Background

Kurwy, chadecy i wirusy: Niemiecki lament

Niemieccy chadecy w rozterce: Niemcy – burdel Europy. Nasi katolicy pewnie zakrztusiliby się oburzeniem, ale niemieccy protestanci, ci od prezerwatyw (a nie od Częstochowy), jakoś to przełkną. 260 tysięcy prostytutek i 2600 domów publicznych – cóż, bywały w Niemczech gorsze rzeczy. Ot, choćby sprawa Żydów. Perspektywa czyni cuda.

GASTARBEITERKI

Niemcy narzekają, że prostytutki to głównie Polki, Francuzki i ostatnio Ukrainki, które przybyły do Rajchu z przyczyn, za które Niemcy nie ponoszą (do końca) odpowiedzialności. Za najazd francuskiego kurewstwa, najgorszego, bo niosącego francę – czyli chorobę francuską – obwiniają Macrona, który w 2017 roku zlikwidował francuskie domy publiczne, bo Francuzi, podobnie jak Polacy, to rzymscy katolicy (hugenoci to margines, odkąd wymordowano ich w Noc Świętego Bartłomieja).

Macron uznał, że każdy wytrysk nasienia opłacany pieniędzmi lub w naturze to przestępstwo. Policja gorliwie śledziła nielegalne wzwody i ejakulacje, więc seksbiznes przeniósł się do Zagłębia Ruhry i Nadrenii. Hamburg mówi po parysku i uprawia miłość francuską. Kaczyński, odcinając polską prostytucję od krajowego rynku, mimowolnie zadał kolejny cios niemieckiej moralności, zmuszając Polki do emigracji zarobkowej.

Największe pretensje Niemcy mają jednak do Putina. Wywołując wojnę z Ukrainą, sprowadził na Niemcy 200 tys. młodych Ukrainek bez unijnych kwalifikacji, które nie dość, że się kurwią, to jeszcze zarażają, bo Ukraina ma najwyższy w Europie odsetek nosicieli HIV. Putin, mistrz judo, uderzył w Niemców ukraińską bronią biologiczną. To jeszcze nie Stalingrad, ale wszyscy wiemy, jak to jest z wirusami.

Luteranie widzą źdźbło w oku bliźniego, a belki we własnym nie dostrzegają. Niemieckie prawo sprzyja pracownicom seksualnym. Status burdeli jest niejasny, więc alfons-hitlerowiec ma przechlapane – dziewczyny mogą go wsadzić za kratki. Niemiecka prostytutka ma ubezpieczenie, płaci podatki, może dochodzić zapłaty za usługę, a klient nie ma prawa do reklamacji.

HISTORYCZNA WIWISEKCJA

A zatem, przejdźmy do polskiego wątku tej niemieckiej dramy. W Warszawie, bo ta mi najbliższa, w ostatnim półwieczu sytuacja przedstawiała się następująco: za PRL-u prostytucja była tematem tabu, politycznie niewygodnym.

Ówczesne prostytutki, dziś emerytki, miały komfortowe warunki pracy i godziwe zarobki. Przesiadywały w czterogwiazdkowych hotelach Orbisu, oddając się głównie przystojnym Jemeńczykom. Zarabiały lepiej od profesorów, a opiekowała się nimi Służba Bezpieczeństwa.

Po „Solidarności” nastał wolny rynek i eksplozja nierządu. Na każdym przystanku reklamy „francuskiego bez”, a „Życie Warszawy” Wołka zapełniało szpalty ogłoszeniami burdeli i „namiętnych kocic”, zapewniając mu dostatnie życie.

Sielanka trwała do czasu rumuńskiego desantu. Śniade niewiasty na obcasach, wystrojone jak choinki, okupowały drogi i parkingi, wygrywając konkurencję z polskimi domatorkami.

Sytuacja zmieniła się radykalnie, gdy prezydentem Warszawy został Lech Kaczyński. Aleje Jerozolimskie, obwieszone banerami agencji towarzyskich, stały się szare i nijakie. Czerwona żarówka w oknie gwarantowała wizytę antyterrorystów z bronią długą. Policja robiła porządki, znajdując narkotyki, papierosy i wódkę bez akcyzy. Branża przeżywała ciężkie czasy, aż do śmierci Kaczyńskiego, choć około 2007 roku pojawił się Internet, który nieco poprawił sytuację.

CYFROWA TRANSFORMACJA

Technologia www umożliwiła prostytutkom reklamę w Internecie, co skrzętnie wykorzystali dwaj przedsiębiorcy. Jeden z Tarnowa stworzył „odloty.pl”, drugi konkurencyjną „roxę.pl”.

To był początek nowej ery. „Odloty” miały ok. 20 tys. anonsów erotycznych (głównie pań, ale i 112 panów), po 50 zł od sztuki. Milion złotych miesięcznie bez podatku – w czasach bez unijnych dotacji to był biznesowy majstersztyk. Złote lata trwały do 2015 roku, kiedy rządy PiS powiedziały kurestwu stanowcze “nie”.

Co tydzień policja atakowała agencje towarzyskie, zamykając kobiety i znajdując dziecięcą pornografię. Oberwało się też „roxie.pl” – 11 osób aresztowano za ułatwianie nierządu. Właściciel „odlotów” zwinął interes i podobno uciekł za granicę.

Skutki były drastyczne: w 2016 roku policja prowadziła 800 spraw o wspomaganie nierządu, a w 2020 już tylko 100.

LISTOPADOWY RENESANS

Odcięcie od klientów wywołało masową emigrację polskich prostytutek do Niemiec. Popyt malał, a klienci rozpaczali, aż do ubiegłego roku, kiedy pojawiła się nadzieja na powrót liberalnej władzy i reaktywację rynku. Przedsiębiorcy, głównie z Niemiec, to wyczuli.

W listopadzie laptopy eksplodowały portalami randkowymi, quasi-randkowymi i społecznościami miłośników wolnego seksu. Model biznesowy jednak się zmienił. Polski rynek opanowały egzotyczne instytucje: „nowaroxa” z holenderskich Antyli, niemiecki „erodate” z Łotwy (gdzie prostytucja jest legalna), reaktywowane „odloty” pod nazwą „sexodloty” (rejestracja nieznana). Polskie dziewczyny sprzedają się przez serwery w Newadzie (jedyny stan USA z legalną prostytucją), Senegalu, Turcji i oczywiście Niemczech.

NOWY MODEL BIZNESOWY

Choć charakter portali erotycznych się nie zmienił, ich organizatorom nie można zarzucić kuplerstwa. Ułatwianie nierządu jest w Polsce przestępstwem, jeśli się na tym zarabia, a nowa twarz różowego Internetu jest darmowa. Gdzie zatem haczyk?

Cyberstręczyciele chwalą się milionami odsłon – jedni 5, inni 8. Reklama za 3 centy od widza, a niech tych reklam będzie kilka, daje właścicielowi portalu 2 miliony złotych, plus minus. Branża kwitnie. Łącznie profili pań lżejszych obyczajów jest ok. 100 tys. – mniej niż 9 lat temu (160 tys.), ale rynek odbija się od dna.

Ceny inflacyjne. Rekordzistki życzą sobie 2 tys. za godzinę, te skromniejsze nie schodzą poniżej 300 zł.

ROZPUSTA 4.0

Koniec prostytucji nastąpi w ciągu dekady. Najstarszy zawód świata zaniknie. Mamy do czynienia z ostatnim pokoleniem prostytutek. Zastąpią je seks-roboty.

 Na dziś są one inteligentniejsze od pań lekkich obyczajów – rozmowa z nimi jest bardziej romantyczna, próbują być dowcipne, dysponują ogromną wiedzą. Spróbujcie z dziewczyną z agencji porozmawiać o etnofilologii kaszubskiej czy filozofii intersubiektywizmu. Ale nie przesadzajmy, nikt nie idzie do łóżka dla inteligencji. Seks-lalki z elektronicznymi mózgami wyglądają atrakcyjniej od białkowych, są równie miłe w dotyku, ciepłe i mają mimikę. Nie przenoszą chorób.

Filmy promocyjne producentów uświadamiają jednak, że to oferta dla nekrofili. Ars amandi przypomina spółkowanie z trupem. Cena zaporowa – ok. 20 tys. dolarów. Nekrofile nie zarabiają tyle. Wadą seks-robotów jest brak motoryki. Są jak kłody, co u żywych też się zdarza, ale wygląda inaczej. Problem znikłby, gdyby silikonowe powłoki faszerować robotyką Boston Dynamics (tej od psa-robota za 70 tys. dolarów).

Sexworkerka z mózgiem. Rzadki okaz. W sypialni ma książki zamiast ścian

INŻYNIERYJNA PRUDERIA

Nie dzieje się tak jeszcze nie z przyczyn technicznych, ale obyczajowych. Inżynierowie armii USA nie projektowali maszyn do dawania dupy. To jednak problem przejściowy – obyczajowy, religijny i prawny.

Czyż nierząd z robotem, zapewne mniejszy grzech niż onanizm, nie jest lepszy, skoro znikną stygmatyzujące branżę skutki: wyzysk, przymus, gwałty, nagabywanie, czarnorynkowość, choroby i kryminogenność? Po publicystycznej batalii świat dojdzie do wniosku, że obrzydzenie do lalkarstwa i robotyki nie ma sensu, zwłaszcza wobec potencjalnych zysków. Ale znów kłopot – seks-robot zawsze będzie drogi. Obecnie 200 tys. dolarów. Nie będzie tańszy od luksusowego samochodu.

GOOGLEPROSTYTUTKA

Złożoność technologiczna seks-robotów wymaga fabryk podobnych do samochodowych. Zaporowa cena wyklucza powszechny zakup – raczej dzierżawa lub leasing. Drogi produkt musi dotrzeć do szerokiej klienteli płacącej drobne kwoty za krótkotrwałe użycie, by zwrócić koszty i przynieść zysk. Takiego biznesu nie udźwignie agencja towarzyska – tu potrzebny jest kapitał i organizacja korporacji. I będą to te, o których myślimy.

Google stworzy huby usług seksualnych z inteligentnymi robolalkami w orzechowych perukach. T-Mobile – blondynki o niebieskich oczach, zasilane sztuczną inteligencją wyskalowaną na 95 tezach Lutra, potrafiące jodłować. Samsung dostarczy Azjatki z płaskimi piersiami. Seks-roboty Facebooka? Nie powiem, bo znów się ktoś przyczepi.

Nadchodzą piękne czasy, kiedy słowo „kurwa” straci pejoratywne znaczenie, a kobiety zostaną uwolnione od piekła burdeli. Papież wykreśli szóste przykazanie, bo cudzołóstwo stanie się technicznie trudne, moralnie niewykonalne i ekonomicznie nieopłacalne. Wszystko to za 10 lat.

Ta lala nie gryzie, tylko ssie: Google Sexboot – rewolucja w sypialni. Moc ssania i delikatność głaskania

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation