25 lat minęło jak nic. I właśnie to jest problem.
Mało kto zauważył, że od roku 2000 – tego magicznego, po którym spodziewaliśmy się lotów na Marsa, pokonania raka i taniego kredytu – minęło już pełne 25 lat. Czyli ćwierć wieku. To jest moment na bilans, rachunek sumienia i kilka drastycznych porównań. Bo oto ludzie, którzy zostali prokreowani w tego pamiętnego Sylwestra 1999/2000 – gdy niebo miało zgasnąć, komputery wybuchnąć (pluskwa milenijna), a świat się skończyć – mają dziś 25 lat. Są relatywnie dorośli, przynajmniej metrykalnie. Niektórzy z nich mają dzieci, inni TikToka z 2 milionami wyświetleń, co w dzisiejszym świecie uchodzi za większe osiągnięcie niż doktorat.
Co było w 2000 roku?
Raczkuje kolejne pokolenie XXI wieku, czyli coś zupełnie innego. Im trzeba będzie tłumaczyć do czego służyła budka telefoniczna, że z Internetem gadało się przez modem „grrrrzziiiiBIPBIPbrzzz… klik”. Że telewizory miały gałki i bywały czarno białe, i że telefon komórkowy był czymś, co się nosiło na pasku jak broń boczną, najlepiej marki Ericsson. Służył głównie do budowania statusu społecznego.
Będą musieli brać na wiarę, że dzisiejsze Biedronki te luksusowe salony, jak z czasów Pewexu – (te szczyle nie mają pojęcia, co to był Pewex), przypominały obskurne hale po zamkniętym PGR-ze, w których na podłodze leżały paletki z cukrem. W tamtych czasach powiedzieć komuś, że jego matka robi zakupy w Lidlu, było obelgą, jakbyś mu zarzucił, że trzyma margarynę w barku albo ogląda reklamy telezakupów dla przyjemności. Lidl był niemiecki, a więc podejrzany, obcy i „dla tych, co oszczędzają na jakości”. Onisiejsze sklepy wstydu, dziś zostały świątyniami klasy średniej.
Kiedy EB smakowało wolnością
Na półkach królowały wtedy: piwo EB – napój wyzwolonej młodzieży, papierosy „Klubowe”, „Popularne” i „Mocne”. Proszek do prania Pollena 2000 – tak agresywny, że prał nawet winy ojców (ociec prać?). Pachniał amoniakiem, działał jak wybielacz i niszczył wszystko prócz bakterii. Klisze fotograficzne Agfa, Kodak, Fujicolor – nośniki wspomnień i rozczarowań. Kupowało się 36 klatek, z czego 12 wychodziło nieostrych, 8 prześwietlonych, a 16 z palcem na obiektywie.
Polska kartą niepłatniczą
W tamtych złotych latach transformacji, samochód marki Daewoo Polonez wciąż uchodził za całkiem przyzwoite auto. Karta płatnicza była czymś w rodzaju artefaktu z Zachodu. Miało ją może 2 proc. populacji. A wypłata? Oczywiście, że w gotówce.
Minimalna pensja brutto 700 zł. Średnia krajowa 1800 - 1900, przeciętny Polak zarabiał „na rękę” 1350 - 1400 zł. Bochenek chleba kosztował około 1 zł, litr mleka 1,30 zł, benzyna 2,80 – czyli taniej niż dzisiaj butelka wody z elektrolitami.
Gulczas, Big Brother i notes Jarosława
Papież był nadal Polakiem. Prezydentem był Aleksander Kwaśniewski, który właśnie z dużą przewagą wygrał drugą kadencję. W telewizji rządził „Big Brother”, czyli program, który nauczył Polaków, że można patrzeć, jak inni siedzą, leżą i kłócą się o papier toaletowy – i czerpać z tego autentyczną przyjemność. Bohaterami masowej wyobraźni zostali Janusz (rocznik 1953, wygrał „Big Brothera”, nagroda: 500 tys. zł, został posłem na Sejm, zginął w 2019 roku w wypadku samochodowym), Gulczas i Klaudiusz.
Lech Kaczyński (żył) a pełnił funkcję ministra sprawiedliwości w rządzie Jerzego Buzka. Jarosław Kaczyński, jeszcze bez teki, za to z notesem i pomysłem, właśnie kombinował nad czymś, co miało się nazywać Prawo i Sprawiedliwość.
Donald Tusk nie był jeszcze „niemieckim agentem”, ani „królem Europy”, ani nawet „zdrajcą wartości chrześcijańskich”. Był po prostu politykiem w garniturze z Vistuli, który próbował z uśmiechem wytłumaczyć społeczeństwu, że liberalizm nie jest złem wcielonym, tylko trochę jak jazz – nie każdy go rozumie. O przystąpieniu do Unii mówiono jeszcze półgębkiem. Myślenie „ja Europejczyk” wymagało niemałej cywilnej odwagi. Natomiast zdradziliśmy już Układ Warszawski, wraz z Węgrami i Czechami przystępując do NATO. Wszystko to wydarzyło się naprawdę. Serio! Nie żartuję.
Nowy Polak: obywatel z kredytem
Od tamtego czasu zmarło w Polsce 10 milionów ludzi, a urodziło się mniej więcej 7,5 miliona nowych obywateli. To oznacza, że biologicznie jesteśmy już nieco innym społeczeństwem. Inne są twarze w autobusach, inne głosy w kolejkach, inne dzieci w szkołach. A wraz z nimi przyszła inna mentalność. Standardem stała się przynajmniej dwujęzyczność. Licencjat to absolutne minimum. Wakacje koniecznie za granicą (bo taniej, bo loty, bo all inclusive), a kredyt hipoteczny urósł do rangi obywatelskiego rytuału przejścia.
Dorosłość nie zaczyna się już od pracy ani nawet od dziecka, tylko od podpisu w banku. To może i rozwiązało problem głodu mieszkań, ale w zamian uwiązało większość dorosłych na trzydzieści lat do instytucji, które zaczynają rozmowę słowami „dzień dobry, w czym możemy pomóc?”, a kończą: „niestety, rata nie wpłynęła”.
Stres związany z mieszkaniem u rodziców – czyli wieczne "kiedy się ustatkujesz" i "po co ci te rośliny na parapecie" – został elegancko zastąpiony stresem z wizyty komornika. Ten przynajmniej nie komentuje wystroju. Kiedyś martwiłeś się, że mama podsłuchuje przez drzwi. Dziś martwisz się, że bank nasłuchuje twojego konta. Wolność mieszkaniowa została wywalczona – na raty.
Globalizacja bez braterstwa
Spełniła się też przepowiednia globalizacji. Wszystko mamy z Chin, smartfony z USA, influencerkę z Islandii, kredyt z Niemiec, ubrańkę z Bangladeszu, a pizzę z aplikacji. Świat się skurczył do rozmiarów ekranu. Dostęp do wszystkiego stał się łatwiejszy niż dostęp do własnych myśli. Niestety globalizacja nie przyniosła zbratania ludzi, tylko jednakowe opakowania. W gruncie rzeczy nadal jesteśmy społeczeństwem zamkniętym, mimo że „przyjaciel” z Niemiec, Tajwanu czy Chile jest oddalony o jedno kliknięcie na Facebooku. Znamy kuchnie świata, ale coraz gorzej znamy sąsiada z klatki.
Nowe wojny, stare konflikty
Nikt się też nie spodziewał, że po wejściu do Europy zaczniemy się znowu dzielić jak za sarmatyzmu – tylko zamiast koni są memy, zamiast szabel wpisy na X (dawniej Twitterze), a zamiast sejmików ziemskich – komentarze pod artykułem, którego nikt nie przeczytał. Internet, który miał nas połączyć, połączył nas głównie w oburzeniu.
W XXI wieku Polacy z jednej strony przeszli w tryb „ja – użytkownik, ja – klient, ja – marka osobista”, ale z drugiej strony wrócili do myślenia plemiennego z intensywnością godną wiejskiego wiecu w 1648 roku. Każdy ma dziś własne konto, własną narrację, własną prawdę i własnego wroga, ale też chętnie przynależy do jakiegoś „plemienia”: narodowców, liberalnych euroentuzjastów, wyznawców Ordo Iuris, obrońców TVN-u albo obserwatorów kanału „MaturaToBzdura”.
Paradoks polega jednak na tym, że rosną ruchy narodowe, hasła o „zdrajcach” i „obcych” wracają do debaty publicznej ale jednocześnie… Chińczyk, Hindus, Arab czy Ukrainiec może spokojnie spacerować po mieście, zamówić burgera i pójść do Rossmanna bez obawy, że dostanie w mordę. Mamy w Polsce rasizm deklaratywny, ale tolerancję praktyczną. W sieci krzyczymy o „czystości krwi”, a potem kupujemy od Wietnamczyka sajgonkę a od Turka kebab i mówimy „do widzenia”.
Ekologia w ratach, medycyna z GPS
Miała być tania energia, zielona przyszłość i innowacyjność. Jest drogie ogrzewanie, niepewność, i kolejne panele fotowoltaiczne montowane na kredyt, który kosztuje więcej niż wydobycie węgla. Ekologia przyszła do nas nie jako wizja postępu, tylko jako rata miesięczna.
Medycyna XXI wieku miała pokonać raka, zawały i wylewy. Tymczasem nowotwory mają się świetnie, zawały nie wychodzą z mody, a udary trzymają się tak mocno, jakby były częścią pakietu startowego dla każdego po pięćdziesiątce.
No i przyszedł COVID – choroba, która dowiodła, że mimo satelitów, skanów 3D i robotycznych operacji, nadal jesteśmy bezradni jak pacjent bez karty chipowej w kolejce do specjalisty. COVID pokazał też, że nowoczesne choroby mają GPS i kartę pokładową – bo rozprzestrzeniają się między kontynentami z prędkością samolotów. Zaczynają się znikąd: z bazaru albo nietoperza a kończą wizją apokalipsy.
Z czym więc sobie poradziliśmy? No, chociażby z młodzieńczym trądzikiem – dziś można go wyretuszować w czasie rzeczywistym – i z AIDS-em, który kiedyś był wyrokiem, a dziś jest niewygodną rubryką w ulotce leków refundowanych. Ale jeśli chodzi o implanty zębowe, to nadal pozostają kaprysem najbogatszych i najnaiwniejszych, którzy wierzą, że coś w ich życiu utrzyma się dłużej niż przez dekadę. Żyjemy coraz dłużej – zwłaszcza kobiety, które i tak zawsze miały więcej cierpliwości do życia, lekarzy, recept i mężczyzn, którzy "nie pójdą, bo samo przejdzie".
Atomowa ruletka
Wojna w Europie, która miała być tematem książek historycznych, okazała się jak najbardziej realna, z czołgami, dronami, rakietami i nagłówkami jak z kronik filmowych. Zagrożenie katastrofą nuklearną, które jeszcze w 2018 roku wydawało się nierealne – jak ogólnoświatowa pandemia – dziś znowu czai się w eleganckim garniturze medialnym.
Nie mówi się o tym oficjalnie na Kremlu – żaden rzecznik nie wali pięścią w stół i nie zapowiada zagłady świata. Zamiast tego dostajemy przemyślane przecieki, okrągłe sformułowania, podszepty rosyjskich publicystów, że „wszystkie opcje są na stole”. Zachód w większości ignoruje te sygnały – przemilcza je, wyśmiewa albo zbywa jako propagandowe straszenie, które „przecież słyszeliśmy już sto razy”. W efekcie żyjemy w świecie, w którym zagrożenie jądrowe nie znikło, tylko cicho wibruje jak telefon w trybie samolotowym.
Ćwierćwiecze wygody, ćwierćwiecze rozczarowań
Czy świat stał się lepszy przez te 25 lat? Żyje się w Polsce łatwiej niż w czasach argentyńskiej sprzedaży samochodów, kiedy kupowało się na zeszyt, tankowało za piątkę i pytało sąsiada, czy nie zna kogoś, kto zna kogoś w urzędzie. Mamy sklepy pełne rzeczy, których nie potrzebujemy, mieszkania, których nie stać nas urządzić, i auta hybrydowe, które parkujemy na zakazie, bo przecież zaraz wracamy.
Żyje się wygodniej, ale też trudniej zaimponować komuś luksusem, bo wszyscy mają to samo – z tej samej aplikacji Allegro w tych samych ratach. Dostaliśmy wolność, która męczy. Dostęp do wiedzy, której nie mamy siły przeczytać. I technologię, która wiedziała o nas wszystko zanim zdążyliśmy się zalogować.
Czy przybliżyło nas to do poznania sensu życia – albo chociaż bezsensu? Bardzo wątpię. Fundamentalne problemy ludzkości nadal pozostają otwarte. Śmierć, miłość, podatki, Bóg, kosmos, praca i po co to wszystko? – nic się nie wyjaśniło. Więc czy świat jest lepszy? Może. Ale zdecydowanie lepiej udaje, że ma sens.
Ruben Jary
O Autorze :
O Autorze :
Ruben Jary
Byłem redaktorem naczelnym w kraju za Odrą. Szydziłem z każdej władzy, piętnowałem obłudę kleru i możnych tego świata. Nie brakło mi przez to wrogów, ale i czytelników. Moje felietony, cierpkie jak stary ocet, były kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. I dalej będę pisał, bo prawda nie zna emerytury – choćby do śmierci, a może i dzień dłużej.
Ćwierć wieku XXI wieku
ĆWIERĆ WIEKU XXI WIEKU 25 lat minęło jak nic. I właśnie to jest problem. Mało kto zauważył, że od roku 2000 – tego magicznego, po którym spodziewaliśmy się lotów na Marsa, pokonania raka i taniego kredytu – minęło już pełne 25 lat. Czyli ćwierć wieku. To jest moment na bilans, rachunek sumienia i kilka drastycznych porównań. Bo oto ludzie, którzy zostali prokreowani w tego pamiętnego Sylwestra 1999/2000 – gdy niebo miało zgasnąć, komputery wybuchnąć (pluskwa milenijna), a świat się skończyć – mają dziś 25 lat. Są relatywnie dorośli, przynajmniej metrykalnie. Niektórzy z nich mają dzieci, inni TikToka z 2 milionami wyświetleń, co w dzisiejszym świecie uchodzi za większe osiągnięcie niż doktorat. Co było w 2000 roku? Raczkuje kolejne pokolenie XXI wieku, czyli coś zupełnie innego. Im trzeba będzie tłumaczyć do czego służyła budka telefoniczna, że z Internetem gadało się przez […]
Ruben Jary 2026-02-23
Dobry człowiek, ale zły papież
FELIETON / KOŚCIÓŁ / MEDIA Dobry człowiek, ale zły papież Nie wiem, czy zauważyliście – a właściwie jestem pewien, że nie zauważyliście – że pontyfikat Leona XIV trwa już siedem miesięcy. Można by pomyśleć, że papież się zawiesił. O Leonie jest raczej cicho w przeciwieństwie do jego rodaka – Trumpa, obecnie najważniejszego człowieka na Ziemi, Wszechziemi i Metaziemi. Ten przynajmniej jest widoczny na trzech wysokościach każdego ekranu: w nagłówku, w reklamie i w komentarzu z Ukrainy. Codziennie bombarduje nasze receptory medialne kolejnym „Make America Whatever Again”. Nie miejmy złudzeń – nasze umysły mają ograniczoną pojemność na amerykańskie figury władzy, i w tym rozdaniu jeden Jankes wystarczy. Wybór padł na tego, który wrzeszczy. Technokrata, komunista i czołg No i jest jeszcze jeden powód, dla którego Episkopat Polski milczy, gdy w Watykanie zmienia się lokator: głęboka, narodowo-mistyczna, niewyleczona trauma po śmierci Jana […]
Ruben Jary 2026-02-10
PROFIL ZADUFANY
PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]
Ruben Jary 2026-02-03
Świński raj, ludzkie piekło
Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem? Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]
Ruben Jary 2025-11-03
Krzywy banan, prosty krętacz
Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi. Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to […]
Ruben Jary 2025-09-16
Przegrana od nominacji
Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]
Ruben Jary 2025-08-27
Powiązane
Polska: Made in USA
SUWERENNOŚĆ – WERSJA SOJUSZNICZA Kraj, o którym się komunikuje Można dziś odnieść wrażenie – nie będę mówił kto i co – że Polska nie jest krajem, z którym się rozmawia, lecz krajem, o którym się komunikuje. To różnica subtelna, lecz zasadnicza: z krajem, z którym się rozmawia, prowadzi się dialog. Kraj, o którym się komunikuje, jest odbiorcą komunikatu. Jednokierunkowego. Teraz głos zabiera sam premier, że sojusznicy powinni się szanować. Rodzi się zatem podejrzenie, że ten szacunek nie jest oczywisty. Być może jest niesymetryczny. Brak szacunku nosi imię pogardy. I co z tego wynika? Ano nic. Dalej będziemy udawać, że jesteśmy równoprawnym partnerem, a oni będą nas klepać po plecach i mówić: „dobry piesek”. Guantanamo w Kiejkutach Pytanie, czy Polska jest państwem niezależnym od Stanów Zjednoczonych, pojawia się dziś coraz częściej. Nie jest nowe. Jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy stanęło […]
Robert Jaruga 2026-03-04
Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi
No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd - on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi - to już preludium do kryzysu na rynku pracy. 180 tysięcy istnień Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe - wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna […]
Mirosław Kwaśny 2025-11-30
Reportaż z kraju, w którym nikt nie klęka
Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska - ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej - przestanie działać w roku 2027. A potem polski rok bólu Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci […]
Mirosław Kwaśny 2025-11-04
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?
Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]
Mirosław Kwaśny 2025-04-09
Kurwy, chadecy i wirusy: Niemiecki lament
Niemieccy chadecy w rozterce: Niemcy – burdel Europy. Nasi katolicy pewnie zakrztusiliby się oburzeniem, ale niemieccy protestanci, ci od prezerwatyw (a nie od Częstochowy), jakoś to przełkną. 260 tysięcy prostytutek i 2600 domów publicznych – cóż, bywały w Niemczech gorsze rzeczy. Ot, choćby sprawa Żydów. Perspektywa czyni cuda. GASTARBEITERKI Niemcy narzekają, że prostytutki to głównie Polki, Francuzki i ostatnio Ukrainki, które przybyły do Rajchu z przyczyn, za które Niemcy nie ponoszą (do końca) odpowiedzialności. Za najazd francuskiego kurewstwa, najgorszego, bo niosącego francę – czyli chorobę francuską – obwiniają Macrona, który w 2017 roku zlikwidował francuskie domy publiczne, bo Francuzi, podobnie jak Polacy, to rzymscy katolicy (hugenoci to margines, odkąd wymordowano ich w Noc Świętego Bartłomieja). Macron uznał, że każdy wytrysk nasienia opłacany pieniędzmi lub w naturze to przestępstwo. Policja gorliwie śledziła nielegalne wzwody i ejakulacje, więc seksbiznes przeniósł się do […]
drwarlecki 2025-04-06
Potęga karłów z mikropenisami
CIA już trzeci rok z rzędu twierdzi, że największym państwem są Indie. Liczy się liczba ludzi, nie PKB czy hektary. W Indiach mieszka 1,42 miliarda osób, mówiących mniej więcej tym samym językiem, a angielskim posługuje się tam więcej ludzi niż w USA i Wielkiej Brytanii razem wziętych. To dwa razy więcej niż w Europie, więcej niż w Afryce, 2,3 razy więcej niż w Ameryce Północnej i trzy razy więcej niż w Ameryce Południowej. Indie to atomowe supermocarstwo, a każdy Hindus budzi się z dumą, że należy do największej wspólnoty na świecie. Perły w koronie Imperium Brytyjskiego. A kto z was zna nazwisko indyjskiego premiera? No właśnie. Genetyczna ruletka, czyli cena przeludnienia Choć Indie chlubią się imponującym przyrostem naturalnym, sukces ten okupiony jest wysoką ceną, a raczej genetycznym bałaganem. Okazuje się, że co trzeci Hindus przed czterdziestką cierpi na impotencję – […]
Robert Jaruga 2025-03-11
Bądź pierwszym, który skomentuje!