Background

Zajebiście upadamy

Artykuły arrow_drop_down

Mówią, że człowiek to dwunożna, nieopierzona istota.

Bzdura! Prawdziwym wyróżnikiem jest gadanie. Jeśli coś gada, to człowiek – proste. A skoro już o gadaniu, to ci, którzy robią to po polsku, to już w ogóle inna liga. Wyobraźcie sobie taką małpę człekokształtną, która duka coś w suahili. Ot, małpa. Ale małpa, która recytuje Mickiewicza? Toż to cud natury! Polszczyzna czyni nas wyjątkowymi, choć czasem sami sobie zaprzeczamy.

Możemy narzekać na obcych, którzy przez wieki zatruwali nam życie, ale za stan naszej polszczyzny odpowiadamy sami. Ewolucja czy regres? Oto jest pytanie. Profesor Miodek, człowiek zdawałoby się liberalny, znienawidził słowo „zajebiście”. Obrzydliwe – grzmi profesor – i pochodzi od paskudnego czasownika na „j”. Aż ciarki przechodzą. Przyznam, że zdumiała mnie ta miodkowa furia. Nazwisko zobowiązuje do łagodności, a tu taka awersja do słowa, które przecież zawdzięcza istnienie czynności, bez której i sam profesor by nie istniał. Ktoś kogoś musiał „wyjebać”, żeby profesor mógł się pojawić na tym padole. A skoro w Polsce mamy 38 milionów obywateli, to znaczy, że „jebanie” to całkiem popularna i przyjemna czynność. Bez niej ludzkość by wyginęła. Gdzie tu obrzydlistwo, pytam?

Profesor ma rację – są słowa lepsze i gorsze. Te gorsze to zazwyczaj te, których nie rozumiemy. A tych jest od groma, bo na świecie istnieje 7 tysięcy języków, co daje jakieś 4-5 milionów słów niezrozumiałych dla przeciętnego Polaka. Weźmy na przykład zdanie: „Du hast Haare auf den Zähnen”. Obrzydliwe, prawda? A znaczy dosłownie: „Masz włosy na zębach”. Sama wizualizacja przyprawia o mdłości. Niemcy używają tego idiomu, chcąc powiedzieć, że ktoś jest wyszczekany. Niby logiczne – kto ma włosy na zębach, ten się nie odzywa, chyba że jest bardzo odważny. Ale dlaczego nie powiedzą po prostu: „Nie masz włosów na zębach”? Ta niemiecka logika to jakaś paranoja. Wniosek? Nie lubimy słów bez sensu, obco brzmiących i etymologicznie absurdalnych.

POSTĘP ODWROTNY

Ten cały feministyczny bełkot o równości płci prowadzi do językowej aberracji. Niby „kierowniczka” ma być równie ważna jak „kierownik”, ale „ministerka” to już degradacja. „Pani poseł”, „pani sędzia”, „pani dyrektor” – tutaj równość widać jak na dłoni. Ale „pilotka”, „marynarka”, „kominiarka” – to już kpina w żywe oczy. Kobiety-czapki? Co za idiotyzm! Ta lewicowa nowomowa to ślepa uliczka. Niedługo będziemy mieli „tokarki”, „poślice”, „kolarki”, a może nawet „pediatrki”, „darczyńczynie” i „architektutki”. Językowa schizofrenia.

POLSZCZYZNA CUDZOŁOŻNA

Kolejnym pseudo-udoskonalaniem polszczyzny jest czynienie z niej „lingua franca” – języka kurewskiego. Pojęcie wzięło się od kobiet lekkich obyczajów, które świadcząc usługi w portach posługują się zamorskimi zapożyczeniami w celu dogadania się z wielojęzyczną klientelą.

Polszczyzna przeżywała już kilka okresów kurwienia. Najpierw było to kurwienie łacińskie, kiedy ludzie uznający się za lepszych od pozostałych, używali łaciny (wyraz ten właśnie z tego powodu nadal jest synonimem wulgaryzmów). Polszczyzna kurwiona była przede wszystkim przez księży, którzy uznawali, że opowiadanie banialuków w niezrozumiałej dla motłochu mowie, czyni je mniej bałamutnymi.

Następnie polszczyzna kurwiła się z francuszczyzną, zwłaszcza w czasie przemarszu wojsk napoleońskich, idących na Rosję. Polskie żony, panny i kochanki poznały wówczas i przyjęły jak własne – „gorsety”, „biżuterie”, „makijaże”, „balejaże”, „perfumy”, „baleriny”, „tiule” i „żorżety”. A nawet „żyrandole”.

Następnie mieliśmy, powiedzmy wymuszone nieco sytuacją polityczną, skurwienie niemieckie i rosyjskie zwane rusyfikacją i germanizacją. Ów przymus w jakimś stopniu nas usprawiedliwia.

Obecnie polszczyzna kurwi się z angielszczyzną podążając za światowym trendem, co jednak dobre nie jest. O skutkach dwójmyślenia przeczytacie sobie u Orwella, którego bohatera ćwicząc w paranoi w warunkach tortur uczono, że 2+2=5. Zanikają księgowi, kierownicy, urzędnicy. Zastępują ich akątanci, menadżerowie i oficerowie, którym nowa tytulatura sama przez się nadaję wartość pozornie dodaną. Ma to swoją moc.

Zawsze kiedy mam się spotkać z kimś pokroju „senior projekt menager” – czuję się, jak chłop w sądzie. Magia szybko znika, kiedy się po kilku minutach rozmowy okazuje, że mam do czynienia z neurotyczną gospodynią domową, kochającą płyny do mycia naczyń. Ona z tej miłości posługuje się bardzo wyrafinowanymi technikami wizualnymi aby ludzie oglądający produkty chemii gospodarczej w telewizji mieli wrażenie, że naprawdę działają. Nic szczególnego. Zwykła kierowniczka działu sprzedaży Ludwika produkowanego od 60 lat w chrześcijańskiej spółdzielni pracy Inco veritas.

Generalnie jest źle, że podatek dochodowy, który mógłby się nazywać podatkiem dochodowym nazywa się Personal Income Taxem (PIT). A ów od wartości dodanej to VAT a nie po prostu podatek od wartości dodanej.

NIE GĘSI

Źródła tego angielskiego „szitu” znajdują się wszędzie tam, gdzie jest korporacyjna księgowość i informatyka, które na zasadach „outsourcingu”, będącego współczesną odmianą kolonializmu i niewolnictwa, tyrają ku chwale i pomyślności swoich panów, którzy słowa po polsku nie powiedzą. Polecenia wydają za pomocą SMS-ów siedząc nad basenem w willi na Ibizie z kieliszkiem martini z kostką lodu, oliwką i parasolką. Zangielszczanie języka polskiego to dobrowolne wyrzeczenie się wolności na obstalunek białych protestantów, w których języku i pomyślunku „słowianin”, oznacza zwyczajnie „niewolnika”.

ARCYMISTRZOWIE NUDZIARSTWA

Kolejną cechą współczesnej gadaniny Polaków jest powszechna banalizacja. Czytając niekiedy i z rzadka produkty internetowych dziennikarzy uważam, że są one nudne. Nie chodzi tylko o banalizacje treści ale i formy.

Można odnieść wrażenie, że zasób słów przeciętnego Polaka z 9 tysięcy przed 20 laty, obniżył się do 4. Ludzie ględzą w kółko i na okrągło to samo, bez większego namysłu. Kiedy po raz setny otrzymuję: „życzenia zdrowia, szczęścia, wszelkiej pomyślności” chwytam za topór aby zredukować populację obłudników, hipokrytów i maruderów.

Żeby zetknąć się z prawdziwą inteligencką polszczyzną, trzeba iść do biblioteki i przeczytać „Tygodnik Powszechny” albo Passenta w „Polityce” sprzed 40 lat. Obecnie kształtowaniem kultury wypowiedzi zajmują się inżynierowie o umysłowościach autorów instrukcji obsługi gaśnicy pianowej. Optymalizatorzy danych przesiąknięci obezwładniającym wyjałowieniem z wszelkiej pomysłowości, co do której zawsze istnieje jakiś cień podejrzenia, że mogłaby obrazić płacącego za reklamę producenta bamboszy lub użytkowników tego sprzętu.

Dajmy na to: „Obecnie na wartości zyskują nowoczesne rozwiązania, znacznie skracające czas wykonywanych prac budowlanych i podnoszące ich efektywność. Liczą się również takie czynniki, jak: bezpieczeństwo załogi i obniżenie kosztów.” Żadnego konkretu. Same nic nie znaczące ogólniki. Pustosłowie, nagowyrazowość i gołosłowność.

EUREKA

Aby nie było, że tylko ubolewam nad postępującym upadkiem obyczajów językowych i głupotą młodszego pokolenia – co zdaje się być symptomatyczne dla ludzi w moim wieku wszelkich generacji – mam pomysł na uwznioślenie stosunków międzyludzkich. Nie jest on dokładnie mój ale był dobry, choć z przyczyn ideologicznych zarzucony.

Zasadniczym problemem codziennych interakcji jest ich zbyt wielka dosadność, jednostronność i przesada. Zwłaszcza między ludźmi pozostającymi w jakiejś zażyłości służbowej lub podległości społecznej.

Nawet więcej, na ogół nie zaczepiamy ludzi obcych w autobusie aby podzielić się z nimi opiniami o ich dostojnym wyglądzie, ekskluzywnych manierach lub przymiotach umysłu. W przestrzeni publicznej otwieramy usta aby wyrazić swoje nieukontentowanie: „Ty chuju! Posuń swoją śmierdzącą dupę, bo tarasujesz drzwi! Nikt nie może wejść.”

Z natury własnej polskiej chcemy przydać sobie na znaczeniu używając słów, jak najbardziej niestosownych („idiota, kretyn, stado debili”). Jednocześnie uzyskując efekt odwrotny od spodziewanego. Bestialsko łajany raczej wolałby zabić za utratę honoru niż zastosować się do woli mającego pretensję i uwagi.

Nowoczesna psychologia znalazła rozwiązanie tego problemu. Polega on na komunikowaniu swoich obiekcji nie wprost. Jest to zasadniczo jednak trudne. Wymaga niejakiej pomysłowości i wyzbycia się nawyków.

Można by rzec: „…jest pan durniem”. Ale lepiej jest to wyrazić eufemistycznie: „-Ostatnio rozmawiałem z kimś podobnym do pana, który wyzwał mnie na intelektualny pojedynek ale po krótkiej wymianie ciosów okazało się, że jest zupełnie nieuzbrojony.” Tylko to trzeba być artystą a artystami z reguły nie bywamy.

TY CZYLI WY

Prostszym i łatwiejszym rozwiązaniem byłoby zwracać się do podwładnych i przełożonych, studentów i wykładowców w pierwszej osobie liczby mnogiej a nie jak to naturalnie czynimy w pierwszej osobie liczby pojedynczej:

„Wy Nowakowski jesteście ćwok i robicie swoją robotę, jak nogami”. Na co Nowakowski odpowiada: „Wy dyrektorze bylibyście dobrymi ludźmi, gdybyście nie myli dupy, krocza i sztucznej szczęki tą samą szczoteczką do zębów.”

Proszę zwrócić uwagę! W tej wymianie opinii strony dają do zrozumienia, że nie są one bezpośrednio adresowane do odbiorcy. Żadna bowiem nie myśli o sobie „my”. O sobie myślimy „ja”. Więc jeżeli pod swoim adresem otrzymuję komunikat „wy” odnoszę wrażenie, że nie jest on adresowany do mnie. Jego wulgarna treść zostaje niejako rozmyta w świadomości odbierającego na niego i jeszcze kogoś innego.

Niestety prawdą jest, że to pomysł z kręgów dawnych partii kominternowskich, których członkowie jednostkę utożsamiali z jakąś społecznością. Rozpoczynali swoje enuncjacje od „wy towarzyszu”, „wy kolego” lub „wy obywatelu”. Tyle, że trzeba się zastanowić, czy nie była to forma właściwsza.

Realny komunizm nie mógł mieć samych wad – bo jest to statystycznie niemożliwe. Forma „wy” zamiast „ty” w międzyludzkiej komunikacji zdaje się być rzeczywistym jego osiągnięciem. Możecie sami spróbować. Nikt wam nie zabroni. To naprawdę dobrze działa.

O Autorze :

O Autorze :

Ruben Jary

Byłem redaktorem naczelnym w kraju za Odrą. Szydziłem z każdej władzy, piętnowałem obłudę kleru i możnych tego świata. Nie brakło mi przez to wrogów, ale i czytelników. Moje felietony, cierpkie jak stary ocet, były kubeł zimnej wody na rozpalone głowy. I dalej będę pisał, bo prawda nie zna emerytury – choćby do śmierci, a może i dzień dłużej.

Więcej artykułów Dorobok

trending_flat
Dobry człowiek, ale zły papież

FELIETON / KOŚCIÓŁ / MEDIA Dobry człowiek, ale zły papież Nie wiem, czy zauważyliście – a właściwie jestem pewien, że nie zauważyliście – że pontyfikat Leona XIV trwa już siedem miesięcy. Można by pomyśleć, że papież się zawiesił. O Leonie jest raczej cicho w przeciwieństwie do jego rodaka – Trumpa, obecnie najważniejszego człowieka na Ziemi, Wszechziemi i Metaziemi. Ten przynajmniej jest widoczny na trzech wysokościach każdego ekranu: w nagłówku, w reklamie i w komentarzu z Ukrainy. Codziennie bombarduje nasze receptory medialne kolejnym „Make America Whatever Again”. Nie miejmy złudzeń – nasze umysły mają ograniczoną pojemność na amerykańskie figury władzy, i w tym rozdaniu jeden Jankes wystarczy. Wybór padł na tego, który wrzeszczy. Technokrata, komunista i czołg No i jest jeszcze jeden powód, dla którego Episkopat Polski milczy, gdy w Watykanie zmienia się lokator: głęboka, narodowo-mistyczna, niewyleczona trauma po śmierci Jana […]

trending_flat
PROFIL ZADUFANY

PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]

artykulator123
trending_flat
Świński raj, ludzkie piekło

Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem?  Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]

trending_flat
Krzywy banan, prosty krętacz

Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi. Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to […]

trending_flat
Przegrana od nominacji

Zawsze z lekkim, niezdrowym napięciem obserwuję powoływanie nowego rządu – albo choćby jego drobne roszady. Wśród uśmiechów, gratulacji i błysków fleszy istnieje moment zupełnie tragiczny. To ta chwila, gdy prezydent wręcza nominację ministrowi zdrowia. Uprzejmy gest, teczka z orłem, uścisk dłoni. A w istocie – egzekucja. Dlatego nie potrafię się nie wzruszyć, patrząc na Jolantę Sobierańską-Grendę - świeżo upieczoną panią minister - która w garsonce w kolorze viagry (niebieski jak nadzieja, że jeszcze coś stanie) stanęła przed prezydentem i odebrała swój los zapieczętowany obwolutą. Trzymała się nieźle, jak na swój wiek - choć wyglądała, jakby miała zaledwie trzydzieści parę i jeszcze mogłaby pożyć. A jednak - od tej chwili zaczyna się agonia. Zdrowie publiczne – misja samobójcza Minister Zdrowia to człowiek, który ma po prostu przejebane. To najbardziej niewdzięczny resort w całym katalogu państwowych stanowisk. Dostać zdrowie w spadku to […]

trending_flat
Architekt cieni. Rządzić, nie będąc u władzy

Nie będę o tym, bo już inni byli to zrobili, dlaczego Trzaskowski przegrał. W większości byli słuszni, choć zasadniczo mylni. Bo owszem, przegrał. Ale zdobył 10 milionów, a to wynik więcej niż przyzwoity. Różnica jednego procenta to nie nokaut, tylko rysa na wyniku. Nie jest wcale oczywiste, że gdyby wypadł lepiej na debacie albo gdyby jego kampanią nie zarządzała osoba o kwalifikacjach z „Dzień Dobry TVN”, to rezultat byłby inny. To zbyt prosta interpretacja. Świat i polityka – tak nie działają.Przyjrzyjmy się fenomenowi rzeczywistego przeciwnika Trzaskowskiego. Pochylmy się nad tym unikatem na skalę światową – człowiekiem, który nie startuje, nie kandyduje, nie zabiega... a i tak rządzi wszystkim i wygrywa. Tym który rozegrał Trzaskowskiego.Fenomen trwaniaÓw nie goni za pieniędzmi, nie celebruje luksusu, nie potrzebuje aprobaty mediów. Nie ma dzieci. Nie ma żony. Nie jeździ do Toskanii. Nie biega, nie pływa, […]

Powiązane

trending_flat
Od Sheratonu do OIOM-u

Jak umrzeć legalnie i zgodnie z procedurą Dalsza historia łzy wyciska. Zapewniam, że jest całkiem prawdziwa, choć personalia zmienione. Niektóre didaskalia pozostawiłem bez retuszu, żeby nikt mi potem nie zarzucił, że to bajka. Inne muszę przemilczeć, bo dotyczą osób mniej lub bardziej powszechnie znanych. Od "Prawa i Pięści" do wieżowców w Alei Otóż pan Kornel, tak go nazwijmy, to człowiek, który nigdy uczciwie nie pracował. Owszem, coś tam zawsze robił, tyle że nigdy nie było wiadomo co dokładnie, dla kogo i za ile. Miał pieniądze, ale nie z pracy. Raczej z urodzenia, z koneksji, z czasów, gdy  dolary otwierały każde drzwi.Dla przykładu: jego ciotka - może ją widzieliście w pierwszej scenie „Prawa i Pięści”, tej z Gustawem Holoubkiem, gdzie stoi bosa w wagonie z „osadnikami”, z warkoczem grubym jak lina okrętowa - to właśnie ona. Jej kariera filmowa się skończyła, […]

artykulator123
trending_flat
Świński raj, ludzkie piekło

Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem?  Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]

trending_flat
Krzywy banan, prosty krętacz

Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi. Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to […]

trending_flat
Korporacje biją Excelami

Nikt ze współczesnych socjologów nie dostrzega, że zjawisko mobbingu to nic innego, jak neo-marksistowska manifestacja ukrytej walki klasowej, której początki sięgają XIX-wiecznych traktatów Karola Marksa. W dobie postfordowskiej rzeczywistości linia produkcyjna została zastąpiona przez open space, a dekurion, karbowy, kapo lub jakaś inna najemna świnia, oddzielająca błękitnokrwistych od roboczej hołoty,  nazwana  „liderem zespołu”. Konflikt klasowy jednak nie zniknął. Przeciwnie - przybrał nowoczesną, korporacyjną formę mobbingu strukturalnego. Marks pisał o wyzysku robotnika przez kapitalistę. Dziś ta sama relacja odtwarza się w biurach i fabrykach, lecz nieco subtelniej - pod płaszczykiem codziennych interakcji, „feedbacku” i „kultury organizacyjnej”. Współczesny mobbing to nowa odsłona alienacji pracownika, który już nie walczy o środki produkcji, lecz o godność, wolne weekendy i prawo do nieotrzymywania maili służbowych o 23:45. • Kiedy prawo nie nadąża za bezprawiem Jeszcze trzydzieści lat temu takie słowa byłyby uznane za czystą herezję […]

trending_flat
Naród pieniaczy czy ofiary statystycznego oszustwa?

Od zawsze miałem na pieńku z polskim prawem. A mówiąc ściślej, to ono ma problem ze mną. Nie dorasta do pięt moim wyobrażeniom o sprawiedliwości, racjonalności i humanizmie. To prawodawcza parodia, nonsens podniesiony do potęgi absurdu, farsa na fundamencie niedorzeczności (sam byłem uwikłany w proces, który trwał 17 lat. Wiem co piszę). Nic dziwnego, skoro twórcami tych przepisów byli kolejni Lepperowie, Macierewicze i inni prawnicy - partacze. Administracyjne, cywilne, podatkowe - wszystkie te dziedziny prawa wołają o pomstę do nieba. O karnym na razie się nie wypowiadam, bo jeszcze nie miałem (nie)przyjemności się z nim zetknąć. • Mądrość sędziów ponad literą prawa Na szczęście prawo to nie tylko jego litera, ale także sądy – miejsca, w których na ogół zasiadają ludzie mądrzejsi niż w parlamencie. To oni, żeglując po tym morzu prawnej farsy, starają się ustanowić na ziemi choć odrobinę […]

trending_flat
460 tysięcy szabel w spódnicach

Andrzej Duda nie powinien mierzyć tak wysoko, jak szefostwo NATO Niechże jednak wreszcie zrobi coś pożytecznego dla kraju i zostanie aktorem. Idealnie nadawałby się do ról pierwszoplanowych w polskim kinie plebejskim. Wyobraźmy go sobie jako Borynę w kolejnym remake'u "Chłopów"... Albo jeszcze lepiej: "Plebey Duda", scenariusz Andrzej Pilipiuk, reżyseria Patryk Vega. Pierwsza scena jawi mi się tak: Kmieć Duda, wściekły na sąsiada, co mu kury podbiera, ostrzy kosę, mrucząc pod nosem o zemście. Wtem, zza stogu siana wyłania się sołtysowa, kusząc Dudę obietnicą unijnej dotacji za oddanie jej pola pod fotowoltaikę. Duda, patrząc na jej ponętne kształty, czuje przypływ pożądania, ale nagle przypomina sobie o sąsiedzie. Wahając się między żądzą zemsty a chęcią zysku, wciąga nosem tabakę. Chwyta za widły i wbija je w brzuch sołtysowej, która z krzykiem pada na ziemię. Na podwórze wjeżdża czarny mercedes, z którego wysiada […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation