Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska – ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej – przestanie działać w roku 2027.
A potem polski rok bólu
Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci w szkołach będą pchać symboliczne sanie z trumną przez korytarze. W lutym odżałujemy księdza Stefana Niedzielaka, duszonego przez nieznanych sprawców. Akademie z pokazami duszenia koloratką. W marcu – Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” rozciągnie się na całe cztery tygodnie biegów leśnych i obowiązkowego tropienia UB wśród sąsiadów. Kwiecień będzie miesiącem podwójnej traumy – Katynia i Smoleńska, połączonych w jedną wielką liturgię brzozową. Maj też pod znakiem męczeństwa: wszyscy będą recytować raporty z sekcji zwłok Grzegorza Przemyka, a w ramach WFu – symulować pobicia pałką. Czerwiec – żadnych wakacji, bo przecież 14 czerwca 1940 ruszył pierwszy transport Polaków do Auschwitz. Zaraz potem 11 lipca – „Krwawa Niedziela” na Wołyniu, czyli tydzień obowiązkowego siedzenia w stodołach i słuchania odgłosów UPA z głośników. W sierpniu, jak zawsze, przez okno będzie nam zaglądać 200 tysięcy trupów z Powstania Warszawskiego. Kanały zamieni się w sale dydaktyczne. Wrzesień wiadomo – wojna, czyli defilada porażki i rekolekcje historyczne. Październik wspomnienie błogosławionego porwanego księdza Jerzego Popiełuszki. Dzieci będą się uczyć jak się pakuje księdza do bagażnika. Listopad to w ogóle Święto Zmarłych przez 30 dni. A grudzień – kopalnia „Wujek”, ZOMO, Jaruzel i stan wojenny: całe rodziny ćwiczą wygaszanie świateł i nasłuchiwanie „Wolnej Europy” w milczeniu. Może coś mi umknęło, ale obecny prezydent – z Instytutu Cierpiętnictwa Narodowego – ma to wszystko w jednym palcu.
Pożegnanie z ojczyzną i majątkiem
Jeśli chodzi o Polaków gorszego sortu, to sprawa jest jasna. Identyfikacja będzie prowadzona na podstawie braków w księdze parafialnej. Nie masz aktu chrztu? Nie figurujesz w ewidencji sakramentów? No cóż podpisz Polkslistę – rejestr obywateli warunkowo tolerowanych, podlegających monitoringowi i okresowym egzaminom z patriotyzmu sakramentalnego. Ci, którzy nie zdecydują się podpisać, oczywiście będą mogli wyjechać. Polska to wolny kraj. Tu przypomina o sobie exit tax, czyli „podatek od wyjścia”, wprowadzony przez Morawieckiego już w 2019 roku. „Dla dobra Ojczyzny” stawki zostaną „lekko urealnione” – do 50 proc. wartości majątku, oczywiście przy prawie pierwokupu przez Ministerstwo Aktywów po cenach urzędowych.
Jeśli jednak ktoś się upiera, że przecież to wszystko już było, że to nie może wrócić, że to absurd – to uprzejmie odsyłam do lektury Klemperera.
Tym razem jednak nie popełnijmy błędu pasażerów „St. Louis” – statku pełnego ludzi, którzy chcieli uciec z Niemiec, ale nie wiedzieli dokąd. Płynęli na oślep, zostali zawróceni. Dziś, w obliczu narastającej kato-nacjonalistycznej paranoi, wiemy już lepiej. I co najważniejsze ziemia obiecana istnieje. Znajduje się tuż za południową granicą.
Czechy
Byłem. W tej krainie nie ma billboardów z Jezusem. Nikt nie straszy piekłem z plakatu ani nie zachęca do różańca przez megafon przy rondzie. Ani jednej kapliczki. Nie dlatego, że ją zdegradowano, ale dlatego, że nikt nie czuł potrzeby, by ją tam stawiać. Liczba kościołów zdecydowanie przewyższa liczbę wiernych. Ksiądz to tu raczej kustosz niż kapłan. Większość kościołów to dziś muzea. W Czechach duchowny to zawód, jak śmieciarz – też potrzebny, ale nikt nie chce nim zostać, Bóg po prostu nie powołuje Czechów na swoich namiestników.
Najważniejsze jest jednak to, że oni nas tam na pewno przyjmą. Wynika to nie tylko z czeskiej flegmatycznej uprzejmości, ale i z głęboko skrywanego poczucia historycznej odpowiedzialności. Bo tak się niestety złożyło, że to Czesi ochrzcili Mieszka I w 966 roku, i do dziś nie mogą sobie tego darować. Ten chrzest był, z ich punktu widzenia, czymś między lapsusem dyplomatycznym a katastrofą geopolityczną. Nadal przeżywają tę traumę, tym boleśniej, że Czechy są dziś krajem od Kościoła niemal zupełnie wyzwolonym.
Mają oczywiście do nas jakieś drobne pretensje – na przykład o Jaruzelskiego, którego wojska wjechały do Czechosłowacji razem z Układami Warszawskimi, ale chrztem Mieszka zamyka im się usta.
Okno na świat, czeska metoda na politykę
Trzeba jednak wiedzieć, że Czesi są narodem o bardzo osobliwej mentalności i niecodziennych metodach działania. Francuzi wymyślili gilotynę, Rzymianie ukrzyżowanie, Amerykanie fotel elektryczny, a Czesi – okno. Ich najskuteczniejsza forma eliminacji politycznej to po prostu defenestracja, czyli wyrzucenie przez okno. Pierwsza defenestracja praska (30 lipca 1419) odbyła się podczas powstania husyckiego. W sporze w Radzie Miasta Pragi siedmiu katolickich rajców wylądowało na bruku, co przyjęto z entuzjazmem reformatorskim.
Do jeszcze jednej defenestracji, doszło 24 września 1483 roku. Narastający konflikt między katolikami a kalikstynami ( husyci). W ratuszu staromiejskim w Pradze został ranny katolicki burmistrz Jan od Klobouků i jeden radny. Następnie burmistrz został wyrzucony przez okno, ale przeżył. Z okien innego ratusza (nowomiejskiego) natomiast wyrzucono ciała siedmiu zabitych katolickich rajców.
Trzecia defenestracja (10 marca 1948) to już sprawa powojenna. Z okna wypadł (czy raczej: został wypchnięty) Jan Masaryk, minister spraw zagranicznych Czechosłowacji i syn założyciela państwa. Oficjalnie był to „wypadek”, ale czeska policja w 2004 roku potwierdziła, że został zamordowany – w klasycznym czeskim stylu.
To tylko te najlepiej udokumentowane defenestracje, ale jak twierdzą specjaliści od czeskich obyczajów ludowych – było ich znacznie więcej.
Historia pewnej nienawiści
Kluczowym – i bodaj najbardziej trwałym – wrogiem Czechów od zawsze, a przynajmniej od 1415 roku, pozostaje Kościół katolicki. To wtedy bowiem, na soborze w Konstancji, spalono na stosie Jana Husa. Filozofa, reformatora, a dla wielu wręcz pierwszego obywatela czeskiego człowieczeństwa. Nie będziemy tu analizować całej historii antagonizmów między Czechami a papiestwem. Nie starczyłoby ani stron, ani cierpliwości. Skupmy się raczej na symbolicznym ładunku tego konfliktu. Dla Czechów Rzym to nie centrum duchowe, lecz źródło opresji, hipokryzji i ingerencji z zewnątrz. Kościół to dla nich nie ojciec – to kurator sądowy.
Wyobraźmy sobie sytuację modelową: przedwojenny minister Józef Beck dowiaduje się nagle faksem z Londynu, że właśnie podpisano tam układ monachijski oddający Hitlerowi Wielkopolskę, Śląsk i Zakopane. Polska wpada w szał. Deklaracje wojenne, mobilizacja, dramat, patos i przysięga na krzyż i na Matkę Boską Częstochowską. Beczka łez. A jak zareagowali wtedy Czesi? Zasadniczo… bez większych emocji.
Układ monachijski (1938), który pozbawił Czechosłowacji Sudetów, a potem de facto całej suwerenności, został tam przyjęty niemal z ulgą. Zanim świat poznał potworność nazizmu, wielu Czechów uznało to za rozsądne rozwiązanie. Czesi zawsze z pewną sympatią spoglądali w stronę Rzeszy, a zwłaszcza jej protestanckiego dziedzictwa, które postrzegali jako realną przeciwwagę dla katolickiego Watykanu. Lepiej być w orbicie Berlina niż pod butem Rzymu – taki był odruch.
Czeska wojna
Wojnę Czesi, no… przeżyli. Owszem, był zamach na protektora Reinharda Heydricha – spektakularna akcja z udziałem cichociemnych z Londynu – ale nie oszukujmy się: Heydrich nie umarł od kuli, tylko od sepsy, bo Niemcy nie potrafili zmienić mu opatrunku. Brud i niedbałość pokonały „Kata Pragi”, a nie patriotyzm z granatem. Oczywiście, Niemcy przesadzili z Lidicami, bo spalili całą wieś w odwecie – ale przecież chodziło im o to, żeby Heydrich został bohaterem narodowym, a nie ofiarą zakażenia. No bo jakby to wyglądało? Mistrz terroru poległ przez brudne gaziki?
Kiedy Rosjanie szli z tzw. wyzwoleniem, czeska racjonalność polityczna znowu dała o sobie znać. W Pradze zorganizowano powstanie, ale z typowo czeskim umiarem. W rezultacie zaciętych walk w całej stolicy ucierpiało jedno lustro trafione kulą. Tak właśnie wygląda czeski zryw – celny, ale ekonomiczny.
Historia pewnego nieporozumienia
Socjalizm radziecki Czesi przyjęli bez większych oporów, widząc w nim nie tyle doktrynę, co sprytnego sprzymierzeńca w dalszej walce z Kościołem katolickim. I w tym akurat się nie zawiedli. Radziecki ateizm spotkał się z czeską aprobatą, tworząc związek nie pozbawiony miłości.
Cieniem na czeskiej – a właściwie czechosłowackiej – mentalności kładzie się oczywiście rok 1968, znany z tzw. Praskiej Wiosny zapoczątkowanej przez Alexandra Dubčeka. Reformy te, choć pozornie mieściły się w ramach „socjalizmu z ludzką twarzą”, wywołały poważne zaniepokojenie Moskwy. Dubčeka podejrzewano nawet – pół żartem, pół serio – że chce przyłączyć Czechosłowację do RFN.
Zachodnioniemiecki wywiad (BND) miał wówczas ocenić, że Dubček „albo zwariował, albo jest geniuszem, który nie wie, że nie żyje w Szwajcarii”. Z kolei Markus Wolf, legendarny szef wywiadu zagranicznego wschodnioniemieckiej Stasi, miał wyrazić podobne wątpliwości. Ale kiedy radziecki partner z KGB zapytał Wolf’a, czy Demokratyczna Armia Niemiec (NVA) mogłaby wziąć udział w przywracaniu „pryncypiów marksizmu-leninizmu” w Pradze, usłyszał odpowiedź, której się nie spodziewał: „Towarzyszu… chyba oszaleliście. Niemcy nie wchodzą do Czech. Drugi raz to by już nie przeszło.”
Ostatecznie więc, choć NRD była gotowa, wojska wschodnioniemieckie nie przekroczyły granicy. Pamięć o Wehrmachcie w Pradze była zbyt świeża, by można ją było zlekceważyć. Praska Wiosna została zduszona, Dubček usunięty, ale przynajmniej żaden Niemiec nie wszedł przez granicę. Tego czeskie okna by już nie wytrzymały.
Świeckość to świętość
Dzisiejsze Czechy to ewenement na skalę planety. Laboratorium bezbożności, które wymknęło się spod władzy Watykanu. 95 proc. obywateli deklaruje brak przynależności do jakiejkolwiek religii, a pozostałe 5 po prostu się jeszcze nie zdecydowało, czy wierzyć w Boga, krasnoludki, czy może Jaromíra Jágra (hokeista, bohater narodowy).
Watykan, niegdyś władca sumień Europy Środkowej odpuścił rechrystianizację Czech. Żadnego konkordatu. Żadnych negocjacji. Nawet krucjaty jakoś nikt nie ogłasza. Stolica Apostolska wysłała tam wprawdzie nuncjusza, ale na znak rezygnacji lub aktu desperacji – jest nim czarnoskóry arcybiskup Jude Thaddeus Okolo z Nigerii. Posługuje się biegle językiem igbo, po czesku umie ”pilsner”.
Statystyki mrożą krew w żyłach papieskich legatów: Tylko 1 proc. Czechów uczęszcza regularnie do kościoła. Jest tu ponad 7000 kościołów przerobionych na muzea, biblioteki lub galerie sztuki. Liczba księży nie przekracza 1 na 20 tysięcy mieszkańców. W seminarium uczy się 50 alumnów.
Czechy są karnawałem bez Boga. To nie tyle kraj niewiary, co kraj, w którym pytanie o Boga uznaje się za nietakt towarzyski, jak w Polsce pytanie o zarobki. Prostytucja, aborcja, związki partnerskie legalne.
Oczywiście, emigracja do Czech nie jest wolna od paradoksów, zwłaszcza dla zawodowców wyspecjalizowanych w starciu z Kościołem, oddanych sprawie laicyzacji, demaskacji i świeckiego myślenia. W Czechach, człowiek taki… mógłby po prostu stracić zajęcie. Ale to nie znaczy, że nie zyska nowego powołania. Czechy mają najniższe bezrobocie w Unii Europejskiej, oscylujące wokół 2,5 proc, oraz najstabilniejszą gospodarkę w regionie. Więc można zostać na przykład cieślą.
Mirek Kwaśny
O Autorze :
O Autorze :
Mirosław Kwaśny
Mirosław Kwaśny, dziennikarz z Kamiennej Góry, to lokalny tropiciel afer, specjalizujący się w tematyce samorządowej. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, całe życie zawodowe spędził w regionalnych mediach, uparcie drążąc tematy korupcji i nadużyć władzy. Rzetelny i dociekliwy, zdobył zaufanie lokalnej społeczności, choć sam twierdzi, że "prochu nie wymyślił". Jego reportaże, często stanowiące iskrę debat publicznych, dowodzą, że prawdziwe dziennikarstwo może się dziać także poza wielkimi aglomeracjami. Bywa filozofem.
Krajowy system e-Zawałów
Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-18
Katecheza bez mózgu
Całkiem niedawno, w budynku, gdzie pulsuje serce i pracuje umysł naszego Kościoła – czyli w betonowej twierdzy Episkopatu przy skwerze Wyszyńskiego – odbyła się konferencja dla mediów pod przewodnictwem biskupa Osiała Wojciecha. Zapowiadano ją jako przełom na miarę Lutra. Osiał zaprezentował coś, co dotyczy wszystkich katechizowanych dzieci mianowicie „Podstawę programową nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce” – nową, a więc z definicji ulepszoną. Episkopat edukuje: jak zrobić bezmyślnego katolika Okładka wygląda ładnie, nawet profesjonalnie, grafika taka, że gdyby to była publikacja GUS, nikt by nie zauważył różnicy. Zaraz po opuszczeniu duchownej cytadeli przeczytaliśmy dokument od deski do deski – bo, jak mało komu w tym kraju, za czytanie nam płacą. Osiał na konferencji grzmiał: „Nowa epoka w katechezie, nowe otwarcie, nowa strategia!” Miało to być rzekomo „odpowiedzią na wyzwania współczesności”. Oczekiwaliśmy więc czegoś na miarę duchowej konstytucji XXI wieku. Po zamknięciu […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-07
Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi
No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd - on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi - to już preludium do kryzysu na rynku pracy. 180 tysięcy istnień Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe - wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna […]
Mirosław Kwaśny 2025-11-30
Reportaż z kraju, w którym nikt nie klęka
Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska - ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej - przestanie działać w roku 2027. A potem polski rok bólu Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci […]
Mirosław Kwaśny 2025-11-04
460 tysięcy szabel w spódnicach
Andrzej Duda nie powinien mierzyć tak wysoko, jak szefostwo NATO Niechże jednak wreszcie zrobi coś pożytecznego dla kraju i zostanie aktorem. Idealnie nadawałby się do ról pierwszoplanowych w polskim kinie plebejskim. Wyobraźmy go sobie jako Borynę w kolejnym remake'u "Chłopów"... Albo jeszcze lepiej: "Plebey Duda", scenariusz Andrzej Pilipiuk, reżyseria Patryk Vega. Pierwsza scena jawi mi się tak: Kmieć Duda, wściekły na sąsiada, co mu kury podbiera, ostrzy kosę, mrucząc pod nosem o zemście. Wtem, zza stogu siana wyłania się sołtysowa, kusząc Dudę obietnicą unijnej dotacji za oddanie jej pola pod fotowoltaikę. Duda, patrząc na jej ponętne kształty, czuje przypływ pożądania, ale nagle przypomina sobie o sąsiedzie. Wahając się między żądzą zemsty a chęcią zysku, wciąga nosem tabakę. Chwyta za widły i wbija je w brzuch sołtysowej, która z krzykiem pada na ziemię. Na podwórze wjeżdża czarny mercedes, z którego wysiada […]
Mirosław Kwaśny 2025-05-02
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?
Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]
Mirosław Kwaśny 2025-04-09
Powiązane
Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi
No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd - on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi - to już preludium do kryzysu na rynku pracy. 180 tysięcy istnień Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe - wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna […]
Mirosław Kwaśny 2025-11-30
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?
Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]
Mirosław Kwaśny 2025-04-09
Kurwy, chadecy i wirusy: Niemiecki lament
Niemieccy chadecy w rozterce: Niemcy – burdel Europy. Nasi katolicy pewnie zakrztusiliby się oburzeniem, ale niemieccy protestanci, ci od prezerwatyw (a nie od Częstochowy), jakoś to przełkną. 260 tysięcy prostytutek i 2600 domów publicznych – cóż, bywały w Niemczech gorsze rzeczy. Ot, choćby sprawa Żydów. Perspektywa czyni cuda. GASTARBEITERKI Niemcy narzekają, że prostytutki to głównie Polki, Francuzki i ostatnio Ukrainki, które przybyły do Rajchu z przyczyn, za które Niemcy nie ponoszą (do końca) odpowiedzialności. Za najazd francuskiego kurewstwa, najgorszego, bo niosącego francę – czyli chorobę francuską – obwiniają Macrona, który w 2017 roku zlikwidował francuskie domy publiczne, bo Francuzi, podobnie jak Polacy, to rzymscy katolicy (hugenoci to margines, odkąd wymordowano ich w Noc Świętego Bartłomieja). Macron uznał, że każdy wytrysk nasienia opłacany pieniędzmi lub w naturze to przestępstwo. Policja gorliwie śledziła nielegalne wzwody i ejakulacje, więc seksbiznes przeniósł się do […]
drwarlecki 2025-04-06
Potęga karłów z mikropenisami
CIA już trzeci rok z rzędu twierdzi, że największym państwem są Indie. Liczy się liczba ludzi, nie PKB czy hektary. W Indiach mieszka 1,42 miliarda osób, mówiących mniej więcej tym samym językiem, a angielskim posługuje się tam więcej ludzi niż w USA i Wielkiej Brytanii razem wziętych. To dwa razy więcej niż w Europie, więcej niż w Afryce, 2,3 razy więcej niż w Ameryce Północnej i trzy razy więcej niż w Ameryce Południowej. Indie to atomowe supermocarstwo, a każdy Hindus budzi się z dumą, że należy do największej wspólnoty na świecie. Perły w koronie Imperium Brytyjskiego. A kto z was zna nazwisko indyjskiego premiera? No właśnie. Genetyczna ruletka, czyli cena przeludnienia Choć Indie chlubią się imponującym przyrostem naturalnym, sukces ten okupiony jest wysoką ceną, a raczej genetycznym bałaganem. Okazuje się, że co trzeci Hindus przed czterdziestką cierpi na impotencję – […]
Robert Jaruga 2025-03-11
Recepta na mocarstwo:
czołgi, gwoździe i lewatywa Antydarwiniści, te mózgowe skamieliny, trąbią, że ewolucja to bujda. Bo niby gdzie ten postęp? Palców nam nie przybywa, trzeci ząb się nie wyrzyna (a przydałby się, biorąc pod uwagę, ile teraz zębów trzeba leczyć). Tymczasem świat, pomimo ich jęków, idzie do przodu, i to szybciej, niż Darwinowi się śniło. Nasi prapradziadowie, cztery pokolenia wstecz, to byli, mówiąc delikatnie, niezbyt rozgarnięci. Ich IQ ledwo dobijało do 80. Dzisiaj, nawet pisowski elektorat, osiąga średnio 130. Jasne, że testy na inteligencję faworyzują piśmiennych, a w II RP analfabetyzm sięgał 30 procent. Wyidealizowany obraz przodków to efekt kinowych romansów i literackich bajek Sienkiewicza. Oraz wynik naszej własnej głupoty i skłonności do nostalgii. Tęsknimy za światem, którego nie było, za czasem, kiedy rzekomo żyło się lepiej, choć w rzeczywistości była to era brudu, chorób i wszechobecnej nędzy. Spotkanie z królem-śmierdzielem: rozczarowanie […]
Robert Jaruga 2025-03-11
Dzięki Putinowi
Zarzucono mi brak obiektywizmu. Nowoczesne dziennikarstwo ma być holistyczne, rozpatrywać sprawy całościowo. Przyjąłem to za drogowskaz, czując się zagubionym pośród wojennych doniesień o "słusznej" śmierci i zniszczeniu. Wcześniej tego nie rozważałem. Rzeczywiście, sprawy dziwnie się łączą. Ból zadany skalpelem to początek leczenia. Porzucam jednostronność, by oddać hołd chirurgowi, który – nie do końca intencjonalnie, rzec można przez pomyłkę – buduje zdrowszy świat. Putin, rozpoczynając 7-dniową wojnę rajdem na Kijów, chciał dowieść, że Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród. Miały się połączyć. Oficjalnie nie kwestionował ukraińskiej niepodległości, lecz wierzył wywiadowi, że powitają go tam szampanem, ustanowią prorosyjski rząd, a może nawet – jak przed wiekami – przeniesie stolicę do Kijowa. Nie byłem pewien słuszności tej hipotezy. Historia pokazała, że Putin się mylił. Dzięki Putinowi świat zobaczył, że Ukraina to nie Rosja, ale prawdziwe państwo. Dla mojego pokolenia, dla którego za wschodnią […]
Robert Jaruga 2024-11-03
Bądź pierwszym, który skomentuje!