Prokuratorzy IPN: między młotem, sierpem a trumienną deską
Sam widok strzykawki, gotowej do wysysania ze mnie życiodajnych płynów, przyprawia mnie o dreszcze. Wizyty u dentysty staram się wymazać z pamięci, zanim jeszcze opuszczę powieki, oddając się w jego władanie. Nie znoszę, gdy ktoś penetruje moje nozdrza, nawet jeśli to ukochane dziecię. Takie barbarzyńskie wtargnięcia spycham w najgłębsze czeluście niepamięci. Strupy na podrapanym łokciu pozostawiam w spokoju. Sadyści czy masochisci? Poranna toaleta prokuratora. Są jednak i tacy, którzy zamiast uciekać od bólu, wręcz go pielęgnują. Ich poranek rozpoczyna się nie od śpiewu ptaków, lecz od rytualnego samookaleczenia. Młotek i kawałki szkła to ich narzędzia pokuty. Swędząca moszna to dodatkowa forma umartwienia. Tak przygotowani, ruszają do pracy w IPN, by cały dzień rozkoszować się cierpieniem, zanurzając się w otchłani narodowych tragedii i wzajemnych krzywd. Siadają przy biurku pośród góry celulozowych odpadów, w których tylko: zbrodnie, mordy, morderstwa, zabójstwa, krwawa łaźnia, […]