Mięśnie zamiast mózgu
Jeżeli chodzi o mój zawód dziennikarza i publicysty - największym problemem jest autocenzura. Dziennikarz jest bowiem jak termometr wsadzony w tyłek niemowlęcia: jego zadaniem jest rzetelnie i obiektywnie wyjaśnić, jaka jest temperatura owego tyłka. Niestety nie wolno zapominać, że termometr ma też swoją własną temperaturę - zazwyczaj niższą niż ludzka - i ta jego chłodna natura nieuchronnie wpływa na wynik pomiaru. Innymi słowy, sam akt mierzenia zmienia mierzony obiekt. Zatem mam dylemat zawodowy: wiem, że każde słowo, każda obserwacja, każdy opis - choćby obiektywny - wpływa na rzeczywistość, którą próbuję przedstawić. Moja obecność w temacie jest jak wejście z termometrem do tyłka: zafałszowuje to, co chciałem uchwycić. Dlatego często mówię: może lepiej przemilczeć, lepiej nie mierzyć, lepiej nie wyjaśniać. Słowa mają moc. Mogą zmienić temperaturę całego układu, zanim ktokolwiek zdąży zauważyć, jaka ona była naprawdę. Dzisiaj więc zaryzykuję i zrobię […]