Onegdaj największą przegraną – byłego już Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara (obecnie ministra sprawiedliwości) – była jego walka ze Zbigniewem Ziobrą (ówczesnym i równie niezatapialnym ministrem sprawiedliwości) o jedną z fundamentalnych gwarancji Europejskiej Konwencji Praw Człowieka: prawo do praktykowania najstarszego zawodu świata.
Nie, wbrew obiegowej opinii nie chodzi o prostytucję. Prostytutka to zawód wyuczony – i to całkiem dobry. Wiele moich koleżanek go uprawiało, więc naprawdę mam sporo do powiedzenia. Kurwienie się to już co innego – to wynik ewolucji cywilizacyjnej i kulturowej. Profesja wymagająca, oprócz predyspozycji fizycznych, także treningu, wiedzy i pewnej ulotnej teorii przekazywanej ustnie z pokolenia na pokolenie.
Najstarszy zawód świata pojawił się raczej wcześniej – bo wynika z biologii. Jak to się mówi: instynktownie. Uprawiają go również organizmy stojące niżej od człowieka na drabinie ewolucji: mrówki, pingwiny i małpy. U zwierząt nazywa się to „zachowaniami błagalnymi”, u ludzi – żebractwem.
Nikt nie uczy nowo wyklutych jaskółek rozdziawiania dziobów, by rozczulić rodziców i dostać pająka czy glistę. Gdyby ptaki były ssakami, powiedzielibyśmy, że żebractwo wyssały z mlekiem matki.
W Polsce żebractwo nie jest legalne, ale też nie jest przestępstwem – to wykroczenie. Kodeks wykroczeń przewiduje za nie grzywnę do 1500 zł albo areszt. Uciążliwość kary jest więc niemała: w areszcie traci się dniówki, a na grzywnę i tak trzeba wyżebrać. Strata – podwójna.
Rzecznik Bodnar interweniował w tej sprawie dwukrotnie. A biorąc pod uwagę ciągłość internetowego przekazu – można powiedzieć, że permanentnie. Przez niemal cztery lata na stronie Rzecznika codziennie można było przeczytać apel:
„Najwyższy czas zlikwidować karalność żebrania.”
Konstytucyjne prawo do wyciągania ręki
Bodnar, lobbując za prawem do żebractwa, przytaczał argumenty, które warto przypomnieć.
„Zakazy żebractwa z 1971 roku wpisywały się w system wartości Konstytucji PRL z 1952 r. Ta głosiła, że praca jest prawem, obowiązkiem i sprawą honoru każdego obywatela. Dziś Konstytucja nie zawiera już obowiązku pracy…”
„Fundamentalna zmiana ustroju politycznego Polski i towarzyszące jej przemiany ekonomiczno-społeczne sprawiły, że przepis ten (zakazujący żebraniny) stał się nieadekwatny do rzeczywistości. (…) Ciężko doszukać się dziś jego racjonalnego celu. Większość ‘sprawców’ to osoby ubogie, samotne, bez środków do życia i wsparcia ze strony rodziny.”
„Karalność żebractwa nieproporcjonalnie ingeruje w prawa i wolności jednostki.”
Rzecznik wielokrotnie powoływał się też na Europejską Konwencję Praw Człowieka i orzecznictwo Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, które wyraźnie wskazują, że prawo do nieskrępowanego żebrania mieści się w katalogu praw człowieka.
Godność państwa nie przewiduje głodnych
Ziobro nie tylko nie podjął inicjatywy ustawodawczej. Ba! Nawet Bodnarowi nie raczył odpisać. I trzeba przyznać – w jakimś sensie to zrozumiałe. Trudno wyobrazić sobie, by jakiekolwiek ugrupowanie przy władzy odważyło się zalegalizować żebractwo. Taki gest byłby przecież równoczesnym przyzwoleniem na to wstydliwe zjawisko, a nade wszystko – politycznym przyznaniem się do klęski. Strzałem w wizerunkowe kolano. Otwartym ogłoszeniem własnej bezradności, jeśli nie głupoty. Nie bez znaczenia jest i to, że argumenty Bodnara mają łatkę pewnego infantylizmu – typowego dla prawniczej formy rozumowania. Oderwane od życia, zanurzone w czarno-białych przepisach, nieprzystające do świata pełnego niuansów. W pismach rzecznika trudno szukać wielowymiarowości, brakuje im polotu, brakuje ognia. A także tej jednej, metaforycznej szklanki zimnej wody, którą należało wylać na głowę dostojnego ministra, by zmusić go do realnej refleksji. Dziś Bodnar, już jako minister sprawiedliwości, ma wszelkie możliwości, by naprawić swoje wcześniejsze niepowodzenia w walce o „żebracze przywileje”. A my – rzecznicy mniejszości wszelakich – z przyjemnością mu o tym przypominamy.Wolny rynek, wolna wola, wolne legowisko pod krzakiem
Doniosła jest rola żebractwa w kapitalistycznym systemie społecznym i moralnym – co doceni każdy, kto choć raz przechadzał się rankiem po nowojorskim Central Parku. Ach, te stada bezdomnych budzących się do życia! Wypełzających z kartonowych pudełek, wygrzebujących się z gnijących liści, które może i są wilgotne, ale ciepłe, a przede wszystkim – bezpieczne. O ile, rzecz jasna, nie przyjdzie konkurować o legowisko z jeżem. W tym porannym spektaklu widać prawdziwą witalność Stanów Zjednoczonych – kraju, gdzie obywatele powstają niczym z popiołów, by ruszyć w kierunku stacji metra i pod bankomaty, by tam praktykować żebr wolnorynkowy. Amerykański żebrak – podobnie zresztą jak hinduski, jeśli spojrzeć w stronę Azji – to nie Rumun z europejskiego stereotypu, podejrzewany z góry o chęć życia na cudzy koszt. Los kloszarda (czy raczej: buma) nie jest postrzegany jako wybór, lecz jako przeznaczenie. W społeczeństwie amerykańskich białych protestantów, które ufa Bogu – „In God we trust” – i obstaje przy istnieniu inteligentnego planu, widocznego ponoć w całej przyrodzie, żebractwo jest postrzegane jako część porządku rzeczy. Powinność niektórych obywateli. Może nawet obowiązek. Społeczna użyteczność żebractwa została w USA dostrzeżona już dawno. To jedyny kraj tej skali, w którym na przeważającym obszarze relacja między żebrzącym a jałmużnikiem nie podlega penalizacji. Amerykanie twierdzą, że żebractwo i bezdomność są konieczne dla zdrowego, prawidłowego rozwoju społeczeństwa. Są naturalnym narzędziem dyscyplinowania obywateli, motywacją do stałego wysiłku. Dowód na sens własnych poczynań – wychowani w filozofii sukcesu Jankesi widzą na każdym rogu ulicy. Żebracy przypominają im, że nic nie jest dane raz na zawsze. A doczesność nigdy nie jest na tyle zła, żeby nie mogła być jeszcze gorsza.Niewidzialna ręka daje dolara
Kolejnym argumentem – rzec można: ideologicznym – jest wolnorynkowość, która w akcie miłosierdzia przybiera najczystszą, wręcz pierwotną formę. Widzisz człowieka proszącego o pomoc, który nie oferuje nic w zamian. Niczego nie daje. I wtedy pojawia się pytanie: ile to naprawdę warte? Jaka jest wartość tego momentu – w ramach wolnorynkowych reguł – od zera aż po całe twoje majętności? Żebrzący ma w tym układzie niepowtarzalną okazję: przekonać się o mocy rynkowej samego siebie w sobie samym. Skoro nic nie oferuje – to otrzymuje tyle, ile społeczeństwo uzna, że wart jest. Oto magiczna transakcja dokonana ręką niewidzialną. Czysta szkoła Hayeka. Stany Zjednoczone są państwem na tyle bogatym, by zjawisko bezdomności i żebractwa po prostu zlikwidować. Udało się to przecież społeczeństwom znacznie biedniejszym. Wystarczyłoby zbudować jeden lotniskowiec mniej. Ale – zasady to zasady! Pozbawienie obywatela możliwości bezinteresownej hojności, prawa do dawania jałmużny, byłoby aktem sprzeciwu wobec porządku rzeczy. Uderzeniem w tradycję wyrosłą z reguł natury. Stworzyłoby to pustkę. A ta – jak wiadomo – lubi być wypełniana. Czym? Chuj wie.Bezużyteczność większa od zera
Kanadyjczycy próbowali rozwiązać problem żebractwa. I udało się – przynajmniej formalnie. Programy socjalne zlikwidowały bezdomność i żebractwo. Ale zabiły przy okazji coś jeszcze: spontaniczną wrażliwość społeczną. Niemożność spojrzenia autentycznemu nieszczęściu prosto w twarz odrealnia życie. Oddala nas od konkretu, od brudu, od prawdy. Bezdomnych nie wycofano, ale zamknięto ich w przytułkach, a w ich miejsce – na ulicach Ottawy, Ontario czy Quebecu – pojawiły się… automatyczni żebracy. Maszyny. Czerwone jak hydranty, wyglądające jak parkomaty. Można wrzucić monetę lub dwie i tym samym zaspokoić – albo rozniecić – naturalną potrzebę miłosierdzia, ofiary i hojności. Bez oczekiwania świadczenia zwrotnego. Nazywa się je tam „Ulicznymi licznikami życzliwości”. Odkąd uświadomiliśmy sobie utopijność realnego socjalizmu, który gwarantował każdemu pracę, pogodziliśmy się z istnieniem bezrobocia. I z tym, że w każdej społeczności znajdą się jednostki, które do pracy się po prostu nie nadają. Lepiej, żeby nic nie robiły. Jak się za coś wezmą, to popsują, zgubią, połamią – kierowane nieuświadomionym instynktem destrukcji. Niech pan, panie Ziobro, spojrzy w lustro. Od razu zobaczy pan kogoś takiego. Tym życiowym utracjuszom – którym przecież nie można odmówić prawa do istnienia – bezczynność jest najlepszą opcją. Ale muszą się z czegoś utrzymać. Jestem przekonany, że gdyby pan, panie Ziobro, pojechał do Bułgarii, założył ten kaszkiet, co go prezes nosi na głowie, ukląkł pod Soborem Aleksandra Newskiego w Sofii i udawał dziada proszalnego – odkryłby pan wreszcie punkt Archimedesowy swojego rzeczywistego powołania. Zmonetaryzowałby pan własną bezużyteczność. Która, choć zapewne niezupełna, to jednak większa od zera. Obecna władza, wywodząca się z klasy etatystów – ludzi żyjących całe życie z publicznych pieniędzy, nie znających ich prawdziwego źródła (które, niestety, nie znajduje się w NBP) – istnieje dzięki postawie żebraczo-roszczeniowej, rozpowszechnionej wśród obywateli. To właśnie ta mentalność – nastawiona wyłącznie na przetrwanie – buduje fundament ich władztwa. Rządzą dzięki frakcji społecznej mentalnych żebraków, których od wyjścia na ulicę powstrzymują już tylko zasiłki. Ale i te mają swoją moc, która w końcu się wyczerpie. A pokusa nie jest mała – według różnych szacunków to 200 do 500 zł dniówki. I wtedy Kaczyński – primo voto „Spieprzaj dziadu”, to po bracie – wyrzeknie się was. Kopnie brać żebrzącą w dupę. Przyłoży pałą, pierdolnie gazem pieprzowym, a potem wyrzuci na śmietnik. Dla niego żulernia, menelstwo, lumpiarstwo – to nie są ludzie. Jeśli są Polacy „gorszego sortu”, to wy jesteście dla niego co najwyżej człekokształtni. Subhumano. A zatem – zakładajcie związki zawodowe. W obecnych czasach to proste – wystarczy dziesięciu. Potem walczcie o pryncypia. Zanim przyjdzie wam bronić waszego zafajdanego życia w jego ostatniej, biologicznej formie.O Autorze :
O Autorze : call_made
drwarlecki
drwarlecki – tajna broń portalu „HECHO.pl”. Człowiek o wielu twarzach i jeszcze większej liczbie umysłów. Widzi to, czego inni nie dostrzegają, pojmuje to, co zdaje się niepojęte. Jest jednocześnie tu i wszędzie – w przeszłości, przyszłości i w nieuchwytnym teraz. Jego teksty to więcej niż słowa – to podróże przez ukryte warstwy rzeczywistości. Jak łatwo się domyśleć jest to dopuszczalny prawem pseudonim artystyczny.
Między sercem a portfelem
Dlaczego Polska dała Ukrainie najwięcej (względem PKB) i co z tego ma Niewątpliwie mamy do czynienia ze zjawiskiem w historii Polski niebywałym na taką skalę - odruchem społecznym bez precedensu, kiedy to Polska i Polacy pomagają swoim sąsiadom, zamiast tradycyjnie ruszać na nich z szablą albo przynajmniej z pretensją. To nam się jeszcze nie przytrafiło, przynajmniej w takim wymiarze, bo zwykle z sąsiadami utrzymywaliśmy stosunki, powiedzmy, „dynamiczne”. Owszem, mieliśmy już w historii epizody filantropii państwowej: w 1951 roku przyjęliśmy około piętnastu tysięcy Greków - ofiar wojny domowej, którzy po przegranej z królewską armią i Amerykanami trafili do Polski Ludowej. W kraju, gdzie ludzie nie mieli na buty, znaleźli się tacy, co potrafili obcym dać dach, chleb i węgiel. Potem, gdy generał Pinochet rozstrzeliwał w Chile lewicę, my także otworzyliśmy ramiona. Co prawda niezbyt szeroko, ale jednak - dla tych, których […]
drwarlecki 2025-11-01
JAK NIE ZOSTAĆ BOHATEREM I ZACHOWAĆ WOLNOŚĆ
Polacy zaczęli śnić o czołgach w garażu i schronach przeciwatomowych w ogródku. Jeszcze niedawno marzeniem była sauna i grill na tarasie. Statystyki tylko potwierdzają ten senny koszmar: ilość wydanych zezwoleń na broń rośnie rok do roku o 12-13 procent. Armia puchnie. W 2023 mieliśmy 134 tysiące żołnierzy zawodowych, w 2024 już 144 tysiące, a pod bronią znajduje się obecnie około 205 tysięcy szabel. Równolegle eksplodował rynek cywilny. Polacy „rzucili się” na produkty obronne, sprzęt survivalowy i akcesoria do samoobrony. Sklepy outdoorowe odnotowały wzrosty sprzedaży 600-800 procent. Takie liczby mogłyby zawstydzić nawet twórców piramid finansowych. Najchętniej kupujemy śpiwory, latarki, noże, kamuflaże, mundury, gazy łzawiące i multitoole. Krótko mówiąc: naród, który jeszcze przed chwilą chodził w sandałach ze skarpetką, teraz szykuje się do wojny totalnej, uzbrojony w scyzoryk i gaz pieprzowy. Kursy survivalowe i bushcraftowe wyprzedają się szybciej niż wejściówki na koncert […]
drwarlecki 2025-10-27
Kiedy fakty przeszkadzają w dobrej historii
Minęły trzy lata od sierpnia 2022 roku, gdy świat debatował nad śmiercią Darii Duginy. Młoda kobieta (29 lat), córka rosyjskiego filozofa i wykładowcy Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego im. M.W. Łomonosowa, Aleksandra Dugina, spłonęła żywcem. Samochód, którym podróżowała – Toyota Land Cruiser Prado – eksplodował, a następnie stanął w płomieniach. Aleksandr Dugin jest uznawany za „putinowskiego Rasputina”, a jego córka, dziennikarka, również aktywnie uczestniczyła w rosyjskiej propagandzie. W tamtym czasie „New York Times” wskazywał palcem na przeciwników wojny, podczas gdy „Forsal” widział w tym sprawkę jej zwolenników. TASS oskarżał Ukraińców, „The Guardian” Rosjan sprzeciwiających się wojnie. Wirtualna Polska, powołując się na „ekspertów” (jakich?), sugerowała atak pod fałszywą flagą, mający utwierdzić Rosjan w poczuciu zagrożenia. „The Washington Post” widział w tym zemstę na Kremlu, a „Wprost”, cytując „The Sun”, spekulował o GRU i cichym przyzwoleniu Putina. Tyle teorii, że dziw brał, iż Dugina […]
drwarlecki 2025-10-25
ZUS = Zakład Utajonych Strat
Całe życie dumałem nad tym, jak ten kram działa. Miałem to szczęście (?), że otaczały mnie osoby rzekomo mądre – pułkownicy, profesorowie, redaktorzy. Liczyłem, że w końcu mi to wytłumaczą. „Spokojna głowa, mam czas” – powtarzałem. Ale ci cwaniacy wywinęli mi numer i poumierali, zostawiając mnie z moją ignorancją. Co za bezczelność! Teraz sam muszę się z nią mocować. Na szczęście mam dość oleju w głowie, by przyznać się do niewiedzy. Skoro w moim życiu pogrzebów jest więcej niż ślubów, zaczynam się zastanawiać, ile mi jeszcze zostało. Dziennikarze żyją średnio 65 lat, reszta mężczyzn – 72. Zatem na zgłębienie tajemnicy funkcjonowania państwa mam niewiele czasu. Niby dobrze, ale jest pewien szkopuł: nie spełnię swojego przedszkolnego marzenia o byciu emerytem. Na razie porzuciłem ambitny cel zrozumienia państwa i skupiłem się na czymś prostszym: pojęciu działania systemu emerytalnego, zwanego ZUS-em. Otóż o […]
drwarlecki 2025-10-10
Od żałoby do miłości? Prezydent z polecenia
Na portalu Onet, ukazał się artykuł Dominiki Długosz. Mógł ów umknąć uwadze mniej spostrzegawczych czytelników (lub może to ja cierpię na przewlekłą megalomanię i przeceniam własną bystrość). Redaktor Dominika Długosz pisze o książce napisanej przez literatkę Dominikę Długosz (nieprawdopodobna zbieżność nazwisk – nieprawdaż, bo musowo chodzi o innych Długoszów) pod tytułem: „Tajemnice pałacu prezydenckiego”.Książka miała premierę w lutym. Niestety nie mogłem jeszcze zapoznać się z nią osobiście. Pozostaje mi zadowolić się fragmentami opublikowanymi w artykule.A fragmenty te, oparte na anonimowych źródłach z kręgów PiS, ujawniają pikantne "tajemnice" pałacu prezydenckiego. Redaktorka Długosz, powołując się na pisarkę Długosz, powołującą się na tajemniczych informatorów, prezentuje następujące rewelacje: • Marta Kaczyńska i jej piruety przez życie Marta Maria Kaczyńska-Zielińska (w międzyczasie też Smuniewska i Dubieniecka) od najmłodszych lat kształciła się w trudnej sztuce baletu, co przygotowało ją do późniejszego „tańca przez życie”. Pełnego zwrotów […]
drwarlecki 2025-05-25
Od Central Parku do Konstancina: Żebractwo w XXI Wieku
Onegdaj największą przegraną – byłego już Rzecznika Praw Obywatelskich Adama Bodnara (obecnie ministra sprawiedliwości) – była jego walka ze Zbigniewem Ziobrą (ówczesnym i równie niezatapialnym ministrem sprawiedliwości) o jedną z fundamentalnych gwarancji Europejskiej Konwencji Praw Człowieka: prawo do praktykowania najstarszego zawodu świata. Nie, wbrew obiegowej opinii nie chodzi o prostytucję. Prostytutka to zawód wyuczony – i to całkiem dobry. Wiele moich koleżanek go uprawiało, więc naprawdę mam sporo do powiedzenia. Kurwienie się to już co innego – to wynik ewolucji cywilizacyjnej i kulturowej. Profesja wymagająca, oprócz predyspozycji fizycznych, także treningu, wiedzy i pewnej ulotnej teorii przekazywanej ustnie z pokolenia na pokolenie. Najstarszy zawód świata pojawił się raczej wcześniej – bo wynika z biologii. Jak to się mówi: instynktownie. Uprawiają go również organizmy stojące niżej od człowieka na drabinie ewolucji: mrówki, pingwiny i małpy. U zwierząt nazywa się to „zachowaniami błagalnymi”, […]
drwarlecki 2025-04-27
Powiązane
Od Sheratonu do OIOM-u
Jak umrzeć legalnie i zgodnie z procedurą Dalsza historia łzy wyciska. Zapewniam, że jest całkiem prawdziwa, choć personalia zmienione. Niektóre didaskalia pozostawiłem bez retuszu, żeby nikt mi potem nie zarzucił, że to bajka. Inne muszę przemilczeć, bo dotyczą osób mniej lub bardziej powszechnie znanych. Od "Prawa i Pięści" do wieżowców w Alei Otóż pan Kornel, tak go nazwijmy, to człowiek, który nigdy uczciwie nie pracował. Owszem, coś tam zawsze robił, tyle że nigdy nie było wiadomo co dokładnie, dla kogo i za ile. Miał pieniądze, ale nie z pracy. Raczej z urodzenia, z koneksji, z czasów, gdy dolary otwierały każde drzwi.Dla przykładu: jego ciotka - może ją widzieliście w pierwszej scenie „Prawa i Pięści”, tej z Gustawem Holoubkiem, gdzie stoi bosa w wagonie z „osadnikami”, z warkoczem grubym jak lina okrętowa - to właśnie ona. Jej kariera filmowa się skończyła, […]
Robert Jaruga 2026-01-28
Świński raj, ludzkie piekło
Zatem zamierzam znokautować humanizm, dać kopniaka w krocze człowieczeństwu i prztyczka w nos cywilizacji. Patrzysz na grill. Kiełbasa się skwierczy, kaszanka paruje, tłuszcz ścieka na rozżarzone węgielki. I nie wiesz, że to, co właśnie przypalasz – jeszcze niedawno było szczęśliwsze niż ty. Nie tylko dlatego, że świnia nie miała planu na życie. Nie tylko dlatego, że nie pisała doktoratu i nie znała Rilkego i nie rozróżniała wina wytrawnego od półsłodkiego. Ale dlatego, że jej mózg działał tak, jak powinien działać mózg. Czyli: zgodnie z rzeczywistością. Szczycimy się, że jesteśmy koroną stworzenia. Że mamy największe mózgi w znanym wszechświecie. Statystycznie – nasz jest około siedmiu razy większy niż mózg świni. Ale czy to naprawdę powód do dumy? A może właśnie w tym leży problem? Czy nie jest to wybryk natury – ba choroba podobna do nadwagi albo wodogłowia czy przerostu innych […]
Ruben Jary 2025-11-03
Krzywy banan, prosty krętacz
Urodziłem się w kraju, w którym świat zaczynał się za szlabanem w Świecku, a kończył na przydziale z MHD („papier toaletowy był rano”). W kraju, gdzie wyjazd za granicę był luksusem zarezerwowanym dla zaufanych, a paszport spoczywał na komendzie, w szufladzie, - między kajdankami a formularzem SB. W kraju, gdzie dzieci notabli nosiły jeansy z RFN, a dzieci nauczycieli chodziły w ortalionie z Łodzi. Urodziłem się w kraju, który karmił się frazesami o pokoju i przyjaźni między narodami z jednej strony, z innej szykował inwazję na Danię. Ale kredyty brał w Deutsche Banku i marzył o Pontiaku z plakatu. W kraju, gdzie na akademiach recytowano Breżniewa przy dźwiękach Lennona, a w partyjnych Pewexach, dolary miały większą wartość niż ideały. W kraju, który ponoć był suwerenny, ale pytał Moskwę o zgodę na każdy krok, chociaż nawet jak jej nie uzyskiwał to […]
Ruben Jary 2025-09-16
Korporacje biją Excelami
Nikt ze współczesnych socjologów nie dostrzega, że zjawisko mobbingu to nic innego, jak neo-marksistowska manifestacja ukrytej walki klasowej, której początki sięgają XIX-wiecznych traktatów Karola Marksa. W dobie postfordowskiej rzeczywistości linia produkcyjna została zastąpiona przez open space, a dekurion, karbowy, kapo lub jakaś inna najemna świnia, oddzielająca błękitnokrwistych od roboczej hołoty, nazwana „liderem zespołu”. Konflikt klasowy jednak nie zniknął. Przeciwnie - przybrał nowoczesną, korporacyjną formę mobbingu strukturalnego. Marks pisał o wyzysku robotnika przez kapitalistę. Dziś ta sama relacja odtwarza się w biurach i fabrykach, lecz nieco subtelniej - pod płaszczykiem codziennych interakcji, „feedbacku” i „kultury organizacyjnej”. Współczesny mobbing to nowa odsłona alienacji pracownika, który już nie walczy o środki produkcji, lecz o godność, wolne weekendy i prawo do nieotrzymywania maili służbowych o 23:45. • Kiedy prawo nie nadąża za bezprawiem Jeszcze trzydzieści lat temu takie słowa byłyby uznane za czystą herezję […]
Robert Jaruga 2025-05-19
Naród pieniaczy czy ofiary statystycznego oszustwa?
Od zawsze miałem na pieńku z polskim prawem. A mówiąc ściślej, to ono ma problem ze mną. Nie dorasta do pięt moim wyobrażeniom o sprawiedliwości, racjonalności i humanizmie. To prawodawcza parodia, nonsens podniesiony do potęgi absurdu, farsa na fundamencie niedorzeczności (sam byłem uwikłany w proces, który trwał 17 lat. Wiem co piszę). Nic dziwnego, skoro twórcami tych przepisów byli kolejni Lepperowie, Macierewicze i inni prawnicy - partacze. Administracyjne, cywilne, podatkowe - wszystkie te dziedziny prawa wołają o pomstę do nieba. O karnym na razie się nie wypowiadam, bo jeszcze nie miałem (nie)przyjemności się z nim zetknąć. • Mądrość sędziów ponad literą prawa Na szczęście prawo to nie tylko jego litera, ale także sądy – miejsca, w których na ogół zasiadają ludzie mądrzejsi niż w parlamencie. To oni, żeglując po tym morzu prawnej farsy, starają się ustanowić na ziemi choć odrobinę […]
Robert Jaruga 2025-05-14
460 tysięcy szabel w spódnicach
Andrzej Duda nie powinien mierzyć tak wysoko, jak szefostwo NATO Niechże jednak wreszcie zrobi coś pożytecznego dla kraju i zostanie aktorem. Idealnie nadawałby się do ról pierwszoplanowych w polskim kinie plebejskim. Wyobraźmy go sobie jako Borynę w kolejnym remake'u "Chłopów"... Albo jeszcze lepiej: "Plebey Duda", scenariusz Andrzej Pilipiuk, reżyseria Patryk Vega. Pierwsza scena jawi mi się tak: Kmieć Duda, wściekły na sąsiada, co mu kury podbiera, ostrzy kosę, mrucząc pod nosem o zemście. Wtem, zza stogu siana wyłania się sołtysowa, kusząc Dudę obietnicą unijnej dotacji za oddanie jej pola pod fotowoltaikę. Duda, patrząc na jej ponętne kształty, czuje przypływ pożądania, ale nagle przypomina sobie o sąsiedzie. Wahając się między żądzą zemsty a chęcią zysku, wciąga nosem tabakę. Chwyta za widły i wbija je w brzuch sołtysowej, która z krzykiem pada na ziemię. Na podwórze wjeżdża czarny mercedes, z którego wysiada […]
Mirosław Kwaśny 2025-05-02
Bądź pierwszym, który skomentuje!