Od latających świń do mózgu w słoiku
Niepokoi mnie zanik literatury science fiction, choć sama nazwa "naukowa fikcja" jest absurdalna i nietrafiona. Gatunek ten narodził się na przełomie XIX i XX wieku. Ówcześni pisarze, nie mając ku temu żadnych podstaw naukowych, snuli fantastyczne wizje o latających maszynach, łodziach podwodnych, radiu i telewizji, a nawet o maszynach liczących. Dziś te "absurdy" to nasza codzienność. Science fiction w kryzysie – gdzie moje latające samochody? Trudno wytłumaczyć, jak to możliwe, że literackie fikcje stały się faktami. Czy to proroctwa, czy predykcje? Bill Gates "przewidział" smartfony, choć to Steve Jobs stworzył pierwsze działające urządzenie. Obecnie jednak w dziedzinie science fiction stagnacja. Młodzież karmi się fantastyką, gdzie świnie latają, a Hitler w rozpinanym swetrze medytuje na Czomolungmie. Prawicowi publicyści z "Gazety Polskiej" i "Uważam Rze" dorabiają do wierszówek, tworząc dzieła pełne ciemnoty i zabobonu. Należy jednak próbować przełamać ten zastój, choć przesłanki […]