Instrukcja likwidacji człowieka
Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni.
Rzeźnik w Armanim
Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców.
Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z jaką wcześniej „restrukturyzował” LOT w Polsce i w Kenii tamtejsze linie lotnicze. Facet ma po prostu talent: gdzie się nie pojawi, tam trawa przestaje rosnąć.
Ale czy to jego wina – hmm, chyba nie. Sebastian Mikosz jest po prostu modelowym produktem systemu w garniturze od Armaniego, w którym sukces mierzy się ilością wyprodukowanych nieszczęść.
Prawo do bycia darmozjadem
Ale zróbmy to powoli, systemowo i fundamentalnie. Poczta Polska to firma państwowa podległa Ministerstwu Aktywów Państwowych, które oczywiście cieszy się z redukcji Mikosza. Ale teraz ci zwolnieni przez Mikosza poszli na zasiłki fundowane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej. Czyli Ministerstwo Aktywów redukuje zatrudnienie, a Ministerstwo Rodziny obsługuje skutki.
Zatem państwo nie pozbyło się kosztów. Państwo je przeksięgowało. A rachunek płaci ten sam podatnik – tylko w innym formularzu. Jasno widać, że jest w tym logika, ale czy jest sens?
Spójrzmy teraz na inną branżę – górnictwo, do którego również dopłacamy grube miliardy, ale jakoś nikt nie odważa się wysłać górników na bruk. Ba, nawet są demagodzy utrzymujący, że węgiel jest jeszcze potrzebny. Zatem nie mogliśmy dopłacać do Poczty i zwolniliśmy 8 tysięcy, aby zaoszczędzić pół miliarda (zatrudnienie w Poczcie Polskiej – około 60 tys. ludzi), ale możemy do węgla dopłacać rocznie 8–9 miliardów, aby utrzymywać 70–80 tysięcy pracowników w górnictwie węgla kamiennego.
Logiki już w tym nie ma, ale sens jest taki: listonosz – zwolniony, bo kosztuje; górnik – utrzymywany, mimo że kosztuje. Okazuje się, że problemem nie jest nierentowność. Problemem jest to, kto ma do niej prawo. I wtedy powstaje zasadnicze pytanie: a gdzie jest tu, do cholery, sprawiedliwość?
Religia świętego zysku
Wpadliśmy w pułapkę myślenia, którą zastawili na nas wyznawcy religii homo economicus – tego harwardzko-radzieckiego bękarta ekonomii, który każe nam wierzyć, że wszystko musi „na siebie zarabiać”. To bzdura. W Polsce mamy całe legiony ludzi i branż, które z punktu widzenia czystego zysku mają tyle sensu, co msza za pomyślność ateisty. Trzeba to wreszcie powiedzieć głośno: żyjemy w świecie, w którym największe budżety idą na produkcję „niczego”.
Weźmy siły zbrojne. To jest permanentny, gigantyczny koszt, który z definicji ma być bezużyteczny. Największym sukcesem armii jest to, że nigdy nie zostanie użyta. Płacimy miliardy, żeby czołgi rdzewiały w garażach, a generałowie mogli prężyć piersi na defiladach. To branża, której ideałem jest absolutna bezczynność. Gdyby armia zaczęła „produkować” swój właściwy efekt, czyli wojnę, to byśmy wszyscy poszli z torbami albo do piachu.
Podobnie policja. Policja nie produkuje niczego, co dałoby się zjeść albo sprzedać. Działa najlepiej wtedy, gdy nic się nie dzieje. Im mniej „efektów” w postaci rozbitych głów i zapełnionych cel, tym teoretycznie lepiej działa system. Płacimy im za to, żebyśmy mogli o nich zapomnieć.
Ochrona zdrowia? To przedsiębiorstwo przedpogrzebowe, którego produktem końcowym jest stan, w którym „nic się nie stało”. I za to „nic” płacimy coraz wyższe składki, choć każdy księgowy powie Panu, że trzymanie przy życiu staruszka to z punktu widzenia PKB czysta strata.
A na deser mamy public relations i marketing. Oni nie tworzą produktu, oni tworzą pragnienie posiadania. To branża produkująca halucynacje. Sprzedają nam powietrze w ładnym opakowaniu, wmawiając, że bez tego konkretnego modelu szczoteczki do zębów nasze życie jest gówno warte.
Wracamy do naszego nieszczęsnego listonosza. Dlaczego od faceta, który w deszczu targa torbę z listami, wymagamy, żeby był „rentowny”, skoro nie wymagamy tego od biskupa, generała czy dyrektora kreatywnego w agencji reklamowej? Dlaczego listonosz ma „na siebie zarobić”, a armia, policja i marketingowe darmozjady mogą bezkarnie przeżerać miliardy, produkując wyłącznie ciszę, strach albo złudzenia?
Bez strat nie ma zysku
W tym całym amoku nie chodzi tylko o to, kto jest produktywny, a kto nie. Gdybyśmy zaczęli na serio sporządzać listę ludzi „niepotrzebnych”, kolejka do utylizacji ciągnęłaby się od Warszawy po Giewont. W pewnym momencie jakiś pryszczaty magister z Excelem zapukałby także do waszych drzwi, informując z uśmiechem: „Przykro mi, ale pan już nie istnieje, bo kosztuje pan więcej, niż jest wart”. To nie jest ekonomia, to jest czysty, destylowany absurd.
Obiektywnie rzecz biorąc, kurczy się przestrzeń dla ludzi, którzy mogą z czystym sumieniem powiedzieć: „Tworzę wartość”. Zdecydowana większość z nas nie byłaby w stanie udowodnić swojej przydatności w prostym, księgowym sensie. A mimo to jesteśmy absolutnie niezbędni, żeby ci nieliczni „produktywni” mogli w ogóle rano wstać i nie zwariować.
Weźmy taką edukację. Z punktu widzenia bieżącego budżetu to czysta, krwawiąca strata. Koszt rozciągnięty na dekady, bez żadnej gwarancji zwrotu. Przez kilkanaście lat państwo pakuje pieniądze w człowieka, który formalnie tylko zużywa tlen i papier toaletowy. A jednak bez tego „nierentownego” procesu nie byłoby ani inżynierów, ani lekarzy, ani nawet tych wszystkich idiotów od Excela, którzy później z taką lubością decydują, kto ma prawo do życia, a kto jest tylko błędem w tabelce.
System opiera się na gigantycznej masie ludzi, których wartości nie da się wpisać w rubrykę „zysk” w danym kwartale. Ich praca jest pośrednia, odroczona, rozproszona. Ale bez niej cały ten mechanizm natychmiast by zgrzytnął i stanął w miejscu.
Sprowadzanie wszystkiego do gołej produktywności to prymitywne uproszczenie. W skali państwa to zbrodnia, która eliminuje ludzi nie dlatego, że są zbędni, ale dlatego, że nie mieszczą się w formule wymyślonej przez kogoś, kto świat widzi wyłącznie jako sumę zer i jedynek. To system, który pożera własne dzieci, bo nie potrafi policzyć, ile kosztuje ich brak.
Jak przestać być zerem w Excelu
Pewnie teraz, drapiąc się po brzuchu próbujecie ustalić, czy jesteście pożytecznymi idiotami, czy tylko zbędnym balastem w tej wielkiej łodzi, która i tak tonie. Zastanawiacie się: „Czy ja w ogóle jestem do czegoś potrzebny, czy tylko marnuję tlen i miejsce w kolejce do lekarza?”.
Dochodzimy tu do wniosku, który jest równie praktyczny, co bolesny. Otóż niemal każdy z was chciałby być bogaty. To naturalne – pieniądze nie dają szczęścia tylko tym, którzy ich nie mają, bo muszą się martwić o czynsz. Ale gdyby zapytać przeciętnego zjadacza chleba, po co mu te miliony, poza jachtami i dziwkami, padnie w końcu argument: „Mógłbym wreszcie robić to, za co nikt nie musi mi płacić”.
I tu was mam. To jest szczyt hipokryzji. Chcecie mieć fortunę tylko po to, żeby móc za darmo pielęgnować róże, pisać wiersze, których nikt nie przeczyta, albo uczyć dzieci grać w szachy. Krótko mówiąc: marzycie o bogactwie, żeby móc pracować społecznie.
A ja pytam: dlaczego, do diabła, nie możecie robić tego samego, nie będąc majętnymi? Może nie od razu na pełny etat, bo z czegoś trzeba opłacić rachunki. Praca społeczna – o ile nie wygania was na nią komisarz ludowy, proboszcz albo kurator sądowy – to jedyne zajęcie, które ma głęboki sens. Robicie wtedy to, co jest naprawdę potrzebne, a nie to, co każe wam szef-idiota.
To jest właśnie ten nasz mityczny postkapitalizm. Dochód gwarantowany. Państwo rzuca ochłap, żebyście nie zdechli z głodu i nie robili rewolucji. Część z was, ta bardziej wrażliwa, po prostu przedawkuje z nadmiaru wolnego czasu i braku celu ale pozostali, zaczną pracować społecznie. Zaczną robić coś dla innych, bo inaczej oszaleją od własnego odbicia w lustrze.
Zacząć można już teraz. Nie trzeba czekać na wygraną w totka ani na upadek systemu. To jest też moja rada dla tych nieszczęsnych listonoszy, których właśnie wywalili. Skoro i tak nikt wam już nie płaci, to przynajmniej zacznijcie robić coś, co ma sens. Przynieście sąsiadce zakupy, nauczcie kogoś czytać. Bycie niepotrzebnym dla budżetu to jeszcze nie wyrok. To szansa, żeby wreszcie przestać być niewolnikiem i stać się człowiekiem. Biednym, ale wreszcie takim, który wie, że jego życie nie ma ceny i nie podlega żadnemu ekonomicznemu przeliczeniu.
Robert Jaruga
Oznaczono jako :
Poczta Polska Sebastian Mikosz
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze : call_made
Robert Jaruga
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Bankier szuka żony w koniczynie
Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”. Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]
Robert Jaruga 2026-05-03
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego
Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]
Robert Jaruga 2026-04-17
Nieznany kraj za Bugiem
NIEZNANY KRAJ ZA BUGIEM Samce alfa nad mapą Europy W minionym tygodniu miały miejsce zdarzenia dość istotne z punktu widzenia geopolityki. Donald Trump oświadczył z pewną pretensją, że europejscy sojusznicy wypięli się na niego w sprawie ataku na Iran. Trudno nam się dziwić. Bo jeśli jeszcze niedawno pomysły o aneksji Kanady, połknięciu Grenlandii, stąpaniu po Kubie można było traktować jako polityczną hucpę i element wizerunkowego kabaretu człowieka w czerwonej bejsbolówce, założonej daszkiem do tyłu, to w zestawieniu z porwaniem Maduro oraz realnym bombardowaniem ludzi w Iranie przestają śmieszyć. Zaczynają niepokoić. Europejscy przywódcy doszli do wniosku, że człowiek, który żartuje z podbijania świata, może w pewnym momencie przestać żartować. Pierwsza dama do ostatniego dyktatora Dwa incydenty przeszły jednak niemal niezauważone. Oto na Białoruś, by uścisnąć dłoń Aleksandra Łukaszenki, pofatygował się niejaki John Coale. To amerykański prawnik, wysłannik Trumpa do spraw zbyt […]
Robert Jaruga 2026-04-10
Gorejące serce i lodowata historia
Początek recenzji Gorejące serce i lodowata historia Zaczęło się niewinnie. Do redakcji przyszedł mail o treści następującej: „Imię i nazwisko: Jan Kochani, mam do Was prośbę: pójdźcie na film pt. „Najświętsze Serce” i napiszcie rzetelną recenzję. Sam bym poszedł, ale ksiądz proboszcz powiedział, że nawet najbardziej zatwardziali bezbożnicy w ateistycznej Francji – taki przykład podał – wychodzą z tego filmu nawróceni, więc wolę nie ryzykować. Wam to pewnie nie grozi. Pozdrawiam i czekam.” Bozia w multipleksie Przyznam szczerze: nie spieszyło nam się na taki seans. Ostatni film religijny, który zapadł nam w pamięć, to „Pasja” Mela Gibsona z 2004 roku – jeden z największych fenomenów frekwencyjnych kina religijnego. Było to, proszę Państwa, omal ćwierć wieku temu. Jednak z zawodowej ciekawości sprawdziliśmy, co o nowym filmie „Najświętsze Serce” z 2025 roku mówią jego entuzjaści. Episkopat informuje, że produkcja „przyciąga tłumy do […]
Robert Jaruga 2026-03-12
Polska: Made in USA
SUWERENNOŚĆ – WERSJA SOJUSZNICZA Kraj, o którym się komunikuje Można dziś odnieść wrażenie – nie będę mówił kto i co – że Polska nie jest krajem, z którym się rozmawia, lecz krajem, o którym się komunikuje. To różnica subtelna, lecz zasadnicza: z krajem, z którym się rozmawia, prowadzi się dialog. Kraj, o którym się komunikuje, jest odbiorcą komunikatu. Jednokierunkowego. Teraz głos zabiera sam premier, że sojusznicy powinni się szanować. Rodzi się zatem podejrzenie, że ten szacunek nie jest oczywisty. Być może jest niesymetryczny. Brak szacunku nosi imię pogardy. I co z tego wynika? Ano nic. Dalej będziemy udawać, że jesteśmy równoprawnym partnerem, a oni będą nas klepać po plecach i mówić: „dobry piesek”. Guantanamo w Kiejkutach Pytanie, czy Polska jest państwem niezależnym od Stanów Zjednoczonych, pojawia się dziś coraz częściej. Nie jest nowe. Jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy stanęło […]
Robert Jaruga 2026-03-04
Kapitalizm bez rewolucji
GALA BCC Święto niezarejestrowanej partii biznesu 20 lutego, w miniony piątek, w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Centre Warsaw, odbyła się doroczna gala Business Centre Club (BCC). Czyli święto niezarejestrowanej partii biznesu, która nie startuje w wyborach, ale rządzi jednak setkami tysięcy dusz. W świetle reflektorów wręczano Złote, Srebrne i Platynowe Statuetki Lidera Polskiego Biznesu – odpowiedniki medali mistrzostw Polski. BCC to nie jakiś klub dyskusyjny dla aspirujących księgowych. To poważna, historyczna organizacja kapitalistyczna, którą w czasach swojej świetności zaszczycał nawet premier Leszek Miller. Konkurs „Lider Polskiego Biznesu” to nie firmowa gala konsultantów podatkowych z międzynarodowej korporacji Ernst & Young (EY). To też nie półtajemne zgromadzenie najbogatszych z Polskiej Rady Biznesu. Ani konfederacja branżowych interesów pod szyldem Lewiatana. BCC ma ambicję być Komitetem Olimpijskim polskiego kapitalizmu. Goliszewski w grobie się przewraca Wprawdzie legendarny prezes-założyciel BCC Marek Goliszewski (kandydat na […]
Robert Jaruga 2026-02-26
Powiązane
Bankier szuka żony w koniczynie
Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”. Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]
Robert Jaruga 2026-05-03
Człowiek z betonu
CZŁOWIEK Z BETONU O religii fundamentu w państwie zadłużonych Przyglądając się współczesnej Polsce, zgiełkowi partii, wyznań, przekonań i fobii, dochodzi się do wniosku, że kraj ten jest jak ogromne targowisko idei. Jedni niosą sztandary z napisem „wiara”, drudzy z napisem „ateizm”, inni „rodzina”, jeszcze inni „wolność od rodziny”, kolejni „tradycja”, następni „nowoczesność”. Jedni cytują Pismo, drudzy konstytucję, trzeci Twittera. Można się tu pokłócić o wszystko: o historię, o płeć, o podatki, aborcję, Kościół w szkołach, kredyty frankowe, i o to, kto naprawdę płaci za inflację. Były Żyd poróżni się z konwertowanym na Żyda, wyznawca Brauna nie poda ręki miłośnikowi Czarzastego, słuchacz Radia Maryja nie zrozumie obserwatora OnlyFans, a obserwator OnlyFans nie zrozumie samego siebie. A jednak. Istnieje w Polsce wartość wyższa, nadrzędna, ponadideologiczna. Coś, co nie dzieli, lecz łączy. Na to nie obraża się nikt – ani lewica, ani prawica, […]
Mirosław Kwaśny 2026-03-10
Nie mają nic prócz swoich rąk
TEMAT: IMIGRACJA Legalny import, nielegalny wyzysk Porozmawiajmy teraz o imigracji. Mam do tego pełne prawo – jako wieloletni imigrant, czyli ktoś, kto stał w kolejkach, tłumaczył się z akcentu i słuchał, że „miejscowi też chcieliby pracować”. Krótko mówiąc: znam temat od strony zaplecza, nie od strony mównicy. Biczowanie palmą wdzięczności Pamiętam, jak swego czasu prezes Kaczyński grzmiał, że „my wobec tych ludzi nie mamy żadnych zobowiązań”, bo – cytuję – „nie wyzyskiwaliśmy ich w koloniach, nie rabowaliśmy, nie biczowaliśmy palmą imperializmu.” Słuchałem tego ze łzami w oczach. Autentycznie. Bo jako ongiś obcy, byłem wszystkim naraz: „polaczkiem”, „hindusem”, „żydkiem”, „ćwokiem”, „Ukraińcem”. Miałem jedno imię zbiorowe: imigrant. W języku angielskim jest na to słowo bezwstydnej szczerości. Slave. Niewolnik. Etymologicznie od Slav, Słowianin. Przez stulecia Słowian sprzedawano na targach ludzi tak masowo, że ich nazwa stała się dla Anglosasa synonimem podczłowieka do pracy. […]
drwarlecki 2026-02-25
Krajowy system e-Zawałów
Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-18
Gladiatorzy przestworzy
Wypadki lotnicze w Polsce - zwłaszcza wojskowe - od dawna mają własny szablon prasowy. Wystarczy wstawić nazwisko, stopień i typ maszyny, a reszta pisze się sama. Pilot zawsze jest „doświadczony”, „oddany służbie”, „kochający mąż i ojciec”. Zawsze jest też „orłem, który odszedł za wcześnie” i zawsze „skrzydło złamane w locie”. W tle obowiązkowe „Śmierć na służbie Ojczyzny”, czyli zginał jak na Westerplatte.Tragedia z 28 sierpnia stała się klasycznym przykładem: major Maciej „Slab” Krakowian - człowiek, który naprawdę był świetnym pilotem - nagle zostaje największą gwiazdą polskiego lotnictwa tylko dlatego, że rozbił się razem z samolotem wartym 340 mln zł.Brutalnie mówiąc: gdyby żył, znałoby go kilkuset fanów awiacji i kilku spotterów z długimi obiektywami. Teraz? Cała Polska wie, że skończył Akademię Sił Powietrznych USA, odebrał dyplom z rąk Baracka Obamy, wylatał 1400 godzin i dostał nagrodę w Wielkiej Brytanii „za to, […]
Robert Jaruga 2025-09-21
Depresja za 3 grosze
Samobójstwo sąsiada i „techniczna niemożliwość” Małoletni syn sąsiada, który nosił bejsbolówkę daszkiem do tyłu, opętany obsesją zdrowia sięgającą wegetarianizmu, mający przed sobą perspektywę pracy w telewizji i posiadający również siostrę, która ma szansę na bardzo popłatną karierę jako ekskluzywna prostytutka, odebrał sobie życie! Popełnił samobója! W sposób technicznie niemożliwy – przez zadzierzgnięcie paska od portek, zaczepionego o klamkę do drzwi. Musiał przećwiczyć to zapewne na siłowni albo zobaczył na YouTube, no bo przecież normalnie by mu się nie udało. Przybyła prokuratorka. Badanie post mortem wykazało przyczynę autozagłady: depresja. Kiedy byłem w wieku denata, uważałem, że psychiatra, jak sama nazwa wskazuje, to weterynarz zajmujący się wyłącznie psami. Natomiast denat uczęszczał już od lat podobno do owego lekarza, jak ja do sadu księdza, aby kraść jabłka. I nie był przypadkiem odosobnionym. Zgodnie z oficjalnymi danymi, jakie mają w Sejmie, w wieku smartfonów […]
Michał Rala 2025-04-15
Bądź pierwszym, który skomentuje!