
Robert Jaruga 2025-01-31
Bezużyteczny PAN. Czas na biznesplan!
Jedną ze spraw, która wprowadza mnie w zakłopotanie, jest poczucie drugorzędności naszej nacji, przecież niemałej w skali Europy. Nasz wkład w rozwój cywilizacji jest w zasadzie skromny. Żaden polski ruch malarski, literacki lub muzyczny nie odegrał znaczącej roli na światowej scenie w ostatnim stuleciu. Nasi artyści inspirowani są trendami z Zachodu. Dopiero tam osiągają sukcesy. Podobnie jest z inżynierią. Gdyby postęp zależał od polskich głów, zapewne nadal podziwialibyśmy kunszt powozowy. Trylinka Kontratakuje! Czy Podbije Świat jak Klocki Lego? W tym okresie brytyjski geniusz dał światu samoloty, czołgi i pionierskie odrzutowce pionowego startu. Niemcy, z kolei, obdarowali ludzkość tak praktycznymi wynalazkami jak herbata w torebkach, kosze plażowe, kołki rozporowe, aspirynę czy gumowy smoczek. Nie zapominajmy o motoryzacyjnych legendach – kilku markach samochodów światowej klasy, złożonych z tysięcy precyzyjnie zaprojektowanych części. Francuski wkład w postęp to m.in. balon na gorące powietrze, spadochron, […]
drwarlecki 2024-12-10
Amerykanie rozkradają Księżyc!
Są idioci, którzy kupują działki na Księżycu. Zatem muszą być też kretyni, którzy je sprzedają. Do tego dochodzi ogromna rzesza debili – w tym ja – którzy w tym procederze księżycowej grabieży nie uczestniczą.Handel księżycowym gruntem budzi skrajne emocje. Zakładając jednak, że ludzie – pomimo pozornej głupoty – kierują się racjonalnością i własnym interesem, warto rozważyć, kto ma rację. Czy inwestycja w księżycowe nieruchomości – dziś stosunkowo tanie, bo zaledwie 70 dolarów (280 złotych) za hektar – ma sens?Skoro stanowiska w sprawie handlu księżycowym gruntem są tak skrajne, nie zapomniawszy, że ludzie na ogół kierują się własnym interesem i racjonalnością, która jakkolwiek postronnym wydawać się może głupawa, słusznym jest ustalić, kto tak naprawdę ma rację. Czy warto inwestować w księżycowe nieruchomości, które są obecnie stosunkowo tanie, jakieś 70 USD za hektar, czyli 280 zł.Ziemia – Księżyc – ZiemiaRozważania wiążą się […]
Robert Jaruga 2024-11-28
Dekceleracja akceleracji
Co mnie trapi, to zanik literatury science fiction (czyli „naukowej fikcji” – któż wymyślił tę bzdurną nazwę?!). Gatunek ten narodził się na przełomie wieków, kiedy grafomani, byle ktoś kupił ich książki, zmyślali niestworzone historie o latających maszynach, łodziach podwodnych, radiach z obrazem, a nawet maszynach do pisania, które liczą! Bzdura totalna, a pisali bez elementarnej wiedzy. Prorocy Najdziwniejsze, że te brednie stały się rzeczywistością! W religii nazwalibyśmy to proroctwami, w pseudonauce – predykcjami (na które cierpiał np. Bill Gates, przewidując smartfony, choć to Jobs, jego nieżyjący wróg, pierwszy je zbudował). A dziś? Nic. Młodzież czyta fantasy, gdzie świnie latają, pierścienie czarują, a Śródziemie walczy z Podziemiem o wolność Nadziemia pod wodzą Hitlera (w swetrze, w pozycji lotosu, na Czomolungmie). Specjalistami od tego są prawicowi publicyści z „Gazety Polskiej” i „Uważam Rze” – organów ciemnoty i zabobonu – dorabiający do […]
drwarlecki 2024-11-10
Bądź pierwszym, który skomentuje!