Background

Wyrachowana suka czy troskliwa matka?

Prawda o kobiecej naturze

Ach, Walentynki! Święto zakochanych, serduszek, amorków i… marketingowców. Prawdziwy festiwal lukru, pluszu i wygórowanych cen róż. Oczywiście, miło dostać kwiatka i czekoladki, ale czy to naprawdę dowód miłości? Komercyjny bełkot, powiecie? Oczywiście, że tak. Ale czyż nie jest to zarazem fascynujące zjawisko socjologiczne?

Naczelny się skrzywi, że amerykańskie, więc obrzydliwe. A ja jej na to: Ameryka? To zlepek europejskich odpadków, przeżarty konsumpcjonizmem i fałszywą moralnością. Ziemia obiecana dla tłustych hamburgerów, pustych celebrytów i tandetnych romansów. Walentynki to kwintesencja tej plastikowej kultury, święto hipokryzji i komercji ale i pretekst, żeby świętować miłość, lubieżność, albo po prostu – dobrze się zabawić.

Co dziwne miliony ludzi na całym świecie, dobrowolnie poddały się tej miłosnej walentynkowej machinie, kupując co popadnie, by udowodnić swoją miłość.

Kanarkowy kabriolet, złoty sygnet i bogaty frajer

Moja matka, która zawsze idealizuje przeszłość twierdzi, że pamięta czasy, kiedy o walentynkach w Polsce nikt nie słyszał. Zakochanym wystarczało słodkie nicnierobienie, tęskne westchnienia i wzajemne pożeranie się wzrokiem. Ale ja w te bajki nie wierzę. Już sam fakt, że mnie urodziła, czyli jest moją matką, stawia ją w nienajlepszym świetle. Ba było nawet tak, że wysłuchiwałem ją z całą uwagą tylko po to aby postąpić dokładnie odwrotnie, z najlepszymi, jak się okazywało potem rezultatami.

Czyżby kobiety w czasach jej młodości były tak bezinteresowne, jak dziś są interesowne, a mężczyźni tak prostolinijni, że kwestię swojego statusu materialnego w zalotach skrzętnie ukrywali? Bzdura! Do czego, u licha, służyły te kabriolety w kanarkowych kolorach, złote sygnety z Różyckiego, kurtki „ramoneski”, zakupy w Baltonie i wycieczki do Bułgarii? To był szpan, epatowanie bogactwem, a mówiąc bez sarkazmu – zasobami. Nie uwierzę, że mechanizmy ludzkiego zachowania zmieniły się w dwa pokolenia w tym względzie, skoro w innych są niezmienne od tysięcy lat.

Ostatnio widziałem sondę, w której młode kobiety stawiano przed dylematami: Przystojny czy bogaty? Wysportowany czy bogaty? Wykształcony czy bogaty? Inteligentny czy bogaty? Romantyczny czy bogaty? I wiecie co? Na te jakże różne pytania, odpowiedź była zawsze ta sama: BOGATY! Wahanie pojawiało się dopiero przy dylemacie: lojalność czy bogactwo?

Oczywiście, w świetle nauczania kościoła, taka postawa to szczyt niemoralności, dowód na zepsucie. Bo kto nie pokłada nadziei w Bogu, a w mamonie, ten skazany na potępienie.

 

iPhone’y i ciąża

Ale ja myślę, że te prokomercyjne postawy kobiet mają uzasadnienie moralne, racjonalne, ba! – przyrodnicze, genetyczne, czyli z gruntu naturalne. Każda niewiasta w wieku rozrodczym instynktownie bierze pod uwagę, że może zajść w ciążę. A wtedy jest niemal bezbronna i ekonomicznie mało zaradna. Potem pojawia się ten mały pasożyt, który przez pierwsze 3 do 40 lat absorbuje jej czas, uniemożliwiając samodzielne utrzymanie i pożera witalną energię. Aby to przetrwać, potrzebne są zasoby, i to w ciągłej dyspozycji. Czy mąż jest wysokim, wysportowanym blondynem tryskającym dowcipem, czy otyłym, łysiejącym księgowym, nudnym jak kazanie o czystości przedmałżeńskiej – traci na znaczeniu. Jeżeli kobieta ma wybór między bankomatem a fontanną tryskającą czekoladą, i nie tylko, wybór jest oczywisty.

Okres zakochania to preludium do ciężkiego okresu ciąży, porodu, połogu i macierzyństwa. Trzeba więc kombinować. Te walentynkowe prezenty – torebki Chanel, buty Louboutin, biżuteria Cartier, sukienki Diora i iPhone’y najnowszej generacji – to nic innego, jak okazywanie zamożności w zalotach. Dowód hojności, gwarancja stabilności finansowej, a nawet wyraz troski o przyszłość potencjalnej partnerki i potomstwa. Kobieta chce żyć w dostatku i bez zmartwień. A że to wygląda jak kupowanie uczuć? 

Kontrakty małżeńskie! To nie żaden nowoczesny wynalazek. Posag, wiano – to stare jak świat sposoby zabezpieczania finansowej przyszłości kobiety. W dawnej Rzeczypospolitej, gdzie mężczyźni rzadko dożywali sędziwego wieku, wiano było gwarancją przetrwania dla wdów. Więc nie ma co się oburzać na współczesne “materialistki”. One tylko kontynuują tradycję przodkiń.

Sześć żon i kupa złota

A co powiecie na małżeństwa dynastyczne? Przypomnę tylko jedno, za którym kryje się wielka finansowa tajemnica. Posag Katarzyny Aragońskiej, hiszpańskiej królewny, pierwszej żony Henryka VIII, wynosił 200 000 złotych dukatów. Rachunek jest prosty: jeden dukat ważył 3,5 grama złota. 200 000 dukatów to 700 kg złota. Cena złota dziś to jakieś 60 dolarów za gram. 700 kg złota to 42 mln dolarów.

W złotówkach – bagatela 168 mln! Tyle kosztował Katarzynę awans z królewny kastylijskiej do królowej Anglii. Sam Henryk, żeniąc się z nią, popełnił mezalians. Niestety, Katarzyna okazała się nieznośna. Henryk, ryzykując ekskomunikę, wziął rozwód.  To miało kolosalne konsekwencje – narodził się anglikanizm, a Henryk został królem i papieżem w jednym,  przy okazji wzbogacając się o 700 kg złota.  A to nie koniec – cwaniak żenił się potem jeszcze 5 razy, za każdym razem powiększając swój majątek.

Dziewica z roczną gwarancją

A teraz wróćmy do współczesności, którą znam z autopsji. Jakiś czas temu mój znajomy, szwedzki potentat od handlu kserokopiarek, rozwiódł się po raz trzeci. Gruntowna analiza jego niepowodzeń matrymonialnych doprowadziła go do zaskakującego wniosku: winna była… bariera językowa! A raczej jej brak. On po prostu nie mógł słuchać, co mówi jego żona, a ona wiecznie była obrażona na jego słowa. Zauważył to już po pierwszym rozwodzie. Dlatego kolejny związek zawarł z Norweżką. Problem nieco zelżał, ale nadal był, bo norweski i szwedzki są zbyt podobne. Trzeci raz rozwiódł się z Dunką – z tych samych powodów. Prawdziwy poliglota rozwodów!

I wtedy, w czasach rozkwitu biur matrymonialnych, szczególnie tych z Chin (dziś to się nazywa „panny z katalogu”), znajomy trafił na ofertę nie do odrzucenia: „Śliczna, mądra, pracowita narzeczona, 24 lata, 165 cm, 52 kg, oczy brązowe, włosy czarne, uśmiech promienny, dziewica. Rok gwarancji z możliwością zamiany bez podania przyczyny”. Cena? Niewymieniona wprost, ale pokrycie kosztów podróży, wiz, administracji i ewentualnego ślubu spadły na niego. Później, po kilku głębszych, przyznał, że kosztowało go to 200 tys. SEK, czyli jakieś 19 tys. dolców.

Obrzydliwe? Niegodne? Deprecjonujące? Prostackie? Możliwe. Ale wiecie co? Po 10 latach mój znajomy już nie jest potentatem od kserokopiarek – rynek się skurczył. Nie jest nawet prezesem własnej firmy. Przeszedł na etat. Jego chińska żona, Xiao Li (“mała piękność”), mówi po angielsku na poziomie “basic”, po szwedzku jeszcze gorzej niż ten „basic”. Ale są w satysfakcjonującym związku. Rozwód mu do głowy nie przychodzi, a ona wychowała trójkę jego dzieci, w tym dwójkę z poprzednich związków. Bariera językowa okazała się błogosławieństwem. Milczenie złotem, a chińska żona – skarbem.

Rynek matrymonialny – przegrywają najlepsi

No więc, trochę odczarowałem to kobiece wyrachowanie, złagodziłem jego społeczne reminiscencje. Ale żyję już dostatecznie długo, by dostrzec jeszcze inną prawidłowość. Przyglądam się relacjom młodych ludzi i dochodzę do wniosku, że… w ogóle nie mam racji!

Kobiety, jak zauważyłem, gustują w egoistach, narcyzach, psychopatach, hazardzistach, pijakach, kobieciarzach i fanatykach religijnych. W niedojrzałych emocjonalnie egocentrykach, pozbawionych empatii i unikających obowiązków – czyli takich, którzy na partnerów się nie nadają. Mówiąc krótko: im większy drań, tym lepszy kandydat (żeby nie być gołosłownym np. Bolesław Leśmian).

A odpowiedzialni, lojalni, opiekuńczy, inteligentni, ambitni, stabilni finansowo, cierpliwi, wierni wartościom rodzinnym – czyli idealni kandydaci do zamążpójścia – przegrywają na rynku matrymonialnym. Zostają starymi singlami, z kotem na pocieszenie (wiecie o kogo chodzi).

Kobiety gustują w draniach, a porządni faceci zostają na lodzie!? Szokujące! Tego nie rozumiem. Ale mój dziadek mawiał: “Nie próbuj zrozumieć kobiety, bo ci się, kurwa, nie uda”. I ja się z nim zgadzam. Zatem wszystkim zakochanym życzę – nie zrozumienia, ale miłości. Na przekór wszystkiej logice.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation