Background

ZUS: dramat matek bez środków do życia

Artykuły arrow_drop_down

Matka Polka w potrzasku

Jak doniosły media, odbyło się spotkanie. Gdzie? Nie wiadomo. Kiedy dokładnie? Również nie. Wiadomo jedynie, że spotkały się dwie postacie. Jedna z imieniem i nazwiskiem: zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, Stanisław Trociuk. Druga – bezimienna, określona lakonicznie jako „wysoki urzędnik ZUS”.

Dla porządku narracyjnego – i żeby nie mnożyć bytów – nazwijmy go po prostu Przydupasem. Nie personalnie. Funkcyjnie. Przydupasem prezesa ZUS Zbigniewa Derdziuka.

Spotkanie w cieniu tajemnicy

Miejsce spotkania owiane jest tajemnicą, a szkoda, bo to zdradziłoby, kto kogo wzywał na dywanik. Tak czy inaczej, Stanisław Trociuk i ów Przydupas – urzędnik ZUS-u – zasiedli naprzeciwko siebie, by omówić problem znany obu stronom, choć widziany z różnych perspektyw.

Rozmowa dotyczyła matek Polek, które – zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich – są systemowo gnębione przez ZUS. A mówiąc językiem urzędników: ‘obejmowane czynnościami sprawdzającymi’, ‘dręczone kontrolami’ i ‘pozbawiane środków do życia’ dokładnie wtedy, gdy państwo powinno je chronić

Prezes ZUS Zbigniew Derdziuk śpiewa pieśń o ZUS-ie, a młode matki słuchają z minami, jakby właśnie odkryły, że mleko w butelce jest przeterminowane.

Pokuśmy się o historyczną acz hipotetyczną  rekonstrukcję tego dialogu między panami:

Przydupas: Proszę pana, ja naprawdę nie rozumiem tej histerii.
Trociuk: Czego pan nie rozumie? Kobiety rodzą dzieci i nie dostają pieniędzy na życie.
Przydupas: To uproszczenie. One nie „nie dostają”. One są w trakcie procedury. Procedura to proces. Proces wymaga czasu. Czas uspokaja emocje.
Trociuk: One nie mają za co kupić jedzenia.
Przydupas: To zależy, jak zdefiniujemy jedzenie. Poza tym my nikogo nie głodzimy. My tylko wstrzymujemy racje do momentu wyjaśnienia, czy racje się należą.
Trociuk: Są wyroki sądów.
Przydupas: Oczywiście, że są. My je znamy. Leżą w segregatorze. W segregatorze jest porządek. A porządek jest fundamentem systemu.
Trociuk: Są kobiety w połogu.
Przydupas: Nie używałbym takich emocjonalnych słów. My mówimy: „osoby objęte ryzykiem ubezpieczeniowym”. To brzmi znacznie spokojniej.
Trociuk: One płaciły składki.
Przydupas: Wszyscy coś płacą. To nie znaczy, że od razu trzeba coś dostawać. Proszę pamiętać, że system musi być ostrożny. Nadmierna empatia prowadzi do chaosu.
Trociuk: Dzieci zostają bez środków do życia.
Przydupas: Dzieci? Proszę pana, my nie prowadzimy ewidencji dzieci. My prowadzimy ewidencję wniosków. A wnioski, jak pan wie, bywają nieprecyzyjne.
Trociuk: To trwa od lat.
Przydupas: Trwa, bo działa. Gdyby nie działało, dawno byśmy to zmienili.
Trociuk: A jeżeli kobieta ma rację?
Przydupas: Wtedy po kilku latach dostanie pieniądze. Z odsetkami. System jest sprawiedliwy w długim okresie.
Trociuk: W długim okresie dziecko już nie jest niemowlęciem.
Przydupas: No widzi pan. System wychowuje do samodzielności.
Trociuk: Pan mówi o dramacie ludzkim.
Przydupas: Ja mówię o procedurze. Każdy z nas ma swoją wrażliwość zawodową.
Trociuk: Czy pan naprawdę uważa, że to jest w porządku?
Przydupas: Ja nie jestem od uważania. Ja jestem od stosowania. A stosujemy konsekwentnie. To bardzo ważne słowo: konsekwencja.

Zapewne obie strony odnotowały później w notatkach służbowych: „spotkanie uznano za konstruktywne”.

Ubezpieczeniowa fikcja

Ale o co chodzi? A chodzi o sprawę w gruncie rzeczy banalnie istotną. Państwowy system ubezpieczeń społecznych przeszedł metamorfozę: z systemu ubezpieczeń w system antyubezpieczeń społecznych. Zamiast wspierać – represjonuje.

Schemat jest okrutny. Młode kobiety w wieku prokreacyjnym awansują, znajdują lepszą pracę albo – co szczególnie podejrzane – zakładają działalność gospodarczą. Zaczynają płacić wyższe składki na ZUS. I tu cud: ZUS przyjmuje te pieniądze bez zająknięcia. Wszystko jest w porządku. System działa.

Problem zaczyna się wtedy, gdy kobieta – zupełnie niespodziewanie – zachodzi w ciążę. A następnie rodzi. W tym momencie jakiś przydupas w ZUS doznaje olśnienia. Nagle wszystko staje się podejrzane. Awans? Zbyt nagły. Pensja? Zawyżona. Działalność gospodarcza? Za ambitna. Składki? Owszem, legalne – ale bezczelnie zawyżone (zdaniem ZUS-przydupasa).

ZUS odkrywa wówczas, że kobieta zatrudniła się „tylko po to, żeby dostać zasiłek”. Że zadeklarowana składka w jednoosobowej działalności była „nieadekwatna do przychodów”. Że motywacja była niewłaściwa.

Matka – najbardziej bezbronna z istot systemu, świeżo po porodzie, z nową, jeszcze bardziej bezbronną istotą na rękach – dowiaduje się, że przelewu nie będzie. Zamiast pieniędzy dostaje pismo. Zamiast wsparcia – pouczenie o dopuszczalnej drodze sądowej. Zamiast ochrony państwa – informację, że „świadczenie się nie należy”.  Mamy dramat!

Sprawiedliwość po stronie Matki Polki

I co dzieje się dalej? Jeżeli kobieta decyduje się na obronę swoich praw, sprawa trafia na drogę sądową. W tym zakresie istnieje ugruntowana linia orzecznicza, zgodnie z którą „sama motywacja uzyskania świadczeń z ubezpieczenia społecznego nie stanowi obejścia prawa ani nadużycia systemu”.

Sądy konsekwentnie wskazują, że „tak jak naturalne i społecznie akceptowalne jest zawieranie umowy o pracę w celu uzyskania środków do życia, tak samo naturalne jest podejmowanie lub kontynuowanie zatrudnienia w okresie ciąży z zamiarem zapewnienia sobie bezpieczeństwa finansowego na czas macierzyństwa. Okoliczność, iż zawarcie umowy lub zmiana sytuacji zawodowej zwiększa prawdopodobieństwo uzyskania świadczeń z ubezpieczenia społecznego, nie czyni takiego działania ani bezprawnym, ani pozornym”.

Orzecznictwo podkreśla ponadto, że „nie jest moralnie ani prawnie naganne, aby kobieta spodziewająca się okresu zwiększonej zależności społecznej i finansowej podejmowała racjonalne działania zmierzające do zabezpieczenia swoich interesów poprzez zapewnienie świadczeń na możliwie najwyższym, zgodnym z prawem poziomie. Takie zachowanie należy kwalifikować jako racjonalne i zgodne z funkcją systemu ubezpieczeń społecznych, a nie jako sprzeczne z prawem lub zasadami współżycia społecznego”.

ZUS jak beton – nie do ruszenia

I ta linia orzecznicza obowiązuje od siedemnastu lat. Siedemnastu. I co? I nic. Kompletnie nic. Były interwencje Rzecznika Praw Obywatelskich. Były pisma, apele, spotkania, „zaniepokojenia” i „wyrażenia troski”. Było wzywanie przydupasów przed komisje sejmowe, gdzie z powagą tłumaczyli, że „sprawa jest złożona”, „procedury wymagają czasu” i „nie można generalizować”. Było wzywanie tych samych przydupasów przed dyrektorów ministerstw, gdzie z kolei zapewniali, że „wyciągnięto wnioski” i „trwają prace analityczne”.

Były zalecenia Najwyższej Izby Kontroli. Była krytyka prasowa: wywiady, dramatyczne historie matek z dziećmi na rękach i kontami w stanie zero. Było wszystko, czego można oczekiwać w państwie, które udaje, że reaguje. Efekt? Żaden.

Siedemnaście lat dowodów, wyroków i apeli nie zrobiło na ZUS-ie większego wrażenia niż literówka w formularzu.

Margines czy problem społeczny?

Czy mamy do czynienia z problemem społecznym, czy tylko z marginesem? Oczywiście – z marginesem. Jedna kobieta zdychająca z głodu w połogu to przecież żaden problem. Liczy się wyłącznie prawda statystyczna. ZUS, rzecz jasna, nie chwali się tym, ile zasiłków odebrał matkom. Co najwyżej można o tym wnioskować pośrednio – z wyroków sądowych, a ponieważ relacja liczby spraw wszczętych do liczby incydentów bywa w takich systemach zaskakująco stała, da się jednak coś oszacować. I wychodzi nam 5–6 tysięcy przypadków rocznie. Niewiele. Prawie nic. Statystyczny szmer. Przy 200–300 tysiącach kobiet (różnie to bywało), które w ostatniej dekadzie co roku zachodziły w ciążę. Ale biorąc pod uwagę przewlekłość tej opresji, zaczyna się robić niezręcznie. Bo nagle okazuje się, że mówimy o 80–100 tysiącach represjonowanych. Margines wielkości średniego miasta.

Koszty bezduszności

I tu pojawia się pytanie zasadnicze: dlaczego to w ogóle się dzieje? Mówiąc poważnie, ZUS-owi zwyczajnie się to nie opłaca — ani finansowo, ani systemowo, ani wizerunkowo. Skala 5–6 tys. przypadków rocznie nie ratuje budżetu, nie stabilizuje systemu, nie ma znaczenia makroekonomicznego.

Ale… 5–6 tys. odmów zasiłku rocznie. ZUS: ok. 42 tys. pracowników. Jednej sprawy dotyka realistycznie 7–9 osób. Każda „wątpliwa” matka uruchamia wieloosobowy aparat: od inspektora, przez przełożonych i prawników, po reprezentację przed sądem. To 35–54 tys. „zaangażowań osobowych”. Ktoś powinien to policzyć i zapytać: czy taka odmowa ma w ogóle sens ekonomiczny? Skoro więc nie chodzi o pieniądze, chodzi o coś innego.

Krew i kości za biurkiem

Prawo prawem – ale każda decyzja odmowna ma podpis. Ktoś inicjuje, ktoś prowadzi, ktoś zatwierdza. To ciąg świadomych czynności podejmowanych przez konkretnych ludzi. „System” bywa wygodnym eufemizmem i usprawiedliwieniem. W rzeczywistości jednak w ZUS nie pracuje „system”, lecz ludzie z krwi i kości. Ludzie, którzy codziennie decydują, czy kobieta w połogu dostanie pieniądze na życie, czy decyzję odmowną. Ludzie, którzy wiedzą – bo wiedzieć muszą – że po drugiej stronie nie ma „wniosku”, lecz matka i dziecko. I mimo tej wiedzy procedują dalej. To jest powtarzalne, konsekwentne i utrwalone. A skoro tak, musi mieć swoje źródła. Skąd ta bezduszność, bezwzględność i arogancja? Skąd to poczucie całkowitej bezkarności?

Męskie świnie w ZUS?

I w tym miejscu pojawia się argument, że za tym mechanizmem stoją po prostu męskie, szowinistyczne świnie – by zacytować dosadną argumentację jednej z organizacji pro kobiecej. Argument brutalny, ale na mocnej podstawie prawnej.

„W wyroku Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 4 lutego 2021 r. w sprawie Jurčić przeciwko Chorwacji jednoznacznie wskazano, że decyzje pozbawiające kobietę świadczeń wyłącznie z powodu ciąży stanowią nierówne traktowanie ze względu na płeć. Trybunał stwierdził:

„Decyzja odmawiająca prawa do świadczeń z zakresu zabezpieczenia społecznego i uznająca zatrudnienie za fikcyjne ze względu na stan ciąży mogła zapaść jedynie w stosunku do kobiet. Bezsprzecznie więc stanowi przypadek odmiennego traktowania ze względu na płeć (art. 14 Konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności).” Takie podejście wobec kobiet jest zatem z definicji dyskryminujące.

Kobiety przeciwko matkom

A teraz pojawia się problem, który wielu osobom może się nie spodobać, bo burzy wygodną narrację. Otóż 75–85 proc. zatrudnionych w ZUS to kobiety. Kierownictwa inspektoratów – około 209 jednostek – są niemal całkowicie sfeminizowane, podobnie jak oddziały, w których kobiety stanowią wyraźną większość kadry. Fakty są uparte. Nie dają się zagadać.

Jeżeli więc ktoś chce tłumaczyć praktyki ZUS „męskim szowinizmem”, musi się na chwilę zatrzymać. Bo to nie pasuje do danych. Tu nie mamy do czynienia z grupą mężczyzn pastwiących się nad kobietami. Mamy do czynienia z czymś znacznie bardziej niepokojącym.

To nie jest szowinizm. To jest przemoc instytucjonalna wykonywana przez kobiety wobec kobiet – w ramach hierarchii, procedur i kultury organizacyjnej, która skutecznie wyprała z nich elementarną empatię. Dlatego że są urzędniczkami w systemie, który nagradza bezwzględność, a współczucie musiało zaniknąć. Dlaczego?

Instytucjonalna schizofrenia

Ponieważ nie ma publicznej odpowiedzi na fundamentalne pytanie: czyje interesy ZUS właściwie reprezentuje? Płatników składek? Świadczeniobiorców? Skarbu Państwa łatającego budżet? Aktualnie rządzącej większości politycznej? Ministerstwa pracy? Demokratycznie wybranego parlamentu? A może młodych matek i nowo narodzonych dzieci, których bezpieczeństwo miało być jednym z sensów istnienia systemu ubezpieczeń społecznych?

A może interes własny: stabilność aparatu, statystyki, wyniki finansowe. To jest kwestia ustrojowa. I w tym państwie istnieje tylko jedna osoba, która zna na nią pełną odpowiedź – prezes ZUS Zbigniew Derdziuk.

Robert Jaruga

Ps.

Imię bohatera zostało zmienione. Resztę sobie wyguglujecie.

O Autorze :

O Autorze : call_made

Robert Jaruga

O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).

Więcej artykułów Dorobok

trending_flat
Od Sheratonu do OIOM-u

Jak umrzeć legalnie i zgodnie z procedurą Dalsza historia łzy wyciska. Zapewniam, że jest całkiem prawdziwa, choć personalia zmienione. Niektóre didaskalia pozostawiłem bez retuszu, żeby nikt mi potem nie zarzucił, że to bajka. Inne muszę przemilczeć, bo dotyczą osób mniej lub bardziej powszechnie znanych. Od "Prawa i Pięści" do wieżowców w Alei Otóż pan Kornel, tak go nazwijmy, to człowiek, który nigdy uczciwie nie pracował. Owszem, coś tam zawsze robił, tyle że nigdy nie było wiadomo co dokładnie, dla kogo i za ile. Miał pieniądze, ale nie z pracy. Raczej z urodzenia, z koneksji, z czasów, gdy  dolary otwierały każde drzwi.Dla przykładu: jego ciotka - może ją widzieliście w pierwszej scenie „Prawa i Pięści”, tej z Gustawem Holoubkiem, gdzie stoi bosa w wagonie z „osadnikami”, z warkoczem grubym jak lina okrętowa - to właśnie ona. Jej kariera filmowa się skończyła, […]

trending_flat
1000 filmów o Mateuszu

Wałęsa nie czytał, Lenin pisał tomy W dobrym tonie każdego polityka jest wydać choć jedną książkę pod własnym nazwiskiem - z obowiązkowym tytułem w stylu Słowo, honor i cośtam. Nawet Lech Wałęsa jedną wydał, choć, jak sam zeznał, żadnej nie przeczytał.Niewielu polityków wniosło jednak tak potężny wkład w kulturę jak Włodzimierz Lenin, którego Wielka edycja jubileuszowa Dzieł wszystkich liczyła 60 tomów. To absolutny rekord wszech czasów. Nikt wcześniej ani później nie napisał tyle o sobie i o własnej nieomylności w tak krótkim czasie.Wódz rewolucji zmarł mając zaledwie 53 lata, a zdążył już nie tylko obalić carat, ale też zostawić po sobie biblioteczny odpowiednik mauzoleum – z liter zamiast marmuru. Przyznam, że próbowałem to czytać. Próbowałem. Do dziś czuję w oczach ukłucia cyrylicy i zapach szczerej ideologii.Drugim literackim herosem polityki był Winston Churchill. Jego Pamiętniki o drugiej wojnie światowej to 12 […]

trending_flat
ZUS: dramat matek bez środków do życia

Matka Polka w potrzasku Jak doniosły media, odbyło się spotkanie. Gdzie? Nie wiadomo. Kiedy dokładnie? Również nie. Wiadomo jedynie, że spotkały się dwie postacie. Jedna z imieniem i nazwiskiem: zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, Stanisław Trociuk. Druga – bezimienna, określona lakonicznie jako „wysoki urzędnik ZUS”.Dla porządku narracyjnego – i żeby nie mnożyć bytów – nazwijmy go po prostu Przydupasem. Nie personalnie. Funkcyjnie. Przydupasem prezesa ZUS Zbigniewa Derdziuka. Spotkanie w cieniu tajemnicy Miejsce spotkania owiane jest tajemnicą, a szkoda, bo to zdradziłoby, kto kogo wzywał na dywanik. Tak czy inaczej, Stanisław Trociuk i ów Przydupas – urzędnik ZUS-u – zasiedli naprzeciwko siebie, by omówić problem znany obu stronom, choć widziany z różnych perspektyw.Rozmowa dotyczyła matek Polek, które – zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich – są systemowo gnębione przez ZUS. A mówiąc językiem urzędników: 'obejmowane czynnościami sprawdzającymi', 'dręczone kontrolami' i 'pozbawiane środków do życia' […]

trending_flat
Język jako źródło cierpień

Freud wciąż boli Pomazaniec narodu Karol Nawrocki - z legitymacji ponad dziesięciu milionów obywateli i może dwóch wątpiących - zadał cios w kroczę zwyrodnialstwu językowemu, wetując ustawę o uznaniu języka wilamowskiego za język regionalny. Nie wiecie, co to jest ten język wilamowski? I bardzo dobrze, dlatego nigdy nie zostaniecie prezydentami. Prezydent wiedział. Wiedział i rozumiał, jakie zagrożenie dla zdrowego kręgosłupa narodowej polszczyzny niesie grupa staruszków z Wilamowic, którzy mamroczą słowa niezrozumiałe nawet dla Google Translate. Językiem wilamowskim posługuje się w Polsce aż trzydzieści osób w miasteczku Wilamowice, liczącym 3165 mieszkańców, koło Bielska-Białej. Gdyby zatem uznać wilamowski za język regionalny, to za chwilę cała Polska zaczęłaby mówić po wilamowsku. Katowice by poszły, Warszawa by padła, a telewizja publiczna musiałaby zatrudnić tłumacza z wilamowskiego na polski i odwrotnie. Zapanowałby chaos semantyczny, rozpad znaczeń i niebezpieczeństwo, że ktoś pomyli „ojczyznę” z „ojcizną”. Dlatego […]

trending_flat
WIELKI HETMAN MORAWIECKI

Mateusz Morawiecki najwyraźniej nie ma co robić. Majątek przepisał na żonę - i dzięki temu nikt nie wie, jakie akcje spółek skarbu państwa posiada, a jakie lepiej omijać szerokim łukiem. Wszystkie niecności okresu premierowania - w tym zaprzepaszczenie 700 miliardów złotych z KPO, które rzekomo „załatwił” Polsce i do których szczerzył się na plakatach - uszły mu płazem. Podobnie jak koszmary legislacyjne w rodzaju ustawy podatkowej zwanej Polskim Ładem czy budowanie na spółę z Glapińskim równoległych budżetów państwa poza kontrolą Sejmu. Dzięki pobłażliwości Tuska i własnej aktywności w mediach, zapewne wspieranej przez Kaczyńskiego, Morawiecki nie tylko wrócił do gry, ale wręcz jest rychtowany na premiera 2027 roku. Krąg wzajemnego zaufania i przelewów Tutaj wypada przypomnieć, że 6,54 mln zł (ze środków Skarbu Państwa) plus 3 529 945 zł – ta druga suma już bezpośrednio z Kancelarii Premiera - trafiły do […]

trending_flat
Pół tysiąclecia kopernikanizmu

O obrotach sfer (i mitów) wokół Kopernika Ponieważ celebrujemy rok 551 narodzin, zwanego tak przez nas Mikołaja Kopernika, zarazem 481 rocznicę jego śmierci, przyjrzyjmy się nie tyle samemu Kopernikowi, ile tak zwanej „Rewolucji Kopernikańskiej” – która, jak chciała poseł Kidawa Błońska rozpoczęła się napisanym przez Kopernika traktatem „O obrotach sfer nieMieckich”. Gdyby Kopernik zmartwychwstał, zdziwiłby się sławą. Za co go wynoszą na piedestał? Za odkrycie, które – jak twierdzi prof. Centkowski – „stanowi podstawę całej współczesnej wiedzy o wszechświecie”. Banknoty, monety, znaczki pocztowe z jego podobizną. Cukierki "Kopernik", lotnisko, loża masońska, centrum handlowe, osiem statków, trzydzieści hoteli, kratery na Marsie i Księżycu, planetoida, gwiazda. A mój sąsiad ma psa Kopernika. Nie było rewolucji Mit rewolucji kopernikańskiej. Samo słowo "rewolucja" jest tu mylące. Geocentryzm nie zniknął nagle, a heliocentryzm rodził się powoli. Oba procesy trwają, można rzec, do dziś – ponad […]

Powiązane

trending_flat
PROFIL ZADUFANY

PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]

trending_flat
Krajowy system e-Zawałów

Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]

trending_flat
ZUS = Zakład Utajonych Strat

Całe życie dumałem nad tym, jak ten kram działa. Miałem to szczęście (?), że otaczały mnie osoby rzekomo mądre – pułkownicy, profesorowie, redaktorzy. Liczyłem, że w końcu mi to wytłumaczą. „Spokojna głowa, mam czas” – powtarzałem. Ale ci cwaniacy wywinęli mi numer i poumierali, zostawiając mnie z moją ignorancją. Co za bezczelność! Teraz sam muszę się z nią mocować. Na szczęście mam dość oleju w głowie, by przyznać się do niewiedzy. Skoro w moim życiu pogrzebów jest więcej niż ślubów, zaczynam się zastanawiać, ile mi jeszcze zostało. Dziennikarze żyją średnio 65 lat, reszta mężczyzn – 72. Zatem na zgłębienie tajemnicy funkcjonowania państwa mam niewiele czasu. Niby dobrze, ale jest pewien szkopuł: nie spełnię swojego przedszkolnego marzenia o byciu emerytem. Na razie porzuciłem ambitny cel zrozumienia państwa i skupiłem się na czymś prostszym: pojęciu działania systemu emerytalnego, zwanego ZUS-em. Otóż o […]

trending_flat
Danke schön, sponsorze z Berlina

Ostatnio Niemcy nie mają w Polsce dobrej prasy. „Herr Tusk” - choć poprawnie gramatycznie - wpadł w obieg jako epitet, jakby sama niemieckość była już zniewagą. A przecież, może czas spojrzeć na nasze relacje z Niemcami z nieco innej perspektywy. Nie przez lunetę z Westerplatte, ale przez różowe okulary. Tak, drodzy rodacy. Niemcy nas kochają. Miłość na zabój i aż po grób I to nie tak zwyczajnie. To miłość głęboka, trudna, zaborcza. Miłość historyczna. Taka, co chwyta za gardło i za granicę. Przypomnijcie sobie tych nielegalnych emigrantów, co to w roku pamiętnym przebierali się w harcerskie mundury, śpiewali marsze i - chwycili za broń, żeby tu zamieszkać. Nie w Szwajcarii. Nie na Majorce ale właśnie w Polsce. Chcieli nas uszczęśliwić swoją kulturą, techniką, zamiłowaniem do porządku, przepisów i golonki. To miłość - intensywna, brutalna, ale miłość. Jak z „50 twarzy […]

trending_flat
FORSA I FRUSTRACJA

W minionym tygodniu, idąc Ujazdowskimi, zauważyłem grupę ludzi z biało-czerwonymi transparentami, którzy „domagali się sprawiedliwości” i „przebudzenia prokuratora”. Początkowo pomyślałem, że to klasa robotnicza z falstartem zaczęła pochód pierwszomajowy. Ale żaden z uczestników, najwyraźniej dotknięty jakąś wersją niesprawiedliwości, na robola nie wyglądał. Wręcz przeciwnie. No i stali akurat vis-à-vis Ministerstwa Sprawiedliwości – czyli jakby zapotrzebowanie spotkało się z ofertą. Później z mediów dowiedziałem się, że ci spragnieni sprawiedliwości spotkali się z samym szefem polskiej Temidy, Bodnarem. A ten – zamiast, jak nakazywałaby szczerość, powiedzieć im „spadajcie, idioci, na drzewo” – oznajmił z całą dyplomacją i powagą, że państwo jest gotowe do współpracy. • Szybki zysk, szybka strata, szybka ucieczka Chodzi o to, że 9 tysięcy ludzi miało zarobić, a nie zarobiło. Czują się więc oszukani. Cóż za wiarołomstwo! Gdzie były państwowe służby i prokuratura, kiedy inwestowali swoje pieniądze z nadzieją […]

trending_flat
Cukier krzepi? Raczej bankrutuje. Dramat plantatorów buraka.

Coś się dzieje!? Cukier na promocjach nadal można kupić w okolicach półtora złotego za kilogram. Cieszy to, rzecz jasna, nasz naród, który – jak wiadomo – najchętniej chciałby wszystko za darmo. Tak go wychował Kaczyński: można mieć przecież „800+” za nic. Ale to, co cieszy jednych, zapewne martwi 26 tysięcy polskich plantatorów buraka cukrowego. Bo jak to jest, że kilogram cukru kosztuje mniej niż butelka wody? Że zgrzewka 10 kg jest tańsza niż paczka papierosów? To ekonomiczny nonsens. Nietrudno sobie wyobrazić, że wyprodukowanie kilograma sacharozy wymaga więcej pracy, potu, krwi i benzyny niż wlanie kranówki do plastikowej butelki. Kapitalizm nie działa? Kapitalizm działa. My, wychowani na marksistowsko-chicagowskiej papce, tkwimy jednak w prostych schematach jak mucha w smole. Tymczasem rzeczywistość figluje sobie z nami, modyfikowana przez czynniki niewidzialne. Te niewidzialne ręce mają większy wpływ niż "oczywiste" przyczyny. Najlepszy przykład? Weźmy tlen. […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation