Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”. Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii.
Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz z ambicjami inkwizytora, gotów do przejęcia roli ulubionego praiministranta Jarosława.
Bankier szuka pediatry
Panowie nie gawędzili o pogodzie. Jak donieśli nam nasi niezawodni szpicle, głównym tematem była desperacka próba bankiera-patrioty, by zbratać się z Kosiniakiem-Kamyszem ( tym pediatrą z PSL – obecnie ministrem od wojny). Marzy im się nowa frakcja naukowo-chłopska – hybryda tak groteskowa, jakby próbować zamontować terminal do płatności zbliżeniowych na dyszlu od furmanki.
Morawiecki bowiem nadal święcie wierzy, że mezalians usadowi go z powrotem na tronie premiera. To dowodzi, że ostatecznie ocipiał od wdychania oparów własnej, urojonej wielkości, którą produkuje seryjnie przed obiektywem smartfona, by potem zaśmiecać nią YouTuba. Przypomina to sytuację, w której bankrut bez grosza, próbuje licytować pałac, płacąc guzikami od starego płaszcza.
Kaczyński, choć oszczędził Mateuszowi tej ostatniej złośliwości, punktował go z tą swoją charakterystyczną, lodowatą pogardą, że niegdysiejsza opozycja z czasów rządów PiS wygląda przy Prezesie, jak kółko różańcowe przy rzeźniku.
Nagrania z Nowogrodzkiej oczywiście nie mamy, bo nikt nie odważyłby się nagrywać Prezesa smartfonem. Musimy więc polegać na relacji ustnej, która jest tak podejrzanie dokładna, jakbyśmy to nagranie jednak mieli.
Kaczyński rzekł był rzekomo:
Kaczyński rozlicza Morawieckiego
„Panie premierze, ja chciałbym, żebyśmy na chwilę zeszli z poziomu emocji i wrócili do faktów, bo polityka – wbrew temu, co się czasem wydaje – nie polega na wygłaszaniu deklaracji, tylko na ponoszeniu odpowiedzialności za ich skutki. Projekt ElectroMobility Poland miał być symbolem nowoczesności, a stał się symbolem pewnej – powiedzmy to oględnie – nadmiernej wiary w to, że wystarczy coś ogłosić, aby to zaczęło istnieć. Wydano setki milionów złotych i, jak dotąd, nie powstało nic, co można by uznać za realny produkt. To nie jest kwestia złośliwości, tylko elementarnej oceny sytuacji.”
– Ależ panie prezesie – zaoponował Mateusz, przybierając ten swój ton „młodego zdolnego” z banku – to był hub innowacyjny! Myśmy budowali ekosystem, synergię między nauką a przemysłem 4.0.
„Jeżeli chodzi o środki z Unii Europejskiej1, to ja przypominam, że polityka europejska wymaga pewnej dyscypliny i zdolności do osiągania celów, a nie tylko składania zapewnień. Mówiono o ogromnych kwotach, o planach, o przełomie, a w praktyce mieliśmy do czynienia z przedłużającym się impasem, który – i to trzeba powiedzieć jasno – obciążał państwo, a nie tylko pana rząd.”
– Bruksela nas oszukała, panie prezesie! – Mateusz zaczął mówić szybciej, jakby chciał zagadać rzeczywistość.
„Pułapką, panie premierze, była pańska wiara, że ich pan ogra na ich własnym boisku.”
„Fundusze pozabudżetowe2, różnego rodzaju rozwiązania nadzwyczajne – one mają sens w sytuacjach nadzwyczajnych, ale nie mogą stawać się zasadą funkcjonowania państwa, bo wtedy tracimy kontrolę nad finansami publicznymi. A państwo musi być przewidywalne, także dla własnych obywateli.”
„Polski Ład – ja przypominam – był projektem, który miał uprościć system podatkowy, a w praktyce wprowadził zamieszanie, które trzeba było bardzo szybko korygować. I to były decyzje trudne, także personalne3, ale konieczne, bo odpowiedzialność polityczna nie jest pojęciem abstrakcyjnym.”
– To był błąd wdrożeniowy, czysto techniczny! – Morawiecki aż rozłożył ręce w geście bezradności. – Aparat urzędniczy nie udźwignął dynamiki zmian. Gdybyśmy mieli więcej czasu na komunikację korzyści dla klasy średniej...
„Jeżeli chodzi o okres pandemii – to był czas wyjątkowy i wymagał decyzji podejmowanych pod presją, natomiast również w takich warunkach obowiązują pewne standardy, których przekraczać nie wolno, bo później państwo traci wiarygodność4.”
„Panie były premierze. Wreszcie – sprawy osobiste, majątkowe5, różnego rodzaju decyzje, które może są zgodne z literą prawa, ale muszą być także zgodne z pewnym elementarnym poczuciem odpowiedzialności wobec opinii publicznej. Polityk na tym poziomie nie działa wyłącznie w ramach przepisów – działa także w ramach zaufania.”
„Ja przypominam” – Kaczyński podniósł głos – „że kiedy obejmowałem funkcję wicepremiera w pana rządzie, to nie było to działanie przypadkowe, tylko decyzja podyktowana koniecznością ustabilizowania sytuacji państwa w bardzo trudnym momencie. I to się udało – niezależnie od tego, jakie dziś buduje się narracje.”
„Dlatego proszę zrozumieć jedną rzecz: w polityce nie wystarczy chcieć wrócić. Trzeba jeszcze przekonać, że ma się do tego podstawy. A z tym, panie premierze, jest – delikatnie mówiąc – pewien problem.”
Zdaniem naocznych świadków tej politycznej rzezi, Mateuszowi od samego słuchania pękły okulary, a Prezesowi ciśnienie skoczyło wyżej niż po najbardziej nieudanej miesięcznicy. Panowie rozstali się z minami tak minorowymi, jakby właśnie wracali z własnej stypy, na którą zapomniano przynieść wódki.
Szesnaście procent halucynacji
Spróbujmy zatem i jednak oszacować realne możliwości tej nowej, bankiersko-chłopskiej hybrydy, której jeszcze nie ma, a która w sondażach już rzekomo puchnie do 16 procent. Nazwalibyśmy to powiedzmy yhm … Bankowo-Rolnicza Jedność Narodowa (BRJN).
Oczywiście, zasadniczym powodem jej poczęcia nie jest żadne realne zapotrzebowanie społeczne, lecz czysta, fizyczna rozpacz Morawieckiego po utraconej świetności. Analizując sprawę na zimno: Mateusz tworzący własną frakcję po tych wszystkich swoich „sukcesach” to widok równie wiarygodny, jak pilot, który po spektakularnej katastrofie lotniczej ogłasza, że właśnie zakłada własne linie lotnicze i zaprasza na pokład.
Problem w tym, że Morawiecki nie posiada własnego zaplecza, struktur ani elektoratu, który byłby mu wierny. W ostatnich wyborach uciułał 117 064 głosy – co w sam raz wystarczyłoby, żeby zostać prezydentem Krakowa i użerać się z gołębiami na Rynku, ale na zbawianie Polski to trochę mało. Nic dziwnego, że podreptał pod właściwy adres: do prezesa PSL, partii uniwersalnej i nieśmiertelnej. Zmieniają się ustroje, rządy, epoki, wymierają gatunki, a Polskie Stronnictwo Ludowe trwa, przyklejone do każdego żłobu z wdziękiem pijawki.
Gumowy Władzio i pół miliona cieni
Kosiniak-Kamysz natomiast posiada tę cudowną, gumową zdolność wszystkich chłopskich przywódców – od Waldemara Pawlaka poczynając – że potrafi wejść w absolutnie każdy układ polityczny i wyjść z niego z miną człowieka, który właśnie, z narażeniem życia, uratował kraj przed ostateczną zgubą. Władysław ma też swoje ambicje, w końcu kandydował na prezydenta. Te jego niespełna pół miliona głosów (2020) to wynik w sam raz, by zaimponować na dożynkach w powiecie tarnowskim i poczuć się lwem salonowym w małopolskich gminach. W skali państwa to jednak zaledwie populacja Gdańska, która w morzu milionów wyborców wygląda jak samotna kępa koniczyny na betonie. Niby zielona, niby żyje, ale nikt na niej domu nie zbuduje. Teraz ci dwaj – bankier od slajdów i lekarz od politycznej reanimacji – chcą budować nową siłę.
Bóg, którego nie ma, a jednak kpi
Choć generalnie życzymy Morawieckiemu jak najgorzej, to w tym jednym, szczególnym przypadku powinniśmy mu kibicować z całego serca.
Spójrzmy na to bez złudzeń: wyrastają nam dwa równoległe projekty, które będą się okładać po pyskach o ten sam kawał wyborczego mięsa. 16 procent to przecież nie są resztki,
Jeden budowany jest na psiej lojalności wobec Prezesa (pod batutą Czarnka, specjalisty od bicia dzieci i cnot niewieścich), a drugi – wznoszony na czystym urazie i ambicjach odtrąconych kochanków władzy, czyli Władka i Pinokia.
Gdyby ten układ się utrzymał i obie formacje uciułały po te swoje 16–18 procent, doczekalibyśmy się politycznego raju: premierem nie zostałby ani Czarnek, ani Morawiecki, ani tym bardziej Kosiniak-Kamysz. Stałoby się to, na co każdy rozsądny człowiek czeka od lat – problem rozwiązałby się sam, pożerając własne ogony.
Oczywiście, w krzakach czają się jeszcze Braun z Mentzenem, którzy mogliby spróbować ubić jakiś interes z tą naszą hipotetyczną Bankowo-Rolniczą Jednością Narodową, ale dla PiS-u oznaczałoby to: definitywny koniec, polityczną utylizację i pójście w rozsypkę.
Patrząc na tę perspektywę, nachodzi mnie jedna, przerażająca myśl: a nuż ten cały Bóg jednak istnieje i ma wyjątkowo wisielcze poczucie humoru?
Robert Jaruga
Przypisy
- Prezesowi majaczyło zapewne te mityczne 700 miliardów z KPO. W praktyce przez długi czas z tej góry szmalu widzieliśmy dokładnie nic – jeśli nie liczyć tysięcy billboardów, z których morda Morawieckiego szczerzyła się do nas na tle kwoty w istocie nierealnej.
- Kaczyński mówił zapewne o tych 300–350 miliardach, które Adam Glapiński wraz z BGK wyprowadzili poza oficjalny budżet państwa, uprawiając kreatywną księgowość na skalę dotąd niespotykaną. Adam miał za te numery stanąć przed Trybunałem Stanu, ale w Polsce pamięć polityczna jest krótsza niż rozum przeciętnego wyborcy, więc sprawa zdechła.
- Tu zapewne mowa o Tadeuszu Kościńskim, który odegrał rolę kozła ofiarnego. To on, ówczesny minister finansów, został wypierdolony na zbity pysk, gdy tylko suweren zorientował się, że „Polski Ład” poza licznymi wadami merytorycznymi ma fundamentalną: ustawa nie została napisana po polsku. To znaczy – nie miała nic wspólnego z zasadami polskiej logiki, składni, a już na pewno nie z rygorem prawnym. Bełkot wariata, który po pijaku dorwał się do maszyny do pisania.
- Tu zapewne mowa o całym bukiecie „sukcesów” rządu: od słynnych maseczek z certyfikatem z gumki od majtek za dziesiątki milionów, przez respiratory od handlarza bronią w cenie trzykrotnie przebijającej zdrowy rozsądek, aż po kontrakt z Pfizerem. Ten ostatni wynegocjowano z taką maestrią, że dziś, zamiast leczyć ludzi, zapłacimy gigantyczne kary – kwoty równe kosztom wybudowania ośmiu nowoczesnych szpitali. To klasyczny przykład morawieckiej gospodarności: kupić drogo, nie dostać nic, a na koniec jeszcze dopłacić za to, że nas zrobili w konia.
- Tu mowa o bezprzykładnym tupecie premiera rządu rzekomo europejskiego państwa. Morawiecki, byle tylko uniknąć ustawowego obowiązku spowiadania się obywatelom z tego, ile nakradł – przepraszam, ile zarobił w banku i na gruntach kościelnych – przepisał lwią część majątku na żonę. Dzięki temu z jego oficjalnego oświadczenia majątkowego wynika, że jest niemalże nędzarzem. To klasyczna szkoła cwaniactwa: mąż udaje biedaka, a żona trzyma klucze do skarbca, żeby suwerenowi nie pękły oczy z zazdrości.
Oznaczono jako :
Kaczyński Jarosław Mateusz Morawiecki Rozłam w PIS
Poprzedni artykuł
O Autorze :
O Autorze : call_made
Robert Jaruga
O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).
Bankier szuka żony w koniczynie
Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”. Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]
Robert Jaruga 2026-05-03
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego
Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]
Robert Jaruga 2026-04-17
Nieznany kraj za Bugiem
NIEZNANY KRAJ ZA BUGIEM Samce alfa nad mapą Europy W minionym tygodniu miały miejsce zdarzenia dość istotne z punktu widzenia geopolityki. Donald Trump oświadczył z pewną pretensją, że europejscy sojusznicy wypięli się na niego w sprawie ataku na Iran. Trudno nam się dziwić. Bo jeśli jeszcze niedawno pomysły o aneksji Kanady, połknięciu Grenlandii, stąpaniu po Kubie można było traktować jako polityczną hucpę i element wizerunkowego kabaretu człowieka w czerwonej bejsbolówce, założonej daszkiem do tyłu, to w zestawieniu z porwaniem Maduro oraz realnym bombardowaniem ludzi w Iranie przestają śmieszyć. Zaczynają niepokoić. Europejscy przywódcy doszli do wniosku, że człowiek, który żartuje z podbijania świata, może w pewnym momencie przestać żartować. Pierwsza dama do ostatniego dyktatora Dwa incydenty przeszły jednak niemal niezauważone. Oto na Białoruś, by uścisnąć dłoń Aleksandra Łukaszenki, pofatygował się niejaki John Coale. To amerykański prawnik, wysłannik Trumpa do spraw zbyt […]
Robert Jaruga 2026-04-10
Gorejące serce i lodowata historia
Początek recenzji Gorejące serce i lodowata historia Zaczęło się niewinnie. Do redakcji przyszedł mail o treści następującej: „Imię i nazwisko: Jan Kochani, mam do Was prośbę: pójdźcie na film pt. „Najświętsze Serce” i napiszcie rzetelną recenzję. Sam bym poszedł, ale ksiądz proboszcz powiedział, że nawet najbardziej zatwardziali bezbożnicy w ateistycznej Francji – taki przykład podał – wychodzą z tego filmu nawróceni, więc wolę nie ryzykować. Wam to pewnie nie grozi. Pozdrawiam i czekam.” Bozia w multipleksie Przyznam szczerze: nie spieszyło nam się na taki seans. Ostatni film religijny, który zapadł nam w pamięć, to „Pasja” Mela Gibsona z 2004 roku – jeden z największych fenomenów frekwencyjnych kina religijnego. Było to, proszę Państwa, omal ćwierć wieku temu. Jednak z zawodowej ciekawości sprawdziliśmy, co o nowym filmie „Najświętsze Serce” z 2025 roku mówią jego entuzjaści. Episkopat informuje, że produkcja „przyciąga tłumy do […]
Robert Jaruga 2026-03-12
Polska: Made in USA
SUWERENNOŚĆ – WERSJA SOJUSZNICZA Kraj, o którym się komunikuje Można dziś odnieść wrażenie – nie będę mówił kto i co – że Polska nie jest krajem, z którym się rozmawia, lecz krajem, o którym się komunikuje. To różnica subtelna, lecz zasadnicza: z krajem, z którym się rozmawia, prowadzi się dialog. Kraj, o którym się komunikuje, jest odbiorcą komunikatu. Jednokierunkowego. Teraz głos zabiera sam premier, że sojusznicy powinni się szanować. Rodzi się zatem podejrzenie, że ten szacunek nie jest oczywisty. Być może jest niesymetryczny. Brak szacunku nosi imię pogardy. I co z tego wynika? Ano nic. Dalej będziemy udawać, że jesteśmy równoprawnym partnerem, a oni będą nas klepać po plecach i mówić: „dobry piesek”. Guantanamo w Kiejkutach Pytanie, czy Polska jest państwem niezależnym od Stanów Zjednoczonych, pojawia się dziś coraz częściej. Nie jest nowe. Jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy stanęło […]
Robert Jaruga 2026-03-04
Kapitalizm bez rewolucji
GALA BCC Święto niezarejestrowanej partii biznesu 20 lutego, w miniony piątek, w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Centre Warsaw, odbyła się doroczna gala Business Centre Club (BCC). Czyli święto niezarejestrowanej partii biznesu, która nie startuje w wyborach, ale rządzi jednak setkami tysięcy dusz. W świetle reflektorów wręczano Złote, Srebrne i Platynowe Statuetki Lidera Polskiego Biznesu – odpowiedniki medali mistrzostw Polski. BCC to nie jakiś klub dyskusyjny dla aspirujących księgowych. To poważna, historyczna organizacja kapitalistyczna, którą w czasach swojej świetności zaszczycał nawet premier Leszek Miller. Konkurs „Lider Polskiego Biznesu” to nie firmowa gala konsultantów podatkowych z międzynarodowej korporacji Ernst & Young (EY). To też nie półtajemne zgromadzenie najbogatszych z Polskiej Rady Biznesu. Ani konfederacja branżowych interesów pod szyldem Lewiatana. BCC ma ambicję być Komitetem Olimpijskim polskiego kapitalizmu. Goliszewski w grobie się przewraca Wprawdzie legendarny prezes-założyciel BCC Marek Goliszewski (kandydat na […]
Robert Jaruga 2026-02-26
Powiązane
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego
Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]
Robert Jaruga 2026-04-17
Człowiek z betonu
CZŁOWIEK Z BETONU O religii fundamentu w państwie zadłużonych Przyglądając się współczesnej Polsce, zgiełkowi partii, wyznań, przekonań i fobii, dochodzi się do wniosku, że kraj ten jest jak ogromne targowisko idei. Jedni niosą sztandary z napisem „wiara”, drudzy z napisem „ateizm”, inni „rodzina”, jeszcze inni „wolność od rodziny”, kolejni „tradycja”, następni „nowoczesność”. Jedni cytują Pismo, drudzy konstytucję, trzeci Twittera. Można się tu pokłócić o wszystko: o historię, o płeć, o podatki, aborcję, Kościół w szkołach, kredyty frankowe, i o to, kto naprawdę płaci za inflację. Były Żyd poróżni się z konwertowanym na Żyda, wyznawca Brauna nie poda ręki miłośnikowi Czarzastego, słuchacz Radia Maryja nie zrozumie obserwatora OnlyFans, a obserwator OnlyFans nie zrozumie samego siebie. A jednak. Istnieje w Polsce wartość wyższa, nadrzędna, ponadideologiczna. Coś, co nie dzieli, lecz łączy. Na to nie obraża się nikt – ani lewica, ani prawica, […]
Mirosław Kwaśny 2026-03-10
Nie mają nic prócz swoich rąk
TEMAT: IMIGRACJA Legalny import, nielegalny wyzysk Porozmawiajmy teraz o imigracji. Mam do tego pełne prawo – jako wieloletni imigrant, czyli ktoś, kto stał w kolejkach, tłumaczył się z akcentu i słuchał, że „miejscowi też chcieliby pracować”. Krótko mówiąc: znam temat od strony zaplecza, nie od strony mównicy. Biczowanie palmą wdzięczności Pamiętam, jak swego czasu prezes Kaczyński grzmiał, że „my wobec tych ludzi nie mamy żadnych zobowiązań”, bo – cytuję – „nie wyzyskiwaliśmy ich w koloniach, nie rabowaliśmy, nie biczowaliśmy palmą imperializmu.” Słuchałem tego ze łzami w oczach. Autentycznie. Bo jako ongiś obcy, byłem wszystkim naraz: „polaczkiem”, „hindusem”, „żydkiem”, „ćwokiem”, „Ukraińcem”. Miałem jedno imię zbiorowe: imigrant. W języku angielskim jest na to słowo bezwstydnej szczerości. Slave. Niewolnik. Etymologicznie od Slav, Słowianin. Przez stulecia Słowian sprzedawano na targach ludzi tak masowo, że ich nazwa stała się dla Anglosasa synonimem podczłowieka do pracy. […]
drwarlecki 2026-02-25
Krajowy system e-Zawałów
Polska to piękny kraj. Naprawdę. Nie ironizuję – jeszcze. Codziennie doświadczam tej urody, jadąc śliczną ścieżką rowerową w gminie Michałowice. Latarnie LED zapalają się przede mną jak w amerykańskich filmach, gdzie bohater idzie ratować świat. Potem skręcam w dzielnicę domów jednorodzinnych, gdzie każdy wygląda, jak willa genseka Edwarda Gierka w Ustroniu. Piękna to była willa – dziś wprawdzie zrujnowana, ale symbol pozostał. Tu domy są jak marzenia: kute ogrodzenia, jakby wyszły spod ręki ostatnich mistrzów baroku. Cyfrowy potwór w betonowej klatce Ale oprócz tych czarujących ścieżek w Michałowicach, tych domów o większej powierzchni niż sumienie kilku ministrów, w Polsce istnieje inna, zupełnie odmienna architektura. Ja ją widziałem. Wy nie. Architektura w betonowych kompleksach bardziej tajnych niż bunkry NATO. Broniona zasiekami, drzwiami pancernymi, komandosami, jak z filmów o zimnej wojnie. Współczesne narodowe Data Center: katedry XXI wieku. W środku – tysiące […]
Mirosław Kwaśny 2026-01-18
Gladiatorzy przestworzy
Wypadki lotnicze w Polsce - zwłaszcza wojskowe - od dawna mają własny szablon prasowy. Wystarczy wstawić nazwisko, stopień i typ maszyny, a reszta pisze się sama. Pilot zawsze jest „doświadczony”, „oddany służbie”, „kochający mąż i ojciec”. Zawsze jest też „orłem, który odszedł za wcześnie” i zawsze „skrzydło złamane w locie”. W tle obowiązkowe „Śmierć na służbie Ojczyzny”, czyli zginał jak na Westerplatte.Tragedia z 28 sierpnia stała się klasycznym przykładem: major Maciej „Slab” Krakowian - człowiek, który naprawdę był świetnym pilotem - nagle zostaje największą gwiazdą polskiego lotnictwa tylko dlatego, że rozbił się razem z samolotem wartym 340 mln zł.Brutalnie mówiąc: gdyby żył, znałoby go kilkuset fanów awiacji i kilku spotterów z długimi obiektywami. Teraz? Cała Polska wie, że skończył Akademię Sił Powietrznych USA, odebrał dyplom z rąk Baracka Obamy, wylatał 1400 godzin i dostał nagrodę w Wielkiej Brytanii „za to, […]
Robert Jaruga 2025-09-21
Depresja za 3 grosze
Samobójstwo sąsiada i „techniczna niemożliwość” Małoletni syn sąsiada, który nosił bejsbolówkę daszkiem do tyłu, opętany obsesją zdrowia sięgającą wegetarianizmu, mający przed sobą perspektywę pracy w telewizji i posiadający również siostrę, która ma szansę na bardzo popłatną karierę jako ekskluzywna prostytutka, odebrał sobie życie! Popełnił samobója! W sposób technicznie niemożliwy – przez zadzierzgnięcie paska od portek, zaczepionego o klamkę do drzwi. Musiał przećwiczyć to zapewne na siłowni albo zobaczył na YouTube, no bo przecież normalnie by mu się nie udało. Przybyła prokuratorka. Badanie post mortem wykazało przyczynę autozagłady: depresja. Kiedy byłem w wieku denata, uważałem, że psychiatra, jak sama nazwa wskazuje, to weterynarz zajmujący się wyłącznie psami. Natomiast denat uczęszczał już od lat podobno do owego lekarza, jak ja do sadu księdza, aby kraść jabłka. I nie był przypadkiem odosobnionym. Zgodnie z oficjalnymi danymi, jakie mają w Sejmie, w wieku smartfonów […]
Michał Rala 2025-04-15
Bądź pierwszym, który skomentuje!