Freud wciąż boli
Pomazaniec narodu Karol Nawrocki – z legitymacji ponad dziesięciu milionów obywateli i może dwóch wątpiących – zadał cios w kroczę zwyrodnialstwu językowemu, wetując ustawę o uznaniu języka wilamowskiego za język regionalny. Nie wiecie, co to jest ten język wilamowski? I bardzo dobrze, dlatego nigdy nie zostaniecie prezydentami. Prezydent wiedział. Wiedział i rozumiał, jakie zagrożenie dla zdrowego kręgosłupa narodowej polszczyzny niesie grupa staruszków z Wilamowic, którzy mamroczą słowa niezrozumiałe nawet dla Google Translate.
Językowa utopia
Oczywiście ta ostatnia teza jest prawdziwa wyłącznie w wyobraźni Karola Nawrockiego, która, delikatnie mówiąc, nie należy do najprzenikliwszych. W jego wizji wystarczyłoby ujednolicić mowę, by zapanował ład, harmonia i święty spokój. Tymczasem wystarczy otworzyć usta w dowolnym punkcie Polski, żeby przekonać się, że to właśnie wspólny język jest naszym najdoskonalszym narzędziem nieporozumienia. Nie trzeba się zresztą Polsce zbyt długo przyglądać, by zauważyć, że ludzie, którzy się rozumieją, w rzeczywistości się nie rozumieją.
Nie jest to przypadłość wyłącznie nadwiślańska. Ten sam paradoks trawi również wyznawców angielszczyzny, chińszczyzny czy suahili. Brytyjczycy potrafią prowadzić całe rozmowy o pogodzie, nie wymieniając ani jednego komunikatu, Chińczycy rozumieją się z rządem mniej więcej tak jak obywatel z automatem do biletów, a użytkownicy suahili od tysiąca lat kłócą się, czy słowo umoja oznacza jedność, czy tylko chwilowy brak noża w ręku sąsiada.
Jak oszukujemy rzeczywistość
Otóż dzieje się tak dlatego, że ludzki język – ten sam, który miał nas uczłowieczyć – jest w gruncie rzeczy systemem fałszu. Nie w sensie moralnym, lecz poznawczym. Język, którym się posługujemy, na którym zbudowaliśmy cywilizację, naukę, kulturę i prawo, jest – z punktu widzenia rzeczywistości – doskonale bezsensowny. To genialna konstrukcja opartego na dźwiękach złudzenia, wspólna halucynacja gatunku, który pomylił artykulację z prawdą.
Słowa, te nasze najcenniejsze narzędzia myślenia, w większości przypadków nie oznaczają niczego rzeczywistego. Są tylko znakami umownymi, arbitralnymi etykietami, które przylepiamy do zjawisk, uznając, że dzięki tym etykietom będziemy zjawiska rozumieć.
Wszechświat bez góry i dołu
Drzewo nie wie, że jest drzewem. Kangur nie wie, że jest kangurem. Kiedy mówimy „słońce wschodzi”, nie mówimy niczego prawdziwego, bo słońce nie wschodzi – to Ziemia wykonuje ruch obrotowy, a my potrzebujemy złudzenia „wschodu”.
Podobnie mówimy o „biegu czasu”, jakby czas dokądś biegł, podczas gdy w fizyce nie ma żadnego kierunku „do przodu” – istnieje tylko entropia.
Mówimy „niebo jest niebieskie”, choć to jedynie rozproszenie światła w atmosferze, a nie żadne realne „niebo”.
Twierdzimy, że „człowiek ma wolną wolę”, choć neurologia coraz śmielej dowodzi, że decyzje zapadają w mózgu ułamki sekund zanim człowiek pomyśli, że coś postanowił.
Powtarzamy, że „ziemia jest pod nami”, jakby wszechświat znał pojęcia „góra” i „dół”. Tymczasem w kosmosie nie istnieje ani jedno, ani drugie – kierunki to wytwór naszej orientacji w przestrzeni, nie własność rzeczywistości. Mówimy też, że „świat się kończy”, jakby miał krawędź, za którą zaczyna się nicość, choć wszechświat nie ma ani początku, ani końca. „Wielki Wybuch” był co najwyżej pewnym stanem przejściowym – chwilą, w której coś stało się dostrzegalne dla fizyki, ale niekoniecznie początkiem czegokolwiek. Końca również się nie przewiduje – materia tylko zmienia formę, energia przechodzi z jednego układu w inny, a tylko nasze zdania mają początek i koniec, bo to jedyne rzeczy skończone, jakie potrafimy wymyślić.
Ogień się nie żali, lód nie drży, język wymyśla cierpienie
Ale to jeszcze nie byłby powód, żeby rzucać się sobie do gardeł. Problem polega na tym, że zdecydowana większość naszych myśli i słów w ogóle nie dotyczy rzeczy faktycznych – nawet jeśli są nieudolnie nazwane (jak pies) – ani rzeczy quasi-faktycznych (jak zimno). Większość naszej gadaniny to opinie, osądy i wartościowania, które natura ma absolutnie gdzieś, bo jej do niczego nie są potrzebne.
Weźmy choćby ten ogień i lód. Czy ogień jest gorący, a lód zimny? Tylko w naszym przekonaniu. Dla ognia to żadna cecha, tylko stan istnienia. On nie zastanawia się, czy mu ciepło, nie ma termometru ani refleksji moralnej na temat swego płomienia. Lód też nie ma poczucia chłodu. Nie drży z zimna, nie marznie, nie prosi o koc. To my, ludzie, wymyśliliśmy temperaturę, żeby mieć powód do narzekania.
Podobnie z przeciwieństwami. Czy woda jest przeciwieństwem ognia? W żadnym razie. Ogień nie czuje się zagrożony przez wodę, a woda nie czuje triumfu, gdy go gasi. To tylko nasza językowa projekcja. Dramat wpisany w naturę, której samej dramaty są obce. Tak samo jak „początek” i „koniec”, „dobro” i „zło”, „prawda” i „fałsz” – to wszystko produkty językowe, a nie fakty przyrodnicze.
Językowe wirusy w natarciu
Przyjrzyjmy się teraz tej sferze języka, która rzeczywiście prowadzi do przemocy – języka, w którym słowa nie opisują świata, lecz nim rzucają, jak kamieniem. Wystarczy wypowiedzieć kilka dobrze znanych fraz: „komuniści to świńska zaraza”, „Żydzi to parchy”, „podatek VAT jest niesprawiedliwy”, „własność to kradzież”.
Każde z tych zdań brzmi jak stwierdzenie faktu, ale nie ma żadnego rzeczywistego znaczenia, ani jako całość, ani po rozłożeniu na części.
Bo czy komunista biologicznie różni się od niekomunisty? Czy ktoś, kto głosuje na lewicę, ma w genach większe stężenie ideologii niż sąsiad z prawej strony ulicy? Nie.
Czy Żyd różni się od białego anglosaskiego protestanta? Biologicznie – nie, ale językowo i kulturowo – aż nadto. To właśnie język, nie geny, tworzy różnice między ludźmi. To on wymyślił „rasy”, „narody” i „cywilizacje” – kategorie, które nie istnieją w naturze, ale wciąż potrafią rozpalać emocje i wojny.
Czy ktokolwiek ma coś wspólnego ze świnią, poza tym że świnia też oddycha? Nie.
Czy ktoś jest „zarazą”? Oczywiście, że nie – choć to słowo, raz wypuszczone w eter, potrafi infekować umysły szybciej niż jakikolwiek wirus.
To samo dotyczy pojęć rzekomo poważnych, jak „sprawiedliwy podatek” czy „święte prawo własności”. Czy podatek może być sprawiedliwy lub niesprawiedliwy? Nie, bo podatek to formuła księgowa, a sprawiedliwość to konstrukcja metafizyczna. Ich zestawienie ma tyle sensu, co stwierdzenie, że marchewka jest bardziej moralna od pietruszki.
A „własność to kradzież”? Porażające hasło, które zawdzięczamy dziewiętnastowiecznej wściekłości i biedzie ubranych w filozofię. Ale własność nie jest ani moralna, ani niemoralna – to tylko zapis w księdze wieczystej, podpis, numer działki i stempel urzędnika.
Metafora staje się wyrokiem
Język, którym się posługujemy, nie jest już systemem porozumienia, lecz maszyną do generowania uprzedzeń i pozorów sensu. Nie dlatego, że słowa są złe, tylko dlatego, że zaczęliśmy je traktować jak fakty. Gdy ktoś powie „zaraza”, nie widzimy już metafory – widzimy człowieka, którego trzeba się pozbyć. Gdy ktoś mówi „nie sprawiedliwość”, nie słyszymy idei, tylko pretekst do aresztowania.
Skutki tego fałszu są jednak jak najbardziej realne: nienawiść, lęk, wojna. Słowo, które nie znaczy nic, potrafi zabić wszystko.
Gdyby świat nagle zamilkł
I dlatego czasami, w przypływie dobroci i filozoficznego znużenia, wyobrażam sobie świat, w którym ludziom nagle odjęło mowę. Ot tak. Pewnego ranka wszyscy budzą się i… cisza. Nikt nie pamięta słów, nikt nie umie czytać, pisać, komentować, tłumaczyć ani wyrażać opinii. Znikają konferencje, debaty, pyskówki w telewizji, manifesty w Internecie i kazania w kościołach. Nie ma już „proszę pani”, „nie zgadzam się”, „a właśnie że tak”. Panuje milczenie – monumentalne, spokojne, jak po dobrze wykonanym końcu świata.
I wtedy dopiero zaczyna się życie. Bo mimo utraty języka świat toczyłby się dalej. Słońce by wstawało, psy by szczekały, trawa by rosła, a ludzie, pozbawieni słów, zaczęliby wreszcie przypominać istoty, którymi kiedyś byliśmy: szczęśliwe zwierzęta z niepotrzebnie rozbudowanym mózgiem.
Czy mrówki się kłócą? Nie. Ustalają wszystko bez komisji i bez większości kwalifikowanej. Czy konie na padoku wdają się w ideologiczne spory? Niekiedy kopną, ale nie po to, żeby drugiemu dokopać – tylko żeby sobie ulżyć. One nie walczą o rację, tylko o przestrzeń. Czy ryby rzucają się sobie do gardeł? Owszem, czasem się zjadają, ale bez argumentów.
Oddech, zapach, dotyk i cisza
Gdyby więc ludziom na chwilę odjęło mowę, gdybyśmy zapomnieli języka w gębach i alfabetu w głowach, świat nie straciłby nic prócz hałasu. Zniknęłyby wojny o słowa, zbrodnie w imię pojęć, misje cywilizacyjne, dogmaty i debaty. Nie byłoby już „prawdy narodowej” ani „kłamstwa obcych mediów”, bo bez języka nie dałoby się ich wymyślić.
Może wtedy, w tej błogosławionej ciszy, człowiek po raz pierwszy zrozumiałby świat – nie przez zdania, lecz przez oddech, zapach, dotyk, rytm. Może nawet odkryłby, że zrozumienie wcale nie wymaga języka. Że najgłębsze porozumienie to spojrzenie bez słów. I że prawdziwy raj nie został utracony przez jabłko, tylko przez pierwsze wypowiedziane zdanie.
Oczywiście, w przeciągu zaledwie półtora pokolenia nasza tak zwana cywilizacja i kultura przestałyby istnieć. Rozpadłyby się jak domek z kart zdmuchnięty podmuchem ciszy. Wrócilibyśmy do jaskiń, do ognia i gestów, do świata przed słowem. Czy warto byłoby?
Robert Jaruga
Post scriptum
Oczywiście ten tekst powstał z okazji okrągłej, 95. rocznicy pierwszego wydania jednej z najbardziej niezrozumiałych książek mojej akademickości – „Das Unbehagen in der Kultur” Zygmunta Freuda. Czytałem ją najpierw w oryginale i byłem przekonany, że nic nie pojmuję, bo to wina mojej niemieckiej niegramotności.
Potem sięgnąłem po polskie tłumaczenie Jerzego Prokopiuka, „Kultura jako źródło cierpień”, i nie zrozumiałem równie pięknie.
Dziś, po latach, mogę wreszcie powiedzieć, że zrozumiałem. Nie książkę, rzecz jasna – siebie w niej niepojmującego.
Dziękuję, panie Zygmuncie.
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze : call_made
Robert Jaruga
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Bankier szuka żony w koniczynie
Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”. Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]
Robert Jaruga 2026-05-03
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego
Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]
Robert Jaruga 2026-04-17
Nieznany kraj za Bugiem
NIEZNANY KRAJ ZA BUGIEM Samce alfa nad mapą Europy W minionym tygodniu miały miejsce zdarzenia dość istotne z punktu widzenia geopolityki. Donald Trump oświadczył z pewną pretensją, że europejscy sojusznicy wypięli się na niego w sprawie ataku na Iran. Trudno nam się dziwić. Bo jeśli jeszcze niedawno pomysły o aneksji Kanady, połknięciu Grenlandii, stąpaniu po Kubie można było traktować jako polityczną hucpę i element wizerunkowego kabaretu człowieka w czerwonej bejsbolówce, założonej daszkiem do tyłu, to w zestawieniu z porwaniem Maduro oraz realnym bombardowaniem ludzi w Iranie przestają śmieszyć. Zaczynają niepokoić. Europejscy przywódcy doszli do wniosku, że człowiek, który żartuje z podbijania świata, może w pewnym momencie przestać żartować. Pierwsza dama do ostatniego dyktatora Dwa incydenty przeszły jednak niemal niezauważone. Oto na Białoruś, by uścisnąć dłoń Aleksandra Łukaszenki, pofatygował się niejaki John Coale. To amerykański prawnik, wysłannik Trumpa do spraw zbyt […]
Robert Jaruga 2026-04-10
Gorejące serce i lodowata historia
Początek recenzji Gorejące serce i lodowata historia Zaczęło się niewinnie. Do redakcji przyszedł mail o treści następującej: „Imię i nazwisko: Jan Kochani, mam do Was prośbę: pójdźcie na film pt. „Najświętsze Serce” i napiszcie rzetelną recenzję. Sam bym poszedł, ale ksiądz proboszcz powiedział, że nawet najbardziej zatwardziali bezbożnicy w ateistycznej Francji – taki przykład podał – wychodzą z tego filmu nawróceni, więc wolę nie ryzykować. Wam to pewnie nie grozi. Pozdrawiam i czekam.” Bozia w multipleksie Przyznam szczerze: nie spieszyło nam się na taki seans. Ostatni film religijny, który zapadł nam w pamięć, to „Pasja” Mela Gibsona z 2004 roku – jeden z największych fenomenów frekwencyjnych kina religijnego. Było to, proszę Państwa, omal ćwierć wieku temu. Jednak z zawodowej ciekawości sprawdziliśmy, co o nowym filmie „Najświętsze Serce” z 2025 roku mówią jego entuzjaści. Episkopat informuje, że produkcja „przyciąga tłumy do […]
Robert Jaruga 2026-03-12
Polska: Made in USA
SUWERENNOŚĆ – WERSJA SOJUSZNICZA Kraj, o którym się komunikuje Można dziś odnieść wrażenie – nie będę mówił kto i co – że Polska nie jest krajem, z którym się rozmawia, lecz krajem, o którym się komunikuje. To różnica subtelna, lecz zasadnicza: z krajem, z którym się rozmawia, prowadzi się dialog. Kraj, o którym się komunikuje, jest odbiorcą komunikatu. Jednokierunkowego. Teraz głos zabiera sam premier, że sojusznicy powinni się szanować. Rodzi się zatem podejrzenie, że ten szacunek nie jest oczywisty. Być może jest niesymetryczny. Brak szacunku nosi imię pogardy. I co z tego wynika? Ano nic. Dalej będziemy udawać, że jesteśmy równoprawnym partnerem, a oni będą nas klepać po plecach i mówić: „dobry piesek”. Guantanamo w Kiejkutach Pytanie, czy Polska jest państwem niezależnym od Stanów Zjednoczonych, pojawia się dziś coraz częściej. Nie jest nowe. Jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy stanęło […]
Robert Jaruga 2026-03-04
Kapitalizm bez rewolucji
GALA BCC Święto niezarejestrowanej partii biznesu 20 lutego, w miniony piątek, w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Centre Warsaw, odbyła się doroczna gala Business Centre Club (BCC). Czyli święto niezarejestrowanej partii biznesu, która nie startuje w wyborach, ale rządzi jednak setkami tysięcy dusz. W świetle reflektorów wręczano Złote, Srebrne i Platynowe Statuetki Lidera Polskiego Biznesu – odpowiedniki medali mistrzostw Polski. BCC to nie jakiś klub dyskusyjny dla aspirujących księgowych. To poważna, historyczna organizacja kapitalistyczna, którą w czasach swojej świetności zaszczycał nawet premier Leszek Miller. Konkurs „Lider Polskiego Biznesu” to nie firmowa gala konsultantów podatkowych z międzynarodowej korporacji Ernst & Young (EY). To też nie półtajemne zgromadzenie najbogatszych z Polskiej Rady Biznesu. Ani konfederacja branżowych interesów pod szyldem Lewiatana. BCC ma ambicję być Komitetem Olimpijskim polskiego kapitalizmu. Goliszewski w grobie się przewraca Wprawdzie legendarny prezes-założyciel BCC Marek Goliszewski (kandydat na […]
Robert Jaruga 2026-02-26
Powiązane
1000 filmów o Mateuszu
Wałęsa nie czytał, Lenin pisał tomy W dobrym tonie każdego polityka jest wydać choć jedną książkę pod własnym nazwiskiem - z obowiązkowym tytułem w stylu Słowo, honor i cośtam. Nawet Lech Wałęsa jedną wydał, choć, jak sam zeznał, żadnej nie przeczytał.Niewielu polityków wniosło jednak tak potężny wkład w kulturę jak Włodzimierz Lenin, którego Wielka edycja jubileuszowa Dzieł wszystkich liczyła 60 tomów. To absolutny rekord wszech czasów. Nikt wcześniej ani później nie napisał tyle o sobie i o własnej nieomylności w tak krótkim czasie.Wódz rewolucji zmarł mając zaledwie 53 lata, a zdążył już nie tylko obalić carat, ale też zostawić po sobie biblioteczny odpowiednik mauzoleum – z liter zamiast marmuru. Przyznam, że próbowałem to czytać. Próbowałem. Do dziś czuję w oczach ukłucia cyrylicy i zapach szczerej ideologii.Drugim literackim herosem polityki był Winston Churchill. Jego Pamiętniki o drugiej wojnie światowej to 12 […]
Robert Jaruga 2026-01-28
WIELKI HETMAN MORAWIECKI
Mateusz Morawiecki najwyraźniej nie ma co robić. Majątek przepisał na żonę - i dzięki temu nikt nie wie, jakie akcje spółek skarbu państwa posiada, a jakie lepiej omijać szerokim łukiem. Wszystkie niecności okresu premierowania - w tym zaprzepaszczenie 700 miliardów złotych z KPO, które rzekomo „załatwił” Polsce i do których szczerzył się na plakatach - uszły mu płazem. Podobnie jak koszmary legislacyjne w rodzaju ustawy podatkowej zwanej Polskim Ładem czy budowanie na spółę z Glapińskim równoległych budżetów państwa poza kontrolą Sejmu. Dzięki pobłażliwości Tuska i własnej aktywności w mediach, zapewne wspieranej przez Kaczyńskiego, Morawiecki nie tylko wrócił do gry, ale wręcz jest rychtowany na premiera 2027 roku. Krąg wzajemnego zaufania i przelewów Tutaj wypada przypomnieć, że 6,54 mln zł (ze środków Skarbu Państwa) plus 3 529 945 zł – ta druga suma już bezpośrednio z Kancelarii Premiera - trafiły do […]
Robert Jaruga 2025-11-13
Jak student historii został prezydentem lub alfonsem
Otóż ostatni tydzień przyniósł wieść, która zaparła dech w piersiach i spowodowała zamęt w głowach. Karol Nawrocki, obecny prezydent, będzie walczył z Axel Springerem – a konkretniej z jego polskimi podkomendnymi z Onetu.pl – o to, czy w czasach młodości zajmował się stręczycielstwem, czy też jednak nie zajmował. Istota sporu tkwi w pytaniu: czy Karol Nawrocki oprócz tytułu prezydenta nosi w życiorysie także epizod alfonsa z sopockiego Grand Hotelu. Sugestie o alfonsowaniu znalazły się w publikacji Onetu, która - przypadkowo wyszła akurat w kampanii wyborczej. Skutek? Dla Karola poniżający, bo w opinii dużej mniejszości został alfonsem z Grandu.No i teraz mam dylemat natury egzystencjalno-obywatelskiej. Jako niechętny Nawrockiemu -przyznaję bez bicia - wolałbym, żeby był alfonsem. To by wiele tłumaczyło i ubarwiło nasze życie polityczne. Ale jako obywatel, który jeszcze płaci podatki, muszę jednak woleć, aby prezydent alfonsem nie był.No i […]
Robert Jaruga 2025-10-01
Mięśnie zamiast mózgu
Jeżeli chodzi o mój zawód dziennikarza i publicysty - największym problemem jest autocenzura. Dziennikarz jest bowiem jak termometr wsadzony w tyłek niemowlęcia: jego zadaniem jest rzetelnie i obiektywnie wyjaśnić, jaka jest temperatura owego tyłka. Niestety nie wolno zapominać, że termometr ma też swoją własną temperaturę - zazwyczaj niższą niż ludzka - i ta jego chłodna natura nieuchronnie wpływa na wynik pomiaru. Innymi słowy, sam akt mierzenia zmienia mierzony obiekt. Zatem mam dylemat zawodowy: wiem, że każde słowo, każda obserwacja, każdy opis - choćby obiektywny - wpływa na rzeczywistość, którą próbuję przedstawić. Moja obecność w temacie jest jak wejście z termometrem do tyłka: zafałszowuje to, co chciałem uchwycić. Dlatego często mówię: może lepiej przemilczeć, lepiej nie mierzyć, lepiej nie wyjaśniać. Słowa mają moc. Mogą zmienić temperaturę całego układu, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć, jaka ona była naprawdę. Dzisiaj więc zaryzykuję i zrobię […]
Robert Jaruga 2025-09-13
Przegrana od nominacji
Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]
Ruben Jary 2025-08-27
Architekt cieni. Rządzić, nie będąc u władzy
Nie będę o tym, bo już inni byli to zrobili, dlaczego Trzaskowski przegrał. W większości byli słuszni, choć zasadniczo mylni. Bo owszem, przegrał. Ale zdobył 10 milionów, a to wynik więcej niż przyzwoity. Różnica jednego procenta to nie nokaut, tylko rysa na wyniku. Nie jest wcale oczywiste, że gdyby wypadł lepiej na debacie albo gdyby jego kampanią nie zarządzała osoba o kwalifikacjach z „Dzień Dobry TVN”, to rezultat byłby inny. To zbyt prosta interpretacja. Świat i polityka – tak nie działają.Przyjrzyjmy się fenomenowi rzeczywistego przeciwnika Trzaskowskiego. Pochylmy się nad tym unikatem na skalę światową – człowiekiem, który nie startuje, nie kandyduje, nie zabiega... a i tak rządzi wszystkim i wygrywa. Tym który rozegrał Trzaskowskiego.Fenomen trwaniaÓw nie goni za pieniędzmi, nie celebruje luksusu, nie potrzebuje aprobaty mediów. Nie ma dzieci. Nie ma żony. Nie jeździ do Toskanii. Nie biega, nie pływa, […]
Ruben Jary 2025-06-30
Bądź pierwszym, który skomentuje!