„Wszystko zadziałało. I właśnie dlatego umarła.”
Kliknij, żeby wejść w świat, którego nie da się pojąć.
Tragedia optymalna
W minionym tygodniu media, jak zauważył z błyskiem klawiatury Super Express, obwieściły światu „Wielką tragedię Anastazji Buryk”. Słusznie, ale nie do końca. Bo to była tylko jedna tragedia, z pięciu. Tylko końcowa. A zarazem środkowa. Była tragedią w tragedii, wynikiem tragedii i przyczyną kolejnych tragedii. Można by powiedzieć, że była to tragedia fraktalna — każdą łzę dało się rozbić na mniejsze łzy albo połączyć w ocean łez.
Nie dziwi więc, że temat chwycił. Bo przecież Polacy - od dekad programowani kazalnicą, różańcem i cierpiętniczym mitologiem narodowym - tragedię chłoną jak kisiel z opłatkiem. Ale to nie tylko o to chodzi. Historia Anastazji ma w sobie coś więcej. Idealna medialnie, bo łączyła trzy rzadkie składniki: zło, nonsens i absurd - w jednym uderzeniu. A to już nie jest zwykła śmierć. To jest gatunkowa osobliwość. To jest metafizyka z CNN, liturgia YouTube'a i sensacja moralna, którą da się podać na zimno i na gorąco.
Komórka zwariowała
Historia ta jest tak absurdalnie odklejona od logiki, że chwilami przypomina zły sen zapomniany w pół zdania. Trudno w nią uwierzyć - nie dlatego, że brakuje dowodów, ale dlatego, że zderza się czołowo z każdym wyobrażeniem, jakie człowiek ma o porządku świata.
Jeśli ktoś choć odrobinę wrażliwy potraktuje tę opowieść na poważnie - nie jako news, lecz jako wydarzenie ontologiczne - musi dojść do wniosku, który nie przystoi epoce certyfikatów i wykresów: „wiem, że nic nie wiem”. I nie mówi tego Sokrates w sandałach. Mówi to darczyńca z Otwocka. Mówi to lekarz w telawiwskiej dzielnicy HaKirya. Mówi to matka w Kijowie, która akurat nie zdążyła kliknąć „Wyślij”.
Otóż pan Artem Buryk - obywatel Odessy, Ukrainiec z krwi i paszportu - zawarł związek małżeński z niejaką Marią Pieszkurovą. Związek ten, zawarty zgodnie z lokalnym prawem i biologią zaowocował nowym człowiekiem: dziewczynką o imieniu Anastazja. W piątym roku życia zapadła na ostrą białaczkę limfoblastyczną. Nie z powodu promieniowania, zatrutej wody ani eksperymentów NATO. Po prostu mutacja. Komórka zwariowała. Jak to bywa.
Putin i rak
Niestety, życie nie uznało tej tragedii za wystarczającą. W tym samym czasie bowiem Władimir Putin postanowił napaść na Ukrainę. I pan Artem, zamiast stanąć przy łóżku córki, stanął do apelu. Wstąpił ochotniczo do 95. Brygady Desantowo Szturmowej, elitarnej jednostki z rodzaju tych, które lądują, zanim ktokolwiek zdąży powiedzieć „ewakuacja”. Zostawił więc chorą córkę. Uznał, że są rzeczy jeszcze bardziej śmiertelne niż rak - na przykład Rosjanie. Zwłaszcza ci, którzy nie byli chorzy, ale jego zdaniem powinni.
Ukraińska białaczka i żydowska medycyna
Opiekę nad rakiem przejęła matka. Jak to bywa: ojciec na froncie, matka na oddziale. A że współczesna medycyna ma jedną wspólną cechę z polityką mieszkaniową, ochroną przyrody, terapią uzależnień i poradnictwem sercowym - czyli kosztuje - Marii nie pozostało nic innego, jak zacząć robić to, co robią dziś matki w sytuacjach bez wyjścia: kwestować.
Niezależnie od tego, czy problemem jest guz mózgu, kredyt we frankach czy zanik zainteresowania partnera, odpowiedź rynku jest jedna i niezmienna: pieniądze. Ruszyło. Portale. Posty. Siepomaga. Facebook. A leczenie? W Izraelu. Wiadomo: jak coś ma zadziałać, to niech robią to Żydzi. Od tysięcy lat są w tym dobrzy - w przetrwaniu. Jeśli doktor Frankenstein miałby kogoś uleczyć, to raczej w Tel Awiwie niż w Pruszkowie.
Semicki komponent bowiem działa jak korek od szampana – nikt nie wie, gdzie poleci, ale jak już wystrzeli, to huk jest gwarantowany. Izrael to słowo-klucz, otwierające serca, portfele i – co najważniejsze – pola komentarzy.
Sześciolatka, która zarobiła na raku
Na polskim portalu Siepomaga.pl nowotwór osiągnął niezły wynik finansowy: w niecałe dwa lata zarobił ponad milion sześćset tysięcy złotych. Klientów 38 tysięcy. Inwestorów jeszcze więcej, jeśli wliczyć lajki, łzy i modlitwy. Wszystko to w oparciu o niezachwianą wiarę w jedyną znaną religię ponadnarodową: moc uzdrawiającą pieniądza. Jak wiadomo, jeśli nie pomoże Bóg, NFZ ani medycyna naturalna, to może chociaż Mastercard.
I trzeba przyznać - nowotwór wykazał się talentem finansowym. Podobnie jak pewne historyczne nacje, rak potrafi przyciągać kapitał. Ma dar. A sześciolatka o imieniu Anastazja, zamiast figurować w rubryce "ofiary losu", awansowała na "beneficjentkę sukcesu".
Gdyby jej ojciec sierżant Artem zabijał Rosjan przez następne dziesięć lat, z dodatkiem bojowym i premią za heroizm, nie zbliżyłby się nawet do połowy tej kwoty (o ile wojna jeszcze tyle potrwa). Oczywiście pod warunkiem, że sam nie zostałby w międzyczasie zabity a to, jak wiemy, w wojnie bywa niedogodnością zawodową.
Dlaczego ukraińska matka żebrała o pieniądze na leczenie u Polaków? Yhm… to pytanie z tej samej kategorii co: „dlaczego po rzezi wołyńskiej pomagamy dwóm milionom uchodźców?”. Tu nie ma odpowiedzi, jest tylko historia, poczucie winy, wrodzona gościnność, kompulsywny altruizm i odrobina PR-u na arenie międzynarodowej. A przede wszystkim system, który mówi: nie masz forsy - umieraj lokalnie. Chcesz żyć - sprzedaj narrację, tam gdzie chwyci ona za serca.
Rak na wygnaniu: Anastazja w Ziemi Obiecanej
Tak czy inaczej: Anastazja chora. Matka zdrowa. Babka Anastazji zdrowa, rocznik ‘63, w pełni sprawna, tylko czasem ciśnienie. Dwaj kuzyni (Kostia i Ilja) zdrowi i w wieku, kiedy człowiek jeszcze nie wie, że nieśmiertelność to faza przejściowa. Wszyscy razem wydostali się spod bomb Odessy. Wylądowali na stu metrach kwadratowych przestrzeni życiowej apartamentu pod adresem: Jerusalem Street 45, dzielnica Bat Yam.
Bat Yam to ta część Tel Awiwu, gdzie morze sięga okien, a schrony przeciwatomowe są obowiązkowym elementem architektury, jak domofon w Krakowie. Klimatyzacja, domofon z kamerą, marmurowa klatka schodowa, windą na trzecie piętro. Widok z balkonu: Morze Śródziemne - niebieskie, spokojne, obojętne.
Piętnaście minut piechotą: Ichilov Hospital, znany też jako Tel Aviv Sourasky Medical Center - ośrodek najnowszej generacji, gdzie medycyna gra w lidze mistrzów: onkologia, hematologia, przeszczepy, immunologia.
Tam właśnie miała rozpocząć się druga bitwa o życie Anastazji. Z punktu widzenia logiki wszystko miało sens. Z punktu widzenia geografii - także. Z punktu widzenia życia? Na razie. Z punktu widzenia śmierci? Chwilowo nie pytano.
Reality show ze szpitala
Leczenie - relacjonowane. Umieranie - udokumentowane. Przetrwanie - na żywo, z hashtagiem. Historia Anastazji, niczym rytualna niedziela powracała regularnie na Facebooka. Zdjęcia z kroplówką. Zdjęcia z nadzieją. Oraz zdjęcia z beznadzieją, jak tam się lekarzom akurat nie udawało.
Kolejne posty, kolejne aktualizacje: pięcioosobowa rodzina walcząca o życie jednej z pięciu osób. Matka przy łóżku. Anastazja z opatrunkiem. Czasem informacja o zaległościach wobec szpitala - bo nawet cudowny system ochrony zdrowia Tel Awiwu, potrafi upomnieć się o przelew. Ale i na to był sposób: Polska nadzieja. W Izraelu wciąż wierzą w polską dobroczynność - bo kto, jak nie my, sadził drzewa w Yad Vashem? Historia zna te gesty. Ichilov Hospital też.
Zbiórki działały jak maszyna. Leczenie trwało. Co robiła w tym czasie babka - nie wiadomo. Czym zajmowali się dwaj okołodziesięcioletni kuzyni - również nie ustalono. Być może spacerowali po plaży. Być może próbowali zainstalować VPN. Reporterzy uznali, że to szczegóły drugiego rzędu. Bo przecież to była opowieść o ratowaniu życia, a nie o nudnej codzienności rodzinnej w apartamencie z klimatyzacją.
Cztery tysięczne procenta szansy i dziewięćdziesiąt procent nadziei
Statystycznie rzecz ujmując, nowotwór , który zaatakował Anastazję, to nie byle jaka zaraza, lecz prawdziwy majstersztyk natury. Trafienie w taką diagnozę to jak trafić w szóstkę w lotka od tyłu. Prawdopodobieństwo zachorowania u dziecka wynosi około 0,004 proc. Ale jeśli już się trafi, to paradoksalnie są dobre wieści: szansa na trwałe wyleczenie wynosi od 85 do 90 proc. W skrócie: cud natury z happy endem gwarantowanym przez medycynę. Ale śmierć nie kalkuluje jak lekarze nie zna się na statystyce.
Przeczucia mylą kierunki
Rodzina z Odessy, jak to Słowianie, miała bujną fantazję – skłonną do apokaliptycznych wizji. Wyobrażali sobie, że Rosja, hoża i rozśpiewana, zrzuca na ich blok bombę atomową na Ukrainie. Bo Rosja takie bomby ma, a i fantazję wojenną posiada – to akurat prawda. Śmierć od rosyjskiej bomby? Możliwa, dopuszczalna, wręcz zrozumiała w ramach słowiańskiej skłonności do melodramatu. Ale co im się w najczarniejszych snach nie śniło, to śmierć od irańskiej bomby atomowej, szczególnie w Izraelu. Bo Iran takich bomb nie ma, a gdyby nawet miał, to raczej nie w Izraelu by je zrzucał. Słowiańska logika.
Chirurgia i łopatologia
Niestety innego zdania jest premiere Izraela Beniamin Netanjahu. Przewidział, że Iran może kiedyś dysponować bombą atomową, i postanowił uprzedzić fakty. Z chirurgiczną precyzją wysłał nad Teheran małe, zgrabne drony i inne powietrzne śmiercionośne drobiazgi, które sukcesywnie wykańczały każdego, kto wyglądał jak fizyk jądrowy, oraz każdy garaż, w którym poziom promieniowania przekraczał normy cywilne przewidziane dla masła.
Zginęło siedmiu naukowców, kilka laboratoriów wyparowało, a uran przestał być „wzbogacany”. Wrócił do roli nieśmiałego pierwiastka okresowego. Świat westchnął z ulgą: oto lider, który wie, jak się chronić.
Netanjahu - człowiek, który wyprzedził atom - nie przewidział jakoś jednak, że Iran, pozbawiony chirurgicznej precyzji i zimnej elegancji dronów, zemści się jak potrafi: łopatologicznie. Będzie napierdalać rakietami na oślep, gdzie popadnie, z nadzieją, że coś trafi, a coś innego się zawali.
Dziewięć trupów za osiem milionów
No i stało się. 14 czerwca, w godzinach nocnych, na peryferiach irańskiej teokracji, pewien ajatollah - może między kazaniem a kozami, nie wnikajmy - odpalił rakietę Horramszahr1 (jedną z 200 jaką wystrzelono tamtego dnia). Cena sztuki: osiem milionów dolarów. Czas przelotu: dziesięć minut. Cel: mniej więcej Tel Awiw. Rakieta trafiła dokładnie tam, gdzie nikt się jej nie spodziewał - w apartamentowiec przy ulicy Jerozolimskiej, ten z widokiem na morze, klimatyzacją i schronem przeciwatomowym, który - jak się okazało - nie wszystkich zdążył ugościć.
W budynku mieszkało około 200 Żydów i 5 Ukraińców. Bilans: 5 Ukraińców martwych. 4 Żydów martwych2. Reszta zdążyła zejść do schronu. Bo był alarm. System działał. Powiadomienie przyszło. Większość posłuchała. Nie posłuchała rodzina Anastazji. Dlaczego? Bo byli z Odessy. A w Odessie alarmy wyją kilka razy dziennie. Rzadko coś z tego wynika. Zwłaszcza o drugiej w nocy. Człowiek przywyka. Filtruje. Myśli: „To nie tu. Nie teraz. Nie nas”. A poza tym - Tel Awiw to nie Charków. W Bat Yam się nie bombarduje. To był logiczny błąd. Ostatnia iluzja.
Urlop Sierżanta Buryka
Starszy sierżant Artem Buryk o śmierci rodziny dowiedział się z depeszy w „Kiev Times”, cytującej premiera Izraela, który potępił bezprzykładne barbarzyństwo gloryfikujących śmierć perskich fanatyków. W tłumaczeniu nieoficjalnym po prostu „skurwysynów”.
Buryk był zaskoczony. I to nie w sposób filozoficzny. Po prostu: wieczorem dnia poprzedniego rozmawiał z córką, żoną, babką, jednym kuzynem i drugim. Nic nie wskazywało na to, że za kilka godzin zostaną zrakietowani. Żadnego złego przeczucia. Żadnego "trzymaj się". Zwykłe „do jutra”.
W jednostce zapanowała konsternacja. Dowódca udzielił mu trzech dni urlopu, żeby mógł odpocząć od zabijania Rosjan i zająć się sprawami rodzinnymi. Choć technicznie rzecz biorąc - rodziny już nie ma. Zostały formalności. Ciała wrócą do Odessy - nie w trumnach, lecz w urnach. Kremacja jest tańsza niż repatriacja zwłok, a Izrael, mimo wszystko, zna się na logistyce3. Co do zorganizowania zbiórki - to nie wchodziło w grę. Artem Buryk nie zna się na crowdfundingach.
Nie zawiódł nikt. Zawiodło wszystko
To nie jest historia o pomyłce. To była historia zgodna z procedurą. Wszystko zadziałało. Rak był autentyczny. Pomoc szczera. Zbiórka skuteczna, lekarze kompetentni, mieszkanie solidne, szpital najlepszy, rakieta celna (mniej więcej) . Systemy ostrzegawcze działały. Alarm był. Schron był.
Śmierć nie przyszła z zaskoczenia. Przyszła zgodnie z logiką świata, który nie kieruje się ani dobrem, ani złem, tylko ciągiem przyczyn i skutków. Ten świat nie jest niesprawiedliwy. On jest bezosobowy. Nie zna litości, bo nie zna celu. Nie zna celu, bo nie ma sensu. A nie ma sensu, bo go nie potrzebuje, by działać. Anastazja nie zginęła pomimo wszystkich starań. Zginęła wewnątrz ich. Wszystko, co miało zadziałać, zadziałało. I właśnie dlatego umarła.
Jeśli więc chcemy zrozumieć, jak naprawdę działa świat, powinniśmy przestać szukać błędu. Bo nie zawiódł człowiek. Nie zawiodła technologia. Zawiodło tylko nasze złudzenie, że nad tym wszystkim panujemy. Że to rozumiemy.
Nie panujemy. Nie rozumiemy. Nie mamy kodu dostępu do mechanizmu. Możemy tylko patrzeć - i czasem jeszcze coś komuś wysłać na zbiórkę, żywiąc się złudzeniem, że forsa wszystko załatwia. Życie to „zbieg przewrotności” podsumowała sprawę kijowska gazeta. Nieźle brzmi, choć nic nie wyjaśnia.
Robert Jaruga
Rakieta Horramszahr (dosłownie „Szczęśliwe Miasto”). Brak oficjalnie przyjętej polskiej transkrypcji. Nazwa pochodzi od miasta Chorramszahr w południowo-zachodnim Iranie.
Źródła różnie podają liczbę ofiar tego nocnego uderzenia. W niektórych relacjach mówi się o dwóch zabitych obywatelach Izraela, w innych - o czterech. Chodzi o rząd wielkości, nie o dokładność co do cyfry. Nie ulega natomiast wątpliwości, że śmierć małej dziewczynki z Ukrainy, która przyjechała na leczenie nowotworu po międzynarodowej zbiórce zyskała w mediach zupełnie inny status symboliczny niż pozostałe ofiary tej samej eksplozji.
W sensie logistycznym, jedna trumna = pięć urn.
Oznaczono jako :
#aborcja #prawakobiet #Watykan
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze :
Sławek Niedbała
Sławomir "Sławek" Niedbała - dziennikarz z pazurem, judoka z pięścią i… piórem. Ten 26-letni drapieżnik medialny o śniadej cerze i ostrych rysach twarzy równie sprawnie rozkłada przeciwników na macie, co słowem przed kamerą. Agresywny i zdeterminowany w kimonie, inteligentny i charyzmatyczny z mikrofonem – Niedbała to prawdziwy tytan medialno-sportowej areny. A co najważniejsze – facet umie pisać.
Tragedia optymalna
„Wszystko zadziałało. I właśnie dlatego umarła.” Kliknij, żeby wejść w świat, którego nie da się pojąć. 🔓 Otwórz tekst Tragedia optymalna W minionym tygodniu media, jak zauważył z błyskiem klawiatury Super Express, obwieściły światu „Wielką tragedię Anastazji Buryk”. Słusznie, ale nie do końca. Bo to była tylko jedna tragedia, z pięciu. Tylko końcowa. A zarazem środkowa. Była tragedią w tragedii, wynikiem tragedii i przyczyną kolejnych tragedii. Można by powiedzieć, że była to tragedia fraktalna — każdą łzę dało się rozbić na mniejsze łzy albo połączyć w ocean łez. Nie dziwi więc, że temat chwycił. Bo przecież Polacy - od dekad programowani kazalnicą, różańcem i cierpiętniczym mitologiem narodowym - tragedię chłoną jak kisiel z opłatkiem. Ale to nie tylko o to chodzi. Historia Anastazji ma w sobie coś więcej. Idealna medialnie, bo łączyła trzy rzadkie składniki: zło, nonsens i absurd - […]
Sławek Niedbała 2025-11-25
Zachód gra, Wschód krwawi
Moje badania (czytaj: przeglądanie Twittera) ujawniły zadziwiającą jednomyślność opinii w kwestiach globalnej polityki. Donald Trump – Hitler! Putin – Hitler, Ursula von der Leyen – Hitler w spódnicy. Zełenski jeszcze nie został Hitlerem, prawdopodobnie ze względu na swoje semickie pochodzenie, ale właśnie ta drażliwa kwestia jest coraz częściej eksploatowana. Ośmieliłem się zatem zauważyć publicznie, że hurtowe rozdawanie tytułu Hitlera trąci infantylizmem. Efekt? Furia. Jak widać, niektórzy wolą prostackie etykietki niż złożoną analizę. Zresztą, czy w tej wojnie kogokolwiek interesuje logika? Przecież wszystko opiera się na sprzecznościach. fot. Vitalii Yurasov Wuj Sam wystawia rachunek Przyjrzyjmy się, jak to wygląda. Jakie są marzenia i żądania np. Trumpa wobec Ukrainy. Trump mówi: „Chcemy 50 proc. ukraińskich zasobów i – musimy to wreszcie jasno powiedzieć – Ukraińcy powinni byli od początku zrozumieć, jako naród kulturalny, że czołgi nie były za darmo. No, może na […]
Sławek Niedbała 2025-03-27
Od castingu do trumny: historia Janusza “Kozaka” Szeremety
Na froncie wojny w Ukrainie poległo dwóch polskich żołnierzy. Jednym z nich był Janusz Szeremeta, ps. „Kozak” — odszedł jak prawdziwy bohater, oddając w ostatnim momencie magazynek swojemu towarzyszowi broni. Taki był. Do końca wierny przysiędze, gotów poświęcić własne życie dla innych. Nie budzi we mnie sprzeciwu sama śmierć plutonowego Szeremety. Patrząc na jego drogę, wiedziałem, że zmierza ku przeznaczeniu, które wybierają tylko nieliczni. Ginąc, potwierdził to, kim był — wojownikiem. Przełomowy moment III wojny światowej? W moim odczuciu, to wydarzenie zapisze się w historii jako jeden z przełomowych momentów III wojny światowej. Po raz pierwszy zginęli Polacy trzymający broń, świadomie stający do walki w imię sprawy większej niż oni sami. To coś zupełnie innego niż tragiczna śmierć dwóch rolników w zabrudzonych kufajkach, przygniecionych dyszlami od przyczepy z kukurydzą, trafionej zabłąkaną rakietą. I uprzedzając głosy powątpiewających, którzy uważają się za […]
Sławek Niedbała 2025-03-24
Bitwa o macicę trwa
Paweł Szpot, luminarz Instytutu Badań Toksykologicznych, zapewne z grymasem politowania, a może i z nutą perwersyjnej satysfakcji, zapoznał się z artykułem w "New York Timesie". Gazeta ta, ze swadą godną plotek z magla, rozpisywała się o jego nowatorskiej metodzie wykrywania aborcji farmakologicznej. Oczywiście, każdy naukowiec marzy o takiej reklamie, ale "Times" rzadko zniża się do poziomu prowincjonalnych odkryć. Tym razem jednak uczynił wyjątek, roztaczając przed czytelnikami wizję chromatografii cieczowej, niczym Świętego Graala ginekologii sądowej. Zjadliwie zauważono, że badania sfinansował polski rząd, ten sam, który z lubością wsadza kobiety do więzień za próbę decydowania o własnym ciele. "Times" nie omieszkał wspomnieć o kontekście politycznym, malując obraz Polski jako kraju opanowanego przez religijnych fanatyków. Czy doktor Szpot podziela tezę "Timesa"? Tego nie wie nikt. W swoim lakonicznym opisie metody, zamieszczonym w szwajcarskim periodyku "MDPI", naukowiec unika odpowiedzi na niewygodne pytania. Milczy na […]
Sławek Niedbała 2025-03-16
Półczłowiek, ćwierćczłowiek, człowiek: Dramat w pieluchach
Mniej więcej co sześć lat, jak dobrze wyliczyłem, parlamentarzyści stają przed tym samym problemem. Byłoby to naprawdę irytujące, gdyby za każdym razem byli to ci sami ludzie. Można by jednak oczekiwać, że nowi parlamentarzyści zapoznają się z dorobkiem swoich poprzedników, aby nie musieć zaczynać pewnych prac koncepcyjnych od zera – i nie silić się na wyważanie otwartych drzwi. W tej kadencji Sejmu powołano już nadzwyczajną komisję sejmową do sprawy: skrobać czy nie skrobać, kiedy wolno skrobać, kogo wolno skrobać, a kogo wyskrobać. Komisja jest nadzwyczajna – zapewne po to, by podkreślić rangę skrobania – choć deputowani pozostają zwyczajni, czyli niedouczeni. To nie wróży żadnego przełomu. Spróbujmy zatem popchnąć sprawy do przodu, dostarczając wybrańcom narodu paliwa do przemyśleń. Może to wreszcie spowoduje zmianę paradygmatów – nie tylko u tych, którzy stanowią prawo, ale i u tych, którzy mu podlegają. Ostatnio czytałem […]
Sławek Niedbała 2025-03-14
Powiązane
Między sercem a portfelem
Dlaczego Polska dała Ukrainie najwięcej (względem PKB) i co z tego ma Niewątpliwie mamy do czynienia ze zjawiskiem w historii Polski niebywałym na taką skalę - odruchem społecznym bez precedensu, kiedy to Polska i Polacy pomagają swoim sąsiadom, zamiast tradycyjnie ruszać na nich z szablą albo przynajmniej z pretensją. To nam się jeszcze nie przytrafiło, przynajmniej w takim wymiarze, bo zwykle z sąsiadami utrzymywaliśmy stosunki, powiedzmy, „dynamiczne”. Owszem, mieliśmy już w historii epizody filantropii państwowej: w 1951 roku przyjęliśmy około piętnastu tysięcy Greków - ofiar wojny domowej, którzy po przegranej z królewską armią i Amerykanami trafili do Polski Ludowej. W kraju, gdzie ludzie nie mieli na buty, znaleźli się tacy, co potrafili obcym dać dach, chleb i węgiel. Potem, gdy generał Pinochet rozstrzeliwał w Chile lewicę, my także otworzyliśmy ramiona. Co prawda niezbyt szeroko, ale jednak - dla tych, których […]
drwarlecki 2025-11-01
JAK NIE ZOSTAĆ BOHATEREM I ZACHOWAĆ WOLNOŚĆ
Polacy zaczęli śnić o czołgach w garażu i schronach przeciwatomowych w ogródku. Jeszcze niedawno marzeniem była sauna i grill na tarasie. Statystyki tylko potwierdzają ten senny koszmar: ilość wydanych zezwoleń na broń rośnie rok do roku o 12-13 procent. Armia puchnie. W 2023 mieliśmy 134 tysiące żołnierzy zawodowych, w 2024 już 144 tysiące, a pod bronią znajduje się obecnie około 205 tysięcy szabel. Równolegle eksplodował rynek cywilny. Polacy „rzucili się” na produkty obronne, sprzęt survivalowy i akcesoria do samoobrony. Sklepy outdoorowe odnotowały wzrosty sprzedaży 600-800 procent. Takie liczby mogłyby zawstydzić nawet twórców piramid finansowych. Najchętniej kupujemy śpiwory, latarki, noże, kamuflaże, mundury, gazy łzawiące i multitoole. Krótko mówiąc: naród, który jeszcze przed chwilą chodził w sandałach ze skarpetką, teraz szykuje się do wojny totalnej, uzbrojony w scyzoryk i gaz pieprzowy. Kursy survivalowe i bushcraftowe wyprzedają się szybciej niż wejściówki na koncert […]
drwarlecki 2025-10-27
Kiedy fakty przeszkadzają w dobrej historii
Minęły trzy lata od sierpnia 2022 roku, gdy świat debatował nad śmiercią Darii Duginy. Młoda kobieta (29 lat), córka rosyjskiego filozofa i wykładowcy Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. M.W. Łomonosowa, Aleksandra Dugina, spłonęła żywcem. Samochód, którym podróżowała – Toyota Land Cruiser Prado – eksplodował, a następnie stanął w płomieniach. Aleksandr Dugin jest uznawany za „putinowskiego Rasputina”, a jego córka, dziennikarka, również aktywnie uczestniczyła w rosyjskiej propagandzie. W tamtym czasie „New York Times” wskazywał palcem na przeciwników wojny, podczas gdy „Forsal” widział w tym sprawkę jej zwolenników. TASS oskarżał Ukraińców, „The Guardian” Rosjan sprzeciwiających się wojnie. Wirtualna Polska, powołując się na „ekspertów” (jakich?), sugerowała atak pod fałszywą flagą, mający utwierdzić Rosjan w poczuciu zagrożenia. „The Washington Post” widział w tym zemstę na Kremlu, a „Wprost”, cytując „The Sun”, spekulował o GRU i cichym przyzwoleniu Putina. Tyle teorii, że dziw brał, iż Dugina […]
drwarlecki 2025-10-25
Od dinozaurów do żubrów
Eureka! Mięsożercy, niczym dinozaury przed nimi, zdają się odchodzić do lamusa. W Polsce wilków tyle co kot napłakał (jakieś dwa tysiące), a niedźwiedzi ledwie setka. Tymczasem krowy, te przeżuwające symbole postępu, liczą sobie prawie 6,5 miliona. Człowiek, niby wszystkożerny, mógłby spokojnie przejść na dietę wegetariańską, wzorem tych 9,6 miliona świń. Natura ewoluuje, a prymitywni łowcy ustępują miejsca przeżuwaczom. Nawet wśród owadów królują roślinożercy: foliofagi, melitofagi i korniki. Komarzyce, te krwiopijne wyjątki, są tylko marginesem. Zielona rewolucja niesie ze sobą przemiany intelektualne. Umysł renifera, jak wiadomo, różni się od umysłu geparda. Wzór do Naśladowania Weźmy przykład z żubra, polskiego króla puszczy. Ten roślinożerny mędrzec wie, że życie nie wymaga zabijania. "Trawa jest za darmo!" - głosi żubrza filozofia. I rzeczywiście, życie kopytnych wydaje się szczęśliwsze, zdrowsze i harmonijne niż nasze, ludzkie, naznaczone rozmaitymi ułomnościami. Żubry, poza zamiłowaniem do zieleniny, nie mają […]
Anna Krzemień 2025-04-09
Zachód gra, Wschód krwawi
Moje badania (czytaj: przeglądanie Twittera) ujawniły zadziwiającą jednomyślność opinii w kwestiach globalnej polityki. Donald Trump – Hitler! Putin – Hitler, Ursula von der Leyen – Hitler w spódnicy. Zełenski jeszcze nie został Hitlerem, prawdopodobnie ze względu na swoje semickie pochodzenie, ale właśnie ta drażliwa kwestia jest coraz częściej eksploatowana. Ośmieliłem się zatem zauważyć publicznie, że hurtowe rozdawanie tytułu Hitlera trąci infantylizmem. Efekt? Furia. Jak widać, niektórzy wolą prostackie etykietki niż złożoną analizę. Zresztą, czy w tej wojnie kogokolwiek interesuje logika? Przecież wszystko opiera się na sprzecznościach. fot. Vitalii Yurasov Wuj Sam wystawia rachunek Przyjrzyjmy się, jak to wygląda. Jakie są marzenia i żądania np. Trumpa wobec Ukrainy. Trump mówi: „Chcemy 50 proc. ukraińskich zasobów i – musimy to wreszcie jasno powiedzieć – Ukraińcy powinni byli od początku zrozumieć, jako naród kulturalny, że czołgi nie były za darmo. No, może na […]
Sławek Niedbała 2025-03-27
Od castingu do trumny: historia Janusza “Kozaka” Szeremety
Na froncie wojny w Ukrainie poległo dwóch polskich żołnierzy. Jednym z nich był Janusz Szeremeta, ps. „Kozak” — odszedł jak prawdziwy bohater, oddając w ostatnim momencie magazynek swojemu towarzyszowi broni. Taki był. Do końca wierny przysiędze, gotów poświęcić własne życie dla innych. Nie budzi we mnie sprzeciwu sama śmierć plutonowego Szeremety. Patrząc na jego drogę, wiedziałem, że zmierza ku przeznaczeniu, które wybierają tylko nieliczni. Ginąc, potwierdził to, kim był — wojownikiem. Przełomowy moment III wojny światowej? W moim odczuciu, to wydarzenie zapisze się w historii jako jeden z przełomowych momentów III wojny światowej. Po raz pierwszy zginęli Polacy trzymający broń, świadomie stający do walki w imię sprawy większej niż oni sami. To coś zupełnie innego niż tragiczna śmierć dwóch rolników w zabrudzonych kufajkach, przygniecionych dyszlami od przyczepy z kukurydzą, trafionej zabłąkaną rakietą. I uprzedzając głosy powątpiewających, którzy uważają się za […]
Sławek Niedbała 2025-03-24
Bądź pierwszym, który skomentuje!