KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar
Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień.
Awaria uczciwa i awaria państwowa
KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria.
Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie.
Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast jedni użytkownicy próbują się logować po kilkanaście razy, inni czekają, aż „coś się odblokuje”, a jeszcze inni wstrzymują wystawianie faktur, bo nie wiedzą, czy dokument wysłany dziś nie okaże się jutro technicznym bytem nieistniejącym.
Katastrofa nadeszła z najmniej oczekiwanej strony
Malkontenci przewidywali katastrofę, choć – trzeba im to oddać – nie byli w stanie precyzyjnie wskazać miejsca pierwszego pęknięcia. Wskazywano na ryzyka systemowe: fałszerstwa, podszywanie się pod inne podmioty, nadmierną inwigilację obrotu gospodarczego, rozszczelnienie ochrony danych osobowych. Na razie te scenariusze pozostają w sferze potencjalnej. System nie zdążył jeszcze ujawnić wszystkich swoich wad.
Ujawnił natomiast wadę najbardziej prozaiczną i najbardziej kompromitującą: zależność od infrastruktury, która nie była przygotowana na masowe użycie. Elektroniczny system faktur okazał się bowiem zakładnikiem profilu zaufanego oraz kwalifikowanych podpisów elektronicznych – narzędzi, które w normalnych warunkach działają poprawnie, ale nie zostały zaprojektowane na sytuację, w której miliony użytkowników dziennie próbują jednocześnie potwierdzać, podpisywać i wysyłać dokumenty.
Profil zaufany ofiarą własnej popularności
W efekcie państwo wdrożyło system, który teoretycznie istnieje, praktycznie się zapycha. Minister finansów Andrzej Domański nazwie to zapewne „przejściowymi trudnościami”. Przedsiębiorcy nazwą to po prostu kolejnym dniem straconym na walkę z państwowym interfejsem.
„Profil zaufany” nie wysypał się z powodu błędu, tylko z powodu masowego, jednoczesnego użycia, na które nigdy nie był projektowany. Każde logowanie i każdy podpis uruchamia serię sprawdzeń po stronie państwowych serwerów, które przy milionach żądań zaczynają się zwyczajnie korkować. Ponieważ ten system jest wspólną bramką dla wielu usług, jego przeciążenie blokuje wszystko, co próbuje się przez niego zalogować.
Głupota, niewiedza i deadline
Oczywiście, że dało się to przewidzieć. Wystarczyłoby elementarne doświadczenie z dużymi systemami informatycznymi. Pytanie nie brzmi więc „czy”, lecz dlaczego nikt tego nie przewidział. Odpowiedź jest banalna: z mieszaniny głupoty, niewiedzy i braku wyobraźni, przyprawionej klasycznym syndromem projektów IT realizowanych „na czas”.
W takich przedsięwzięciach nie projektuje się systemu pod rzeczywiste użycie, tylko pod slajd w prezentacji i datę w harmonogramie. Gdy zbliża się deadline, wszystko, co niewygodne – testy obciążeniowe, scenariusze awaryjne, pytania „co jeśli?” – ląduje w kategorii „zrobimy później”.
Państwo testuje przedsiębiorców na mrozie
Dodatkowy ból polega na tym, że krwioobieg wymiany informacji gospodarczej – przesyłanie faktur w czasie rzeczywistym – postanowiono wdrożyć 1 lutego. W normalnych latach, gdy zima jest umowna, a temperatura nie spada poniżej minus kilku stopni, problem byłby zapewne mniej dotkliwy. W tym roku jednak walnęło minus dwadzieścia i rzeczywistość zrobiła swoje.
Mamy więc jednocześnie zamarzające tiry z towarem, pociągi, w których pęka to i owo, opóźnione dostawy, porty działające na granicy wydolności oraz kurierów, którzy odkryli, że w chłodnicach mają wodę zamiast płynu niezamarzającego. Innymi słowy: klasyczny zimowy stres – test gospodarki.
I dokładnie w tym momencie państwo uznało, że to idealna chwila, by dorzucić przedsiębiorcom kolejną warstwę problemów. Zamiast koncentrować się na realnych kłopotach – logistyce, dostawach, utrzymaniu ciągłości działalności – prowadzący firmy siedzą przy komputerach i walczą z KSeF-em.
Uszczelnianie systemu kosztem gospodarki
Ale mówiąc uczciwie: to wszystko nie jest jeszcze największym problemem. Problem jest głębszy i ma charakter fundamentalny – dotyczy sposobu myślenia o gospodarce oraz rozumienia ekonomii przez obecną ekipę rządzącą.
Ekipa Donalda Tuska jest pod tym względem tylko nieco lepsza od pomysłów na Polskę Jarosława Kaczyńskiego. Tamto oznaczałoby gwałtowną katastrofę, tutaj mamy raczej wydłużoną agonię.
Fakty są banalne: do tej pory obieg gospodarczy funkcjonował w miarę sprawnie. Ludzie prowadzili działalność, wystawiali faktury, rozliczali się. Gospodarka – mimo wszystkich patologii – działała. Skoro więc system działał, to po co było wprowadzać rozwiązanie tak wyrafinowane i centralistyczne, że podstawowy dokument obrotu gospodarczego musi najpierw trafić na serwer ministerstwa, a dopiero potem – ewentualnie – do swojego faktycznego adresata?
Odpowiedź jest znana i od lat ta sama: uszczelnienie systemu, bo przedsiębiorcy, Polacy, rodacy – jak się zdaje – mają w genach skłonność do kradzieży. W ślad za tym pojawiły się wielkie liczby, wykresy, prezentacje i zapewnienia o miliardach z VAT-u, wzroście CIT-u i cudownym domknięciu systemu podatkowego. Rachunkowo i księgowo, owszem – te wyliczenia mogą się nawet zgadzać. Tylko że nikt nie zadał pytania o koszt gospodarczy operacji.
Gospodarka to nie Excel, Panie Ministrze!
Gospodarka to nie jest arkusz kalkulacyjny. To jest energia ludzi, ich czas, uwaga i zdolność reagowania na realne problemy. A tej energii nie da się bezkarnie przekierować z produkcji, usług i logistyki w produkcję plików, logowanie się do systemów i walkę z interfejsem.
Nikt nie policzył, o ile spadnie wydajność gospodarki, gdy przedsiębiorcy zamiast rozwiązywać codzienne problemy będą dostawać piany przy wpisywaniu PIN-ów, haseł i kodów po raz osiemnasty z rzędu.
Państwo liczy faktury, gospodarka liczy czas
To jest po prostu zła strategia. Nie z powodów ideologicznych, tylko czysto rachunkowych. Dochody podatkowe państwa mają bowiem dwa źródła, a rząd zachowuje się tak, jakby istniało tylko jedno.
Źródło pierwsze: wartość dodana
Pierwsze źródło to wartość dodana wytwarzana przez produkty i usługi. To ten element, który wszyscy w miarę rozumieją i który nosi wdzięczną nazwę VAT. Im więcej się produkuje i sprzedaje, tym więcej podatku trafia do kasy. To proste.
Źródło drugie: tempo powstawania VAT
Drugie źródło jest mniej medialne, ale równie ważne: tempo, z jakim ten VAT powstaje. Mówiąc obrazowo – prędkość obiegu pieniądza w gospodarce. Złotówka, która w tym samym czasie przejdzie przez cztery portfele, wygeneruje dla państwa dwa razy więcej podatku niż złotówka, która utknie w dwóch.
I tu zaczyna się komedia. Państwo, w imię „uszczelniania systemu”, celowo spowalnia obieg gospodarczy, blokując podstawowe czynności technicznymi barierami. Pieniądz krąży wolniej, transakcje się opóźniają, firmy wstrzymują decyzje. Ekonomia dostaje zadyszki. Państwo liczy faktury. Gospodarka liczy straty.
Państwo stworzyło system tak nowoczesny, że do jego obsługi potrzebna jest rezygnacja z prowadzenia firmy. To nie była awaria systemu. To była demonstracja pogardy wobec czasu obywateli.
Oznaczono jako :
KSeF KSeF nie działa Minister finansów Andrzej Domański
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze :
Ruben Jary
Byłem redaktorem naczelnym w kraju za Odrą. Szydziłem z każdej władzy, piętnowałem obłudę kleru i możnych tego świata. Nie brakło mi przez to wrogów, ale i czytelników. Moje felietony, cierpkie jak stary ocet, były kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. I dalej będę pisał, bo prawda nie zna emerytury – choćby do śmierci, a może i dzień dłużej.
Dobry człowiek, ale zły papież
FELIETON / KOŚCIÓŁ / MEDIA Dobry człowiek, ale zły papież Nie wiem, czy zauważyliście – a właściwie jestem pewien, że nie zauważyliście – że pontyfikat Leona XIV trwa już siedem miesięcy. Można by pomyśleć, że papież się zawiesił. O Leonie jest raczej cicho w przeciwieństwie do jego rodaka – Trumpa, obecnie najważniejszego człowieka na Ziemi, Wszechziemi i Metaziemi. Ten przynajmniej jest widoczny na trzech wysokościach każdego ekranu: w nagłówku, w reklamie i w komentarzu z Ukrainy. Codziennie bombarduje nasze receptory medialne kolejnym „Make America Whatever Again”. Nie miejmy złudzeń – nasze umysły mają ograniczoną pojemność na amerykańskie figury władzy, i w tym rozdaniu jeden Jankes wystarczy. Wybór padł na tego, który wrzeszczy. Technokrata, komunista i czołg No i jest jeszcze jeden powód, dla którego Episkopat Polski milczy, gdy w Watykanie zmienia się lokator: głęboka, narodowo-mistyczna, niewyleczona trauma po śmierci Jana […]
Ruben Jary 2026-02-10
PROFIL ZADUFANY
PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]
Ruben Jary 2026-02-03
Świński raj, ludzkie piekło
Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem? Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]
Ruben Jary 2025-11-03
Krzywy banan, prosty krętacz
Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi. Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to […]
Ruben Jary 2025-09-16
Przegrana od nominacji
Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]
Ruben Jary 2025-08-27
Architekt cieni. Rządzić, nie będąc u władzy
Nie będę o tym, bo już inni byli to zrobili, dlaczego Trzaskowski przegrał. W większości byli słuszni, choć zasadniczo mylni. Bo owszem, przegrał. Ale zdobył 10 milionów, a to wynik więcej niż przyzwoity. Różnica jednego procenta to nie nokaut, tylko rysa na wyniku. Nie jest wcale oczywiste, że gdyby wypadł lepiej na debacie albo gdyby jego kampanią nie zarządzała osoba o kwalifikacjach z „Dzień Dobry TVN”, to rezultat byłby inny. To zbyt prosta interpretacja. Świat i polityka – tak nie działają.Przyjrzyjmy się fenomenowi rzeczywistego przeciwnika Trzaskowskiego. Pochylmy się nad tym unikatem na skalę światową – człowiekiem, który nie startuje, nie kandyduje, nie zabiega... a i tak rządzi wszystkim i wygrywa. Tym który rozegrał Trzaskowskiego.Fenomen trwaniaÓw nie goni za pieniędzmi, nie celebruje luksusu, nie potrzebuje aprobaty mediów. Nie ma dzieci. Nie ma żony. Nie jeździ do Toskanii. Nie biega, nie pływa, […]
Ruben Jary 2025-06-30
Powiązane
ZUS: dramat matek bez środków do życia
Matka Polka w potrzasku Jak doniosły media, odbyło się spotkanie. Gdzie? Nie wiadomo. Kiedy dokładnie? Również nie. Wiadomo jedynie, że spotkały się dwie postacie. Jedna z imieniem i nazwiskiem: zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, Stanisław Trociuk. Druga – bezimienna, określona lakonicznie jako „wysoki urzędnik ZUS”.Dla porządku narracyjnego – i żeby nie mnożyć bytów – nazwijmy go po prostu Przydupasem. Nie personalnie. Funkcyjnie. Przydupasem prezesa ZUS Zbigniewa Derdziuka. Spotkanie w cieniu tajemnicy Miejsce spotkania owiane jest tajemnicą, a szkoda, bo to zdradziłoby, kto kogo wzywał na dywanik. Tak czy inaczej, Stanisław Trociuk i ów Przydupas – urzędnik ZUS-u – zasiedli naprzeciwko siebie, by omówić problem znany obu stronom, choć widziany z różnych perspektyw.Rozmowa dotyczyła matek Polek, które – zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich – są systemowo gnębione przez ZUS. A mówiąc językiem urzędników: 'obejmowane czynnościami sprawdzającymi', 'dręczone kontrolami' i 'pozbawiane środków do życia' […]
Robert Jaruga 2026-01-22
Krajowy system e-Zawałów
Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-18
ZUS = Zakład Utajonych Strat
Całe życie dumałem nad tym, jak ten kram działa. Miałem to szczęście (?), że otaczały mnie osoby rzekomo mądre – pułkownicy, profesorowie, redaktorzy. Liczyłem, że w końcu mi to wytłumaczą. „Spokojna głowa, mam czas” – powtarzałem. Ale ci cwaniacy wywinęli mi numer i poumierali, zostawiając mnie z moją ignorancją. Co za bezczelność! Teraz sam muszę się z nią mocować. Na szczęście mam dość oleju w głowie, by przyznać się do niewiedzy. Skoro w moim życiu pogrzebów jest więcej niż ślubów, zaczynam się zastanawiać, ile mi jeszcze zostało. Dziennikarze żyją średnio 65 lat, reszta mężczyzn – 72. Zatem na zgłębienie tajemnicy funkcjonowania państwa mam niewiele czasu. Niby dobrze, ale jest pewien szkopuł: nie spełnię swojego przedszkolnego marzenia o byciu emerytem. Na razie porzuciłem ambitny cel zrozumienia państwa i skupiłem się na czymś prostszym: pojęciu działania systemu emerytalnego, zwanego ZUS-em. Otóż o […]
drwarlecki 2025-10-10
Danke schön, sponsorze z Berlina
Ostatnio Niemcy nie mają w Polsce dobrej prasy. „Herr Tusk” - choć poprawnie gramatycznie - wpadł w obieg jako epitet, jakby sama niemieckość była już zniewagą. A przecież, może czas spojrzeć na nasze relacje z Niemcami z nieco innej perspektywy. Nie przez lunetę z Westerplatte, ale przez różowe okulary. Tak, drodzy rodacy. Niemcy nas kochają. Miłość na zabój i aż po grób I to nie tak zwyczajnie. To miłość głęboka, trudna, zaborcza. Miłość historyczna. Taka, co chwyta za gardło i za granicę. Przypomnijcie sobie tych nielegalnych emigrantów, co to w roku pamiętnym przebierali się w harcerskie mundury, śpiewali marsze i - chwycili za broń, żeby tu zamieszkać. Nie w Szwajcarii. Nie na Majorce ale właśnie w Polsce. Chcieli nas uszczęśliwić swoją kulturą, techniką, zamiłowaniem do porządku, przepisów i golonki. To miłość - intensywna, brutalna, ale miłość. Jak z „50 twarzy […]
Robert Jaruga 2025-08-06
FORSA I FRUSTRACJA
W minionym tygodniu, idąc Ujazdowskimi, zauważyłem grupę ludzi z biało-czerwonymi transparentami, którzy „domagali się sprawiedliwości” i „przebudzenia prokuratora”. Początkowo pomyślałem, że to klasa robotnicza z falstartem zaczęła pochód pierwszomajowy. Ale żaden z uczestników, najwyraźniej dotknięty jakąś wersją niesprawiedliwości, na robola nie wyglądał. Wręcz przeciwnie. No i stali akurat vis-à-vis Ministerstwa Sprawiedliwości – czyli jakby zapotrzebowanie spotkało się z ofertą. Później z mediów dowiedziałem się, że ci spragnieni sprawiedliwości spotkali się z samym szefem polskiej Temidy, Bodnarem. A ten – zamiast, jak nakazywałaby szczerość, powiedzieć im „spadajcie, idioci, na drzewo” – oznajmił z całą dyplomacją i powagą, że państwo jest gotowe do współpracy. • Szybki zysk, szybka strata, szybka ucieczka Chodzi o to, że 9 tysięcy ludzi miało zarobić, a nie zarobiło. Czują się więc oszukani. Cóż za wiarołomstwo! Gdzie były państwowe służby i prokuratura, kiedy inwestowali swoje pieniądze z nadzieją […]
Robert Jaruga 2025-05-19
Cukier krzepi? Raczej bankrutuje. Dramat plantatorów buraka.
Coś się dzieje!? Cukier na promocjach nadal można kupić w okolicach półtora złotego za kilogram. Cieszy to, rzecz jasna, nasz naród, który – jak wiadomo – najchętniej chciałby wszystko za darmo. Tak go wychował Kaczyński: można mieć przecież „800+” za nic. Ale to, co cieszy jednych, zapewne martwi 26 tysięcy polskich plantatorów buraka cukrowego. Bo jak to jest, że kilogram cukru kosztuje mniej niż butelka wody? Że zgrzewka 10 kg jest tańsza niż paczka papierosów? To ekonomiczny nonsens. Nietrudno sobie wyobrazić, że wyprodukowanie kilograma sacharozy wymaga więcej pracy, potu, krwi i benzyny niż wlanie kranówki do plastikowej butelki. Kapitalizm nie działa? Kapitalizm działa. My, wychowani na marksistowsko-chicagowskiej papce, tkwimy jednak w prostych schematach jak mucha w smole. Tymczasem rzeczywistość figluje sobie z nami, modyfikowana przez czynniki niewidzialne. Te niewidzialne ręce mają większy wpływ niż "oczywiste" przyczyny. Najlepszy przykład? Weźmy tlen. […]
Robert Jaruga 2025-05-04
Bądź pierwszym, który skomentuje!