Background

Polska: Made in USA

Artykuły arrow_drop_down
SUWERENNOŚĆ – WERSJA SOJUSZNICZA

Kraj, o którym się komunikuje

Można dziś odnieść wrażenie – nie będę mówił kto i co – że Polska nie jest krajem, z którym się rozmawia, lecz krajem, o którym się komunikuje. To różnica subtelna, lecz zasadnicza: z krajem, z którym się rozmawia, prowadzi się dialog. Kraj, o którym się komunikuje, jest odbiorcą komunikatu. Jednokierunkowego.

Teraz głos zabiera sam premier, że sojusznicy powinni się szanować. Rodzi się zatem podejrzenie, że ten szacunek nie jest oczywisty. Być może jest niesymetryczny. Brak szacunku nosi imię pogardy. I co z tego wynika? Ano nic. Dalej będziemy udawać, że jesteśmy równoprawnym partnerem, a oni będą nas klepać po plecach i mówić: „dobry piesek”.


Guantanamo w Kiejkutach

Pytanie, czy Polska jest państwem niezależnym od Stanów Zjednoczonych, pojawia się dziś coraz częściej. Nie jest nowe. Jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy stanęło ono jakieś ćwierć wieku temu. Rozmawiałem o tym z Aleksandrem Kwaśniewskim. I on rzekł był, z właściwą sobie pewnością: „Żadnych amerykańskich więzień w Polsce nie było”.

Już miałem odetchnąć z ulgą, kiedy prezydent dodał coś jeszcze. Coś, co sprawiło, że zamiast ulgi poczułem lekki niepokój metodologiczny: „Nie zapominajmy – mówił – że jesteśmy sojusznikiem Stanów Zjednoczonych, które prowadzą walkę z terroryzmem. Terroryzmem, który pogrzebał pod gruzami World Trade Center tysiące niewinnych Amerykanów”.

Pomyślałem: dlaczego on to mówi? Dlaczego jakby się tłumaczył, skoro – jak sam twierdzi – nie ma z czego? To trochę tak, jakby ktoś zapewniał: „Nie ukradłem roweru. A poza tym pamiętajmy, że złodzieje są źli, a rowery często giną w tragicznych okolicznościach”.

Niestety, po latach okazało się, że nasz najlepszy w historii prezydent jednak się pomylił. Albo był niedoinformowany. Europejski Trybunał Praw Człowieka uznał bowiem, że Polska naruszyła Europejską Konwencję Praw Człowieka, współpracując z CIA i nie chroniąc osób przetrzymywanych na swoim terytorium. W ramach prowadzonej przez Stany Zjednoczone „wojny z terroryzmem” CIA realizowała program tajnych ośrodków detencyjnych (black sites) poza terytorium USA. Jeden z nich miał być w Starych Kiejkutach.

Miejsce, w którym – jak się okazało – polska konstytucja kończyła się na bramie, a dalej zaczynała się jurysdykcja sojusznicza. Nie było to nawet prawo amerykańskie. Bo prawo amerykańskie – nie pozwala na torturowanie więźniów. Dlatego też nie mówiono o torturach. Mówiono o „wzmocnionych technikach przesłuchań”. To była już sprawa ustroju Państwa.


Ustawa zza oceanu, obowiązek nad Wisłą

Kolejnym skandalem, który dotąd nie został tak nazwany, a dawno powinien, jest amerykańska ustawa FATCA z 2010 roku (Foreign Account Tax Compliance Act). Jej celem było zmuszenie banków do raportowania danych o klientach powiązanych z USA.

W praktyce: albo przekazujecie dane, albo obciążymy każdy przelew dolarowy 30-procentowym haraczem.

W Polsce oznacza to, że przy zakładaniu konta bankowego musisz złożyć oświadczenie, że nie jesteś obywatelem USA, nie masz tam rezydencji i nie podlegasz amerykańskiemu fiskusowi. Twoje dane i tak trafiają, za pośrednictwem polskich instytucji, do administracji Stanów Zjednoczonych. To ciągły stan prawny, który ingeruje w polską suwerenność państwową do dziś.


Amerykańskie widzimisię w polskich bankach

To nie wszystkie kazusy, o których się nie mówi. Stany Zjednoczone eksportują swoje prawo w sposób cichy i bez flag, a jednak obowiązuje ono de facto w Polsce.

Programy sankcyjne OFAC (Office of Foreign Assets Control) w praktyce oznaczają, że bank w Polsce musi zablokować przelew, konto albo całą działalność klienta, bo tak stanowi amerykańska lista sankcyjna – choć prawo polskie niczego takiego nie wymaga.

Wystarczy znaleźć się na liście Departamentu Skarbu USA i forsa w polskim banku może zostać zamrożona: bez wyroku polskiego sądu, bez postępowania, bez prawa do obrony. W klasycznym rozumieniu państwa prawa taka sytuacja nosiłaby nazwę bezprawia.

JURYSDYKCJA – EKSPORT BEZ FLAG

Suwerenność na licencji USA

Czasem widać to jak na dłoni: procedura jest amerykańska, wyrok amerykański, a polski sąd bywa sprowadzony do roli notariusza cudzej decyzji. A kiedy państwo komunikuje się z obywatelami przez cudze platformy i cudzą chmurę, robi się z tego system, który działa płynnie – tylko nie wiadomo dla kogo.


Cimoszewiczówna kontra „Wprost”

A jak wygląda sprawa procesów sądowych w USA za czyny popełnione w Polsce, które potem mają być respektowane przez polskie sądy? Politycznie niepoprawny przykład: córka Włodzimierza Cimoszewicza pozwała Tygodnik „Wprost” przed sąd amerykański za naruszenie dóbr osobistych.

Ze strony „Wprost” nikt się w USA nie pojawił, bo trudno oczekiwać, żeby polska redakcja jeździła po świecie i broniła się przed obcą jurysdykcją. Wyrok zapadł więc bez udziału strony pozwanej.

Następnie został w Polsce uznany. Sąd krajowy nie wnikał w sens całego postępowania, ograniczył się jedynie do zmniejszenia kwoty odszkodowania. Zatem procedura była amerykańska, wyrok amerykański, a polski sąd pełnił funkcję notariusza cudzej decyzji.

Podobnie procedowane bywają roszczenia reprywatyzacyjne czy sprawy o naruszenie praw autorskich i patentów. Polskie firmy i instytucje bywają pozywane w USA za działania, które wydarzyły się w Polsce, zgodnie z polskim prawem, ale podlegają amerykańskiej jurysdykcji, bo tak skonstruowano przepisy pod dyktando globalnego hegemona. Trudno o lepszą ilustrację sytuacji, w której niezawisłość polskiego sądownictwa funkcjonuje – owszem – ale w granicach wyznaczonych przez cudze orzecznictwo.


Amerykańscy żołnierze ponad prawem

Do tego dochodzi jeszcze SOFA (Status of Forces Agreement), czyli umowa regulująca status wojsk USA w Polsce. W praktyce oznacza ona, że amerykańscy żołnierze nie podlegają polskiej jurysdykcji, tylko amerykańskiej.

Jeśli więc jakiś Abrams staranuje drzewo, płot albo fragment lokalnej infrastruktury, albo gdy dochodzi do poważniejszego incydentu, sprawa nie trafia do polskiego sądu, lecz do amerykańskiej procedury wojskowej. Na papierze to partnerstwo sojusznicze. W praktyce – oddzielna jurysdykcja na terytorium państwa, które formalnie jest gospodarzem.


Politycy w sieci, dane w USA

Przejdźmy do spraw naprawdę grubego kalibru. Otóż coraz mniej zauważalnym, a jednocześnie coraz bardziej nieodwracalnym zjawiskiem stało się to, że polskie państwo komunikuje się ze społeczeństwem za pomocą amerykańskich mediów społecznościowych.

Ministrowie, ministerstwa, posłowie, senatorowie, wójtowie, burmistrzowie, kandydaci na prezydenta, a potem sami prezydenci, ich kancelarie, rzecznicy, urzędy i agencje – wszyscy przemawiają do narodu przez Twittera, Facebooka, YouTube'a i Instagrama. Gdyby nie to, że te platformy należą do korporacji zarejestrowanych w Dolinie Krzemowej, można by pomyśleć, że to jakiś państwowy system informacyjny. Mamy quasi-państwo operujące w obcym ekosystemie.

W normalnym kraju, który choćby od czasu do czasu udaje, że ma wywiad i kontrwywiad, taka sytuacja powinna wywoływać alarm: „Co wy, do cholery, robicie?” Ale alarmu nie ma. Bo system działa. Tyle że nie wiadomo dla kogo.

Efektem tej komunikacji są dziesiątki tysięcy komentarzy, lajków, udostępnień – ogromne zbiory danych, które działają jak społeczny sejsmograf. Lepszy niż niejeden CBOS, IBRiS czy GUS. Nastroje, emocje, frustracje, reakcje – wszystko dostępne w czasie rzeczywistym. Dane te trafiają oczywiście do chmur obliczeniowych AWS, Azure i Google Cloud, czyli do serwerowni kontrolowanych przez USA.

I tu wchodzi na scenę Patriot Act / Cloud Act – pakiet przepisów, który pozwala rządowi USA na dostęp do danych przechowywanych przez amerykańskie firmy, nawet jeśli fizycznie znajdują się w Niemczech, Irlandii czy Polsce. Dostęp ten może być cichy, pozasądowy, uprzedzający. To już nawet nie jest jurysdykcja transgraniczna – to własność strategiczna rozszerzona na cudze dane.


Amerykańska technologia dyktuje warunki

Dotąd można było się pocieszać, że analiza tych danych odbywa się maszynowo, przez algorytmy – czyli powierzchownie, schematycznie, z marginesem błędu. Ale ten margines właśnie zniknął. Bo na scenę wchodzi sztuczna inteligencja, również amerykańska, której Europa – i Polska – ani nie ma, ani mieć nie będzie.

Jeśli kiedyś będziemy się zastanawiać, kiedy dokładnie przestaliśmy być suwerenni, warto sprawdzić, kiedy ostatni raz polski minister wydał komunikat państwowy bez logowania się na platformie należącej do spółki z Nasdaq.


Jak Microsoft uzależnił Polskę

Zapewne słyszeliście, że pojawił się projekt, by po czterdziestu latach polskie urzędy uniezależniły się od produktów Microsoftu – czyli od edytorów tekstu, arkuszy i całego biurowego ekosystemu, który jest amerykański i pozostaje pod kontrolą Waszyngtonu. Pomysł brzmi pięknie, tylko że jest spóźniony o epokę i w dodatku w dużej mierze nierealny.

Jesteśmy bowiem uzależnieni od spadkobierców Billa Gatesa na długie lata, jeśli nie pokolenia. Polityka polegająca na tym, że dzieci w szkołach i studenci na uczelniach dostają Worda i Excela niemal za darmo, nie jest aktem dobroczynności. To strategia uzależnienia – najpierw darmowa próbka, potem całe państwo pracuje już tylko w tym systemie, bo nic innego nie zna i nie umie.

Jeszcze dziś część ludzi pracuje na tych aplikacjach lokalnie, na własnych komputerach. Ale trend jest jasny: wszystko ma trafić do chmury. I tam trafi. Każdy artykuł, każdy mail, każde pismo procesowe, każda kalkulacja biznesowa powstanie wprawdzie na klawiaturze w polskim biurze, ale zapisze się na serwerze gdzieś w Irlandii albo w innym centrum danych należącym do amerykańskiej korporacji.

A z tymi danymi właściciel infrastruktury może zrobić bardzo wiele. Kwestia „praw autorskich” i „pełnej kontroli użytkownika” to w tym modelu raczej uspokajająca legenda niż realna gwarancja. Państwo, które swoje dokumenty, korespondencję i obieg informacji trzyma na cudzych serwerach, nie tyle pracuje w chmurze, co funkcjonuje w cudzym systemie operacyjnym.


Kto odziedziczy Twoje cyfrowe życie?

Używacie narzędzi Google’a: Gmaila, Map, całej tej wygodnej, kolorowej infrastruktury codzienności? A zastanawialiście się kiedyś, co stanie się z waszymi mailami po śmierci? A jeszcze wcześniej – co dzieje się z nimi teraz?

Naprawdę wierzycie, że są szyfrowane, nietykalne i trafiają wyłącznie do adresata? Błagam – trochę litości dla zdrowego rozsądku i mniej tej cyfrowej naiwności.

Trzeba by być świętym albo kompletnie niepoważnym, żeby mieć przed sobą takie zasoby danych, takie skarby informacji o ludziach, ich kontaktach, słabościach, relacjach i interesach – i do nich nie zajrzeć, bo „etyka nie pozwala”.


Ameryka podbija Polskę bez jednego wystrzału

Idę sobie ostatnio z kolegą Staneckim (zwanym Stanleyem) po Warszawie. Stanley wrócił na chwilę z Teksasu, gdzie pracuje dla Bell Textron (dawniej Bell Helicopter), żeby zobaczyć, jak się Polska zmieniła.

– Wiesz co, czuję się jakbym nigdy nie wyjechał.
– Jak to? Przecież jesteś po raz pierwszy w kraju od trzydziestu lat!?
– No przecież wy już jesteście 51. stanem USA. Tylko paszporty wam się jeszcze nie zmieniły.

A on pokazuje palcem: McDonald’s, KFC, Starbucks, Pizza Hut, Subway, Burger King… Coca-Cola, Pepsi, Dr Pepper. Tu masz Gillette, tam Oral-B, tu Nike, Levi’s, Guess. VISA, MasterCard, JP Morgan, Boston Consulting. A na koniec Uber cię odwiezie. „Republic of Vistula, GodBlessovia, Free State of McPoland.”


Alarm! Temperatura suwerenności spadła

My tu nie uprawiamy ksenofobii. Polska ma być krajem otwartym, nowoczesnym, połączonym ze światem. Ale trudno nie zauważyć, że pewne sprawy zaszły za daleko. I w tym miejscu niestety pojawia się trafne skojarzenie – syndrom gotującej się żaby: „dla dobra rozwoju”, „na rzecz integracji”, „w imię sojuszy”. Temperatura suwerenności spadła poniżej punktu alarmowego, a polska żaba nie ma już siły wyskoczyć z amerykańskiego garnka.

O Autorze :

O Autorze : call_made

Robert Jaruga

O AUTORZE : Jest sukcesem reprodukcyjnym ojca Józefa i matki Marii. Jasno z tego wynika, że urodził się w świętej rodzinie. Skończył dziennikarstwo w Warszawie i nauki polityczne w Hamburgu. Wolno mu więc o sobie mówić, że jest prawdziwym hamburgerem. Pociesza go, że składa się z inteligentnej materii o masie 1300 gramów (waga mózgu). Martwi, że zliczając masę 7,3 miliarda mózgów zamieszkujących Ziemię wychodzi, że inteligentna materia stanowi pomijalny procent materii nieinteligentnej, z której składa się makrokosmos. (Perfekcyjny w pielęgnacji swej intelektualnej niezależności – przyp. red).

Więcej artykułów Dorobok

trending_flat
Bankier szuka żony w koniczynie

Mateusz Morawiecki cierpi, co jest widokiem równie budującym, co procesja Bożego Ciała w rzęsistym deszczu. Niby mokro i smutno, ale widowisko przednie. Jego romans z prezesem-bożkiem wszedł właśnie w fazę, którą w podręcznikach biologii i patologii władzy opisuje się jako „stadium pożarcia godowego”.  Jarosław Kaczyński ma bowiem tę urokliwą cechę modliszki, że każdą swoją polityczną nałożnicę – od Dorna i Marcinkiewicza, przez Ziobrę, Gowina, Kluzik-Rostkowską, aż po Kurskiego, Kamińskiego i Cymańskiego – najpierw obsypuje stanowiskami i zaszczytami, a potem spuszcza w klozecie historii. Teraz kolej na Mateusza, który przed świętami  poczłapał na Nowogrodzką, by wreszcie usłyszeć z ust samego Najwyższego to, co dotąd z lękiem podczytywał w Onecie: że jego termin przydatności do spożycia minął. W przedpokoju do sypialni prezesa, tam gdzie zapach naftaliny i starego kawalera miesza się z aromatem absolutnej władzy, pręży się już przecież Przemysław Czarnek. Nowy harcerz […]

trending_flat
Pieczony listonosz w sosie z węgla kamiennego

Instrukcja likwidacji człowieka Trudno nie zauważyć, że nasz rodzimy kapitalizm się zużył. To system schyłkowy. Bo oto gruchnęła wieść, która wstrząsnęła polskim Internetem mocniej niż zgon Chucka Norrisa. Niejaki Sebastian Mikosz, prezes Poczty Polskiej, stracił robotę. Z dnia na dzień stał się zbędny, co jest o tyle zabawne, że przez ostatni rok przekonywał wszystkich, iż to inni są zbędni. Rzeźnik w Armanim Mikosz to postać niemal biblijna, tyle że zamiast rozmnażać chleb, on go ludziom odbierał. Dokonał rzeczy „wielkiej”. Zredukował deficyt Poczty o 500 mln zł. Metodą godną największych rzeźników polskiego biznesu – wypierdolił na zbity pysk ponad osiem tysięcy pocztowców. Opinie o nim są w narodzie, a zwłaszcza wśród tych, którzy jeszcze niedawno dźwigali torby pełne wezwań z sądów, nadzwyczaj spójne. „Bardziej zadufanego w sobie faceta nie widziałem w życiu”. Mikosz niszczył Pocztę Polską z taką samą gracją, z […]

trending_flat
Nieznany kraj za Bugiem

NIEZNANY KRAJ ZA BUGIEM Samce alfa nad mapą Europy W minionym tygodniu miały miejsce zdarzenia dość istotne z punktu widzenia geopolityki. Donald Trump oświadczył z pewną pretensją, że europejscy sojusznicy wypięli się na niego w sprawie ataku na Iran. Trudno nam się dziwić. Bo jeśli jeszcze niedawno pomysły o aneksji Kanady, połknięciu Grenlandii, stąpaniu po Kubie można było traktować jako polityczną hucpę i element wizerunkowego kabaretu człowieka w czerwonej bejsbolówce, założonej daszkiem do tyłu, to w zestawieniu z porwaniem Maduro oraz realnym bombardowaniem ludzi w Iranie przestają śmieszyć. Zaczynają niepokoić. Europejscy przywódcy doszli do wniosku, że człowiek, który żartuje z podbijania świata, może w pewnym momencie przestać żartować. Pierwsza dama do ostatniego dyktatora Dwa incydenty przeszły jednak niemal niezauważone. Oto na Białoruś, by uścisnąć dłoń Aleksandra Łukaszenki, pofatygował się niejaki John Coale. To amerykański prawnik, wysłannik Trumpa do spraw zbyt […]

trending_flat
Gorejące serce i lodowata historia

Początek recenzji Gorejące serce i lodowata historia Zaczęło się niewinnie. Do redakcji przyszedł mail o treści następującej: „Imię i nazwisko: Jan Kochani, mam do Was prośbę: pójdźcie na film pt. „Najświętsze Serce” i napiszcie rzetelną recenzję. Sam bym poszedł, ale ksiądz proboszcz powiedział, że nawet najbardziej zatwardziali bezbożnicy w ateistycznej Francji – taki przykład podał – wychodzą z tego filmu nawróceni, więc wolę nie ryzykować. Wam to pewnie nie grozi. Pozdrawiam i czekam.” Bozia w multipleksie Przyznam szczerze: nie spieszyło nam się na taki seans. Ostatni film religijny, który zapadł nam w pamięć, to „Pasja” Mela Gibsona z 2004 roku – jeden z największych fenomenów frekwencyjnych kina religijnego. Było to, proszę Państwa, omal ćwierć wieku temu. Jednak z zawodowej ciekawości sprawdziliśmy, co o nowym filmie „Najświętsze Serce” z 2025 roku mówią jego entuzjaści. Episkopat informuje, że produkcja „przyciąga tłumy do […]

trending_flat
Polska: Made in USA

SUWERENNOŚĆ – WERSJA SOJUSZNICZA Kraj, o którym się komunikuje Można dziś odnieść wrażenie – nie będę mówił kto i co – że Polska nie jest krajem, z którym się rozmawia, lecz krajem, o którym się komunikuje. To różnica subtelna, lecz zasadnicza: z krajem, z którym się rozmawia, prowadzi się dialog. Kraj, o którym się komunikuje, jest odbiorcą komunikatu. Jednokierunkowego. Teraz głos zabiera sam premier, że sojusznicy powinni się szanować. Rodzi się zatem podejrzenie, że ten szacunek nie jest oczywisty. Być może jest niesymetryczny. Brak szacunku nosi imię pogardy. I co z tego wynika? Ano nic. Dalej będziemy udawać, że jesteśmy równoprawnym partnerem, a oni będą nas klepać po plecach i mówić: „dobry piesek”. Guantanamo w Kiejkutach Pytanie, czy Polska jest państwem niezależnym od Stanów Zjednoczonych, pojawia się dziś coraz częściej. Nie jest nowe. Jeśli dobrze pamiętam, po raz pierwszy stanęło […]

trending_flat
Kapitalizm bez rewolucji

GALA BCC Święto niezarejestrowanej partii biznesu 20 lutego, w miniony piątek, w DoubleTree by Hilton Hotel & Conference Centre Warsaw, odbyła się doroczna gala Business Centre Club (BCC). Czyli święto niezarejestrowanej partii biznesu, która nie startuje w wyborach, ale rządzi jednak setkami tysięcy dusz. W świetle reflektorów wręczano Złote, Srebrne i Platynowe Statuetki Lidera Polskiego Biznesu – odpowiedniki medali mistrzostw Polski. BCC to nie jakiś klub dyskusyjny dla aspirujących księgowych. To poważna, historyczna organizacja kapitalistyczna, którą w czasach swojej świetności zaszczycał nawet premier Leszek Miller. Konkurs „Lider Polskiego Biznesu” to nie firmowa gala konsultantów podatkowych z międzynarodowej korporacji Ernst & Young (EY). To też nie półtajemne zgromadzenie najbogatszych z Polskiej Rady Biznesu. Ani konfederacja branżowych interesów pod szyldem Lewiatana. BCC ma ambicję być Komitetem Olimpijskim polskiego kapitalizmu. Goliszewski w grobie się przewraca Wprawdzie legendarny prezes-założyciel BCC Marek Goliszewski (kandydat na […]

Powiązane

trending_flat
Ćwierć wieku XXI wieku

ĆWIERĆ WIEKU XXI WIEKU 25 lat minęło jak nic. I właśnie to jest problem. Mało kto zauważył, że od roku 2000 – tego magicznego, po którym spodziewaliśmy się lotów na Marsa, pokonania raka i taniego kredytu – minęło już pełne 25 lat. Czyli ćwierć wieku. To jest moment na bilans, rachunek sumienia i kilka drastycznych porównań. Bo oto ludzie, którzy zostali prokreowani w tego pamiętnego Sylwestra 1999/2000 – gdy niebo miało zgasnąć, komputery wybuchnąć (pluskwa milenijna), a świat się skończyć – mają dziś 25 lat. Są relatywnie dorośli, przynajmniej metrykalnie. Niektórzy z nich mają dzieci, inni TikToka z 2 milionami wyświetleń, co w dzisiejszym świecie uchodzi za większe osiągnięcie niż doktorat. Co było w 2000 roku? Raczkuje kolejne pokolenie XXI wieku, czyli coś zupełnie innego. Im trzeba będzie tłumaczyć do czego służyła budka telefoniczna, że z Internetem gadało się przez […]

trending_flat
Polsat kłamie, bezrobocie puka do drzwi

No nie możemy udawać jak w Polsacie, że wszystko gra, że wszyscy chodzimy w żółtych futrach po plaży z Media Expert, a w tle leci happy techno o „najniższych cenach”. Rzeczywistość zaczyna spuszczać z tonu. Nie zrzucajmy tego od razu na obecny rząd - on dopiero będzie zbierał cięgi za wzrost bezrobocia, którego „na razie nie widać”, jak mawiają analitycy GUS-u siedzący w klimatyzowanych biurach. Z punktu widzenia statystyk mamy „ledwie drgnięcie”, ale z punktu widzenia zwykłych ludzi - to już preludium do kryzysu na rynku pracy. 180 tysięcy istnień Grupowe zwolnienia w Polsce objęły 90 tysięcy osób do października, a o indywidualnych nikt nie mówi, bo trudniej je policzyć. Realnie mówimy o 160-180 tysiącach, które z dnia na dzień tracą środki do życia: ojcowie, matki, dzieci, kredyty, psy, koty i teściowe - wszyscy na garnuszku gospodarki, która właśnie zaczyna […]

trending_flat
Reportaż z kraju, w którym nikt nie klęka

Nie będę was dłużej oszukiwać. To się dla nas dobrze nie skończy. Doczytałem właśnie pamiętniki Viktora Klemperera. Te od 1933 roku. To nie historia. To jak instrukcja obsługi teraźniejszości. Jeśli ktoś jeszcze łudzi się, że historia nie lubi się powtarzać, niech przestanie się łudzić. Historia nie tylko się powtarza. Ona wraca w zbroi, tylko zmienia orła na sztandarze. Kato-faszyzm zwycięży. I nie jest już pytaniem „czy?”. Jedyne, co warto sobie zadać, to pytanie: „kiedy?” i „dokąd uciekać?” Zgodnie z kalendarzem demokratycznej zagłady, rząd Tuska - ostatni (umiarkowanie) świecki gabinet III Rzeczypospolitej - przestanie działać w roku 2027. A potem polski rok bólu Polska przyszłości nie będzie krajem radosnym. W dystopii pod rządami katoprawicy cierpienie stanie się formą ustrojową. Cierpiętnicze Miesięcznice przekształcone zostaną w Tygodnice, a każdy miesiąc poświęcony będzie innej narodowej traumie. W styczniu cierpieć będziemy za Powstanie Styczniowe. Dzieci […]

trending_flat
Tolerancja – czyli jak znosić idiotów bez użycia siły?

Światowy Dzień Tolerancji – obchodzimy, czy obchodzimy szerokim łukiem? Jak na pewno nie wiecie, w najbliższą sobotę 16-tego listopada, obchodzimy ustanowiony przez ONZ Światowy Dzień Tolerancji. Słowo „obchodzimy” traktować należy tu raczej w znaczeniu „coś obejść”, ponieważ ani w urzędzie, ani w kościele ani również w szkole nie słyszeliśmy, że tolerancja jest do czegoś potrzebna a tym bardziej, raczej nie jest jasne, jak ją świętować. Nikt też z powodu tego światowego święta w naszym kraju się nie raduje, a mówiąc szczerze i na świecie nie jest dużo lepiej. W krajach, gdzie więcej jest mięczaków, jak powiedzmy Szwajcaria czy Norwegia a gospodarka ma charakter post przemysłowy i ludzie muszą wynajdować różne bezproduktywne zajęcia, rzeczywiście coś się w tej dacie czyni. Z reguły są to prelekcje i dyskusje ale nie na temat owej tolerancji. Raczej jest to biadolenie nad wszystkim, co tolerancją […]

trending_flat
Kurwy, chadecy i wirusy: Niemiecki lament

Niemieccy chadecy w rozterce: Niemcy – burdel Europy. Nasi katolicy pewnie zakrztusiliby się oburzeniem, ale niemieccy protestanci, ci od prezerwatyw (a nie od Częstochowy), jakoś to przełkną. 260 tysięcy prostytutek i 2600 domów publicznych – cóż, bywały w Niemczech gorsze rzeczy. Ot, choćby sprawa Żydów. Perspektywa czyni cuda. GASTARBEITERKI Niemcy narzekają, że prostytutki to głównie Polki, Francuzki i ostatnio Ukrainki, które przybyły do Rajchu z przyczyn, za które Niemcy nie ponoszą (do końca) odpowiedzialności. Za najazd francuskiego kurewstwa, najgorszego, bo niosącego francę – czyli chorobę francuską – obwiniają Macrona, który w 2017 roku zlikwidował francuskie domy publiczne, bo Francuzi, podobnie jak Polacy, to rzymscy katolicy (hugenoci to margines, odkąd wymordowano ich w Noc Świętego Bartłomieja). Macron uznał, że każdy wytrysk nasienia opłacany pieniędzmi lub w naturze to przestępstwo. Policja gorliwie śledziła nielegalne wzwody i ejakulacje, więc seksbiznes przeniósł się do […]

trending_flat
Potęga karłów z mikropenisami

CIA  już trzeci rok z rzędu  twierdzi, że  największym państwem  są Indie.  Liczy się  liczba ludzi, nie  PKB czy  hektary.  W Indiach  mieszka 1,42 miliarda osób,  mówiących  mniej więcej  tym samym językiem,  a  angielskim  posługuje się tam  więcej ludzi niż w USA i  Wielkiej Brytanii razem wziętych.  To dwa razy więcej niż w Europie,  więcej niż w Afryce,  2,3 razy więcej niż w Ameryce Północnej i  trzy razy więcej niż w Ameryce Południowej.  Indie to  atomowe supermocarstwo, a  każdy Hindus  budzi się  z dumą, że  należy do  największej  wspólnoty  na świecie.  Perły w koronie  Imperium Brytyjskiego.  A  kto z was  zna  nazwisko  indyjskiego premiera?  No właśnie. Genetyczna ruletka, czyli cena przeludnienia Choć Indie chlubią się imponującym przyrostem naturalnym, sukces ten okupiony jest wysoką ceną, a raczej genetycznym bałaganem. Okazuje się, że co trzeci Hindus przed czterdziestką cierpi na impotencję – […]

Bądź pierwszym, który skomentuje!

Co o tym myślisz ?

Twój adres e-mail pozostanie poufny. Gwiazdką (*) oznaczone są pola obowiązkowe.

Dociekamy. Słuchamy. Podglądamy.

Analizujemy. Śledzimy. Wysławiamy. Krytykujemy. Komentujemy.

Wtrącamy się w nie swoje sprawy. Poszukujemy głębszego sensu i drugiego dna.

Wielostronnie i obiektywnie. Z najwyższą starannością.

Używamy dorobku wszystkich odważnych myślicieli, aby dojść tam, gdzie jeszcze nikogo nie było.

Pracuj z nami

Rozbijamy barykady zamkniętych umysłów.

Podajemy prawdę tam, gdzie inni chowają ją za zasłoną banałów.

HECHO.pl – Twoje nowe lustro Polski.
Ostrze analizy. Impuls zmiany.

Wydawca: Fundacja Czwarta Władza (F4W)
Siedziba: Warszawa

KRS: 0001172803 NIP: 5214117765 REGON: 541732862

Nr konta:
18 1090 1056 0000 0001 6270 8297

O wydawcy portalu HECHO.pl
Projekt: DOBOROWA.com.pl · NARRATOR Jaruga & Kędzierski · Strony internetowe, treści, AI. | Odwiedź nas

Login to enjoy full advantages

Please login or subscribe to continue.

Go Premium!

Enjoy the full advantage of the premium access.

Stop following

Przestań obserwować Cancel

Cancel subscription

Are you sure you want to cancel your subscription? You will lose your Premium access and stored playlists.

Go back Confirm cancellation