Glob w pigułce 61 drwarlecki 2025-04-06
Niemieccy chadecy w rozterce: Niemcy – burdel Europy. Nasi katolicy pewnie zakrztusiliby się oburzeniem, ale niemieccy protestanci, ci od prezerwatyw (a nie od Częstochowy), jakoś to przełkną. 260 tysięcy prostytutek i 2600 domów publicznych – cóż, bywały w Niemczech gorsze rzeczy. Ot, choćby sprawa Żydów. Perspektywa czyni cuda.
Niemcy narzekają, że prostytutki to głównie Polki, Francuzki i ostatnio Ukrainki, które przybyły do Rajchu z przyczyn, za które Niemcy nie ponoszą (do końca) odpowiedzialności. Za najazd francuskiego kurewstwa, najgorszego, bo niosącego francę – czyli chorobę francuską – obwiniają Macrona, który w 2017 roku zlikwidował francuskie domy publiczne, bo Francuzi, podobnie jak Polacy, to rzymscy katolicy (hugenoci to margines, odkąd wymordowano ich w Noc Świętego Bartłomieja).
Macron uznał, że każdy wytrysk nasienia opłacany pieniędzmi lub w naturze to przestępstwo. Policja gorliwie śledziła nielegalne wzwody i ejakulacje, więc seksbiznes przeniósł się do Zagłębia Ruhry i Nadrenii. Hamburg mówi po parysku i uprawia miłość francuską. Kaczyński, odcinając polską prostytucję od krajowego rynku, mimowolnie zadał kolejny cios niemieckiej moralności, zmuszając Polki do emigracji zarobkowej.
Największe pretensje Niemcy mają jednak do Putina. Wywołując wojnę z Ukrainą, sprowadził na Niemcy 200 tys. młodych Ukrainek bez unijnych kwalifikacji, które nie dość, że się kurwią, to jeszcze zarażają, bo Ukraina ma najwyższy w Europie odsetek nosicieli HIV. Putin, mistrz judo, uderzył w Niemców ukraińską bronią biologiczną. To jeszcze nie Stalingrad, ale wszyscy wiemy, jak to jest z wirusami.
Luteranie widzą źdźbło w oku bliźniego, a belki we własnym nie dostrzegają. Niemieckie prawo sprzyja pracownicom seksualnym. Status burdeli jest niejasny, więc alfons-hitlerowiec ma przechlapane – dziewczyny mogą go wsadzić za kratki. Niemiecka prostytutka ma ubezpieczenie, płaci podatki, może dochodzić zapłaty za usługę, a klient nie ma prawa do reklamacji.
A zatem, przejdźmy do polskiego wątku tej niemieckiej dramy. W Warszawie, bo ta mi najbliższa, w ostatnim półwieczu sytuacja przedstawiała się następująco: za PRL-u prostytucja była tematem tabu, politycznie niewygodnym.
Ówczesne prostytutki, dziś emerytki, miały komfortowe warunki pracy i godziwe zarobki. Przesiadywały w czterogwiazdkowych hotelach Orbisu, oddając się głównie przystojnym Jemeńczykom. Zarabiały lepiej od profesorów, a opiekowała się nimi Służba Bezpieczeństwa.
Po „Solidarności” nastał wolny rynek i eksplozja nierządu. Na każdym przystanku reklamy „francuskiego bez”, a „Życie Warszawy” Wołka zapełniało szpalty ogłoszeniami burdeli i „namiętnych kocic”, zapewniając mu dostatnie życie.
Sielanka trwała do czasu rumuńskiego desantu. Śniade niewiasty na obcasach, wystrojone jak choinki, okupowały drogi i parkingi, wygrywając konkurencję z polskimi domatorkami.
Sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński. Aleje Jerozolimskie, obwieszone banerami agencji towarzyskich, stały się szare i nijakie. Czerwona żarówka w oknie gwarantowała wizytę antyterrorystów z bronią długą. Policja robiła porządki, znajdując narkotyki, papierosy i wódkę bez akcyzy. Branża przeżywała ciężkie czasy, aż do śmierci Kaczyńskiego, choć około 2007 roku pojawił się Internet, który nieco poprawił sytuację.
Technologia www umożliwiła prostytutkom reklamę w Internecie, co skrzętnie wykorzystali dwaj przedsiębiorcy. Jeden z Tarnowa stworzył „odloty.pl”, drugi konkurencyjną „roxę.pl”.
To był początek nowej ery. „Odloty” miały ok. 20 tys. anonsów erotycznych (głównie pań, ale i 112 panów), po 50 zł od sztuki. Milion złotych miesięcznie bez podatku – w czasach bez unijnych dotacji to był biznesowy majstersztyk. Złote lata trwały do 2015 roku, kiedy rządy PiS powiedziały kurestwu stanowcze “nie”.
Co tydzień policja atakowała agencje towarzyskie, zamykając kobiety i znajdując dziecięcą pornografię. Oberwało się też „roxie.pl” – 11 osób aresztowano za ułatwianie nierządu. Właściciel „odlotów” zwinął interes i podobno uciekł za granicę.
Skutki były drastyczne: w 2016 roku policja prowadziła 800 spraw o wspomaganie nierządu, a w 2020 już tylko 100.
Odcięcie od klientów wywołało masową emigrację polskich prostytutek do Niemiec. Popyt malał, a klienci rozpaczali, aż do ubiegłego roku, kiedy pojawiła się nadzieja na powrót liberalnej władzy i reaktywację rynku. Przedsiębiorcy, głównie z Niemiec, to wyczuli.
W listopadzie laptopy eksplodowały portalami randkowymi, quasi-randkowymi i społecznościami miłośników wolnego seksu. Model biznesowy jednak się zmienił. Polski rynek opanowały egzotyczne instytucje: „nowaroxa” z holenderskich Antyli, niemiecki „erodate” z Łotwy (gdzie prostytucja jest legalna), reaktywowane „odloty” pod nazwą „sexodloty” (rejestracja nieznana). Polskie dziewczyny sprzedają się przez serwery w Newadzie (jedyny stan USA z legalną prostytucją), Senegalu, Turcji i oczywiście Niemczech.
Choć charakter portali erotycznych się nie zmienił, ich organizatorom nie można zarzucić kuplerstwa. Ułatwianie nierządu jest w Polsce przestępstwem, jeśli się na tym zarabia, a nowa twarz różowego Internetu jest darmowa. Gdzie zatem haczyk?
Cyberstręczyciele chwalą się milionami odsłon – jedni 5, inni 8. Reklama za 3 centy od widza, a niech tych reklam będzie kilka, daje właścicielowi portalu 2 miliony złotych, plus minus. Branża kwitnie. Łącznie profili pań lżejszych obyczajów jest ok. 100 tys. – mniej niż 9 lat temu (160 tys.), ale rynek odbija się od dna.
Ceny inflacyjne. Rekordzistki życzą sobie 2 tys. za godzinę, te skromniejsze nie schodzą poniżej 300 zł.
Koniec prostytucji nastąpi w ciągu dekady. Najstarszy zawód świata zaniknie. Mamy do czynienia z ostatnim pokoleniem prostytutek. Zastąpią je seks-roboty.
Na dziś są one inteligentniejsze od pań lekkich obyczajów – rozmowa z nimi jest bardziej romantyczna, próbują być dowcipne, dysponują ogromną wiedzą. Spróbujcie z dziewczyną z agencji porozmawiać o etnofilologii kaszubskiej czy filozofii intersubiektywizmu. Ale nie przesadzajmy, nikt nie idzie do łóżka dla inteligencji. Seks-lalki z elektronicznymi mózgami wyglądają atrakcyjniej od białkowych, są równie miłe w dotyku, ciepłe i mają mimikę. Nie przenoszą chorób.
Filmy promocyjne producentów uświadamiają jednak, że to oferta dla nekrofili. Ars amandi przypomina spółkowanie z trupem. Cena zaporowa – ok. 20 tys. dolarów. Nekrofile nie zarabiają tyle. Wadą seks-robotów jest brak motoryki. Są jak kłody, co u żywych też się zdarza, ale wygląda inaczej. Problem znikłby, gdyby silikonowe powłoki faszerować robotyką Boston Dynamics (tej od psa-robota za 70 tys. dolarów).
Nie dzieje się tak jeszcze nie z przyczyn technicznych, ale obyczajowych. Inżynierowie armii USA nie projektowali maszyn do dawania dupy. To jednak problem przejściowy – obyczajowy, religijny i prawny.
Czyż nierząd z robotem, zapewne mniejszy grzech niż onanizm, nie jest lepszy, skoro znikną stygmatyzujące branżę skutki: wyzysk, przymus, gwałty, nagabywanie, czarnorynkowość, choroby i kryminogenność? Po publicystycznej batalii świat dojdzie do wniosku, że obrzydzenie do lalkarstwa i robotyki nie ma sensu, zwłaszcza wobec potencjalnych zysków. Ale znów kłopot – seks-robot zawsze będzie drogi. Obecnie 200 tys. dolarów. Nie będzie tańszy od luksusowego samochodu.
Złożoność technologiczna seks-robotów wymaga fabryk podobnych do samochodowych. Zaporowa cena wyklucza powszechny zakup – raczej dzierżawa lub leasing. Drogi produkt musi dotrzeć do szerokiej klienteli płacącej drobne kwoty za krótkotrwałe użycie, by zwrócić koszty i przynieść zysk. Takiego biznesu nie udźwignie agencja towarzyska – tu potrzebny jest kapitał i organizacja korporacji. I będą to te, o których myślimy.
Google stworzy huby usług seksualnych z inteligentnymi robolalkami w orzechowych perukach. T-Mobile – blondynki o niebieskich oczach, zasilane sztuczną inteligencją wyskalowaną na 95 tezach Lutra, potrafiące jodłować. Samsung dostarczy Azjatki z płaskimi piersiami. Seks-roboty Facebooka? Nie powiem, bo znów się ktoś przyczepi.
Nadchodzą piękne czasy, kiedy słowo „kurwa” straci pejoratywne znaczenie, a kobiety zostaną uwolnione od piekła burdeli. Papież wykreśli szóste przykazanie, bo cudzołóstwo stanie się technicznie trudne, moralnie niewykonalne i ekonomicznie nieopłacalne. Wszystko to za 10 lat.
Oznaczono jako :
„erodate” Niemcy – burdel Europy Niemieccy chadecy seks seksworkerka sex
O Autorze : call_made
drwarlecki – tajna broń portalu „HECHO.pl”. Człowiek o wielu twarzach i jeszcze większej liczbie umysłów. Widzi to, czego inni nie dostrzegają, pojmuje to, co zdaje się niepojęte. Jest jednocześnie tu i wszędzie – w przeszłości, przyszłości i w nieuchwytnym teraz. Jego teksty to więcej niż słowa – to podróże przez ukryte warstwy rzeczywistości. Jak łatwo się domyśleć jest to dopuszczalny prawem pseudonim artystyczny.
Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.
Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.
Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.
Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.
Pracuj z nami© hecho.pl — fotografie z Adobe Stock i innych licencjonowanych źródeł, użyte zgodnie z obowiązującymi licencjami. Zobacz więcej.
Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.
HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.
Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa
KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862
Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297
„Hecho” – zarejestrowany tytuł prasowy (PR 21681).
Pełniącymi obowiązki redaktorów naczelnych są Przemysław Ćwikliński (redaktor starszy) oraz Łukasz Piotrowicz – każdy w zakresie swoich najwyższych kompetencji i udokumentowanych osiągnięć.
Tygodnik internetowy spełniający wymogi ustawy Prawo prasowe.
Please login or subscribe to continue.
No account? Register | Lost password
✖✖
Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.
✖
Bądź pierwszym, który skomentuje!