Mateusz Morawiecki najwyraźniej nie ma co robić. Majątek przepisał na żonę – i dzięki temu nikt nie wie, jakie akcje spółek skarbu państwa posiada, a jakie lepiej omijać szerokim łukiem. Wszystkie niecności okresu premierowania – w tym zaprzepaszczenie 700 miliardów złotych z KPO, które rzekomo „załatwił” Polsce i do których szczerzył się na plakatach – uszły mu płazem. Podobnie jak koszmary legislacyjne w rodzaju ustawy podatkowej zwanej Polskim Ładem czy budowanie na spółę z Glapińskim równoległych budżetów państwa poza kontrolą Sejmu.
Dzięki pobłażliwości Tuska i własnej aktywności w mediach, zapewne wspieranej przez Kaczyńskiego, Morawiecki nie tylko wrócił do gry, ale wręcz jest rychtowany na premiera 2027 roku.
Krąg wzajemnego zaufania i przelewów
Hetman z Excela
I na tym portalu „Wszystko co najważniejsze” pan Morawiecki ostatnio wczuł się w swój zawód wyuczony – historyka – i popełnił tekst pod tytułem „Doktryna Żółkiewskiego”.
Jest to utwór patetyczny, historyzujący, napisany w tonie męża stanu, który już nie widzi siebie jedynie jako przyszłego/byłego premiera lecz objawia się jako strateg dziejowy przygotowujący Polskę i Europę do „długiego marszu” wojennego.
„Doktryna Żółkiewskiego” jest merytorycznie poprawna, co do faktów, ale mylna w sferze ocen. Nudna i długa – jak przystało na język finansisty – więc czytać nie warto. Ograniczę się zatem nie do samego artykułu, lecz do umysłowości, na której został on oparty.
Morawiecki sięga po retorykę historyczno-mesjanistyczną, konsekwentnie obsadza Polskę w roli narodu wybranego, który „zatrzymuje imperium”. To klasyczna projekcja, dodająca dramatyzmu. Z drugiej strony pozwala mu jednak kreować się na kontynuatora wielkich hetmanów. „Hetman Stanisław Żółkiewski udowodnił, że Moskwę można nie tylko zatrzymać, ale i odepchnąć” – pisze Morawiecki. W tej narracji historia nie jest obiektem chłodnej analizy, lecz paliwem politycznej mitologii.
Całość przepełniona jest patosem strategicznym. Morawiecki nie pisze o podatkach, służbie zdrowia czy innych przyziemnych sprawach. Używa języka epokowych zwrotów: „Europa doszła do punktu, z którego nie ma odwrotu”, „musimy przygotować się na długi marsz”, „to moment, by zawalczyć o przyszłość – Ukrainy i całej Europy”. To nie są sformułowania finansowego technokraty. To są słowa człowieka, który wyobraża sobie siebie jako aktora wielkiej Historii.
Z tekstu wyłania się wizja Morawieckiego jako lidera wojennego. On już nie proponuje polityki, on kreśli „doktrynę”, swoisty „rulebook – rozkład jazdy dla tego i każdego następnego rządu”. To typowe dla polityka, który chciałby być zapisany w podręcznikach nie jako premier od Polskiego Ładu, ale jako ten, który „przygotował naród” do starcia cywilizacji.
Patos w natarciu
Morawiecki straszy i uwzniośla zarazem. Wojna nie jawi mu się jako katastrofa, lecz jako spełnienie dziejowej roli. Każda decyzja – militarne zakupy, ingerencja w życie obywateli, militaryzacja społeczeństwa – znajduje w „doktrynie” usprawiedliwienie jako element historycznej konieczności. „Musimy działać już teraz. Bo przyszłość Polski i całej Europy może rozstrzygnąć się w ciągu kilku najbliższych lat” – kończy swój wywód.
Problem w tym, że w rękach polityka, który realnie może wrócić do władzy, taki sposób myślenia staje się potencjalnie groźny. Zamiast pragmatycznych pytań o koszty i ryzyka, mamy wizję epickiej misji, w której naród i premier znajdują sens swojego istnienia.
To niestety pomysł Morawieckiego na przyszłą Wielką Polskę: zamiast mObywatela – mWojak, zamiast Trójmorza – Sześciomorze. Dorzućmy wszystko, co się leje i słone: Bałtyk, Czarne, Adriatyk, Śródziemne, Kaspijskie i – dla odmiany – Morze Martwe, bo świetnie pasuje do nastroju.
Aplikacja mWojak będzie miała trzy funkcje: mobilizacja, meldunek i „przepraszam, nie mogę, mam czołg”.
Hełmy zamiast marzeń
Jeśli Morawiecki wróci w 2027, a świat postanowi pójść w stronę eskalacji, to marzenie o roli „premiera Polski podczas III wojny światowej” ziści mu się tak, jak zwykle spełniają się narodowe sny: ku chwale podręczników, nie obywateli. U boku prezydenta Kulturysty Nawrockiego dostaniemy państwo z betonu, w którym jedyną zielenią będzie farba na hełmach. Zamiast „Polski wstającej z kolan” – Polska biegająca w hełmie. Zamiast paszportu – opaska taktyczna. Zamiast marzeń – regulamin.
Robert Jaruga
Ps.
Szanowny kolego redaktorze, Eryku Mistewiczu, prezesie Fundacji Instytut Nowych Mediów, wydawco portalu „Wszystko co najważniejsze”.
Pamiętam Cię jako pacyfistę nałogowego, co to prowadził krucjatę przeciwko zabawkom militarnym. Widziałem, jak w sklepie z zabawkami podchodziłeś do matek i z troską katechety od edukacji pokojowej tłumaczyłeś, że pistolet na wodę roznieca skłonności mordercze, a karabin z plastiku budzi w dziecku Pol Pota w rozmiarze XS. Byłeś jak Greenpeace do spraw kałasznikowa z pianki.
Co się z Tobą stało, Eryku? Czyżby paczka od premiera, nawet jeśli nie z kokardą, to z przelewem, okazała się cięższa niż Twoje przekonania? A może przeszedłeś na filozofię „przecież każdy musi umrzeć”, więc czemu nie z hymnem w tle? Rozumiem ewolucję, ale Ty zrobiłeś skok z Gołębicy Pokoju na Drona Narracji.
Nie wciskaj mi, że hełm na głowie myśli lepiej, a bagnet poprawia dykcję. Kiedyś ostrzegałeś przed „straszną kulturą przemocy”, dziś produkcja grozy idzie u Ciebie w gigabajtach.
Wróć na zdrowy szlak, Eryku!
Nie przykładaj ręki do tego szaleństwa: ręka się przyzwyczaja, potem reszta idzie sama. Pamiętasz, jak mówiłeś, że najpierw strzela się z argumentów a na końcu z kapiszonów? Zostań przy argumentach. Kapiszony daj chłopcom z resortu snów o wielkości.
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze : call_made
Robert Jaruga
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Od Sheratonu do OIOM-u
Jak umrzeć legalnie i zgodnie z procedurą Dalsza historia łzy wyciska. Zapewniam, że jest całkiem prawdziwa, choć personalia zmienione. Niektóre didaskalia pozostawiłem bez retuszu, żeby nikt mi potem nie zarzucił, że to bajka. Inne muszę przemilczeć, bo dotyczą osób mniej lub bardziej powszechnie znanych. Od "Prawa i Pięści" do wieżowców w Alei Otóż pan Kornel, tak go nazwijmy, to człowiek, który nigdy uczciwie nie pracował. Owszem, coś tam zawsze robił, tyle że nigdy nie było wiadomo co dokładnie, dla kogo i za ile. Miał pieniądze, ale nie z pracy. Raczej z urodzenia, z koneksji, z czasów, gdy dolary otwierały każde drzwi.Dla przykładu: jego ciotka - może ją widzieliście w pierwszej scenie „Prawa i Pięści”, tej z Gustawem Holoubkiem, gdzie stoi bosa w wagonie z „osadnikami”, z warkoczem grubym jak lina okrętowa - to właśnie ona. Jej kariera filmowa się skończyła, […]
Robert Jaruga 2026-01-28
1000 filmów o Mateuszu
Wałęsa nie czytał, Lenin pisał tomy W dobrym tonie każdego polityka jest wydać choć jedną książkę pod własnym nazwiskiem - z obowiązkowym tytułem w stylu Słowo, honor i cośtam. Nawet Lech Wałęsa jedną wydał, choć, jak sam zeznał, żadnej nie przeczytał.Niewielu polityków wniosło jednak tak potężny wkład w kulturę jak Włodzimierz Lenin, którego Wielka edycja jubileuszowa Dzieł wszystkich liczyła 60 tomów. To absolutny rekord wszech czasów. Nikt wcześniej ani później nie napisał tyle o sobie i o własnej nieomylności w tak krótkim czasie.Wódz rewolucji zmarł mając zaledwie 53 lata, a zdążył już nie tylko obalić carat, ale też zostawić po sobie biblioteczny odpowiednik mauzoleum – z liter zamiast marmuru. Przyznam, że próbowałem to czytać. Próbowałem. Do dziś czuję w oczach ukłucia cyrylicy i zapach szczerej ideologii.Drugim literackim herosem polityki był Winston Churchill. Jego Pamiętniki o drugiej wojnie światowej to 12 […]
Robert Jaruga 2026-01-28
ZUS: dramat matek bez środków do życia
Matka Polka w potrzasku Jak doniosły media, odbyło się spotkanie. Gdzie? Nie wiadomo. Kiedy dokładnie? Również nie. Wiadomo jedynie, że spotkały się dwie postacie. Jedna z imieniem i nazwiskiem: zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, Stanisław Trociuk. Druga – bezimienna, określona lakonicznie jako „wysoki urzędnik ZUS”.Dla porządku narracyjnego – i żeby nie mnożyć bytów – nazwijmy go po prostu Przydupasem. Nie personalnie. Funkcyjnie. Przydupasem prezesa ZUS Zbigniewa Derdziuka. Spotkanie w cieniu tajemnicy Miejsce spotkania owiane jest tajemnicą, a szkoda, bo to zdradziłoby, kto kogo wzywał na dywanik. Tak czy inaczej, Stanisław Trociuk i ów Przydupas – urzędnik ZUS-u – zasiedli naprzeciwko siebie, by omówić problem znany obu stronom, choć widziany z różnych perspektyw.Rozmowa dotyczyła matek Polek, które – zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich – są systemowo gnębione przez ZUS. A mówiąc językiem urzędników: 'obejmowane czynnościami sprawdzającymi', 'dręczone kontrolami' i 'pozbawiane środków do życia' […]
Robert Jaruga 2026-01-22
Język jako źródło cierpień
Freud wciąż boli Pomazaniec narodu Karol Nawrocki - z legitymacji ponad dziesięciu milionów obywateli i może dwóch wątpiących - zadał cios w kroczę zwyrodnialstwu językowemu, wetując ustawę o uznaniu języka wilamowskiego za język regionalny. Nie wiecie, co to jest ten język wilamowski? I bardzo dobrze, dlatego nigdy nie zostaniecie prezydentami. Prezydent wiedział. Wiedział i rozumiał, jakie zagrożenie dla zdrowego kręgosłupa narodowej polszczyzny niesie grupa staruszków z Wilamowic, którzy mamroczą słowa niezrozumiałe nawet dla Google Translate. Językiem wilamowskim posługuje się w Polsce aż trzydzieści osób w miasteczku Wilamowice, liczącym 3165 mieszkańców, koło Bielska-Białej. Gdyby zatem uznać wilamowski za język regionalny, to za chwilę cała Polska zaczęłaby mówić po wilamowsku. Katowice by poszły, Warszawa by padła, a telewizja publiczna musiałaby zatrudnić tłumacza z wilamowskiego na polski i odwrotnie. Zapanowałby chaos semantyczny, rozpad znaczeń i niebezpieczeństwo, że ktoś pomyli „ojczyznę” z „ojcizną”. Dlatego […]
Robert Jaruga 2025-11-20
WIELKI HETMAN MORAWIECKI
Mateusz Morawiecki najwyraźniej nie ma co robić. Majątek przepisał na żonę - i dzięki temu nikt nie wie, jakie akcje spółek skarbu państwa posiada, a jakie lepiej omijać szerokim łukiem. Wszystkie niecności okresu premierowania - w tym zaprzepaszczenie 700 miliardów złotych z KPO, które rzekomo „załatwił” Polsce i do których szczerzył się na plakatach - uszły mu płazem. Podobnie jak koszmary legislacyjne w rodzaju ustawy podatkowej zwanej Polskim Ładem czy budowanie na spółę z Glapińskim równoległych budżetów państwa poza kontrolą Sejmu. Dzięki pobłażliwości Tuska i własnej aktywności w mediach, zapewne wspieranej przez Kaczyńskiego, Morawiecki nie tylko wrócił do gry, ale wręcz jest rychtowany na premiera 2027 roku. Krąg wzajemnego zaufania i przelewów Tutaj wypada przypomnieć, że 6,54 mln zł (ze środków Skarbu Państwa) plus 3 529 945 zł – ta druga suma już bezpośrednio z Kancelarii Premiera - trafiły do […]
Robert Jaruga 2025-11-13
Pół tysiąclecia kopernikanizmu
O obrotach sfer (i mitów) wokół Kopernika Ponieważ celebrujemy rok 551 narodzin, zwanego tak przez nas Mikołaja Kopernika, zarazem 481 rocznicę jego śmierci, przyjrzyjmy się nie tyle samemu Kopernikowi, ile tak zwanej „Rewolucji Kopernikańskiej” – która, jak chciała poseł Kidawa Błońska rozpoczęła się napisanym przez Kopernika traktatem „O obrotach sfer nieMieckich”. Gdyby Kopernik zmartwychwstał, zdziwiłby się sławą. Za co go wynoszą na piedestał? Za odkrycie, które – jak twierdzi prof. Centkowski – „stanowi podstawę całej współczesnej wiedzy o wszechświecie”. Banknoty, monety, znaczki pocztowe z jego podobizną. Cukierki "Kopernik", lotnisko, loża masońska, centrum handlowe, osiem statków, trzydzieści hoteli, kratery na Marsie i Księżycu, planetoida, gwiazda. A mój sąsiad ma psa Kopernika. Nie było rewolucji Mit rewolucji kopernikańskiej. Samo słowo "rewolucja" jest tu mylące. Geocentryzm nie zniknął nagle, a heliocentryzm rodził się powoli. Oba procesy trwają, można rzec, do dziś – ponad […]
Robert Jaruga 2025-11-04
Powiązane
1000 filmów o Mateuszu
Wałęsa nie czytał, Lenin pisał tomy W dobrym tonie każdego polityka jest wydać choć jedną książkę pod własnym nazwiskiem - z obowiązkowym tytułem w stylu Słowo, honor i cośtam. Nawet Lech Wałęsa jedną wydał, choć, jak sam zeznał, żadnej nie przeczytał.Niewielu polityków wniosło jednak tak potężny wkład w kulturę jak Włodzimierz Lenin, którego Wielka edycja jubileuszowa Dzieł wszystkich liczyła 60 tomów. To absolutny rekord wszech czasów. Nikt wcześniej ani później nie napisał tyle o sobie i o własnej nieomylności w tak krótkim czasie.Wódz rewolucji zmarł mając zaledwie 53 lata, a zdążył już nie tylko obalić carat, ale też zostawić po sobie biblioteczny odpowiednik mauzoleum – z liter zamiast marmuru. Przyznam, że próbowałem to czytać. Próbowałem. Do dziś czuję w oczach ukłucia cyrylicy i zapach szczerej ideologii.Drugim literackim herosem polityki był Winston Churchill. Jego Pamiętniki o drugiej wojnie światowej to 12 […]
Robert Jaruga 2026-01-28
Język jako źródło cierpień
Freud wciąż boli Pomazaniec narodu Karol Nawrocki - z legitymacji ponad dziesięciu milionów obywateli i może dwóch wątpiących - zadał cios w kroczę zwyrodnialstwu językowemu, wetując ustawę o uznaniu języka wilamowskiego za język regionalny. Nie wiecie, co to jest ten język wilamowski? I bardzo dobrze, dlatego nigdy nie zostaniecie prezydentami. Prezydent wiedział. Wiedział i rozumiał, jakie zagrożenie dla zdrowego kręgosłupa narodowej polszczyzny niesie grupa staruszków z Wilamowic, którzy mamroczą słowa niezrozumiałe nawet dla Google Translate. Językiem wilamowskim posługuje się w Polsce aż trzydzieści osób w miasteczku Wilamowice, liczącym 3165 mieszkańców, koło Bielska-Białej. Gdyby zatem uznać wilamowski za język regionalny, to za chwilę cała Polska zaczęłaby mówić po wilamowsku. Katowice by poszły, Warszawa by padła, a telewizja publiczna musiałaby zatrudnić tłumacza z wilamowskiego na polski i odwrotnie. Zapanowałby chaos semantyczny, rozpad znaczeń i niebezpieczeństwo, że ktoś pomyli „ojczyznę” z „ojcizną”. Dlatego […]
Robert Jaruga 2025-11-20
Jak student historii został prezydentem lub alfonsem
Otóż ostatni tydzień przyniósł wieść, która zaparła dech w piersiach i spowodowała zamęt w głowach. Karol Nawrocki, obecny prezydent, będzie walczył z Axel Springerem – a konkretniej z jego polskimi podkomendnymi z Onetu.pl – o to, czy w czasach młodości zajmował się stręczycielstwem, czy też jednak nie zajmował. Istota sporu tkwi w pytaniu: czy Karol Nawrocki oprócz tytułu prezydenta nosi w życiorysie także epizod alfonsa z sopockiego Grand Hotelu. Sugestie o alfonsowaniu znalazły się w publikacji Onetu, która - przypadkowo wyszła akurat w kampanii wyborczej. Skutek? Dla Karola poniżający, bo w opinii dużej mniejszości został alfonsem z Grandu.No i teraz mam dylemat natury egzystencjalno-obywatelskiej. Jako niechętny Nawrockiemu -przyznaję bez bicia - wolałbym, żeby był alfonsem. To by wiele tłumaczyło i ubarwiło nasze życie polityczne. Ale jako obywatel, który jeszcze płaci podatki, muszę jednak woleć, aby prezydent alfonsem nie był.No i […]
Robert Jaruga 2025-10-01
Mięśnie zamiast mózgu
Jeżeli chodzi o mój zawód dziennikarza i publicysty - największym problemem jest autocenzura. Dziennikarz jest bowiem jak termometr wsadzony w tyłek niemowlęcia: jego zadaniem jest rzetelnie i obiektywnie wyjaśnić, jaka jest temperatura owego tyłka. Niestety nie wolno zapominać, że termometr ma też swoją własną temperaturę - zazwyczaj niższą niż ludzka - i ta jego chłodna natura nieuchronnie wpływa na wynik pomiaru. Innymi słowy, sam akt mierzenia zmienia mierzony obiekt. Zatem mam dylemat zawodowy: wiem, że każde słowo, każda obserwacja, każdy opis - choćby obiektywny - wpływa na rzeczywistość, którą próbuję przedstawić. Moja obecność w temacie jest jak wejście z termometrem do tyłka: zafałszowuje to, co chciałem uchwycić. Dlatego często mówię: może lepiej przemilczeć, lepiej nie mierzyć, lepiej nie wyjaśniać. Słowa mają moc. Mogą zmienić temperaturę całego układu, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć, jaka ona była naprawdę. Dzisiaj więc zaryzykuję i zrobię […]
Robert Jaruga 2025-09-13
Przegrana od nominacji
Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]
Ruben Jary 2025-08-27
Architekt cieni. Rządzić, nie będąc u władzy
Nie będę o tym, bo już inni byli to zrobili, dlaczego Trzaskowski przegrał. W większości byli słuszni, choć zasadniczo mylni. Bo owszem, przegrał. Ale zdobył 10 milionów, a to wynik więcej niż przyzwoity. Różnica jednego procenta to nie nokaut, tylko rysa na wyniku. Nie jest wcale oczywiste, że gdyby wypadł lepiej na debacie albo gdyby jego kampanią nie zarządzała osoba o kwalifikacjach z „Dzień Dobry TVN”, to rezultat byłby inny. To zbyt prosta interpretacja. Świat i polityka – tak nie działają.Przyjrzyjmy się fenomenowi rzeczywistego przeciwnika Trzaskowskiego. Pochylmy się nad tym unikatem na skalę światową – człowiekiem, który nie startuje, nie kandyduje, nie zabiega... a i tak rządzi wszystkim i wygrywa. Tym który rozegrał Trzaskowskiego.Fenomen trwaniaÓw nie goni za pieniędzmi, nie celebruje luksusu, nie potrzebuje aprobaty mediów. Nie ma dzieci. Nie ma żony. Nie jeździ do Toskanii. Nie biega, nie pływa, […]
Ruben Jary 2025-06-30
Bądź pierwszym, który skomentuje!