Background

Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi

Artykuły arrow_drop_down
No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd – on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi – to już preludium do kryzysu na rynku pracy.

 

180 tysięcy istnień

Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe – wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna się kurczyć.

Analitycy z prasy biznesowej już odkryli Amerykę w słoiku: „Polska wchodzi w fazę ujemnego wzrostu”. Proszę bardzo! Ujemny wzrost! To tak samo naukowe jak „dodatnie minusy” albo „postęp odwrotny”. Warto mieć doktorat z NBA , czyli Nowoczesnego Bełkotu Analitycznego – żeby coś takiego wymyślić.

Kryzys bez pandemii

W każdym razie mamy największe tąpnięcie od czasów COVIDA – tylko że wtedy przynajmniej wiadomo było, dlaczego. Państwo PiS, w przypływie paniki i boskiego natchnienia, zaczęło zarządzać gospodarką jak lodówką: otwierali, zamykali, rozmrażali i znowu zamrażali, aż w końcu wszystko zaczęło śmierdzieć. Fabryki stanęły, fryzjerzy zamienili się w partyzantów, a przedsiębiorcy odkryli, że „tarcza antykryzysowa” to nie była żadna tarcza, tylko konkurs z podchwytliwymi pytaniami. Pieniądze dostawali albo ci, którym naprawdę się wszystko zawaliło, albo ci, którzy umieli dobrze udawać, że się zawaliło. Miliardy poszły w eter, ale za to każdy miał wrażenie, że państwo coś robi – a że bez sensu, to już inna sprawa.

Można powiedzieć, że wszyscy zostali sponiewierani, bo politycy w całej Europie postanowili „reagować”. No, może nie wszyscy – Szwedzi, jak zwykle, postanowili użyć mózgu. Nie zamykali kraju, nie tańczyli lockdownowego walca, tylko policzyli, że panika wychodzi drożej niż wirus. I wyszli na tym lepiej. Mniej zgonów gospodarczych, mniej depresji budżetowej, no i nie musieli się tłumaczyć z miliona nielegalnych zakupów maseczek od szwagra. Natomiast teraz? Teraz nikt nie ogłasza stanu wyjątkowego, a jednak wszystko zaczyna się psuć jak po terminie. Nie ma pandemii, nie ma lockdownów, nie ma uzasadnienia – a gospodarka sama z siebie zaczyna się kłaść do łóżka z gorączką.

Klasa posiadaczy dławi gospodarkę

Dlaczego? Bo moim zdaniem działa tu czynnik, którego nie da się ująć w równaniach ekonomicznych – rosnący społeczny egoizm, niewidzialna ręka obojętności. Nazwałbym go epidemią. Chorobą klasy posiadaczy, która kąpie się w poczuciu bezpieczeństwa, mierzonego w milionach złotych, leżących spokojnie na kontach, podczas gdy reszta kraju żongluje paragonami.

Ta klasa obecnie nie inwestuje, nie ryzykuje, nie buduje, tylko optymalizuje, sczeźnie i się bawi. Żyje w rytmie prosecco, sushi i powiadomień z aplikacji bankowej. I to widać w danych: w dużych sieciach handlowych odnotowano spadek sprzedaży żywności o 9 procent. Dziewięć procent! Jak to możliwe? Przecież ludność Polski zmniejszyła się zaledwie o 83 tysiące osób. A reszta? Przecież nie przeszła na dietę 90 procent!

Nie, moi drodzy. To nie Polacy przestali jeść – to tylko część Polaków przestała gotować. Konsumpcja po prostu wyszła z marketów i usiadła przy stolikach. To właśnie HORECA – nowy bożek gospodarki – przejęła całą tę brakującą w Auchanach konsumpcję. Zamiast robić zakupy, kapitaliści robią dziś wrażenie na kelnerach w liberiach, a rachunek traktują jak certyfikat przynależności do klasy wyższej.

Kapitalista w szlafroku

A tam – szampan, Jack Daniel’s, od którego potem boli głowa i portfel, oraz przeświadczenie: „ja mam, więc świat może się walić, byle na cicho”.

Ta nowa filozofia sukcesu mieści się w trzech słowach: mam, piję, nie obchodzi. Ten wysoki stopień samozadowolenia , błogostan klasy posiadaczy, działa na świat pracy jak wirus. Kiedyś kapitalista przynajmniej chodził po fabryce, czasem nawet potrafił ją rozpoznać po dymie z komina. Dziś zarządza imperium z tarasu, w szlafroku, z drinkiem w ręku i telefonem z funkcją „zwolnij pięciu”. Fabryki widział ostatnio na dronie, a swoich ludzi zna głównie z tabeli w Excelu.

Przedsiębiorca w Polsce 2025,  to już nie człowiek z wizją, tylko człowiek z aplikacją bankową. Dochody spadają? Nic nie szkodzi  „zredukujmy etaty”, mówi do smartfona między jednym łykiem whisky a drugim. Sprzedaż maleje? Cóż, wystarczy, że maleje liczba zatrudnionych, i wszystko się bilansuje.

Świat pracy staje się dla nich statystyką: zatrudnieni to „pozycje na liście płac”, nie ludzie. W arkuszu kalkulacyjnym są kolumną kosztów, a po zwolnieniu – komórką wolną do użytku.

Toster zamiast serca

To jest kardynalny błąd kapitalizmu – ale, o ironio, socjalizm państwowy po 30 latach nauczył się dokładnie tego samego. Jak bowiem nazwać molochy takie jak Poczta Polska czy PKP, które zwalniają ludzi na potęgę, mimo że są państwowe i niby „społecznie odpowiedzialne”? To nie jest żadna reforma, to po prostu menedżerska głupota w garniturze od Skarbu Państwa.

Bo prawda jest taka, że górników nie zwalnia się, gdy kopalnia plajtuje – tylko zarząd, który ją w to bagno wprowadził. Ale w Polsce ta oczywistość wciąż uchodzi za herezję. Lepiej pozbyć się tych, którzy naprawdę coś robią, niż tych, którzy tylko podpisują. Ci co podpisywali  się pod durnotą poszli wyżej – patrz minister Aktywów Państwowych Wojciech Balczun (zasługuje na oddzielną publikację).

Problem polega na tym, że dzisiejszy „menedżer” – niezależnie, czy z korpo, czy z państwowego holdingu – ma empatię na poziomie tostera. Nie potrafi wczuć się w sytuację człowieka, który przez dwadzieścia lat sortował listy, skręcał wagony czy klepał faktury, a teraz słyszy, że ma „odnaleźć się w nowej rzeczywistości zawodowej”. Czyli, tłumacząc z korpomowy: „spieprzaj, radź sobie sam”.

Wywalić kogoś potrafi każdy – wystarczy palec i kawałek papieru. Ale znaleźć dla człowieka nowe, sensowne zajęcie w istniejącej strukturze, dostosować go, przeszkolić, pomyśleć o nim jak o zasobie, a nie o „koszcie” – no to już panu prezesowi się nie chce. Bo po co się męczyć, skoro można zwołać konferencję, powiedzieć coś o „restrukturyzacji w duchu nowoczesności” i wrócić do domu z poczuciem misji? A jak ktoś mu zwróci uwagę, że może jednak warto pomyśleć o ludziach, to odpowie: „Wie pan co, zostawmy to na jutro, dziś już nie mogę – łeb mnie napierdala.”

 

"In plus" na papierze, "in minus" w życiu

To jest oczywiście polityka z cyklu „wulgarna księgowość” – taka, w której nad losem tysięcy ludzi czuwa pani z kalkulatorem, przekonana, że przedsiębiorstwo istnieje po to, żeby zgadzał się bilans. Ma być „in plus”, więc jeśli po zwolnieniach cyferki są dodatnie – to znaczy, że sukces!

Co z tego, że nie ma komu pracować, że produkcja kuleje, a morale gaśnie szybciej niż zdrowy rozsądek w czasie pandemii, skoro w bilansie wszystko świeci się na zielono.

Tyle że rzeczywistej przyczyny spadku sprzedaży nikt nie zahamował. Więc po chwili przychodzi kolejny cykl. Znowu zwolnienia. Tym razem już nie tych „zbędnych”, tylko tych, którzy jeszcze wiedzą, gdzie leży włącznik w hali. Jakość spada, sprzedaż leci w dół, bilans znowu robi się „in minus”, więc trzeba zredukować kolejne etaty, żeby wyszło „in plus”. I tak się kręci perpetuum debile polskiego zarządzania: zwolnij, żeby uratować, a jak nie uratujesz – zwolnij więcej.

Wierzcie mi, znam przedsiębiorstwa, które w tej spirali paranoi tkwiły po kilkanaście lat i nikt nie zauważył, że już dawno zapomniano o misji – ważniejszy stał się roczny bilans do Krajowego Rejestru Sądowego, ten święty dokument, który udowadnia, że firma żyje, nawet jeśli od dawna nie oddycha.

URSUS był tu klasykiem gatunku – najpierw redukowano, potem likwidowano, a na końcu już tylko zwalniano z przyzwyczajenia – ale bilans zawsze był na plusiku.

A efekt domina? Klasyczny. Jak traktor nie idzie, to nie sprzedają się buty robocze, bo nie ma komu orać. Ci od butów nie mają na ratę kredytu, więc nie kupują mebli, a meblarze zamykają zakład i idą na zasiłek. Państwo z kolei nie ma z czego wypłacić zasiłków, więc podnosi podatki tym, co jeszcze zostali. I tak polska władza gospodarcza oraz fiskalny aparat ucisku działa jak kołowrotek dla chomika, tylko że chomik już ledwo żyje.

Od uwłaszczenia do niedogrzanych rezydencji

Czym to się kończy? Ano jak zawsze – płaczem, zgrzytaniem zębów i raportem końcowym w segregatorze A4. Nie będę wskazywał palcem współczesności,  pozwolę sobie tylko na mały historyczny wtręt dydaktyczny.

Otóż po roku 1989 narodziła się nowa kasta: „uwłaszczona nomenklatura”, czyli dawni towarzysze, którzy nagle odkryli w sobie żyłkę przedsiębiorczości. Z partyjnego i solidarnościowego zarządu fabryk wyłoniły się cudowne organizmy gospodarcze, trochę spółdzielcze, trochę rodzinne, trochę mafijne, które przejmowały majątek narodowy w ramach tzw. akcjonariatu pracowniczego. Brzmiało to pięknie: robotnik właścicielem! W praktyce oznaczało, że pracownik dostał trzy akcje i cztery miesiące spokoju. Jak już nowi właściciele zasiedli „na swoim”, to rozpędzili się w redukcjach kosztów tak, że aż farba z hal schodziła. Każdy excelowy geniusz wiedział: „mniej ludzi = więcej zysku”. Efekt? Bezrobocie sięgnęło 12 procent, a połowa kraju przeszła przyspieszony kurs survivalu w handlu obwoźnym i zbieraniu jagód w Norwegii.

Na szczęście przyszła wtedy odsiecz z Zachodu – korporacje, które wchłonęły tysiące ludzi jak gąbka. Dziś takiego ratunku już nie będzie.

A co zostało z tamtej „uwłaszczonej elity”? Nic. Trawa, gruzy i prezesi na dawnych, wyśrubowanych emeryturach, bo w latach świetności tak zręcznie żonglowali składkami, że ZUS płakał, ale księgował. Dziś siedzą w swoich niedogrzanych rezydencjach, bo relacje się nieco zmieniły.

 

Proletariat w XXI wieku

Czy obecnie te 90 tysięcy ludzi na bruku to już początek kryzysu? A może dopiero próba mikrofonu przed rewolucją?

Oczywiście teraz nie będzie żadnych salw z „Aurory”. Dziś nikt by tego nie usłyszał przez szum powiadomień, podcastów i reklam suplementów. W epoce światłowodowych prędkości wszystko dzieje się pozornie szybciej: decyzje, zwolnienia, depresje i rekrutacje. Ale prawdziwe rewolucje – te społeczne – mają naturę żółwia w korku. Toczą się powoli, w ciszy, przy szumie komputerowych wiatraczków. Nowoczesny proletariat to już nie są chłopy z cepami, tylko ludzie z dostępem do Wi-Fi. Zamiast barykady mają LinkedIna, a zamiast pochodni – telefon z trybem nocnym. Kiedyś robotnicy rzucali śrubami w maszyny, a dziś – wysyłają memy w zarząd,  subtelnie wysuwając stołki spod tyłków korpopsychopatów.

Jak rewolucja się uda, to zamiast Komitetu Centralnego powstanie Komitet do spraw Dobrostanu Emocjonalnego. I wszyscy będą równi – tyle że bez etatów, ale z benefitami.

Mirek Kwaśny

O Autorze :

O Autorze :

Mirosław Kwaśny

Mirosław Kwaśny, dziennikarz z Kamiennej Góry, to lokalny tropiciel afer, specjalizujący się w tematyce samorządowej. Absolwent dziennikarstwa na Uniwersytecie Wrocławskim, całe życie zawodowe spędził w regionalnych mediach, uparcie drążąc tematy korupcji i nadużyć władzy. Rzetelny i dociekliwy, zdobył zaufanie lokalnej społeczności, choć sam twierdzi, że "prochu nie wymyślił". Jego reportaże, często stanowiące iskrę debat publicznych, dowodzą, że prawdziwe dziennikarstwo może się dziać także poza wielkimi aglomeracjami. Bywa filozofem.

Więcej artykułów Dorobok

trending_flat
Krajowy system e-Zawałów

Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]

trending_flat
Katecheza bez mózgu

Całkiem niedawno, w budynku, gdzie  pulsuje serce i pracuje umysł naszego Kościoła – czyli w betonowej twierdzy Episkopatu przy skwerze Wyszyńskiego – odbyła się konferencja dla mediów pod przewodnictwem biskupa Osiała Wojciecha. Zapowiadano ją jako przełom na miarę Lutra. Osiał zaprezentował coś, co dotyczy wszystkich katechizowanych dzieci mianowicie „Podstawę programową nauczania religii rzymskokatolickiej w Polsce” – nową, a więc z definicji ulepszoną. Episkopat edukuje: jak zrobić bezmyślnego katolika Okładka wygląda ładnie, nawet profesjonalnie, grafika taka, że gdyby to była publikacja GUS, nikt by nie zauważył różnicy. Zaraz po opuszczeniu duchownej cytadeli przeczytaliśmy dokument od deski do deski – bo, jak mało komu w tym kraju, za czytanie nam płacą. Osiał na konferencji grzmiał: „Nowa epoka w katechezie, nowe otwarcie, nowa strategia!” Miało to być rzekomo „odpowiedzią na wyzwania współczesności”. Oczekiwaliśmy więc czegoś na miarę duchowej konstytucji XXI wieku. Po zamknięciu […]

trending_flat
Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi

No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd - on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi - to już preludium do kryzysu na rynku pracy. 180 tysięcy istnień Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe - wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna […]

trending_flat
Reportaż z kraju, w którym nikt nie klęka

Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska - ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej - przestanie działać w roku 2027. A potem polski rok bólu Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci […]

trending_flat
460 tysięcy szabel w spódnicach

Andrzej Duda nie powinien mierzyć tak wysoko, jak szefostwo NATO Niechże jednak wreszcie zrobi coś pożytecznego dla kraju i zostanie aktorem. Idealnie nadawałby się do ról pierwszoplanowych w polskim kinie plebejskim. Wyobraźmy go sobie jako Borynę w kolejnym remake'u "Chłopów"... Albo jeszcze lepiej: "Plebey Duda", scenariusz Andrzej Pilipiuk, reżyseria Patryk Vega. Pierwsza scena jawi mi się tak: Kmieć Duda, wściekły na sąsiada, co mu kury podbiera, ostrzy kosę, mrucząc pod nosem o zemście. Wtem, zza stogu siana wyłania się sołtysowa, kusząc Dudę obietnicą unijnej dotacji za oddanie jej pola pod fotowoltaikę. Duda, patrząc na jej ponętne kształty, czuje przypływ pożądania, ale nagle przypomina sobie o sąsiedzie. Wahając się między żądzą zemsty a chęcią zysku, wciąga nosem tabakę. Chwyta za widły i wbija je w brzuch sołtysowej, która z krzykiem pada na ziemię. Na podwórze wjeżdża czarny mercedes, z którego wysiada […]

trending_flat
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?

Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]

Powiązane

trending_flat
Reportaż z kraju, w którym nikt nie klęka

Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska - ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej - przestanie działać w roku 2027. A potem polski rok bólu Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci […]

trending_flat
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?

Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]

trending_flat
Kurwy, chadecy i wirusy: Niemiecki lament

Niemieccy chadecy w rozterce: Niemcy – burdel Europy. Nasi katolicy pewnie zakrztusiliby się oburzeniem, ale niemieccy protestanci, ci od prezerwatyw (a nie od Częstochowy), jakoś to przełkną. 260 tysięcy prostytutek i 2600 domów publicznych – cóż, bywały w Niemczech gorsze rzeczy. Ot, choćby sprawa Żydów. Perspektywa czyni cuda. GASTARBEITERKI Niemcy narzekają, że prostytutki to głównie Polki, Francuzki i ostatnio Ukrainki, które przybyły do Rajchu z przyczyn, za które Niemcy nie ponoszą (do końca) odpowiedzialności. Za najazd francuskiego kurewstwa, najgorszego, bo niosącego francę – czyli chorobę francuską – obwiniają Macrona, który w 2017 roku zlikwidował francuskie domy publiczne, bo Francuzi, podobnie jak Polacy, to rzymscy katolicy (hugenoci to margines, odkąd wymordowano ich w Noc Świętego Bartłomieja). Macron uznał, że każdy wytrysk nasienia opłacany pieniędzmi lub w naturze to przestępstwo. Policja gorliwie śledziła nielegalne wzwody i ejakulacje, więc seksbiznes przeniósł się do […]

trending_flat
Potęga karłów z mikropenisami

CIA  już trzeci rok z rzędu  twierdzi, że  największym państwem  są Indie.  Liczy się  liczba ludzi, nie  PKB czy  hektary.  W Indiach  mieszka 1,42 miliarda osób,  mówiących  mniej więcej  tym samym językiem,  a  angielskim  posługuje się tam  więcej ludzi niż w USA i  Wielkiej Brytanii razem wziętych.  To dwa razy więcej niż w Europie,  więcej niż w Afryce,  2,3 razy więcej niż w Ameryce Północnej i  trzy razy więcej niż w Ameryce Południowej.  Indie to  atomowe supermocarstwo, a  każdy Hindus  budzi się  z dumą, że  należy do  największej  wspólnoty  na świecie.  Perły w koronie  Imperium Brytyjskiego.  A  kto z was  zna  nazwisko  indyjskiego premiera?  No właśnie. Genetyczna ruletka, czyli cena przeludnienia Choć Indie chlubią się imponującym przyrostem naturalnym, sukces ten okupiony jest wysoką ceną, a raczej genetycznym bałaganem. Okazuje się, że co trzeci Hindus przed czterdziestką cierpi na impotencję – […]

trending_flat
Recepta na mocarstwo:

czołgi, gwoździe i lewatywa Antydarwiniści, te mózgowe skamieliny, trąbią, że ewolucja to bujda. Bo niby gdzie ten postęp? Palców nam nie przybywa, trzeci ząb się nie wyrzyna (a przydałby się, biorąc pod uwagę, ile teraz zębów trzeba leczyć). Tymczasem świat, pomimo ich jęków, idzie do przodu, i to szybciej, niż Darwinowi się śniło. Nasi prapradziadowie, cztery pokolenia wstecz, to byli, mówiąc delikatnie, niezbyt rozgarnięci. Ich IQ ledwo dobijało do 80. Dzisiaj, nawet pisowski elektorat, osiąga średnio 130. Jasne, że testy na inteligencję faworyzują piśmiennych, a w II RP analfabetyzm sięgał 30 procent. Wyidealizowany obraz przodków to efekt kinowych romansów i literackich bajek Sienkiewicza. Oraz wynik naszej własnej głupoty i skłonności do nostalgii. Tęsknimy za światem, którego nie było, za czasem, kiedy rzekomo żyło się lepiej, choć w rzeczywistości była to era brudu, chorób i wszechobecnej nędzy. Spotkanie z królem-śmierdzielem: rozczarowanie […]

trending_flat
Dzięki Putinowi

Zarzucono mi brak obiektywizmu. Nowoczesne dziennikarstwo ma być holistyczne, rozpatrywać sprawy całościowo. Przyjąłem to za drogowskaz, czując się zagubionym pośród wojennych doniesień o "słusznej" śmierci i zniszczeniu.  Wcześniej tego nie rozważałem. Rzeczywiście, sprawy dziwnie się łączą. Ból zadany skalpelem to początek leczenia. Porzucam jednostronność, by oddać hołd chirurgowi, który – nie do końca intencjonalnie, rzec można przez pomyłkę – buduje zdrowszy świat. Putin, rozpoczynając 7-dniową wojnę rajdem na Kijów, chciał dowieść, że Rosjanie i Ukraińcy to jeden naród. Miały się połączyć. Oficjalnie nie kwestionował ukraińskiej niepodległości, lecz wierzył wywiadowi, że powitają go tam szampanem, ustanowią prorosyjski rząd, a może nawet – jak przed wiekami – przeniesie stolicę do Kijowa. Nie byłem pewien słuszności tej hipotezy. Historia pokazała, że Putin się mylił. Dzięki Putinowi świat zobaczył, że Ukraina to nie Rosja, ale prawdziwe państwo. Dla mojego pokolenia, dla którego za wschodnią […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation