Całkiem niedawno, w budynku, gdzie pulsuje serce i pracuje umysł naszego Kościoła – czyli w betonowej twierdzy Episkopatu przy skwerze Wyszyńskiego – odbyła się konferencja dla mediów pod przewodnictwem biskupa Osiała Wojciecha. Zapowiadano ją jako przełom na miarę Lutra. Osiał zaprezentował coś, co dotyczy wszystkich katechizowanych dzieci mianowicie „Podstawę programową nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce” – nową, a więc z definicji ulepszoną.
Episkopat edukuje: jak zrobić bezmyślnego katolika
Okładka wygląda ładnie, nawet profesjonalnie, grafika taka, że gdyby to była publikacja GUS, nikt by nie zauważył różnicy. Zaraz po opuszczeniu duchownej cytadeli przeczytaliśmy dokument od deski do deski – bo, jak mało komu w tym kraju, za czytanie nam płacą.
Osiał na konferencji grzmiał: „Nowa epoka w katechezie, nowe otwarcie, nowa strategia!”
Miało to być rzekomo „odpowiedzią na wyzwania współczesności”. Oczekiwaliśmy więc czegoś na miarę duchowej konstytucji XXI wieku. Po zamknięciu ostatniej okładki mogłem tylko stwierdzić: jeśli to jest nowe, to ja jestem Matka Teresa w bikini.
Wielbłąd nie przejdzie, mózg też nie
Chciałbym powiedzieć coś dobrego o tym dokumencie, naprawdę. Ale to mniej więcej tak realne, jak próba przeciśnięcia wielbłąda przez ucho igielne. Od pierwszej strony „podstawa programowa” jest jak obietnica premiera na koniec kampanii – dużo zdań, zero treści, a po wszystkim pozostaje tylko pytanie: to już!? to wszystko!? W praktyce dostajemy broszurkę instruktażową dla katechetów, którzy nie wiedzą, czego uczyć, ale wiedzą, że mają uczyć – koniecznie rzymskokatolicko, bez zbędnych odchyleń w kierunku rzeczywistości. Główna myśl dokumentu brzmi: lekcja religii nie jest od poznawania religii.
Religia – według Episkopatu – to nie religioznawstwo a to mniej więcej tak, jakby na geografii pokazywać dzieciom wyłącznie mapę Watykanu i udawać, że reszta globu to nieaktualne dane. Albo na biologii postawić przed klasą krowę i oświadczyć, że inne ssaki nie istnieją.
Wątpliwości? Prosimy nie wnosić
Antyklerykałowie od lat okładają Kościół za pijaństwo księży, cudzołóstwo, chciwość, molestowanie i polityczne dymanie narodu na ambonie. Słusznie, ale to tylko tłuszcz na powierzchni zupy, nie sedno problemu. Prawdziwy kłopot jest prosty: Kościół nie rozumie świata, który próbuje pouczać. Nigdy nie rozumiał. Chrześcijaństwo źle tłumaczy rzeczywistość, bo ta rzeczywistość ma własną fizykę, własną biologię i własne konflikty.
Episkopat pisze w „podstawie programowej”, że uczniowie mają „zastosować wiedzę religijną w życiu”. Cudownie. Tylko że tej wiedzy nie da się zastosować nigdzie. Nie pomaga zarabiać pieniędzy, nie zatrzyma inflacji, nie naprawi samochodu, nie rozbroi konfliktu, nie wyjaśni zjawiska przyrody, nie zapobiegnie wojnie, nie powstrzyma mordu ani kradzieży a jej moc kończy się dokładnie tam, gdzie kończy się mszalne „Idźcie w pokoju”.
Spróbuj powołać się na Ewangelię przy kredycie hipotecznym – bank uprzejmie pokaże ci drzwi. Spróbuj powstrzymać pandemię hasłem „Bóg czuwa” – wirus się roześmieje. Spróbuj zatrzymać agresora psalmem – zobaczysz, jak szybko psalm zamieni się w requiem. Kościelne prawdy wiary odstają od świata jak młotek od gotowania rosołu. Narzędzie może i solidne, ale jak zaczniesz nim mieszać – rozwalisz garnek, a zupy dalej nie będzie.
Młotek do rosołu
A przecież nastąpiła fundamentalna światowa zmiana, o której na katechezach nikt nie wspomni, bo jakże by to wyglądało na tle plastykowego krucyfiksu z Chin. Chrześcijaństwo przez dwa tysiące lat było pasmem nieustannej inwazji. Nie jest przesadą stwierdzić, że w imię Chrystusa zginęło więcej ludzi niż w imię Hitlera. Ewangelizacja obu Ameryk była jedną z największych katastrof demograficznych w dziejach. Nie była Holokaustem, ale w skutkach liczbowych przebija skalą chorób i kolonialnej przemocy. Dziś trend się odwrócił, dzięki globalnej komunikacji. Pięciominutowy filmik na YouTubie potrafi unieszkodliwić kościelną propagandę skuteczniej niż niegdysiejszy rapier conquistadora. Do Polaków wreszcie dociera, że inne wielkie tradycje duchowe opisują rzeczywistość precyzyjniej, spójniej i z większą pokorą wobec faktów. Bez kajdan, które Kościół nazywa dogmatami, a które są – mówiąc po prostu dobrze zorganizowaną głupotą.
Od rapiera do YouTubera
A przecież nastąpiła fundamentalna światowa zmiana, o której na katechezach nikt nie wspomni, bo jakże by to wyglądało na tle plastykowego krucyfiksu z Chin. Chrześcijaństwo przez dwa tysiące lat było pasmem nieustannej inwazji. Nie jest przesadą stwierdzić, że w imię Chrystusa zginęło więcej ludzi niż w imię Hitlera. Ewangelizacja obu Ameryk była jedną z największych katastrof demograficznych w dziejach. Nie była Holokaustem, ale w skutkach liczbowych przebija skalą chorób i kolonialnej przemocy. Dziś trend się odwrócił, dzięki globalnej komunikacji. Pięciominutowy filmik na YouTubie potrafi unieszkodliwić kościelną propagandę skuteczniej niż niegdysiejszy rapier conquistadora. Do Polaków wreszcie dociera, że inne wielkie tradycje duchowe opisują rzeczywistość precyzyjniej, spójniej i z większą pokorą wobec faktów. Bez kajdan, które Kościół nazywa dogmatami, a które są – mówiąc po prostu dobrze zorganizowaną głupotą.
Kto kogo kontynuuje, a kto kogo poprawia
W „Podstawie programowej” Episkopat chętnie wspomina, że chrześcijaństwo wyrasta z korzenia judaizmu. Nie mówi rzeczy najważniejszej: judaizm nie uznaje chrześcijaństwa za swoją kontynuację, tylko za fałsz i teologiczną herezję. Zdaniem żydów chrześcijanie żyją w błędzie. Jezus nie był mesjaszem, matka boska nie była dziewicą. Nikt nie zmartwychwstał. To co do faktów. A co do przekonań powiedzmy głośno: judaizm radzi sobie ze światem, bo go rozumie. Żyd zaczyna od założenia: człowiek ma w sobie potężny popęd do złego. I to zgadza się z całą znaną ludzkości historią, każdym raportem policyjnym i połową serwisów informacyjnych. Chrześcijaństwo przeciwnie. Twierdzi, że człowiek „z natury dąży do dobra”. Pogląd tak bardzo rozmijający się z rzeczywistością, że powinien mieć ostrzeżenie, jak papierosy: „Ta doktryna szkodzi twojej percepcji świata”. W judaizmie zło jest realne. W chrześcijaństwie – to tylko „brak dobra”. Brak dobra? To chyba tylko w Episkopacie mogą spojrzeć na ludobójstwo i powiedzieć: „Ups, zabrakło dobra!”.
Historia w judaizmie nie ma boskiego sensu „inteligentnego planu” i to pasuje, bo historia świata przypomina bardziej zepsuty ekspres do kawy. Chrześcijaństwo natomiast widzi w dziejach narzędzie zbawienia, po czym życie co chwilę wbija mu w bok widelec i przypomina: „Halo, tu rzeczywistość”. W judaizmie cierpienie niewinnych bywa po prostu cierpieniem. W chrześcijaństwie ma sens. Najlepsze jednak są obietnice. Judaizm prawie ich nie ma: żadnych gwarancji szczęścia, sukcesu, boskiej ochrony. I dlatego działa. Chrześcijaństwo natomiast rozdaje metafizyczne bonusy: zbawienie, opiekę, triumf dobra – wszystko ważne po śmierci, czyli reklamacja niemożliwa. Żydzi liczą czyny. Chrześcijanie intencje. W judaizmie odpowiadasz za to, co zrobiłeś. W chrześcijaństwie – wystarczy, że miałeś dobre serduszko.
Od sutanny do sutry
Z YouTube’a dowiadujemy się też o buddyzmie, który daje chrześcijaństwu kopa w kroczę już na starcie, bo nie potrzebuje Boga, by tłumaczyć świat, cierpienie i moralność. Pytanie „czy Bóg istnieje” uważa za równie sensowne, jak pytanie o PESEL smoka wawelskiego. Buddyzm opiera się na realnych uwarunkowaniach psychicznych, nie na bajce o wolnej woli, której nie potwierdza żadna nauka. Co ważniejsze, buddyzm pozwala człowiekowi być szczęśliwym tu, na ziemi, bez czekania na żadne „po śmierci”. To dla chrześcijaństwa jest nie do przełknięcia, bo cały system nagród zaczyna się dopiero za grobem. Cierpienie buddysta wyjaśnia psychologią i uczy je redukować, podczas gdy katecheta tłumaczy je „tajemniczym planem Boga”. Nic dziwnego, że buddyzm radzi sobie w życiu codziennym, a chrześcijaństwo dopiero w nekrologach.
Wędrówka świadomości kontra bilet w jedną stronę
Nad Wisłę nadciąga też hinduizm i masakruje chrześcijańskie przekonania kopniakiem z pół obrotu. Tu wizja świata jest tak szeroka, że dogmaty z Katechizmu wyglądają przy niej jak instrukcja obsługi tostera. Chrześcijaństwo upiera się przy jednym życiu i jednym sądzie, podczas gdy hinduizm widzi egzystencję, jako ciągłą wędrówkę świadomości a to paradoksalnie, lepiej tłumaczy różnice szczęścia, talentów i tragedii niż cała chrześcijańska teodycea.
Zamiast jednego Boga, który musi pasować do wszystkich, hinduizm dopuszcza niezliczone manifestacje boskości, czyli coś, co faktycznie odpowiada wielości ludzkich doświadczeń. W hinduizmie prawo moralne – dharma – nie jest zbiorem zakazów wyrwanych z krajobrazu sprzed trzech tysięcy lat, lecz dynamiczną zasadą dostosowaną do wieku, sytuacji, roli społecznej, etapu życia i realnych konsekwencji działań. Dharma nie udaje, że świat jest prosty, tylko dlatego, że tak wygodnie brzmi w kazaniu. Naprzeciw tego stoi chrześcijańska mechanika moralna: „zbawienie albo potępienie”, binarna jak gra komputerowa z jedną mapą i jednym przeciwnikiem. Prosta, toporna i dramatycznie niepasująca do świata, w którym każdy człowiek żyje na innym poziomie trudności.
Islam wjeżdża na trzeźwo
No i mamy islam – najbardziej znienawidzoną religię w pakiecie chrześcijańskich lęków. Wiadomo: World Trade Center, Londyn 7/7, Charlie Hebdo, Al-Kaida – materiał, który wyjaśnia, skąd bierze się ta nienawiść. Ale chrześcijańska niechęć ma jeszcze jedno, o wiele bardziej wstydliwe źródło: muzułmanie wjeżdżają do naszej kultury z czymś absolutnie nie do zniesienia dla porządnego, niedzielnego katolika z Polski. Żelazną, doktrynalną trzeźwością.
Wyobraźmy sobie, co by się stało z Kościołem, gdyby ta opcja wygrała. Dwa miliardy ludzi żyje bez wódki, bez piwa, bez codziennego pielgrzymowania do sklepu z alkoholem i – o zgrozo – żyją normalnie: budują państwa, prowadzą firmy, rodzą dzieci, piszą książki. W oczach chrześcijaństwa to dopiero jest herezja: religia, która funkcjonuje bez procentów!? Przy takim porównaniu nawet politeizm wygląda jak drobne nieporozumienie liturgiczne.
Kościół sprzedaje, dzieci kupują
Trzeba w końcu zacząć mówić chrześcijańskim dzieciom prawdę: świat nie kręci się wokół was, a wasza religijna pewność siebie nie wynika z mądrości, lecz z jej braku. W oczach wielkich tradycji duchowych wyglądacie momentami jak szczenięta we mgle. Dość śmieszni. Kościół od dwóch tysięcy lat sprzedaje wam podrobiony towar, wciska metafizyczny bubel.
Bóg nie karze – robi to rzeczywistość
Panie Biskupie Osiale! Prezentując nową „instrukcję programową nauczania religii”, doskonale wiedząc o jej miałkości, wtórności i teologicznym ubóstwie, popełnia Pan wykroczenia nie tylko wobec zdrowego rozsądku, lecz także wobec trzech wielkich tradycji duchowych świata. Każda nazwałaby Pański czyn inaczej, ale wspólny mianownik jest jeden: zbrodnia przeciwko prawdzie.
Rabin oskarżyłby Pana o Hillul Ha-Szem – profanację przez ludzką głupotę. W judaizmie największym grzechem nie jest błąd, lecz robienie z Boga idioty. Przedstawianie programu edukacyjnego, który nie tłumaczy rzeczywistości, nie opiera się na faktach i nie szanuje rozumu, byłoby właśnie takim czynem. A kara jest celna: Bóg was nie musi karać. Karze rzeczywistość. Nie ma szybkiej drogi przebaczenia – trzeba realnych czynów naprawczych i pokory.
Bramin widziałby w Panu uosobienie Adharmy, działania wbrew porządkowi świata. Szerzenie niewiedzy, mylenie przyczyn ze skutkami, karmienie dzieci dogmatami niedającymi się zastosować w życiu – to naruszenie kosmicznej równowagi. Konsekwencja? Karma wraca. Człowiek tworzący głupotę będzie tą głupotą otoczony w następnym wcieleniu. Przy odrobinie ironii losu urodzi się Pan jako katecheta zmuszony czytać własną podstawę programową.
A ajatollahowie postawiliby Panu zarzut Fitna – czynu, który wprowadza chaos w umysłach ludzi, rozbija wspólnotę i oddala od prawdy. A Koran nie owija w bawełnę: „Fitna jest gorsza niż zabójstwo”. Kara? Od przymusowych postów i odosobnienia po sankcje znacznie mniej symboliczne.
Nie jedyna, nie ostateczna, nie zawsze skuteczna
A cóż my, humaniści, możemy Panu powiedzieć? Gdyby miał Pan choć połowę odwagi duchowej średniowiecznych mistyków, którzy nie bali się kwestionować dogmatów, Pańska „podstawa programowa” zaczynałaby się prostym zdaniem: „Wiedza religijna jest próbą zrozumienia świata. Nie jedyną. Nie ostatnią. Nie zawsze skuteczną.” A kończyła słowami: „Drodzy uczniowie, nie wiemy. Szukajmy razem.”
Mirek Kwaśny
Oznaczono jako :
bp. Osiał Wojciech Episkopat Polski
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze :
Mirosław Kwaśny
Mirosław Kwaśny, dziennikarz z Kamiennej Góry, to lokalny tropiciel afer, specjalizujący się w tematyce samorządowej. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, całe życie zawodowe spędził w regionalnych mediach, uparcie drążąc tematy korupcji i nadużyć władzy. Rzetelny i dociekliwy, zdobył zaufanie lokalnej społeczności, choć sam twierdzi, że "prochu nie wymyślił". Jego reportaże, często stanowiące iskrę debat publicznych, dowodzą, że prawdziwe dziennikarstwo może się dziać także poza wielkimi aglomeracjami. Bywa filozofem.
Krajowy system e-Zawałów
Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-18
Katecheza bez mózgu
Całkiem niedawno, w budynku, gdzie pulsuje serce i pracuje umysł naszego Kościoła – czyli w betonowej twierdzy Episkopatu przy skwerze Wyszyńskiego – odbyła się konferencja dla mediów pod przewodnictwem biskupa Osiała Wojciecha. Zapowiadano ją jako przełom na miarę Lutra. Osiał zaprezentował coś, co dotyczy wszystkich katechizowanych dzieci mianowicie „Podstawę programową nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce” – nową, a więc z definicji ulepszoną. Episkopat edukuje: jak zrobić bezmyślnego katolika Okładka wygląda ładnie, nawet profesjonalnie, grafika taka, że gdyby to była publikacja GUS, nikt by nie zauważył różnicy. Zaraz po opuszczeniu duchownej cytadeli przeczytaliśmy dokument od deski do deski – bo, jak mało komu w tym kraju, za czytanie nam płacą. Osiał na konferencji grzmiał: „Nowa epoka w katechezie, nowe otwarcie, nowa strategia!” Miało to być rzekomo „odpowiedzią na wyzwania współczesności”. Oczekiwaliśmy więc czegoś na miarę duchowej konstytucji XXI wieku. Po zamknięciu […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-07
Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi
No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd - on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi - to już preludium do kryzysu na rynku pracy. 180 tysięcy istnień Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe - wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna […]
Mirosław Kwaśny 2025-11-30
Reportaż z kraju, w którym nikt nie klęka
Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska - ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej - przestanie działać w roku 2027. A potem polski rok bólu Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci […]
Mirosław Kwaśny 2025-11-04
460 tysięcy szabel w spódnicach
Andrzej Duda nie powinien mierzyć tak wysoko, jak szefostwo NATO Niechże jednak wreszcie zrobi coś pożytecznego dla kraju i zostanie aktorem. Idealnie nadawałby się do ról pierwszoplanowych w polskim kinie plebejskim. Wyobraźmy go sobie jako Borynę w kolejnym remake'u "Chłopów"... Albo jeszcze lepiej: "Plebey Duda", scenariusz Andrzej Pilipiuk, reżyseria Patryk Vega. Pierwsza scena jawi mi się tak: Kmieć Duda, wściekły na sąsiada, co mu kury podbiera, ostrzy kosę, mrucząc pod nosem o zemście. Wtem, zza stogu siana wyłania się sołtysowa, kusząc Dudę obietnicą unijnej dotacji za oddanie jej pola pod fotowoltaikę. Duda, patrząc na jej ponętne kształty, czuje przypływ pożądania, ale nagle przypomina sobie o sąsiedzie. Wahając się między żądzą zemsty a chęcią zysku, wciąga nosem tabakę. Chwyta za widły i wbija je w brzuch sołtysowej, która z krzykiem pada na ziemię. Na podwórze wjeżdża czarny mercedes, z którego wysiada […]
Mirosław Kwaśny 2025-05-02
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?
Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]
Mirosław Kwaśny 2025-04-09
Powiązane
Dobry człowiek, ale zły papież
FELIETON / KOŚCIÓŁ / MEDIA Dobry człowiek, ale zły papież Nie wiem, czy zauważyliście – a właściwie jestem pewien, że nie zauważyliście – że pontyfikat Leona XIV trwa już siedem miesięcy. Można by pomyśleć, że papież się zawiesił. O Leonie jest raczej cicho w przeciwieństwie do jego rodaka – Trumpa, obecnie najważniejszego człowieka na Ziemi, Wszechziemi i Metaziemi. Ten przynajmniej jest widoczny na trzech wysokościach każdego ekranu: w nagłówku, w reklamie i w komentarzu z Ukrainy. Codziennie bombarduje nasze receptory medialne kolejnym „Make America Whatever Again”. Nie miejmy złudzeń – nasze umysły mają ograniczoną pojemność na amerykańskie figury władzy, i w tym rozdaniu jeden Jankes wystarczy. Wybór padł na tego, który wrzeszczy. Technokrata, komunista i czołg No i jest jeszcze jeden powód, dla którego Episkopat Polski milczy, gdy w Watykanie zmienia się lokator: głęboka, narodowo-mistyczna, niewyleczona trauma po śmierci Jana […]
Ruben Jary 2026-02-10
Boże narodzenia
Przyśnił mi się Bóg i powiedział, że to nie sen Boskie porody. Od torsji Zeusa do kwiatu Henbe Mitologiczne początki bogów to istny festiwal dziwactw. Wenus wyłania się z morskiej piany, zapłodnionej, o ironio, odciętymi genitaliami Urana. Atena, poczęta w bardziej tradycyjny sposób, przeżywała traumatyczne narodziny – jej ciężarna matka zostaje pożarta przez Zeusa, a córka wydostaje się na świat przez jego usta. Dionizos rozwija się w udzie Zeusa, Adonis wychodzi z pnia mirry, a Śiwa pojawia się jako ośmiolatek w kwiecie lotosu. Dalej jest już nieco bardziej konwencjonalnie, choć nadal z nutą boskiego absurdu – Herkules, Mitra, Tammuz i Hermes rodzą się z dziewic. Choć i tu zdarzają się wyjątki, jak w przypadku bogini Henbe, poczętej przez matkę wąchającą magiczny kwiat. Krótko mówiąc, boskie porody to temat rzeka, pełen makabrycznych i groteskowych szczegółów. 25 grudnia. Ulubiony dzień narodzin bogów […]
Michał Rala 2025-12-24
Lew z kalkulatorem. Papież z działu kadr
Jeśli chodzi o nowego papieża, to – jak to zwykle bywa – wiadomo o nim tyle co nic. A tajemnica jego błyskawicznego wyboru? Żadna tajemnica, wystarczy kartka i kalkulator. W konklawe brało udział 133 kardynałów, z czego 80 nominował poprzedni papież – czyli większość miała już gotowy scenariusz, wystarczyło tylko go odegrać. Robert Francis Prevost, zanim stał się Ojcem Świętym, był prefektem Dykasterii ds. Biskupów, czyli kimś w rodzaju szefa personalnego Watykanu. Dzięki jego podpisowi biskupami zostało co najmniej 250 księży na całym świecie, a 42 z nich – przypadkiem lub nie – zostało potem kardynałami, którzy rozgrywali konklawe. Taki człowiek, wśród reszty, która znała się głównie z mszy, był to po prostu „nasz człowiek w Rzymie”. W międzynarodowym towarzystwie Prevost był nie tylko rozpoznawalny, ale i idealnie neutralny. Nie za liberalny, nie za konserwatywny, nie-Włoch, ale nie za egzotyczny. […]
Robert Jaruga 2025-06-19
Myśl wyłączona. Teologia bezmyślności w praktyce państwowej
...o kapelanie znikąd Jednym z nielicznych, niemal całkowicie pomijanych aspektów kończącej się prezydentury Andrzeja Dudy były jego relacje z Bogiem. Wzmianki na ten temat ograniczały się zazwyczaj do lakonicznych komunikatów: Prezydent modlił się na Jasnej Górze. Andrzej Duda modlił się na Wawelu. Modlił się w soborze w Hajnówce. Przy grobie św. Stanisława. Przy grobie pary prezydenckiej. Przed obrazem Matki Boskiej Pocieszenia w Starej Błotnicy. Modlił się w niedzielę wieczorem. W 75. rocznicę krwawej Niedzieli. Pod pomnikiem Lecha Kaczyńskiego w Tbilisi. W 2017 roku na Jasnej Górze nie tylko się modlił, ale też śpiewał — a przecież, jak głosi powiedzenie, „kto śpiewa, ten dwa razy się modli”. Zatem być może modlił się podwójnie, za jednym razem. Z oficjalnych komunikatów wynika, że prezydent Duda — w miarę możliwości — codziennie o ósmej rano oddaje się modlitwie w kaplicy: czy to w Pałacu […]
Michał Rala 2025-05-10
Kościół żywi się nieszczęściem
... oto wielka tajemnica wiary Przyszedł ksiądz po kolędzie. Po wymianie zwyczajowych uprzejmości i modlitwie ze wszystkimi domownikami, zasiada za stołem. - A co u was słychać ? – zapytuje kapłan. - Wszystko w najlepszym porządku. Dorośli pracują. Dziadkowie, dzięki Bogu, zdrowi. Syn dostał się na studia – wyjaśnia głowa rodziny. - Taaaak - rzecze kapłan. Ale chodziło mi o twoją siostrę. Czy już doszła do siebie, po tych straszliwych przejściach ? - Jakich przejściach !? Co konkretnie ksiądz ma na myśli ? - pyta zdezorientowany mężczyzna. - No a ty ? Jak się z tym czułeś ? Czy już wybaczyłeś ? - Ale z czym, proszę księdza, miałem sobie radzić ? Komu i z jakiego powodu wybaczać ? - Ooooj tak ! Widzę, że się zmagasz. Lepiej byłoby o tym nie mówić. No ale to jest ważne. Bóg jest […]
Michał Rala 2025-05-08
Żubr z probówki wyparował
Wielkie odkrycie czy medialna sensacja? W 2017 roku, z inspiracji Konrada Tomaszewskiego, ówczesnego dyrektora Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe, dziennikarze Gazety Wyborczej piali z zachwytu nad sukcesem polskich naukowców. Twierdzili, że dokonano sensacyjnego odkrycia – po raz pierwszy na świecie udało się „narodowy skarb wyhodować metodą in vitro”. „Pierwszy na świecie żubr in vitro narodzi się w Polsce!” – oświadczyła z pełnym przekonaniem Gazeta. Dodano, że na badania in vitro naukowcy ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego otrzymali z Lasów Państwowych 40 mln zł. Być może była to próba złagodzenia opinii publicznej, która nieco wcześniej dowiedziała się o wystawnych remontach w dyrekcjach regionalnych Lasów Państwowych – złotych poręczach, alabastrowych toaletach i marmurowych wychodkach. Prawda o żubrze z probówki Kierownikiem projektu była prof. Wanda Olech-Piasecka z Katedry Genetyki i Ochrony Zwierząt. W wywiadzie dla zakładowej Telewizji LP z naukową ostrożnością opowiadała […]
drwarlecki 2025-03-18
Bądź pierwszym, który skomentuje!