Background

Krajowy system e-Zawałów

Artykuły arrow_drop_down

Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku.

Cyfrowy potwór w betonowej klatce

Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku.

W środku – tysiące serwerów rozgrzanych niczym piece w Hucie Sendzimira. Mielą bez końca: Wasze PESELE, mandaty, punkty karne, deklaracje VAT, zwolnienia lekarskie, PIT-y. Warunki bardziej sterylne niż na sali operacyjnej! Wilgotność jak w inkubatorze wcześniaków! Temperatura regulowana co do dziesiątej stopnia! Powietrze filtrowane przez systemy, warte więcej niż wszystkie respiratory w kraju! Mrugają setki tysięcy czerwonych diod – jak oczy cyfrowego potwora!

Potwór

oplata państwo pajęczyną światłowodów: tysiącami kilometrów kabli prowadzących do ekranów urzędów skarbowych, inspektoratów, komend, ZUS-ów, ministerstw. Od momentu wybuchu „epidemii IT” państwo i samorządy wydały na infrastrukturę i software ponad 200 miliardów zł.

W ciągu dwóch dekad zbudowano Architekturę Cyfrową Państwa (GovTech!) a budowle miały być kamieniem milowym modernizacji. Jak one wyglądają:

ePUAP - Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej : reanimacja trupa

Budowana, burzona i reanimowana: start w 2008 roku. W raportach NIK określana jako przeinwestowana, nieczytelna, z niską ergonomią i błędami krytycznymi. Logowanie działa jak test cierpliwości, w godzinach szczytu ekran wita komunikatem „przepraszamy, system w konserwacji”. Wnioski znikają gdzieś w cyfrowym limbo, a na koniec pojawia się komunikat „NIEZNANA SYTUACJA WYJĄTKOWA”,

e-Zdrowie: recepta na błąd

budowany ponad 10 lat. Lekarz widzi inne dane niż pacjent, a e-Recepta generuje błędy, które farmaceuta musi interpretować jak hieroglify. Katalog leków aktualizuje się z opóźnieniem. Chaos rejestracyjny: pacjenci czekają miesiącami na wizytę, podczas gdy lekarze siedzą bez pacjentów. System wysyła nawet wezwania na zabiegi ludziom, którzy w życiu ich nie zamawiali.

Profil Zaufany: test zaufania do cierpliwości

To niby największy sukces e-państwa, A gdy przychodzi do podpisania dokumentu, zaczyna się prawdziwy test psychiczny: PIN, hasło, kod banku , pesel na wyrywki, trzy zgody, potwierdzenie, a potem… jeszcze raz to samo, bo „błąd autoryzacji”. Do tego dokument koniecznie w PDF, najlepiej poniżej 10 MB, bo inaczej system udaje, że go nie widzi. W praktyce obsługa Profilu Zaufanego wymaga kompetencji informatyka

PESEL: rejestr istnieje, integracja nie

Działa poprawnie – to po prostu centralny rejestr danych. Problem zaczyna się dopiero wtedy, gdy inne systemy próbują z niego korzystać. Integracja z ZUS potrafi zwrócić komunikat „obywatel nie istnieje”, urzędy skarbowe nie pobierają aktualnych danych, a połączenia z systemami policyjnymi potrafią się rozjechać.

CEPIK 2.0: pół auta prawdy

Działa! Przynajmniej częściowo. Historię pojazdu można sprawdzić, punkty karne też wyskakują. Ale dalej: przyczepa z 1995 roku w bazie figuruje jako „aktywny pojazd” chociaż już zezłomowana. Elektroniczna rejestracja auta pozostaje obietnicą przyszłego życia, a przerwy techniczne świadczą, że cały projekt traktowany jest jak eksperyment na żywym narodzie. Z posiedzenia sejmowej Komisji Infrastruktury wyłania się obraz bardziej gorzki niż humorystyczny: system budowany od 2013 r. nie został dokończony, Efekt? 7 milionów martwych dusz (pojazdów, których dawno nie ma),  brak narzędzia, by stacje demontażu mogły legalnie zgłosić kasację auta, brak możliwości sprawdzenia, czy pojazd nie jest zajęty przez komornika, oraz brak podstawowej funkcji: ustalenia, kto w ogóle jest właścicielem auta, jeśli nie zostało ono przerejestrowane.

E-sądy: 11 systemów z 11 epok

Dramat na steroidach. Miał być oknem na wymiar sprawiedliwości. Wyszło okno, które się nie domyka i jeszcze zacina w połowie. Pada co chwila. Logujesz się, a system się obraża; sprawy potrafią raz być, raz nie być. Dokumenty to skany tak fatalne, że człowiek ma wrażenie, że były robione kalkulatorem oświetlonym świeczką. Dlaczego? Każdy minister brał nowego wykonawcę, każdy wykonawca budował swoje „cudo”, a żaden nie pasował do żadnego. Efekt 11 różnych systemów, każdy z innej bajki

ZUS-księga czarów

System informatyczny ZUS to nie jest system. To jest Excel po dwóch wódkach, któremu ktoś wmówił, że jest sztuczną inteligencją. Oficjalnie nazywa się to „Kompleksowy System Informatyczny ZUS”. Arcydzieło inżynierii, które pamięta czasy, kiedy Bill Gates jeszcze nosił swetry w pepitkę. Rdzeń systemu powstał w latach 90., czyli wtedy, kiedy ludzie zastanawiali się, czy Internet w ogóle „się przyjmie”. Z czego składa się ten cyrk cyfrowy?
Z tabel, podtabel, nadtabel i około 45 tysięcy powiązań, których nie rozumie już nawet ten, kto je tworzył. Jeśli Excel ma kolumny A, B, C, to ZUS ma kolumny typu „P”, „W”, „MZ”, „Ø4” i „Dlaczego-to-nie-działa”. A każda z nich ciągnie za sobą kolejne trzy, jak hydra, tylko bardziej podatkowa. Najlepsze jest to, że system obowiązkowych składek dla 25 milionów ludzi pracuje na logice, która wygląda jakby została sklecona przez dwóch informatyków, jedną wróżkę i czarownika. Kwoty potrafią policzyć się inaczej, niż wynika z ustawy, wieloletnie składki potrafią „zniknąć”. Człowiek czasem dowiaduje się, że ma zaległości z 2003 roku, choć w 2003 roku był w gimnazjum.

KAS: cyfrowy trójkąt bermudzki

Krajowa Administracja Skarbowa to cyfrowa dżungla, w której każdy system żyje własnym życiem.

a. POLTAX – prekambr podatków

System pamiętający czasy telefonów na korbkę. Ma logikę DOS-a z lat 80. Dane raz znikają, raz pojawiają się bez pytania, a czas reakcji bywa dłuższy niż wystąpienie ministra finansów w Sejmie. Ale to on decyduje, czy Twój PIT jest poprawny.

b. JPK – lodówka przez dziurkę od klucza

Obok POLTAX-u leży JPK, czyli cyfrowy bat na przedsiębiorców: gigantyczny plik XML, gruby jak powieść i zrozumiały tylko dla trzech księgowych w Polsce. Wysłanie JPK przypomina próbę przepchnięcia lodówki przez dziurkę od klucza. To kosz na śmieci przebrany za Urząd Skarbowy.

c. e Urząd Skarbowy – portal, co chce, ale nie może

Logowanie trwa dłużej niż borowanie ósemki, dokumenty pojawiają się po dniach, wysłanie pisma kończy się komunikatem „błąd nieokreślony”, a system wylogowuje po 10 minutach, nawet jeśli dopiero planowałeś się zalogować.

d. SISK – podatnik Schrödingera

System identyfikacji skarbowej, który czasem jest, czasem go nie ma, czasem twierdzi, że podatnik istnieje, a czasem, że nigdy nie istniał. Połączenie wróżbity Macieja z kalkulatorem z kiosku RUCH-u.

e. Na drogach straszy SENT

– teoretycznie genialny system monitorowania przewozów. W praktyce kierowca musi wpisywać dane kilka razy. Aplikacja działa jakby napisał ją brat wiceministra w ramach pracy domowej, a system potrafi zgłosić, że cysterna jedzie jednocześnie w dwóch województwach. Teleportacja w polskim wydaniu.

f. STIR – mrożenie bez wyjaśnienia

 – system blokowania kont bankowych. Może zamrozić firmowe środki na 72 godziny, przedłużyć na trzy miesiące, nie podać powodu, a potem stwierdzić, że „system uznał, iż to podejrzane”.

Krajowa Administracja Skarbowa to nie jeden system, tylko dwadzieścia siedem osobnych dramatów, zbudowanych w różnych epokach, przez różne firmy i w różnych stanach emocjonalnych. Oficjalnie to „spójna architektura danych”, a w praktyce cyfrowy Frankenstein, zszyty kablami z lat 90.

Aaa!!!

Jak mogłem pominąć najbardziej śmierdzący system państwa? Bez niego mapa cyfrowej paranoi III RP byłaby niekompletna. BDO czyli – Baza Danych o Produktach i Opakowaniach Oraz o Gospodarce Odpadami. Aby wejść do BDO, obywatel wykonuje: 6 prób logowania, 3 podpisy kwalifikowane, 2 SMS-y i modlitwę do świętej segregacji. System przynajmniej raz dziennie oznajmia: „BŁĄD: PODMIOT NIE WIDNIEJE” mimo że widnieje, żyje, płaci podatki i właśnie przewraca śmieciarkę, bo nie może wygenerować karty przekazania odpadów.

Dlaczego e-Państwo zawsze się wywraca?

Widzi się to od lat i człowiek się zastanawia: dlaczego to nigdy nie działa, skoro są systemy, które w Polsce działają perfekcyjnie a na świecie są rozwiązania klasy Revolut Bank – (zrobione przez Rosjan, psst) – które chodzą jak zegarek szwajcarski.

Specjaliści wyjaśniają: bo wykonawcy państwowych systemów działają jak osobne księstwa.
Jedną część klepie Asseco, drugą Sygnity, trzecią Comarch, czwartą jakaś  firemka z Targówka, piątą – wewnętrzny zespół Ministerstwa. Każde księstwo pracuje w innej technologii: Java, .NET, Python, PHP, Oracle, Postgres, MongoDB, To jakby do jednego samochodu wsadzić silnik Golfa, skrzynię od Audi, elektronikę od Renault. Kiedy się wywróci i na którym zakręcie, nie powie Ci nawet najświętszy informatyk.

Do tego gospodarka jest zbyt skomplikowana, żeby znosić takie eksperymenty, a państwowa informatyzacja zbyt powolna. Za błędy systemów nikt nie odpowiada. No i przetargi wygrywają nie najlepsi, tylko ci z łokciami. W najlepszym wypadku najtańsi.

Bałagan jest władzą

Po namyśle uważam jednak, że prawda jest inna: to raczej kwestia systemowa, instytucjonalna, psychologiczna i polityczna. Tak naprawdę celem państwa nie jest sprawnie działający system. Celem jest system, który daje władzę. Sprawny system to koszmar administracji: ujawnia błędy, ogranicza uznaniowość, odbiera urzędnikom kontrolę, likwiduje preteksty do kontroli i wysusza polityczne wpływy. Gdy system działa automatycznie, urząd nie może już „szukać dziury w całym”, wzywać „na wyjaśnienia”, straszyć, przeciągać ani wykorzystywać awarii jako narzędzia nacisku. Bałagan jest władzą. Porządek tę władzę odbiera. Politycy nie potrzebują obywatela pewnego, spokojnego i świadomego. Potrzebują wyborcy z poczuciem niepewności, któremu można coś obiecać. Tak buduje się państwo opresji.

e-Państwo zabija

Jakie będą skutki? System zacznie zabijać! Nie w przenośni ale w praktyce. I to nie jest publicystyka, tylko twarda psychologia kliniczna i medycyna behawioralna. Organizm nie odróżnia stresu „prawdziwego” (np. ataku psa) od stresu „idiotycznego” (np. trzy razy podaj PIN). Dla mózgu to jest to samo. Jeśli system doprowadza Cię do wrzenia, jeśli masz poczucie absurdu, bezradności, zagrożenia – ciało reaguje tak, jakby walczyło o przetrwanie. Mechanizmy czysto medyczne. Powtarzające się idiotyczne czynności typu: logowanie dziesięć razy, przepisywanie kodu z SMS bez końca, okienka, które każą wpisać to samo po raz trzeci, podpis elektroniczny, który każe Ci udowodnić, że jesteś sobą – dwa razy, system „nie przyjął formularza”, bez powodu, to klasyczne źródła stresu chronicznego, w pełni opisane w psychiatrii jako: „stres bez wyjścia”. Organizm wpada w tryb „walki lub ucieczki”. Mimo że walczysz z ZUS-em, nie z niedźwiedziem. Stres chroniczny wywołany „idiotycznymi procedurami” jest tak samo chorobotwórczy, jak stres wywołany przez realne zagrożenia. To nie metafora – to nauka.

100 milionów e-faktur

A dlaczego o tym teraz piszę? Bo nadchodzi Armagedon! Wymyślony przez tę parodię premiera Mateusza Morawieckiego. Projekt ów to obowiązkowa e-faktura, który obecne Ministerstwo Finansów ciągnie z uporem godnym laboratoriów w Wuhan. System, który ma przerobić 100 milionów dokumentów miesięcznie. Sto milionów! Czyli mniej więcej tyle, ile polski system nerwowy jest w stanie znieść, minus 99 milionów. To będzie pandemia zawałów, wylewów i chorób psychicznych! Ludzie będą umierać przy biurkach.

Wyobrażam sobie te sceny: przedsiębiorca, z pianą na ustach, krzyczy do komputera, który zawiesił się po raz setny. Urzędnik, z wyrazem pustki w oczach, próbuje wytłumaczyć mu, że “system działa poprawnie”. A w tle słychać tylko jęki.

Morawiecki, ty bestio! Tyś nam to zrobił! Będziesz miał na sumieniu więcej ofiar niż Stalin i Hitler razem wzięci. Ale spokojnie, historia cię osądzi. A my, Polacy, przetrwamy. Jak zawsze!

Mirek Kwaśny

O Autorze :

O Autorze :

Mirosław Kwaśny

Mirosław Kwaśny, dziennikarz z Kamiennej Góry, to lokalny tropiciel afer, specjalizujący się w tematyce samorządowej. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, całe życie zawodowe spędził w regionalnych mediach, uparcie drążąc tematy korupcji i nadużyć władzy. Rzetelny i dociekliwy, zdobył zaufanie lokalnej społeczności, choć sam twierdzi, że "prochu nie wymyślił". Jego reportaże, często stanowiące iskrę debat publicznych, dowodzą, że prawdziwe dziennikarstwo może się dziać także poza wielkimi aglomeracjami. Bywa filozofem.

Więcej artykułów Dorobok

trending_flat
Krajowy system e-Zawałów

Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]

trending_flat
Katecheza bez mózgu

Całkiem niedawno, w budynku, gdzie  pulsuje serce i pracuje umysł naszego Kościoła – czyli w betonowej twierdzy Episkopatu przy skwerze Wyszyńskiego – odbyła się konferencja dla mediów pod przewodnictwem biskupa Osiała Wojciecha. Zapowiadano ją jako przełom na miarę Lutra. Osiał zaprezentował coś, co dotyczy wszystkich katechizowanych dzieci mianowicie „Podstawę programową nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce” – nową, a więc z definicji ulepszoną. Episkopat edukuje: jak zrobić bezmyślnego katolika Okładka wygląda ładnie, nawet profesjonalnie, grafika taka, że gdyby to była publikacja GUS, nikt by nie zauważył różnicy. Zaraz po opuszczeniu duchownej cytadeli przeczytaliśmy dokument od deski do deski – bo, jak mało komu w tym kraju, za czytanie nam płacą. Osiał na konferencji grzmiał: „Nowa epoka w katechezie, nowe otwarcie, nowa strategia!” Miało to być rzekomo „odpowiedzią na wyzwania współczesności”. Oczekiwaliśmy więc czegoś na miarę duchowej konstytucji XXI wieku. Po zamknięciu […]

trending_flat
Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi

No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd - on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi - to już preludium do kryzysu na rynku pracy. 180 tysięcy istnień Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe - wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna […]

trending_flat
Reportaż z kraju, w którym nikt nie klęka

Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska - ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej - przestanie działać w roku 2027. A potem polski rok bólu Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci […]

trending_flat
460 tysięcy szabel w spódnicach

Andrzej Duda nie powinien mierzyć tak wysoko, jak szefostwo NATO Niechże jednak wreszcie zrobi coś pożytecznego dla kraju i zostanie aktorem. Idealnie nadawałby się do ról pierwszoplanowych w polskim kinie plebejskim. Wyobraźmy go sobie jako Borynę w kolejnym remake'u "Chłopów"... Albo jeszcze lepiej: "Plebey Duda", scenariusz Andrzej Pilipiuk, reżyseria Patryk Vega. Pierwsza scena jawi mi się tak: Kmieć Duda, wściekły na sąsiada, co mu kury podbiera, ostrzy kosę, mrucząc pod nosem o zemście. Wtem, zza stogu siana wyłania się sołtysowa, kusząc Dudę obietnicą unijnej dotacji za oddanie jej pola pod fotowoltaikę. Duda, patrząc na jej ponętne kształty, czuje przypływ pożądania, ale nagle przypomina sobie o sąsiedzie. Wahając się między żądzą zemsty a chęcią zysku, wciąga nosem tabakę. Chwyta za widły i wbija je w brzuch sołtysowej, która z krzykiem pada na ziemię. Na podwórze wjeżdża czarny mercedes, z którego wysiada […]

trending_flat
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?

Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]

Powiązane

trending_flat
PROFIL ZADUFANY

PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]

trending_flat
ZUS: dramat matek bez środków do życia

Matka Polka w potrzasku Jak doniosły media, odbyło się spotkanie. Gdzie? Nie wiadomo. Kiedy dokładnie? Również nie. Wiadomo jedynie, że spotkały się dwie postacie. Jedna z imieniem i nazwiskiem: zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, Stanisław Trociuk. Druga – bezimienna, określona lakonicznie jako „wysoki urzędnik ZUS”.Dla porządku narracyjnego – i żeby nie mnożyć bytów – nazwijmy go po prostu Przydupasem. Nie personalnie. Funkcyjnie. Przydupasem prezesa ZUS Zbigniewa Derdziuka. Spotkanie w cieniu tajemnicy Miejsce spotkania owiane jest tajemnicą, a szkoda, bo to zdradziłoby, kto kogo wzywał na dywanik. Tak czy inaczej, Stanisław Trociuk i ów Przydupas – urzędnik ZUS-u – zasiedli naprzeciwko siebie, by omówić problem znany obu stronom, choć widziany z różnych perspektyw.Rozmowa dotyczyła matek Polek, które – zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich – są systemowo gnębione przez ZUS. A mówiąc językiem urzędników: 'obejmowane czynnościami sprawdzającymi', 'dręczone kontrolami' i 'pozbawiane środków do życia' […]

trending_flat
ZUS = Zakład Utajonych Strat

Całe życie dumałem nad tym, jak ten kram działa. Miałem to szczęście (?), że otaczały mnie osoby rzekomo mądre – pułkownicy, profesorowie, redaktorzy. Liczyłem, że w końcu mi to wytłumaczą. „Spokojna głowa, mam czas” – powtarzałem. Ale ci cwaniacy wywinęli mi numer i poumierali, zostawiając mnie z moją ignorancją. Co za bezczelność! Teraz sam muszę się z nią mocować. Na szczęście mam dość oleju w głowie, by przyznać się do niewiedzy. Skoro w moim życiu pogrzebów jest więcej niż ślubów, zaczynam się zastanawiać, ile mi jeszcze zostało. Dziennikarze żyją średnio 65 lat, reszta mężczyzn – 72. Zatem na zgłębienie tajemnicy funkcjonowania państwa mam niewiele czasu. Niby dobrze, ale jest pewien szkopuł: nie spełnię swojego przedszkolnego marzenia o byciu emerytem. Na razie porzuciłem ambitny cel zrozumienia państwa i skupiłem się na czymś prostszym: pojęciu działania systemu emerytalnego, zwanego ZUS-em. Otóż o […]

trending_flat
Gladiatorzy przestworzy

Wypadki lotnicze w Polsce - zwłaszcza wojskowe - od dawna mają własny szablon prasowy. Wystarczy wstawić nazwisko, stopień i typ maszyny, a reszta pisze się sama. Pilot zawsze jest „doświadczony”, „oddany służbie”, „kochający mąż i ojciec”. Zawsze jest też „orłem, który odszedł za wcześnie” i zawsze „skrzydło złamane w locie”. W tle obowiązkowe „Śmierć na służbie Ojczyzny”, czyli zginał jak na Westerplatte.Tragedia z 28 sierpnia stała się klasycznym przykładem: major Maciej „Slab” Krakowian - człowiek, który naprawdę był świetnym pilotem - nagle zostaje największą gwiazdą polskiego lotnictwa tylko dlatego, że rozbił się razem z samolotem wartym 340 mln zł.Brutalnie mówiąc: gdyby żył, znałoby go kilkuset fanów awiacji i kilku spotterów z długimi obiektywami. Teraz? Cała Polska wie, że skończył Akademię Sił Powietrznych USA, odebrał dyplom z rąk Baracka Obamy, wylatał 1400 godzin i dostał nagrodę w Wielkiej Brytanii „za to, […]

trending_flat
Danke schön, sponsorze z Berlina

Ostatnio Niemcy nie mają w Polsce dobrej prasy. „Herr Tusk” - choć poprawnie gramatycznie - wpadł w obieg jako epitet, jakby sama niemieckość była już zniewagą. A przecież, może czas spojrzeć na nasze relacje z Niemcami z nieco innej perspektywy. Nie przez lunetę z Westerplatte, ale przez różowe okulary. Tak, drodzy rodacy. Niemcy nas kochają. Miłość na zabój i aż po grób I to nie tak zwyczajnie. To miłość głęboka, trudna, zaborcza. Miłość historyczna. Taka, co chwyta za gardło i za granicę. Przypomnijcie sobie tych nielegalnych emigrantów, co to w roku pamiętnym przebierali się w harcerskie mundury, śpiewali marsze i - chwycili za broń, żeby tu zamieszkać. Nie w Szwajcarii. Nie na Majorce ale właśnie w Polsce. Chcieli nas uszczęśliwić swoją kulturą, techniką, zamiłowaniem do porządku, przepisów i golonki. To miłość - intensywna, brutalna, ale miłość. Jak z „50 twarzy […]

trending_flat
FORSA I FRUSTRACJA

W minionym tygodniu, idąc Ujazdowskimi, zauważyłem grupę ludzi z biało-czerwonymi transparentami, którzy „domagali się sprawiedliwości” i „przebudzenia prokuratora”. Początkowo pomyślałem, że to klasa robotnicza z falstartem zaczęła pochód pierwszomajowy. Ale żaden z uczestników, najwyraźniej dotknięty jakąś wersją niesprawiedliwości, na robola nie wyglądał. Wręcz przeciwnie. No i stali akurat vis-à-vis Ministerstwa Sprawiedliwości – czyli jakby zapotrzebowanie spotkało się z ofertą. Później z mediów dowiedziałem się, że ci spragnieni sprawiedliwości spotkali się z samym szefem polskiej Temidy, Bodnarem. A ten – zamiast, jak nakazywałaby szczerość, powiedzieć im „spadajcie, idioci, na drzewo” – oznajmił z całą dyplomacją i powagą, że państwo jest gotowe do współpracy. • Szybki zysk, szybka strata, szybka ucieczka Chodzi o to, że 9 tysięcy ludzi miało zarobić, a nie zarobiło. Czują się więc oszukani. Cóż za wiarołomstwo! Gdzie były państwowe służby i prokuratura, kiedy inwestowali swoje pieniądze z nadzieją […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation