Background

Szulernia na Solcu

Nikt nie zauważył jakoś, że w grudniu tego roku stuknęło naszej Giełdzie Papierów Wartościowych 30 lat*. Ha, przypomnijmy, jak to było.

W czasach, kiedy zło obracano w dobro, zaczęło się od czynności magicznej, symbolicznej i świętej. Była to zarazem profanacja i splugawienie. Były, tak zwany Dom Partii, siedziba Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, gdzie ongiś był mózg systemu, który za cel stawiał złamanie przemocy pieniądza, zasiedlono Centrum Bankowo-Finansowym, wraz z biurami Giełdy Papierów Wartościowych. Kwintesencję kapitalizmu i nieróbstwa, która udowadnia zawsze i wszędzie, że pieniądz jest miarą wszechrzeczy. To trochę tak, jakby w budynku po byłym kościele otworzyć burdel.

W gruncie rzeczy inicjator tego przedsięwzięcia, prezes Rozłucki, nie mógłby przekonać postkomunistycznej władzy o potrzebie powołania tej instytucji, gdyby nie argument, jakim było okazanie pogardy minionym 45 latom PRL-u. Na pytanie do czego to ma służyć, mógł odpowiedzieć, że jest to potrzebne, no bo wszędzie kapitaliści coś takiego mają. Kwintesencja polskich przemian ustrojowych.

STOLEC NA SOLCU

Od tamtego czasu wiele się zmieniło. Giełda przeniosła się do nowego budynku obok Domu Partii, przy ul. Książęcej na warszawskim Solcu. Mauzoleum pieniądza wybudowano z piaskowca, hartowanego szkła i niklowanych rurek. Nie ma tam prezesa Rozłuckiego oraz maturzystów w czerwonych szelkach i białych koszulach, którzy udawali maklerów. Nikogo tam zasadniczo teraz nie ma, poza dozorcą i dyrektorami oraz dwoma ciągami schodów ruchomych (pozostającymi na ogół nieruchomymi) prowadzącymi do nikąd. Schody są tak naprawdę po to, aby coś wypełniało pustkę przestronnego foyer (w handlowej nomenklaturze hall główny), budynku zaprojektowanego przez Stanisława Fiszera, architekta pracującego ongiś u Ministra Prac Publicznych Kambodży. Do tego są jeszcze cztery sale konferencyjne przeważnie nie zagospodarowane. Każdy wchodząc z ulicy może je sobie wynająć – tylko, że drogo.

Oraz jest tu, co najważniejsze, potężna jednostka obliczeniowa w szafie komputerowej typu Rack, na której odbywają się doniosłe operacje wymiany wirtualnych pieniążków między jednymi kontami mailowymi biur maklerskich a innymi mailami.

Nie musi być to prawda. Być może odbywają się one zupełnie, gdzie indziej. Co tu  dużo mówić, główny komputer giełdowy nie wygląda, jakby spełniał logiczne standardy bezpieczeństwa. Wystarczy, że sprzątaczka wylałaby na niego wiadro z pomyjami i pssss ! Mikroprocesory się zagotują i utopią. Więc może stoi tu dla ozdoby a obliczenia wykonuje maszyna ukryta w jakimś bunkrze banku na Islandii, gdzie podobno, jak nigdzie na świecie,  finansami zajmują się przyzwoici ludzie. Byłoby to bardziej rozsądne i uzasadnione. Z dawnej odpartyjnej giełdy pozostał jedynie dzwoneczek, którym ongiś wydzwaniano początek i koniec sesji.

INTELEKTUALNA HISTORIA

POLSKIEGO WALL STREET

Początki kapitalizmu giełdowego w Polsce były modelowym procesem prywatyzacji państwowego majątku, który odbywał się mniej więcej tak. W budynku Ministerstwa Przekształceń Własnościowych (obecnie nie istnieje) wynajmowały biura zachodnie firmy konsultingowe (piętro niżej), w których siedzieli absolwenci trzeciorzędnych koledży, jakich nikt nie chciał w ich ojczyznach zatrudnić. Z braku laku i chętnych wysyłani byli do Polski, gdzie płacono im tak jak na zachodzie.

Owi doradcy nauczali polskiego ministra w sprawach takich, ile są warte polskie przedsiębiorstwa. To zresztą było łatwe. Wystarczyło przejrzeć ostatni bilans.  Następnie przedsiębiorstwa transformowano w spółki akcyjne. Akcje były sprzedawane wśród tak zwanych subskrybentów lub trafiały na Giełdę via biura maklerskie.

Z garnituru zapyziałych PRL-owskich zakładów pracy wybierano przedsiębiorstwa najbardziej dochodowe. Perły socjalistycznej ekonomii. W pierwszym okresie działania Giełdy Papierów, był to Tonsil z Wrześni – producent  kolumn głośnikowych, sprzedawanych na świecie po zawrotnych niekiedy cenach, Zakłady Przemysłu Odzieżowego im. dr Próchnika z Łodzi sprzedające garnitury i kapoty w najdroższych butikach Paryża i Londynu, z metkami Giorgio Armani, Yves Saint Laurent i Hugo Boss. Krośnieńskie Huty Szkła  handlujące kryształami od Japonii po Chicago. Przedsiębiorstwo Eksportu Budownictwa i Usług Technicznych Exbud w Kielcach, które pod wodzą Witolda Zarazki budowało autostrady i cukrownie od Arabii Saudyjskiej po Kijów. Oraz Śląska Fabryka Kabli, w których to kablach nadal płynie prąd w liniach przesyłowych wysokiego i średniego napięcia polskiego systemu energetycznego.

Od tych pięciu wszystko się zaczęło. Kto kupił wówczas akcje stawał się krezusem. W ciągu roku, dwóch, stopień zwrotu z tak zwanych inwestycji, wynosił tysiące procent. Oczywiście nie działała tu magiczna ręka wolnego rynku. Ów kosmiczny wzrost wartości akcji spowodowany był podskórnymi zakupami zachodnich funduszy inwestycyjnych, jak również pompowaniem w Giełdę pieniędzy polskiego podatnika w celach czysto reklamowych. Bez owych inwestycji, gdyby GPW miałaby rozwijać się w sposób, jak się obecnie lubi mówić organiczny, zapewne by padła.

Pieniądze wydawane z pozoru bez sensu wywarły w społeczeństwie wrażenie, że na Giełdzie można zarobić łatwo, szybko i dużo. Magia tych opowieści spowodowała, że setki tysięcy ciułaczy likwidowało lokaty bankowe i zakładało konta w domach maklerskich powierzając im oszczędności całego życia. Skończyło się to tak: żadna z tych spółek motorów komunistycznej gospodarki i kapitalistycznej transformacji nie jest na giełdzie. Cztery zbankrutowały. Ludzie stracili oszczędności. Exbud wykupiony został przez Szwedów.  Ówczesny prezes Skanska AB Claes Björck, podejmując decyzję o wycofaniu z polskiej giełdy akcji Exbudu, miał był powiedzieć „z nieuczciwymi nigdy nie zasiadaj do stołu”.

SPADAJĄCE GWIAZDY

  1. LFO S.A.

W końcu lat 90-tych Laboratorium Frakcjonowania Osocza S.A. miało wybudować w Mielcu fabrykę osocza krwi, aby uniezależnić Polskę od dostaw z zagranicy insuliny dla diabetyków. W radzie nadzorczej zasiadało iluś tam generałów, jeden admirał, zastęp profesorów i tak dalej. Spółka sprzedawała akcje po 100 zł, których wartość w końcu ustabilizowała się na poziomie 4 gr. Media poruszały wątki mogące świadczyć o ewentualnych nadużyciach podczas procesu budowy fabryki, która nigdy nie powstała : wyłudzano 21 mln dolarów kredytu, przywłaszczono 8 mln dolarów i 1 mln euro. Straty państwowej służby zdrowia szacowane były na 1,5 mld zł. Proces prezesa LFO S.A. zakończył się w pierwszej instancji wyrokiem więzienia. W apelacji sprawa zdaje się trwa.

  1. UNIVERSAL S.A.

Kolejną gwiazdorską spółką GPW, na której cwaniacy zarobili a inwestorzy polegli była Centrala Handlu Zagranicznego Universal. Sprzedawała na zachód polskie rowery, transformatory a nawet podobno pralki do Bułgarii. Miała ładny wieżowiec obok warszawskiej rotundy, który zresztą,  co symboliczne w końcu też został zburzony. Kto miał głowę na karku i uchola w Ministerstwie Przekształceń, kupował akcje Universalu po 1,05 zł aby w ciągu  2 lat zarobić 6200 proc. Wzrost cen akcji nie był uzasadniony. W sytuacji, kiedy uwolniono handel zagraniczny i mógł się nim zajmować każdy, bez pośrednika centrali handlu, interesy Uniwersalu szły coraz gorzej. Kluczowych pracowników oraz ich kontakty wyssały zagraniczne firmy. Uniwersal ratował pozycję dziwnymi pożyczkami, podejrzanymi transakcjami na nieruchomościach a przede wszystkim fałszem i kłamstwem nie informując o swoich poczynaniach akcjonariuszy. Nałożono na firmę szereg kar. W końcu ówczesna Komisja Papierów Wartościowych i Giełd  bezterminowo zawiesiła obrót akcjami Universalu. Nikt nie poniósł za to odpowiedzialności z wyjątkiem inwestorów, którzy zostali z bezwartościowymi śmieciami. Nie mogli nawet się podetrzeć. Akcje już wtedy miały charakter wirtualny. Spółka w końcu zbankrutowała.

  1. PETROLINVEST S.A.

Są zapewne tacy, co pamiętają a nawet tacy, co myślą, że nadal istnieje Petrolinvest S.A. – przedsiębiorstwo przemysłu paliwowego z Gdyni, wymyślone przez tak zwanego, swojego czasu, miliardera Ryszarda Krauze. Ów dorobił się na emerytach i rencistach sprzedając Zakładowi Ubezpieczeń Społecznych system informatyczny za setki milionów zł. Następnie kierując się swoją niezawodną intuicją biznesową oraz radami  jasnowidzów ( myślę o tym najważniejszym w Polsce, z Człuchowa) pieniądze zainwestował w poszukiwania ropy w Kazachstanie, z pewnością, że ją znajdzie. Na pokrycie kosztów prac poszukiwawczych Petrolinvest S.A. wypuścił akcje, które po debiucie, chodziły po 842 zł. Jak na złość ropa  w Kazachstanie nie chciała się dać znaleźć. Krauze jednak uparcie szukał zapożyczając się w bankach. Sprzedał nawet własny odrzutowiec. Troszeczkę oszukiwał akcjonariuszy, za co Komisja Nadzoru Finansowego nałożyła na niego karę 400 tys. zł. Czy zapłacił, to już inna sprawa. W każdym razie ropy nie znaleziono. Akcjonariusze pozostali z akcjami, wykluczonymi z giełdy, których wartość na ostatnim notowaniu wynosiła 1,94 zł. Spółka zbankrutowała. Tym razem obiektywnie rzecz biorąc, życie było nieco sprawiedliwsze w pojęciu filozofii biznesu. Krauze nic dla siebie nie ukradł. Po prostu się pomylił. Stracili nie tylko amatorzy łatwego zysku. W Gdańsku chodzą legendy o żonie Krauzego, która chciała sprzedać ogrodowy grill, bo nie miała na rachunek za prąd i wodę.

  1. MOSTOSTAL S.A.

Niezbyt dobrze wyszli też ci którzy kupowali akcje Mostostalu Export. Firmy, która jak nazwa wskazuje w mrocznych czasach komuny, budowała mosty ze stali. Potem, kiedy już nie były potrzebne, stawiała centra biznesowe i handlowe. Różnie to jej wychodziło. Miało się akcjonariuszom poprawić w wyniku: „przekształcenia spółki w międzynarodowy holding działający w sektorze poszukiwawczo-wydobywczym”, pisano w prospekcie emisyjnym, którejś tam serii akcji.  Mostostal zmienił nazwę na „MSX Resources”. Pozyskał strategicznego partnera  – szwajcarski  fundusz Tarantoga Capital, który uważał, że ma koncesje na wydobycie miedzi i złota w Mongolii, gdyby oczywiście te metale pod  piaskami pustyni Gobi się znajdowały. Informacja ta wywindowała akcje spółki z kilku na 300 zł. Kto kupił przed podaniem tej informacji a sprzedał, kiedy stała się jawna, zarobił  zapewne tyle samo, jak gdyby owa miedź w Mongolii była. Okazało jednak się, że nie ma żadnego złota, nie ma żadnej miedzi. Mostostal został oszukany przez strategicznego partnera, który nie miał żadnych praw do złóż w Mongolii. Przypuszcza się, że owa polska naiwność nie do końca wynikała z głupoty. „Pomimo naszej ciężkiej pracy, oszustwo Tarantogi doprowadziło nas do sytuacji, w której jesteśmy zmuszeni ogłosić upadłość!” – poinformował przewodniczący rady nadzorczej Tomasz Pańczyk. Akcje osiągnęły stabilną wartość 13 gr za sztukę.

BILANS TRZYDZIESTOLECIA

Takich historyjek można by napisać zapewne kilkaset. Te bardziej znane to Boruty Zachem S.A; Polisa S.A. ; Europejski Fundusz Energii S.A. ; Devoran S.A. ;  Eficom Sinersio S.A. ; PC Guard S.A. ; Rafako S.A. ostatnio GeBack S.A.

Może mi ktoś zarzucić tendencyjność. Nie święci garnki lepią. Na GPW wszak obecnie notowanych jest ponad 420 spółek ( w szczytowym okresie było ich 487) i czarna owca znaleźć się musi .

Tyle, że w tym trzydziestoleciu opuściło giełdę 260 spółek. Rzadko zdarzało się, że wycofanie akcji z obrotu lub ich zawieszenie nie wiązało się z jakimś skandalikiem. Stratami rzeczywistych pieniędzy przez tak zwanych inwestorów.

W trzy dekady Komisja Nadzoru Finansowego lub jej poprzedniczka  Komisja Papierów Wartościowych i Giełd  nałożyły na podmioty związane z obrotem giełdowym:  zarządy spółek notowanych, biura maklerskie, tudzież innych uczestników rynku, 697 kar. W uzasadnieniach  czytamy: niedotrzymanie obowiązków informacyjnych, niezawiadomienie w ustawowym terminie, trzydziestojednokrotne naruszenie obowiązków informacyjnych, świadczenie usług maklerskich bez uwzględnienia najlepiej pojętego interesu klienta, oszustwa, czyny mające znamiona zabronionych w rozumieniu kodeksu karnego.

PRZEBRANI  ZA POLICJANTÓW

Oczywiście musimy sobie zadać fundamentalne pytanie, czy te zarzuty są coś warte w sytuacji  kiedy:

jeden z przewodniczących KNF – nie komentował zarzutów, jakoby pozostawał w konflikcie interesów mając akcje, których mieć nie powinien. Jego następca został zatrzymany pod zarzutem przestępstw urzędniczych polegających na niedopełnieniu obowiązków na szkodę Funduszu. Tegoż następca ( trzeci z kolei przewodniczący KNF) przekroczył uprawnienia funkcjonariusza publicznego celem osiągnięcia korzyści osobistej przez inną osobę. Jeśli o ostatniego chodzi to „Gazeta Wyborcza” zapytuje: „Kiedy się zacznie proces Marka Cha ?” Cha, cha, cha, cha – nigdy odpowiadamy.

UDAJĄCY PREZESÓW

Prawda może być również taka, że to ktoś jednak doniósł na poprzedniego prezesa GPW – jakoby ten lobbował wśród udziałowców Giełdy w sprawie sponsoringu filmu, w którym zagrać miała jego kochanka. No i aresztowanie jego następcy w związku z zarzutami o manipulacje przy sprzedaży akcji pewnego potentata chemicznego,  nie mogło się przecież dziać bez wiedzy i zgody przewodniczących Komisji Nadzoru Finansowego. Zawiść i zemsta mogły odgrywać  tu jakowąś role.

KORZENIE ZŁA

Czy to ogromne pieniądze łamią charaktery, czy może ludzie, którzy się w Giełdę bawią  urodzili się już zdemoralizowani i tak pozostało ? Ani jedno, ani drugie. Giełda Papierów Wartościowych w Polsce to fałsz od zarania. Tak naprawdę ta instytucja powinna dostarczać pieniędzy przedsiębiorstwom na rzeczywiste potrzebne inwestycje, pochodzące od tych którzy mają  ich w nadmiarze, w zamian za godziwy procent zysku zwanego dywidendą.

W Polsce to nie działało. Już na początku aukcjonowano przedsiębiorstwa, które kapitału w ogóle nie potrzebowały. Wbrew rozsądkowi. W imię ideologii.

Zyski na Giełdzie, które zasadniczo powinny brać się ze wzrostu gospodarki, tak naprawdę pochodzą z portfeli drobnych ciułaczy, którzy nie uzyskują w bankach uczciwego wynagrodzenia za posiadanie lokat.  Na giełdzie nie ma inwestycji. Pieniądze tam pozostawiane zwiększają póle nagród w grze, kto kogo oszuka. Gra  ma sumę zerową. Ktoś musi stracić aby inny mógł zyskać.

Postawisz na zielone wygrałeś, jak jest zielone, gdy jest czerwone no to poległeś. Te wszystkie almanachy: „Jak inwestować na giełdzie?”, „Giełda dla bardzo początkujących”,  „Giełda podstawy inwestowania”, „Jak zarabiać na giełdzie ?”, „Giełdy można się nauczyć” , „Bezpieczne inwestowanie” itp są tyle warte, ile instrukcja wygrywania w ruletkę. Zwykły człowiek nie ma szans. Kupowanie akcji dla dywidendy aby zabezpieczyć się na starość – no to jest, jak rzut monetą. Wygrywasz, kiedy moneta stanie na rancie. Żaden indywidualny inwestor, jak to się nieprawidłowo mówi, nie ma możliwości pokonania rynku ani profesjonalnych macherów z banków i biur.

URWAĆ ŁEB HYDRZE

Ze społecznego, moralnego i historycznego punktu widzenia należałoby tę instytucję zlikwidować. Istniejące mechanizmy finansowe w sposób uczciwszy, przejrzystszy i rozsądny zapełniłyby giełdopapierowartościowe knowania.

Nie jest dlatego dziwne, że nawet dobrze wykształceni finansiści z silnym, zawodowym kodem etycznego postępowania, zatracają instynkt w tym kołowrocie kłamstwa i prawdy. Właściwą ocenę w sprawie tego co jest słuszne a co nie. Rozpoznawania, co jest tylko użytecznym i potrzebnym kłamstwem a co szkodliwą i kryminogenną prawdą. Trudno się w tym nie zapodziać.

 

Robert Jaruga

 

* – Nie jest prawdą, że Giełda w grudniu tego roku kończy 30 lat. Jakby chcieć to policzyć to wychodzi, że jakieś 32 . Nie było tak naprawdę żadnej okrągłej rocznicy, która upoważniałaby do publikacji tego tekstu teraz. Wymyśliłem sobie to 30-lecie. Tym kłamstwem i  prawdami po nim następującymi, chciałem ochronić zwykłych ludzi, którzy jak mi dochodzi do uszu, pakują pieniądze w walizki aby powierzyć je giełdowym rekinom. Zawsze nienażartym.

Jeżeli nie macie czasu, rzućcie nesesery do przepływającej opodal Wisły. Społeczny pożytek będzie taki, że umocnicie złotówkę. Albo banknoty rozdajcie przypadkowym przechodniom na pobliskim Placu Trzech Krzyży. Poznacie wtedy radość dawania, widząc zaskoczone,  szczęśliwe twarze beneficjentów niespodziewanej nagrody. Pamiętajcie jednak o podatku od darowizny. Urzędnicy skarbówki niewiele się różnią od tych z Książęcej. Jedni i drudzy są równie bezduszni, bezmyślni i okrutni.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation