Background

Kapitalizm bez rewolucji

Artykuły arrow_drop_down
GALA BCC

Święto niezarejestrowanej partii biznesu

20 lutego, w miniony piątek, w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Centre Warsaw, odbyła się doroczna gala Business Centre Club (BCC). Czyli święto niezarejestrowanej partii biznesu, która nie startuje w wyborach, ale rządzi jednak setkami tysięcy dusz.

W świetle reflektorów wręczano Złote, Srebrne i Platynowe Statuetki Lidera Polskiego Biznesu – odpowiedniki medali mistrzostw Polski. BCC to nie jakiś klub dyskusyjny dla aspirujących księgowych. To poważna, historyczna organizacja kapitalistyczna, którą w czasach swojej świetności zaszczycał nawet premier Leszek Miller.

Konkurs „Lider Polskiego Biznesu” to nie firmowa gala konsultantów podatkowych z międzynarodowej korporacji Ernst & Young (EY). To też nie półtajemne zgromadzenie najbogatszych z Polskiej Rady Biznesu. Ani konfederacja branżowych interesów pod szyldem Lewiatana. BCC ma ambicję być Komitetem Olimpijskim polskiego kapitalizmu.


Goliszewski w grobie się przewraca

Wprawdzie legendarny prezes-założyciel BCC Marek Goliszewski (kandydat na prezydenta) gryzie już ziemię (piękną miał trumnę, barokową, i Ryszarda Kalisza w kondukcie), ale idea przetrwała. Raz w roku elita przedsiębiorczości zbiera się, by potwierdzić sobie nawzajem, że zysk jest zasłużony. Takie coroczne „klepanko po pleckach”.

Po kilkuletniej przerwie zajrzeliśmy na galę BCC. Lekkie zdziwienie. Do tej pory kapitalizm fetował sam siebie w miejscu stosownym do własnych ambicji, czyli w warszawskim Teatrze Wielkim – Operze Narodowej. Ścisłe centrum. Kolumny. Marmury. Monumentalna architektura. 2 tysiące miejsc. Elita, państwowość!

Tym razem gala odbyła się wprawdzie w Hiltonie, ale nie w tym „prawdziwym”, z widokiem na Pałac Kultury, tylko w tym „podrzędnym” w Wawrze. W Wawrze, rozumiecie państwo. Piętnaście kilometrów od serca tego naszego nadwiślańskiego Singapuru. Z marmurów i czerwonych dywanów opery – na parking pod lasem. Aj waj!

GALA BCC – SOCJOLOGIA STOŁÓW

Gdzie ten blask?

Polski kapitalista, jeśli chciał uczestniczyć, mógł wykupić miejsce przy stoliku za 1845 zł. A jeśli zmęczyłby go ciężar nagrody i odpowiedzialności za wzrost gospodarczy – dodatkowo łóżko za 450. Nie zrozumcie źle – Wawer to piękna okolica. Tylko że trudno tam poczuć puls metropolii. Może warto było wynająć choćby pustostany Świątyni Opatrzności Bożej z pozłacanym dachem. Przy całym szacunku, gala Liderów w Wawrze brzmi trochę jak igrzyska olimpijskie rozegrane na boisku szkolnym.


Płać i bądź!

Socjologicznie rzecz ujmując, gala BCC jest zjawiskiem ciekawszym niż sama lista laureatów. To nie jest bal arystokracji ani tajne posiedzenie komitetu centralnego kapitału. To raczej targi aspiracji. Formalna otwartość. Płacisz – masz. Dużo? Oczywiście. Ale – co należy uczciwie przyznać – nikt nie wymagał zaświadczenia o niezaleganiu z ZUS-u, ani referencji od banku. Kapitalizm w wersji bankietowej – nie dyskryminuje.

Pytanie tylko: po co płacić 1845 zł za kolację, którą dałoby się zjeść dziesięć razy za 200? Zwłaszcza że mówimy o środowisku wybitnie biegłym w rachunkach. Ludzi, którzy potrafią wycenić amortyzację wózka widłowego na trzy sposoby, ale nagle przestają liczyć, gdy w cenie jest słowo „gala”. No cóż – oni nie kupują jedzenia. Oni kupują pozycję przy stoliku.

Dwie twarze gali

Tu zaczyna się właściwa socjologia. Uczestnicy imprez BCC od zawsze dzielą się na dwie zasadnicze grupy:

Pierwsza: stali bywalcy i wyjadacze.
Druga: ci, którzy płacą, żeby móc „być blisko”.

Jedna: stali bywalcy i wyjadacze. To ci utytułowani, z Platynową Statuetką i numerem telefonu do ministra zapisanym pod imieniem. Oni nie płacą. Oni są zapraszani. To ekscelencje, które nie przychodzą „by być”, tylko „by potwierdzić” – i aby inni przyszli. Prawdziwe gwiazdy biznesu siadają przy stolikach bliżej sceny. Ich nazwiska są wymawiane poprawnie.

Ta druga grupa to ci, którzy dorobili się na oknach, gwoździach, hurtowniach, logistyce, czasem na czymś mniej romantycznym w przeszłości, a dziś już legalnym i wysterylizowanym. Z G-Klasą, która w powiatowym miasteczku robi jeszcze wrażenie. W Wawrze robi co najwyżej hałas przy parkowaniu. Oni płacą nie za łososia z emulsją cytrusową i kawior w ilościach śladowych, tylko za możliwość znalezienia się w tym samym powietrzu co „prawdziwa śmietanka”. Gala BCC działa jak sala balowa w dawnym Paryżu. Można wejść, jeśli ma się odpowiedni strój. Ale to nie znaczy, że ktoś z tobą zatańczy.

Okrągłe stoły i kanty

Już samo rozstawienie stolików w głównej przestrzeni ceremonii w DoubleTree by Hilton wyglądało jak plan zagospodarowania przestrzennego polskiego kapitalizmu. Niby demokracja. Okrągłe stoły, po 12 osób przy każdym. Żadnych kantów, ostrych narożników. 900 uczestników. Wszyscy teoretycznie w tej samej odległości od środka. Jak w podręczniku do zarządzania zespołem.

W praktyce geometria działa inaczej. Najbliżej sceny siedzą ci z Bentleyem Flying Spur w garażu, nie w leasingu. Im dalej od sceny, tym więcej aspiracji, mniej statuetek i więcej wizytówek rozdawanych z nadzieją. Okrągłe stoliki sprzyjają rozmowie, ale też izolacji. Każdy krąg tworzy własny mikrokosmos. W jednym omawia się ekspansję na Czechy, w drugim – leasing nowego SUV-a, w trzecim – jak przebić się do „tych bliżej sceny”. Hołota – w sensie czysto strukturalnym, bez obrażania kogokolwiek – bawi się między sobą: zdjęcia z hal produkcyjnych i anegdoty o urzędach skarbowych.

Śmietanka znika w windzie

Elita tymczasem znika. W kuluarach. W hotelowym foyer, gdzie nie obowiązuje już bilet, tylko zaproszenie imienne i znajomość nazwiska. Tam rozmowy są krótsze, bardziej konkretne. Teoretycznie gala nobilituje i integruje – tak jest to sprzedawane – jako wspólnota przedsiębiorców. W praktyce potwierdza to, co wszyscy i tak wiedzą: w kapitalizmie nawet okrągły stół potrafi być hierarchiczny.

Pobyt na imprezie BCC daje poczucie bycia „bliżej centrum”. Można wrócić do Sanoka czy Inowrocławia z przekonaniem, że było się w epicentrum polskiego kapitalizmu. Zdjęcie przy ściance z kimś publicznie znanym (w tym roku Grażyna Torbicka i – niedorównujący jej popularnością – premier Finlandii Alexander Stubb, a także profesor Andrzej Zoll szczerzący ceramikę do smartfonów), wizytówka w kieszeni, może krótkie „musimy się zdzwonić”.

Tyle że sieci kontaktów są już dawno zawiązane. Gala ich nie tworzy. Czyli: przyjechałeś, zobaczyłeś, sfotografowałeś się i wróciłeś do siebie. A elita i tak ma cię w dupie.


Drzwi otwarte, miejsca zajęte

Jeżeli gala BCC jest jakąś socjologiczną fotografią stosunków klasowych, mentalności i samoświadomości Polski ćwierćwiecza XXI wieku, to trzeba przyznać: weszliśmy w fazę kapitalizmu dojrzałego. Karty już rozdano w latach 90. i na początku stulecia. Role ustalone. Scenariusz napisany. Beneficjenci transformacji ustrojowej i modelowej prywatyzacji majątku socjalistycznego przeszli już na zasłużone emerytury. W pierwszym rzędzie siedzi dziś drugie pokolenie. Dzieci tych, którzy „zaczynali od zera”, przy czym to zero było często dawnym magazynem państwowej hurtowni.

Kapitalizm bez smaru pod paznokciem

To już nie są – jak mawiają w USA – „nowe pieniądze”. To są pieniądze odziedziczone. Uspokojone. Ucywilizowane. Ich standardem nie jest już mercedes z przemytniczą historią i dywanikiem z bazaru. Nie muszą niczego udowadniać. Biznes robią na pieniądzach, których nawet nie widzą: na obligacjach zamkniętych funduszy inwestycyjnych. Na abstrakcyjnych aktywach, które są pakietem jeszcze innych aktywów – złożonych z obligacji i akcji egzotycznych fabryk w Kuala Lumpur, których nikt z nich nie potrafiłby wskazać na mapie bez pomocy asystentki.

Kapitalizm w gumowcach

Ale obok nich siedzi druga grupa. Ci, którzy – podobnie jak ich rodzice – coś jednak produkują. Suszą kawę. Tłoczą olej. Kręcą lody – dosłownie i w przenośni. Objeżdżają pickupem setki hektarów szklarni, z których zimą mamy pomidory udające południe Europy. Oni nadal znają zapach magazynu i koszt kilowatogodziny.

No cóż – z arystokracją, tą prawdziwą, nawet nie było nam dane się zetknąć. Windy prowadzące na wyższe piętra są szybkie i dyskretne. Został więc nam drugi garnitur.

Podwykonawcy nowoczesności

Obraz tych jest mniej romantyczny. Polski biznes w znacznej części to podwykonawca Zachodu. Montownia. Centrum usług wspólnych. Excel w języku angielskim i faktura w złotówkach. Produkujemy komponenty, pakujemy, kompletujemy, skręcamy. Ktoś gdzie indziej projektuje, patentuje, inkasuje premię za innowację. My dostajemy marżę za staranność.

Polski przedsiębiorca jest figurą wewnętrznie sprzeczną. Jednocześnie narzeka na państwo – na regulacje, kontrole, podatki, ZUS – ale żyje z zamówień publicznych. Jednocześnie mówi o wolnym rynku, ale liczy na tarcze, subwencje, dopłaty, programy wsparcia, ulgi inwestycyjne. Największym partnerem biznesu w Polsce nie jest klient, lecz budżet.

Oczywiście są wyjątki. Zawsze są wyjątki. Ale większość „liderów” nie buduje przełomowych technologii. Sprzedaje to, co już dawno zostało wymyślone gdzie indziej, tylko taniej, szybciej albo z lepszą logistyką. Zyski buduje się nie na odkryciach, ale na optymalizacji: podatkowej, strukturalnej, holdingowej. Kreatywność polskiego kapitalizmu objawia się w konstrukcji spółek-córek, wehikułów inwestycyjnych i funduszy zamkniętych, które są tak przejrzyste, jak menu degustacyjne bez cen.

To nie jest już dziki kapitalizm lat 90., kiedy Atlas mieszał klej do glazury w betoniarce, a Kamis zaczynał od handlu przyprawami w budce na Placu Konstytucji. Wtedy sukces pachniał pierwszą partią towaru przywiezioną busem z Niemiec. Dziś mamy kapitalizm uporządkowany – z radą nadzorczą, kancelarią i doradcą podatkowym.

Elektromobilność, frytki i drzwi

Z dziennikarskiej litości nie będziemy znęcać się nad wszystkimi kategoriami nagród BCC: Złota Statuetka, Diament do Złotej Statuetki, Platynowa Statuetka, Diament do Platynowej Statuetki itd. Dziś tylko laureaci Złotej Statuetki Lidera Polskiego Biznesu (33. edycji):

  1. 1ARINEA – publiczne stacje ładowania elektryków. Dzięki nim dbacie o planetę. Tak naprawdę przerzucają problem z rury wydechowej do elektrowni węglowej.
  2. 2Centrum Medyczne ZDROWIE PLUS. Zdrowie zawsze było dobrym biznesem. A w zasadzie choroba.
  3. 3Farm Frites Poland. Międzynarodowy gracz w produkcji frytek i przetworów ziemniaczanych. Królestwo ziemniaka w oleju.
  4. 4HART-TECH. Obróbka cieplna i cieplno-chemiczna stali. Chcielibyśmy się ponabijać, ale zupełnie się na tym nie znamy.
  5. 5INTOP. Mosty, wiadukty, konstrukcje. Głównie dla PKP. Opinie z Google Maps – poczytajcie sobie sami. My się boimy.
  6. 6Jabil Poland. Wysokiej klasy montownia elektroniki – mózg w Dolinie Krzemowej, palce w Kwidzynie.
  7. 7OTTO Work Force Central Europe. Agencja pracy tymczasowej. Nie życzymy teraz kontroli ZUS-u albo innego PIP-u.
  8. 8Port Lotniczy Poznań-Ławica. Regionalne lotnisko. Przykład samorządowego kapitalizmu: publiczne pieniądze, prywatne ambicje i bilans, który musi się zgadzać przed wyborami.
  9. 9PORTA KMI POLAND. Jeden z liderów produkcji drzwi. Firma, która sprzedaje wejścia i wyjścia.
  10. 10RODAMED – sprzęt i rozwiązania medyczne. Najbardziej stabilny segment gospodarki. Choroby nie znają cykli koniunkturalnych, a pacjent rzadko odkłada konsumpcję na lepsze czasy.

Po trzecim toaście wszyscy byli zgodni: polska gospodarka ma się dobrze. Po czwartym – że mogłaby mieć się jeszcze lepiej. Po piątym – że wszystko zależy od regulacji.

Robert Jaruga

Pytanie do Kapitalizmu

Najważniejsze pytanie – do czytelników, uczestników i organizatorów – nie brzmi, czy polski kapitalizm ma się dobrze.

Nie chodzi o to, czy kieliszki są pełne, a parkiet wypolerowany.

Pytanie brzmi: czy ma jeszcze ambicję, by wykraczać poza własny bankiet?

O Autorze :

O Autorze : call_made

Robert Jaruga

O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).

Więcej artykułów Dorobok

trending_flat
Bankier szuka żony w koniczynie

Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”.  Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami  poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]

trending_flat
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego

Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]

trending_flat
Nieznany kraj za Bugiem

NIEZNANY KRAJ ZA BUGIEM Samce alfa nad mapą Europy W minionym tygodniu miały miejsce zdarzenia dość istotne z punktu widzenia geopolityki. Donald Trump oświadczył z pewną pretensją, że europejscy sojusznicy wypięli się na niego w sprawie ataku na Iran. Trudno nam się dziwić. Bo jeśli jeszcze niedawno pomysły o aneksji Kanady, połknięciu Grenlandii, stąpaniu po Kubie można było traktować jako polityczną hucpę i element wizerunkowego kabaretu człowieka w czerwonej bejsbolówce, założonej daszkiem do tyłu, to w zestawieniu z porwaniem Maduro oraz realnym bombardowaniem ludzi w Iranie przestają śmieszyć. Zaczynają niepokoić. Europejscy przywódcy doszli do wniosku, że człowiek, który żartuje z podbijania świata, może w pewnym momencie przestać żartować. Pierwsza dama do ostatniego dyktatora Dwa incydenty przeszły jednak niemal niezauważone. Oto na Białoruś, by uścisnąć dłoń Aleksandra Łukaszenki, pofatygował się niejaki John Coale. To amerykański prawnik, wysłannik Trumpa do spraw zbyt […]

trending_flat
Gorejące serce i lodowata historia

Początek recenzji Gorejące serce i lodowata historia Zaczęło się niewinnie. Do redakcji przyszedł mail o treści następującej: „Imię i nazwisko: Jan Kochani, mam do Was prośbę: pójdźcie na film pt. „Najświętsze Serce” i napiszcie rzetelną recenzję. Sam bym poszedł, ale ksiądz proboszcz powiedział, że nawet najbardziej zatwardziali bezbożnicy w ateistycznej Francji – taki przykład podał – wychodzą z tego filmu nawróceni, więc wolę nie ryzykować. Wam to pewnie nie grozi. Pozdrawiam i czekam.” Bozia w multipleksie Przyznam szczerze: nie spieszyło nam się na taki seans. Ostatni film religijny, który zapadł nam w pamięć, to „Pasja” Mela Gibsona z 2004 roku – jeden z największych fenomenów frekwencyjnych kina religijnego. Było to, proszę Państwa, omal ćwierć wieku temu. Jednak z zawodowej ciekawości sprawdziliśmy, co o nowym filmie „Najświętsze Serce” z 2025 roku mówią jego entuzjaści. Episkopat informuje, że produkcja „przyciąga tłumy do […]

trending_flat
Polska: Made in USA

SUWERENNOŚĆ – WERSJA SOJUSZNICZA Kraj, o którym się komunikuje Można dziś odnieść wrażenie – nie będę mówił kto i co – że Polska nie jest krajem, z którym się rozmawia, lecz krajem, o którym się komunikuje. To różnica subtelna, lecz zasadnicza: z krajem, z którym się rozmawia, prowadzi się dialog. Kraj, o którym się komunikuje, jest odbiorcą komunikatu. Jednokierunkowego. Teraz głos zabiera sam premier, że sojusznicy powinni się szanować. Rodzi się zatem podejrzenie, że ten szacunek nie jest oczywisty. Być może jest niesymetryczny. Brak szacunku nosi imię pogardy. I co z tego wynika? Ano nic. Dalej będziemy udawać, że jesteśmy równoprawnym partnerem, a oni będą nas klepać po plecach i mówić: „dobry piesek”. Guantanamo w Kiejkutach Pytanie, czy Polska jest państwem niezależnym od Stanów Zjednoczonych, pojawia się dziś coraz częściej. Nie jest nowe. Jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy stanęło […]

trending_flat
Kapitalizm bez rewolucji

GALA BCC Święto niezarejestrowanej partii biznesu 20 lutego, w miniony piątek, w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Centre Warsaw, odbyła się doroczna gala Business Centre Club (BCC). Czyli święto niezarejestrowanej partii biznesu, która nie startuje w wyborach, ale rządzi jednak setkami tysięcy dusz. W świetle reflektorów wręczano Złote, Srebrne i Platynowe Statuetki Lidera Polskiego Biznesu – odpowiedniki medali mistrzostw Polski. BCC to nie jakiś klub dyskusyjny dla aspirujących księgowych. To poważna, historyczna organizacja kapitalistyczna, którą w czasach swojej świetności zaszczycał nawet premier Leszek Miller. Konkurs „Lider Polskiego Biznesu” to nie firmowa gala konsultantów podatkowych z międzynarodowej korporacji Ernst & Young (EY). To też nie półtajemne zgromadzenie najbogatszych z Polskiej Rady Biznesu. Ani konfederacja branżowych interesów pod szyldem Lewiatana. BCC ma ambicję być Komitetem Olimpijskim polskiego kapitalizmu. Goliszewski w grobie się przewraca Wprawdzie legendarny prezes-założyciel BCC Marek Goliszewski (kandydat na […]

Powiązane

trending_flat
PROFIL ZADUFANY

PROFIL ZADUFANY KSeF, który działa wybiórczo, czyli państwo udaje zegar Mija 70 godzina od wprowadzenia elektronicznego systemu faktur i – zgodnie z przewidywaniami malkontentów – system przestał udawać, że wszystko jest pod kontrolą. Nie ma już ciszy. Są komunikaty. Są formuły w rodzaju „przepraszamy za utrudnienia” oraz „pracujemy nad rozwiązaniem problemu”. A z drugiej strony buńczuczne zapewnienia, że system działa. Zobaczymy, co będą gadać za tydzień. Awaria uczciwa i awaria państwowa KSeF – nie tyle „działa, ale nie da się z niego skorzystać”, ile działa wybiórczo, niestabilnie i losowo. To w przypadku systemu rozliczeń gospodarczych jest w istocie gorsze niż całkowita awaria. Zegar, który spieszy się o siedem minut na godzinę, jest groźny – bo udaje, że działa, a w rzeczywistości wprowadza chaos. Lepiej nie mieć zegara niż mieć taki, który systematycznie kłamie. Całkowita awaria byłaby przynajmniej uczciwa. Tu natomiast […]

trending_flat
ZUS: dramat matek bez środków do życia

Matka Polka w potrzasku Jak doniosły media, odbyło się spotkanie. Gdzie? Nie wiadomo. Kiedy dokładnie? Również nie. Wiadomo jedynie, że spotkały się dwie postacie. Jedna z imieniem i nazwiskiem: zastępca Rzecznika Praw Obywatelskich, Stanisław Trociuk. Druga – bezimienna, określona lakonicznie jako „wysoki urzędnik ZUS”.Dla porządku narracyjnego – i żeby nie mnożyć bytów – nazwijmy go po prostu Przydupasem. Nie personalnie. Funkcyjnie. Przydupasem prezesa ZUS Zbigniewa Derdziuka. Spotkanie w cieniu tajemnicy Miejsce spotkania owiane jest tajemnicą, a szkoda, bo to zdradziłoby, kto kogo wzywał na dywanik. Tak czy inaczej, Stanisław Trociuk i ów Przydupas – urzędnik ZUS-u – zasiedli naprzeciwko siebie, by omówić problem znany obu stronom, choć widziany z różnych perspektyw.Rozmowa dotyczyła matek Polek, które – zdaniem Rzecznika Praw Obywatelskich – są systemowo gnębione przez ZUS. A mówiąc językiem urzędników: 'obejmowane czynnościami sprawdzającymi', 'dręczone kontrolami' i 'pozbawiane środków do życia' […]

trending_flat
Krajowy system e-Zawałów

Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]

trending_flat
ZUS = Zakład Utajonych Strat

Całe życie dumałem nad tym, jak ten kram działa. Miałem to szczęście (?), że otaczały mnie osoby rzekomo mądre – pułkownicy, profesorowie, redaktorzy. Liczyłem, że w końcu mi to wytłumaczą. „Spokojna głowa, mam czas” – powtarzałem. Ale ci cwaniacy wywinęli mi numer i poumierali, zostawiając mnie z moją ignorancją. Co za bezczelność! Teraz sam muszę się z nią mocować. Na szczęście mam dość oleju w głowie, by przyznać się do niewiedzy. Skoro w moim życiu pogrzebów jest więcej niż ślubów, zaczynam się zastanawiać, ile mi jeszcze zostało. Dziennikarze żyją średnio 65 lat, reszta mężczyzn – 72. Zatem na zgłębienie tajemnicy funkcjonowania państwa mam niewiele czasu. Niby dobrze, ale jest pewien szkopuł: nie spełnię swojego przedszkolnego marzenia o byciu emerytem. Na razie porzuciłem ambitny cel zrozumienia państwa i skupiłem się na czymś prostszym: pojęciu działania systemu emerytalnego, zwanego ZUS-em. Otóż o […]

trending_flat
Danke schön, sponsorze z Berlina

Ostatnio Niemcy nie mają w Polsce dobrej prasy. „Herr Tusk” - choć poprawnie gramatycznie - wpadł w obieg jako epitet, jakby sama niemieckość była już zniewagą. A przecież, może czas spojrzeć na nasze relacje z Niemcami z nieco innej perspektywy. Nie przez lunetę z Westerplatte, ale przez różowe okulary. Tak, drodzy rodacy. Niemcy nas kochają. Miłość na zabój i aż po grób I to nie tak zwyczajnie. To miłość głęboka, trudna, zaborcza. Miłość historyczna. Taka, co chwyta za gardło i za granicę. Przypomnijcie sobie tych nielegalnych emigrantów, co to w roku pamiętnym przebierali się w harcerskie mundury, śpiewali marsze i - chwycili za broń, żeby tu zamieszkać. Nie w Szwajcarii. Nie na Majorce ale właśnie w Polsce. Chcieli nas uszczęśliwić swoją kulturą, techniką, zamiłowaniem do porządku, przepisów i golonki. To miłość - intensywna, brutalna, ale miłość. Jak z „50 twarzy […]

trending_flat
FORSA I FRUSTRACJA

W minionym tygodniu, idąc Ujazdowskimi, zauważyłem grupę ludzi z biało-czerwonymi transparentami, którzy „domagali się sprawiedliwości” i „przebudzenia prokuratora”. Początkowo pomyślałem, że to klasa robotnicza z falstartem zaczęła pochód pierwszomajowy. Ale żaden z uczestników, najwyraźniej dotknięty jakąś wersją niesprawiedliwości, na robola nie wyglądał. Wręcz przeciwnie. No i stali akurat vis-à-vis Ministerstwa Sprawiedliwości – czyli jakby zapotrzebowanie spotkało się z ofertą. Później z mediów dowiedziałem się, że ci spragnieni sprawiedliwości spotkali się z samym szefem polskiej Temidy, Bodnarem. A ten – zamiast, jak nakazywałaby szczerość, powiedzieć im „spadajcie, idioci, na drzewo” – oznajmił z całą dyplomacją i powagą, że państwo jest gotowe do współpracy. • Szybki zysk, szybka strata, szybka ucieczka Chodzi o to, że 9 tysięcy ludzi miało zarobić, a nie zarobiło. Czują się więc oszukani. Cóż za wiarołomstwo! Gdzie były państwowe służby i prokuratura, kiedy inwestowali swoje pieniądze z nadzieją […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation